Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Francja katolicka i Francja republikańsko-laicka odeszły definitywnie w przeszłość i nie powstaną już z dziejowych popiołów

Francja katolicka i Francja republikańsko-laicka odeszły definitywnie w przeszłość i nie powstaną już z dziejowych popiołów Jacques-Louis David, Przysięga w sali do gry w piłkę, 1791

Przez dwieście lat francuskim życiem politycznym rządził podział na prawicę i lewicę. Na katolików i zwolenników laickiego państwa. Na „republikański sojusz” z jednej i komunistów, socjalistów oraz innych radykałów z drugiej strony. Ta epoka kończy się na naszych oczach. Symbolicznym jej kresem jest niemal równoległy spadek znaczenia Kościoła katolickiego i partii komunistycznej w życiu publicznym. Masowa imigracja ludzi z innych kręgów kulturowych unieważniła definicję de Gaulle’a, który przedstawiał Francję jako „naród europejski, rasy białej, kultury grecko-łacińskiej i religii chrześcijańskiej”. Jaka będzie nowa struktura francuskiego społeczeństwa?

Wieczna Francja

W analizach historyków i socjologów Francja od wieków jawi się jako konstrukcja dość stabilna i homogeniczna, tak jeśli chodzi o ustrój i instytucje, jak i o społeczność i populację. Dlatego właśnie prawdziwie rewolucyjna i bezprecedensowa metamorfoza społeczno-kulturowa, która rozciąga się na sfery religijną, polityczną i etniczną, dokonująca się obecnie nad Sekwaną, stanowi tym bardziej interesujący przedmiot analizy.

Na czym polega owa wielka przemiana? Na głębokim przekształceniu społeczeństwa wywołanym przez zjawiska zachodzące równolegle, niekiedy w powiązaniu ze sobą. Chodzi po pierwsze o obumarcie większościowej matrycy katolickiej strukturującej od ponad tysiąclecia wartości, kody i zachowania społeczne, po drugie o zastąpienie dychotomicznego podziału politycznego, tkwiącego korzeniami w rewolucji francuskiej, poprzez mnogość nowych linii podziału, a po trzecie o absolutnie bezprecedensową modyfikację substratu socjo-antropologicznego będącą owocem masowej imigracji.

W perspektywie nietzscheańskiej dłuższej pamięci trwałość Francji, pomimo rozmaitych dziejowych zawirowań, jest zjawiskiem naprawdę zdumiewającym. W ciągu ostatniego tysiąclecia inne państwa europejskie powstawały, rozpadały się i znikały, a tymczasem Francja po prostu trwała.

Niesamowita jest również długowieczność niektórych jej instytucji. Wiele z nich jest starszych niż państwo polskie. Kiedy ojciec Europy cesarz Karol Wielki przeprowadzał wielką reformę administracyjną swojego cesarstwa, to powierzone hrabiom terytoria – późniejsze francuskie hrabstwa i księstwa – były w prostej linii jednostkami administracyjnymi wcześniejszego o ponad trzy stulecia państwa Franków, a te z kolei spadkobiercami galo-rzymskich pagi, dawnych terytoriów plemion galijskich, których integralność terytorialną uszanował rzymski okupant dwa tysiące lat temu. W pewnym sensie przetrwały one aż do podziału królestwa Ludwika XVI na departamenty w 1790 r.

Owej trwałości instytucji towarzyszyła we Francji analogiczna homogeniczność zamieszkującej ją populacji, która oczywiście nigdy nie była całkowita, ale która pozwoliła generałowi de Gaulle’owi jeszcze w latach 60. na słynny bon mot definiujący Francję jako „naród europejski, rasy białej, kultury grecko-łacińskiej i religii chrześcijańskiej”. Definicja ta jest poprawnym opisem narodu francuskiego przez co najmniej ostatnie tysiąclecie. Dlatego właśnie zmiana, z którą we Francji mamy do czynienia dzisiaj w postaci zastąpienia względnej jednorodności przez heterogeniczność, zwłaszcza o charakterze etniczno-kulturowym, jest bezprecedensowa.

Koniec podziału na prawicę i lewicę

Dla opisu zjawiska nasuwają się spontanicznie takie pojęcia jak „bałkanizacja” lub nawet „trybalizacja” czy modny ostatnio termin „archipelizacja” spopularyzowany przez Jérôme’a Fourqueta w bestsellerze z 2019 r. pt. L’Archipel français (Paryż, wyd. Seuil, 2019). Socjolog pisał, że mamy obecnie do czynienia z procesem postępującej „archipelizacji” organizmu społecznego. „Przecinają się liczne linie podziału – edukacyjne, geograficzne, społeczne, pokoleniowe, ideologiczne i etniczno-kulturowe” tworząc na tkance społeczeństwa francuskiego rozmaite wyspy i wysepki o różnej wielkości i o niesymetrycznym znaczeniu, które eksponują przede wszystkim nie jedność, ale różnice i rozbieżne interesy.

