Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Piotr Wójcik  23 marca 2014

Wójcik: Bachor rozpieszczony przez Zachód

Piotr Wójcik  23 marca 2014
przeczytanie zajmie 5 min
Wójcik: Bachor rozpieszczony przez Zachód wodumedia.com

Od lat Zachód prowadził politykę wciągania Rosji za uszy do jego struktur, licząc na to, że związana wieloma relacjami – od biznesowych poczynając, a na towarzyskich kończąc – stanie się w sposób naturalny bardziej cywilizowana, „zarażając się” zachodnimi standardami. Skończyło się tym, że wyhodowaliśmy sobie kogoś na kształt zaborczego znajomego, który owszem, przyjeżdża na wszystkie imprezy, ale na każdej z nich skutecznie niszczy dobrą atmosferę.

Oczywiście, że argumentacja szumnie zwana „rozszerzaniem demokracji na Wschód” była tylko jedną z wielu, a utrzymywanie dobrych relacji z Rosją motywowane było głównie korzyściami ekonomicznymi państw rozwiniętych oraz grup interesu, takich jak londyńskie City. Faktem jednak pozostaje to, że Zachód postępował z Rosją jak z jajkiem, by jej broń Boże nie zdenerwować.

Co rusz można było obserwować troskliwe pochylanie się nad możliwie najszerzej pojmowanym rosyjskim interesem i tłumaczenie coraz zuchwalszych ruchów rosyjskich także z tej perspektywy (rzekomo po to, by lepiej zrozumieć istotę międzynarodowych napięć).

Odbicie tych postaw można obserwować także teraz, i to nawet w polskich mediach (np. wypowiedzi radiowe Romana Kurkiewicza czy Rafała Wosia), choć na szczęście już rzadko. Tłumaczenia te najczęściej przybierają formę absurdalną.

Przykładowo trudno wyprowadzać analogię między tym, co się stało na Krymie, a wielokrotnie przywoływanym przez rodzimych rusofilów casusem Kosowa. Abstrahując od samego faktu powstania państwa kosowskiego, jednak przed interwencją NATO rzeczywiście ginęli tam ludzie; tymczasem pierwsze przypadki agresji na Krymie pojawiły się wraz z… pokojowymi i zaprowadzającymi porządek siłami rosyjskimi (w mundurach z demobilu). Trudno także racjonalnie tłumaczyć wciąż powtarzane demonstracyjne kroki wymierzone w Pakt Północnoatlantycki i jego członków, takie jak umieszczanie iskanderów w Obwodzie Kaliningradzkim czy nastawienie głowic nuklearnych na cele w Europie. NATO w ostatnim czasie nie było wrogie Rosji, co zresztą wyraźnie starało się pokazać, choćby wstrzymując się z zainstalowaniem w Polsce stałych baz, by przypadkiem nie rozdrażnić Moskwy. Na to Rosjanie odpowiadali na przykład organizowaniem wielkich manewrów „Zapad”, symulujących działania wymierzone przeciwko państwom… Paktu Północnoatlantyckiego. Logiczne? Owszem, tylko że to rosyjska logika. A tej w cywilizowanym świecie zrozumieć nie sposób.

Nie wchodząc głębiej w motywację (czysta chęć zysku czy wola szerzenia wartości), od lat Zachód robi wszystko, byle tylko Rosja stała się jeśli nie jego częścią, to obszarem o bliskich relacjach. Wystarczy spojrzeć na to, jak przyjmowani są na Zachodzie Łukaszenka i jego poplecznicy, a jak Putin i jego współpracownicy. Rosja jest traktowana z grubsza jak normalny, demokratyczny kraj, a tymczasem normalnym i demokratycznym krajem na pewno nie jest. Dowody tego można mnożyć – uwięzienie Chodorkowskiego, śmierć Litwinienki, obecne kłopoty Nawalnego. Na uprzywilejowaną pozycję Rosji wskazuje także fakt, że uwięzienie Tymoszenko było poważnym problemem Ukrainy przy negocjacjach umowy stowarzyszeniowej z UE, za to uwięzienie Chodorkowskiego już wielkiego kłopotu przy negocjacjach dotyczących członkostwa Rosji w OECD nie stanowiło. W 1997 roku specjalnie dla Moskwy rozszerzono formułę G7, by przemianować je na G8, a całkiem niedawno Rosja weszła do WTO.

Około 50 rosyjskich spółek jest notowanych w Londynie, a państwa UE realizowały z Kremlem wspólnie wielkie inwestycje, takie jak oklepany już Nord Stream. Nie mówiąc już o przyznaniu Rosji dopiero co zakończonych Zimowych Igrzysk Olimpijskich, a także piłkarskiego mundialu w 2018 roku. W świetle tylu przykładów, nawet absurdalna perspektywa pokojowego Nobla dla Putina nie wydaje się być wcale taka niemożliwa.

