Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
dr Błażej Skrzypulec  1 lutego 2015

W życiu nie chodzi tylko o brak cierpienia

dr Błażej Skrzypulec  1 lutego 2015
przeczytanie zajmie 6 min
W życiu nie chodzi tylko o brak cierpienia flickr.com

Jeśli istnieje coś, co do czego wszyscy ludzie zgadzają się, że jest złe, to jest to cierpienie. Rozważając jakikolwiek inny fenomen, np. smak ogórków kiszonych, politykę zagraniczną II RP, bądź wysokość płacy minimalnej, to okaże się, że są osoby, które uważają go za zły, podczas gdy inne za dobry.

Wydaje się jednak, że w przypadku oceny bólu zęba panuje zadziwiająca zgodność. Stąd też nietrudno zrozumieć, że postulat redukcji cierpienia możne wydawać się atrakcyjnym kandydatem na naczelną zasadę etyki. Przykładowo, w interesującym tekście Prawica, lewica, Lovecraft Krzysztof Posłajko charakteryzując „lewicową politykę budowy wspólnoty” stwierdza: ani świat, ani inni nie są esencjalnie naszymi wrogami, stąd też naszym imperatywem nie jest biopolityczny cynizm, ale zaangażowana polityka redukcji cierpienia. Jak sądzę Posłajko słusznie zauważa, że postulat, który można by określić jako „mniej cierpienia!”, jest tą dyrektywą etyczną, na którą lewica kładzie największy nacisk. Poniżej postaram się pokazać, że lewica ma w tym sporo racji. Mówiąc dokładniej: połowę.

Twierdzenie, że „mniej cierpienia” nie jest jedyną naczelną dyrektywą etyczną może budzić pewne obawy. Sugeruje to, że czasami za dobre uznajemy sytuacje, w której ludzie cierpią bardziej.

Jednakże z drugiej strony nietrudno zauważyć, że również w samej dyrektywie redukcji cierpienia jest coś podejrzanego. Wystarczy zapytać, co w największym stopniu spełniłoby postulat „mniej cierpienia”: byłaby to natychmiastowa, nieoczekiwana i całkowicie bezbolesna anihilacja wszystkich zdolnych do cierpienia istot. Jak sądzę nie będzie przesadą stwierdzenie, że taki scenariusz budzi w nas dość silny, intuicyjny opór. Dlaczego jednak właściwie jest tak, że likwidacja cierpienia poprzez anihilację nie wydaje nam się etycznie obiecująca opcją? Odpowiedź na to pytanie pozwali wskazać na inną dyrektywę etyczną, które pełni równie doniosłą rolę jak „mniej cierpienia” i musi stanowić jej uzupełnienie.

Warto w tym kontekście zdobyć się na odrobinę odwagi i rozważyć, w jakich sytuacjach uważamy, że lepiej jest, gdy ludzie cierpią bardziej. Pewne przypadki są zupełnie niekontrowersyjne i mogą być opisane przez odwołanie się do samej dyrektywy redukowania cierpienia. Są to te sytuacje, w których mniejsze cierpienie pozwala uniknąć większego cierpienia, np. gdy zjedzenie niedobrego lekarstwa uchroni od poważniejszej choroby.

Wydaje się jednak, że są również okoliczności, w których za lepsze uznalibyśmy nie tylko doświadczenie cierpienia w danej chwili, ale także doznanie większej sumy cierpień w ciągu całego życia.

Dla ilustracji wyobraźmy sobie postać „szczęśliwego Janko Muzykanta” żyjącego w rustykalnej Arkadii. Janko może nigdy nie odkryć swojego wybitnego talentu muzycznego i spędzić szczęśliwie całe życie wśród idyllicznych pastwisk. Może on jednak również wybrać karierę muzyczną i skomponować jedne z najwybitniejszych utworów wszechczasów, co jednak będzie kupione wysiłkiem, stresem oraz okresami zniechęcenia i poczucia beznadziei. W takim scenariuszu Janko nie rozwijając talentu cierpiałby mniej, jednakże pomimo tego bez większych oporów można przyznać, że byłoby lepiej, gdyby wybrał drogę prowadzącą do stworzenia wybitnych kompozycji.