Dawne tradycyjne binarne podziały strukturalne zaniknęły (na Francję katolicką i laicką, na surową Północ i radosne Południe, na prawicę i lewicę, na Francję przemysłową i rolniczą, na miasto i wieś, na burżuazję i robotników, na centrum i peryferie, itd.), a nawet jeśli niektóre nie zniknęły zupełnie, to zostały głęboko zakamuflowane, a w każdym razie straciły zdolność strukturyzacji. Jest to zjawisko zupełnie przełomowe, anihilujące zarówno wyjątkową, tysiącletnią stabilność, jak i późniejsze, aczkolwiek odznaczające się wyjątkową trwałością podziały, głównie polityczne, jak ów klasyczny, rodem z rewolucji francuskiej, na lewicę i prawicę.

To właśnie rewolucja francuska 1789 roku była ostatnim wstrząsem tektonicznym na dużą skalę we Francji i to ona zrodziła ostatni chronologicznie trwały paradygmat społeczny. Wystarczająco dużo napisano o tym, czym była rewolucja: politycznym zwieńczeniem sekularnej filozofii Oświecenia, zakwestionowaniem dawnego ładu, prawdziwym końcem „dłuższego średniowiecza”, metafizyczną rewolucją w europejskiej mentalności, etc. Te wszystkie elementy przełożyły się na wykrystalizowanie nowego porządku, trwającego przez następne dwieście lat z okładem, którego agonii jesteśmy obecnie świadkami.

Przez ostatnie dwieście lat społeczeństwo Francji, podobnie jak i w innych krajach Zachodu, pozostawało pęknięte na pół, co politycznie przekładało się na dychotomię lewica-prawica. Nie chodzi tu jedynie o historyczną sukcesję konkurujących ze sobą ugrupowań i nurtów politycznych, ale o swego rodzaju duchową matrycę, odpowiadającą światowi ideałów, myśli i ducha, pewną całościową jedność kształtującą ówcześnie życie dwu kategorii populacji Francji.

Ewoluując stopniowo przez cały XIX wiek, ów dualistyczny system znalazł swój wyraz i pomocne narzędzie w postaci większościowego systemu wyborczego w dwóch turach. Mechanizm ten utrwalił go, umożliwiając różnym grupom społecznym łączenie sił i rozmaitych interesów politycznych w jednym nurcie. Przełożyło się to na podtrzymanie ciągłości dwu matryc socjologicznych, od rewolucyjnych „niebieskich” i kontrrewolucyjnych „białych”, aż po ostatni chronologicznie awatar post-rewolucyjnej dychotomii, dosyć odporny na dziejowe ruchy tektoniczne w XIX i XX wieku: matrycy katolickiej i matrycy republikańsko-laickiej, ujmując to schematycznie.

Z jednej strony komuniści, socjaliści i radykałowie, choć socjologicznie bardzo zróżnicowani w swoich elektoratach, byli zmuszeni przez ordynację do „republikańskiego” sojuszu w drugiej turze, co pozwoliło na skupienie głosów lewicy. Z drugiej strony rolnicy, sklepikarze, przedstawiciele wolnych zawodów i katoliccy robotnicy łączyli siły i popierali partie zachowawcze. W ten sposób prosty mechanizm głosowania w dwu turach ułatwiał kreowanie i konsolidację tych dwóch socjologicznie różnorodnych bloków, a tym samym podtrzymywał niezniszczalną matrycę, która gwarantowała ich trwałość i ciągłość w czasie.

Matryca ta miała charakter socjologiczno-religijny i przeciwstawiała grupy społeczne katolickie zwolennikom laickości i ateistom. W przededniu kryzysu separacja była wyraźna i czytelna. Obie strony tej dychotomii były jasno określone, a każda z nich dysponowała własną prasą, miała swoją hierarchię, swoich liderów i intelektualistów, własne organizacje młodzieżowe oraz lokalne struktury samopomocy, etc. W latach 50. i 60. wykluczenie z partii komunistycznej było równoznaczne z ekskomuniką, jak zauważył Pascal Boniface.

Do początku lat 60. XX wieku sytuacja ta była względnie stabilna. Oba bloki rywalizowały ze sobą przez dwa stulecia, przejmując naprzemiennie władzę, a więc i wpływ na instytucje i społeczeństwo. Fundamenty antropologiczne, odziedziczone po „długiej historii”, były bardzo stabilne. Nawet kiedy proces dechrystianizacji zaczął wyraźnie przybierać na sile – nie w sposób linearny, ale raczej sinusoidalny – to matryca katolicko-republikańska wciąż obowiązywała i dogłębnie strukturyzowała społeczeństwo francuskie.