Taką postawę wobec Rosji Zachód musi jak najszybciej zmienić. I wcale nie jest to rzeczą niemożliwą. Owszem, wiele państw Europy jest uzależnionych od rosyjskich surowców, tylko że Rosja jest od UE uzależniona w taki sam sposób. Wartość eksportu naszego wschodniego sąsiada wynosi rocznie około 450 mld $, z czego aż 300 mld to sprzedaż głównie ropy i gazu. Wartość rosyjskiego eksportu trafiającego do UE to ok. 200 mld $, czyli trochę mniej niż połowa jej eksportu w ogóle. Wymiana w odwrotnym kierunku ma wartość ok. 100 mld $, co przy wielokrotnie większym PKB unijnym niż rosyjskim jasno wskazuje, że obustronny handel jest dla Unii dużo mniej istotny niż dla Rosji. Ewentualne ograniczenie kontaktów handlowych bardziej odczuje niewątpliwie strona rosyjska. Tym bardziej, jeśli to ograniczenie wymiany i współpracy odbędzie się w sposób przez UE kontrolowany: stopniowo, planowo i przy dobrej koordynacji.

Zachód ma więcej od Rosji instrumentów nie tylko uderzających w nią gospodarczo, ale też chroniących przed retorsją. Wspomnę jedynie o możliwości zerwania obecnie zawieszonych negocjacji członkowskich OECD z Rosją. Brak członkostwa w OECD w przyszłości niewątpliwie utrudni Moskwie zdobywanie kapitału, gdyż dla podmiotów z państw OECD inwestowanie w krajach spoza grupy jest utrudnione. Przykładowo polskie fundusze inwestycyjne, by inwestować w takich państwach, muszą uzyskać zgodę KNF. Wystarczy więc tylko dać do zrozumienia krajowym regulatorom (czy to formalnie, czy nieformalnie), by pozwoleń na inwestowanie w Rosji nie wydawały. Możliwości ochrony przed negatywnymi efektami retorsji także jest sporo. Oczywiście na bok należy na razie odłożyć opowieści o polskich łupkach albo uwolnieniu amerykańskiego rynku gazu, gdyż to melodia przyszłości. Nasz pierwszy terminal odbioru skroplonego gazu będzie dopiero gotowy najwcześniej pod koniec tego roku, natomiast te amerykańskie będą w stanie go eksportować najwcześniej w przyszłym (na wtedy zaplanowano zakończenie prac w pierwszym z przerabianych terminali). Ale nie znaczy to wcale, że w krótkim terminie jesteśmy bezbronni. Przykładowo, skoro już jesteśmy przy gazie, zmiany w prawodawstwie unijnym (III Pakiet Energetyczny), a także w infrastrukturze (np. powstanie połączeń gazowych Polski z Niemcami i Czechami) umożliwiły funkcjonowanie na terenie Unii tzw. rewersów gazowych (zarówno wirtualnych, jak i rzeczywistych), dzięki czemu możemy kupować gaz np. z Niemiec (zresztą rewers lepiej ostatnio funkcjonuje nie tylko w UE – w tym roku dzięki zastosowaniu tego mechanizmu Ukraina zwiększyła wyraźnie dostawy gazu z Polski i Węgier). Dzięki temu Unia Europejska staje się coraz bardziej zintegrowanym rynkiem gazowym, co daje nam możliwość mówienia podczas negocjacji gazowych jednym głosem. A takie podejście trzeba bezwzględnie wykazać, gdyż wyraźnie utrudni to Rosji szantaż energetyczny. Poza tym generalnie dużo bardziej zdywersyfikowane i bogate relacje handlowe wewnętrzne UE pozwolą jej na łatwiejsze powetowanie strat wynikających z ewentualnego ograniczenia wymiany z Moskwą.

W kręgu Zachodu znalazł się wyjątkowo niereformowalny osobnik, który za nic w świecie nie zamierza docenić wyciągniętych w jego kierunku dłoni – wręcz przeciwnie, te gesty skłaniają go do coraz bardziej bezczelnej postawy. Jak widać, metoda marchewki nic nie dała. Jednak nawet następującym po niej kijem można operować subtelnie. Zamiast walić nim na odlew, można go systematycznie i długotrwale wtykać między żebra.

Oczywiście scenariusz drastycznego zmniejszenia relacji handlowych z Rosją jest niemożliwy, ale zmiana charakteru tych relacji (np. z perspektywy państwowej na bardziej wspólnotowe), a także zawieszenie wspólnych projektów (storpedowanie gazociągu South Stream to minimum) i dalszych procesów integracyjnych (OECD), połączone z wyraźnym ograniczeniem zachodnich inwestycji w Rosji, mogą przynieść wymierne skutki.

Subtelna metoda kija, jeśli tylko będzie wdrażana w sposób przemyślany, prędzej czy później przyniesie efekt – nasz przykry znajomy, jeśli będzie chciał wciąż utrzymywać z nami kontakty, będzie musiał zrozumieć, że jego dotychczasowa prostacka