Uogólniając, obok dyrektywy redukcji cierpienia intuicyjnie przyjmujemy również inną ogólną etyczną zasadę, którą można by wyrazić poprzez slogan „więcej bytu!”. Podobnie jak lepiej jest, ceteri paribus, gdy mniej się cierpi, również ogólnie jest lepiej, gdy istnieje więcej rzeczy i realizowanych jest więcej możliwości, a jeszcze lepiej, gdy najwięcej jest tych, które uznajemy za stojące szczególnie wysoko w hierarchii wartościowości.

Dyrektywa „więcej bytu” pokazuje również dlaczego tak etycznie problematyczne jest idealne wypełnienie dyrektywy redukcji cierpienia poprzez anihilację czujących istot.

Chociaż w takim wypadku cierpienie zostałoby zredukowane do zera, to jednocześnie zupełnie nieuwzględnione zostają intuicje związane z dyrektywą „więcej bytu”, gdyż w tym scenariuszu zniszczeniu ulegają wszystkie byty, którym skłonni jesteśmy przypisać największą wartość.

Oczywiście kierowanie się jedynie dyrektywą „więcej bytu” przy całkowitym zignorowaniu zasady „mniej cierpienia” doprowadziłoby do podobnie etycznie problematycznych rezultatów, gdzie wyrządzanie dowolnych krzywd byłoby usprawiedliwione realizację tego celu, który akurat został uznany za najbardziej doniosły. Wydaje się raczej, że obie te dyrektywy mają podobny status i każde niepopadające w skrajność stanowisko etyczne będzie stanowić pewną ich kombinację. Co więcej, każde faktyczne zastosowanie tych dyrektyw wymaga daleko posuniętych uszczegółowień. W przypadku „więcej bytu” trzeba przyjąć pewną hierarchię obiektów i zdarzeń, tak aby określić, realizacja których z nich jest lepsza. Podobnie w przypadku „mniej cierpienia” potrzeba jakiś wskazówek określających, które z cierpień są bardziej dotkliwe od innych.

Nie budzi też wątpliwości, że często obie dyrektywy wzajemnie się wspierają, w szczególności wydaje się, że gdy mniej się cierpi można zrealizować więcej rzeczy. Ciekawsze są jednak te przypadki, w których „więcej bytu” znajduje się konflikcie z „mniej cierpienia”, a dodatkowo wybór jednej z przeciwstawnych opcji jest skorelowany z podziałami politycznymi.

W szczególności wydaje się, że podczas gdy lewica przykłada większą wagę do „redukcji cierpienia”, tak prawica za istotniejszą uważa dyrektywę „więcej bytu”. Szczególnie dobrze widać to w przypadku dyskusji bioetycznych, takich jak niekończące się spory o etyczną dopuszczalność aborcji.

Lewica wychodząc od „mniej cierpienia” nie uważa niszczenia płodów za rzecz moralnie problematyczną, jako że nie doznają one żadnych cierpień. Z tej perspektywy szczególnie istotna jest natomiast po pierwsze matka, która jak najbardziej może cierpieć w wyniku okoliczności związanych z ciążą.

Po drugie, istotna jest osoba, w którą przekształci się płód i która może doznawać dużych cierpień w wyniku nieprawidłowego przebiegu wcześniejszych faz rozwojowych. Z kolei jeśli sam płód ma jakiś etyczny status, to tylko w relacji do innych osób, które cierpiałby, gdyby przestał on istnieć.

Z kolei prawica widzi w płodzie coś, co jest fazą rozwojową jednego z bytów, którym przypisujemy największą wartość – człowieka. Zniszczenie płodu jest równoznaczne z unicestwieniem bytu o dużym znaczeniu, a przez to w wielu przypadkach musi być ocenione jako złe biorąc za punkt wyjścia dyrektywę „więcej bytu”.

Nie jest wówczas dziwne, że zniszczenia płodu nie uzasadnia automatycznie występowanie związanych z jego istnieniem cierpień. Jak wskazywały przytoczone już wcześniej przykłady, nie ma nic specjalnie etycznie nieintuicyjnego w tym, aby dopuścić jakąś ilość cierpień ze względu na istnienie jakichś wartościowych bytów.  