Sytuacja, z którą mamy do czynienia obecnie, jest bezprecedensowa. To nie tylko chwilowe i prowizoryczne zbliżenie się do dolnego punktu na sinusoidzie, ale realny rozpad wielkich strukturyzujących matryc, jakimi były z jednej strony religia katolicka, a z drugiej matryca republikańska i laicka, w której dominującą rolę odgrywała w XX wieku lewica polityczna, a zwłaszcza jej składowa komunistyczna. Proces zaniku rozpoczął się w latach 60. i 70., jeśli chodzi o katolicyzm, a następnie na początku lat 80. dla drugiego bloku.

Śmierć najstarszej córy Kościoła

W ciągu niecałego półwiecza oba te procesy zbiegły się i doprowadziły do sytuacji radykalnego przewartościowania, z którym mamy do czynienia obecnie. Efektem tego procesu jest z jednej strony wzrost indywidualizmu, wzmocnienie pozycji jednostki w stosunku do tradycyjnych ram organizacyjnych, czy to kościoła, partii, związku zawodowego, czy nawet podstawowej komórki społecznej, jaką jest rodzina. Z drugiej – pojawienie się nowych wspólnot akcentujących swoją tożsamość i swoje interesy w oderwaniu od dotychczasowego dualizmu i poza nim. Jednym słowem: „archipelizacja”, ujęta w ramy teorii socjologicznej przez Jérôme’a Fourqueta. Nie bez powodu termin „archipelizacji” pojawił się we francuskiej socjologii i publicystyce w połowie lat 80. XX wieku, kiedy trwający od początku lat 60. proces głębokiej destabilizacji obu tych ram wkroczył w etap definitywnej nieodwracalności.

Obecna dechrystianizacja Francji, niegdyś „najstarszej córki Kościoła”, stanowi bezprecedensowy przewrót w długiej historii chrześcijaństwa. „Dechrystianizacja” to termin ukuty jeszcze w latach 60. XIX wieku przez biskupa i senatora Félixa Dupanloup na określenie działań politycznych sił liberalnych, mających na celu zmniejszenie społecznego wpływu chrześcijaństwa. Motorem tak pojmowanej dechrystianizacji są „dechrystianizatorzy”. I tak faktycznie było na przełomie XVIII i XIX stulecia, ale potem stała się ona de facto autonomicznym procesem, którego katalizatorem było przejęcie władzy przez zwolenników laicyzmu za III Republiki oraz upowszechnienie się prądów socjalistycznego i komunistycznego.

„Jak to się stało, że nasz świat przestał być chrześcijański?”, zadaje sobie pytanie profesor historii współczesnej Guillaume Cuchet w tytule swojej książki (Comment notre monde a-t-il cessé d’être chrétien, Seuil 2018), stanowiącej zestaw narzędzi do analizy i zrozumienia jednego z głównych zjawisk, których Francja doświadczyła w ciągu ostatniego półwiecza. Gdzie szukać przyczyn dechrystianizacji? Powszechnie wskazuje się na Maj 1968 roku i gwałtowną zmianę społeczną w kierunku permisywizmu. Cuchet sytuuje punkt zwrotny nieco wcześniej, w 1965 r. Zerwanie nastąpiło według niego równocześnie z Soborem Watykańskim II (1962-1965), ale o ile reformy soborowe niewątpliwie przełożyły się na przyspieszenie odchodzenia społeczeństwa od Kościoła, to jednak go nie wywołały. Przyczyn należy szukać raczej w „zerwaniu tradycji, które wynikło z łańcucha katastrof wywołanych przez I wojnę światową”, wedle formuły zaproponowanej przez Hannę Arendt.

Jednocześnie proces indywidualizacji przebiegał w warunkach rozpadu więzi społecznych i religijnych oraz powstawania społeczeństwa konsumpcyjnego, w duchu indywidualizmu i autonomii wobec tradycyjnych ram kulturowych. Od połowy lat 80. zaczął się nowy etap zmian, które dogłębnie rekonfigurują społeczeństwo francuskie.

Z punktu widzenia „matrycy katolickiej” zakończył się proces nieubłaganej dechrystianizacji Francji. Religia chrześcijańska i jej wartości nie kształtują już społeczeństwa i moralności w taki sposób, jak to miało miejsce w połowie XX wieku. Odsetek praktykujących katolików gwałtownie spadł, a struktury rodzinne zostały zakwestionowane przez upowszechnienie się rozwodów i posiadania dzieci poza małżeństwem.