Jeśli rzeczywiście jest tak, że pewna istotna część stanowisk zajmowanych przez prawicę opiera się na przedkładaniu dyrektywy „więcej bytu” nad dyrektywę „mniej cierpienia”, to oczywistym zadaniem, jakie przedstawiciele prawicy maja do spełnienia jest obrona statusu tej dyrektywy jako równorzędnej wobec „mniej cierpienia”. Z jednej strony taka obrona nie jest kwestią trywialną, gdyż zgodnie z popularną intuicją każda próba zaprzeczenia, że redukcja cierpienia jest najistotniejszym postulatem etycznym spotyka się z podejrzliwością. Z drugiej jednak strony można wiarygodnie argumentować, że sama dyrektywa „mniej cierpienia” nie jest w stanie uczynić zadość powszechnym intuicjom etycznym i musi być uzupełniona pewną wersją dyrektywy „więcej bytu”.

Ponadto, jeśli dyrektywa „więcej bytu” rzeczywiście dobrze oddaje popularne prawicowe intuicje etyczne, to posługując się nią można wskazać atrakcyjne dla prawicy stanowiska w kwestiach, które do tej pory były przez nią w dużej mierze lekceważone.

Dobrym przykładem są tu sprawy związane z ochroną środowiska, które przedstawicielom prawicy niejednokrotnie kojarzą się z rzekomymi działaniami „ekoterrorystów” bądź lewackim spiskiem mającym pozbawić ludzi prawa do jedzenia mięsa.

Rzeczywiście, podobnie jak w przypadku aborcji, również w szeroko rozumianych kwestiach „ekologicznych” postulaty uznawane za lewicowe to najczęściej te, które mocno wiążą się z redukcją cierpienia. W tych przypadkach etycznym pomiotem jest pojedyncze zwierzę, które może odczuwać cierpienie, co jest podstawą dla protestów wobec myślistwa, eksperymentów na zwierzętach oraz przemysłowych metodach hodowli.

Istnieje jednak również inna perspektywa dotycząca ochrony środowiska, która jest w mocniejszy sposób związana z dyrektywą „więcej bytu”. Za jej kluczowe pojęcie może posłużyć „bioróżnorodność” i związana z nią kwestia ochrony ekosystemów oraz istniejących w nich wrażliwych gatunków. Z pewnością biologiczne gatunki a jeszcze bardziej zachodzące pomiędzy nimi sieci zależności tworzące ekosystemy mogą sprawiać wrażenie fascynujących bytów, nadających się zarówno do intelektualnej jak i estetycznej kontemplacji, tak że nawet, jeśli tylko znajdują się na terenie naszego kraju, jesteśmy skłonni traktować je jako pewnego rodzaju dobro narodowe. Wobec tego pozbawiona ich rzeczywistość wydaje się w istotny sposób uboższa a ochrona ich istnienia dobrze koresponduje z intuicją kryjącą się za dyrektywą „więcej bytu”.

Jednocześnie pomiędzy perspektywą, związaną z redukcją cierpienia, gdzie najważniejszym podmiotem etycznym jest pojedyncze zwierzę, a perspektywą związaną z dyrektywą „więcej bytu”, w której najważniejszy jest cały ekosystem, zachodzą liczne napięcia. W szczególności, po pierwsze, w każdym złożonym ekosystemie występują liczne relacje drapieżnictwa i pasożytnictwa, które generują cierpienie. Po drugie, ochrona ekosystemu czasami musi polegać na zabijaniu licznych jednostkowych zwierząt, np. poprzez likwidację egzemplarzy inwazyjnych gatunków.

Wobec tego wydaje się, że etyczne koncepcje dotyczące ochrony środowiska mogą rozwijać się w co najmniej dwóch kierunkach, z których jeden silniej związany jest z bliską prawicowym intuicjom dyrektywą „więcej bytu”. Jednocześnie ten kierunek pozwala na zobaczenie „prawicowych” elementów krytyk takich zjawisk jak przemysłowa hodowla zwierząt, które wskazują na jej negatywny wpływ na lokalne ekosystemy.

Podsumowując, wydaje się, że prawicowe intuicje etyczne to często te, które wiążą się raczej z dyrektywą „więcej bytu” niż „mniej cierpienia”. Jeśli prawica chce sprawić by jej etyczne argumenty wciąż wydawały się przekonujące oraz chce znaleźć intuicyjnie prawicowe perspektywy na nowe zagadnienia etyczne, powinna bronić dyrektywy „więcej bytu” i nie dać się przekonać, że etyka sprowadza się tylko do redukowania cierpień.