Od lat 60. XX wieku obserwuje się stały spadek liczby Francuzów deklarujących się jako katolicy: z 87% populacji w 1972 r. do 53% w 2017, a liczba praktykujących katolików spadła w tym samym okresie z 20% do 4,5% (episkopat szacuje nawet, że w mszach niedzielnych uczestniczy prawdopodobnie około 2% wiernych). W 2012 r. procent ochrzczonych wynosił 88% wśród osób powyżej 65. roku życia i tylko 65% wśród osób w wieku 18-24 lat. Spadek liczby ochrzczonych dzieci między 1980 a 2018 rokiem wyniósł 61%. Jean Sévillia szacuje, że w 2045 roku liczba ochrzczonych wyniesie od 33 do 37 mln, czyli niespełna połowę populacji (La France catholique, Michel Lafon, 2015).

Jeszcze brutalniej dechrystianizacja przejawia się w ewolucji liczby księży diecezjalnych. W 1965 r. było ich 49 100, w 1990 r. 25 203, a w 2019 r. już tylko 10 451. Połowa z nich ma ponad 75 lat. Jednocześnie 1689 posługujących we Francji księży to cudzoziemcy, pochodzących głównie z Afryki Subsaharyjskiej i z Polski. Coroczna liczba neoprezbiterów już od dawna jest mniejsza niż liczba diecezji, a 20 do 25% powołań jest zasługą marginalizowanego i niszowego nurtu tradycyjno-klasycznego.

Jeszcze kilka lat temu Emmanuel Todd i Hervé Le Bras pisali o „katolicyzmie zombie” (Le Mystère français, La République des Idées, 2013), rozumiejąc pod tym pojęciem „trwałe działanie na płaszczyźnie socjologicznej katolicyzmu, który obumarł na płaszczyźnie metafizycznej”. Słowem, ludzie nie wierzą już ani nie praktykują, ale nadal funkcjonują grosso modo wedle danych kodów i wartości. Obecnie nawet ten koncept jawi się jako zbyt optymistyczny. Podczas gdy starsze pokolenia są nadal wierne tradycji, młodzi w większości popierają nową, postchrześcijańską wizję świata. Na razie jeszcze obie matryce kulturowe współistnieją w społeczeństwie francuskim, ale biorąc pod uwagę zjawisko wymiany pokoleń, matryca chrześcijańska zniknie w ciągu jednego pokolenia, co spowoduje niespotykany w dziejach wstrząs.

Dyslokacja chrześcijaństwa prowadzi nieuchronnie do „poważnych antropologicznych, socjologicznych i ideologicznych wstrząsów, ponieważ, podobnie jak galo-rzymska topografia, która strukturyzowała i organizowała wiejski krajobraz przez prawie dwa tysiąclecia, ta matryca stanowiła niewidzialną lub nieświadomą podstawę naszego społeczeństwa”, pisał Jérôme Fourquet.

Staruszkowie z partii komunistycznej

Pierwszą, nieuchronną konsekwencją dechrystianizacji jest kryzys „dechrystianizatorów”. Jak zauważa wspomniany Emmanuel Todd, „obecność mniejszościowego, ale społecznie ważnego Kościoła katolickiego nadawała znaczenie niewierze, ateizmowi i laicyzmowi. Zniknięcie tego punktu odniesienia zniszczyło całą organizację ideologiczną Francji” i „zdestabilizowało cały ideologiczny gmach społeczeństwa francuskiego”.

Nic więc dziwnego, że upadkowi katolicyzmu towarzyszy zejście ze sceny „antykościoła” lewicowego, głównie komunistycznego. Partia komunistyczna, która od lat 30. do końca lat 70. XX wieku skupiała 20-25% elektoratu, stanowiła jedyną siłę o podobnej zdolności mobilizacyjnej co Kościół. Wywierała też na swoich członków i wyborców wpływ porównywalny do tego, który Kościół katolicki wywiera na swoich wiernych, a więź, która łączyła komunistów z Partią, miała charakter quasi-religijny.

O ile kryzys Kościoła to zjawisko dobrze opisane w mediach i badaniach naukowych, to równoległa chronologicznie dezintegracja partii komunistycznej traktowana jest jako mniej spektakularna. Tymczasem liczby robią wrażenie i nie pozostawiają żadnych wątpliwości co do definitywnego charakteru tego zjawiska. Wyniki wyborów to najbardziej dostępny miernik tego zjawiska: od 28,26% w wyborach parlamentarnych w 1946 r., a więc zaraz po wojnie, po wrogim przejęciu moralnym Résistance („partia 75 000 rozstrzelanych”) i antyfaszyzmu, utrzymując stabilne poparcie w okolicach powyżej 21-22%, aż do spadku do 16,17% w 1981 r., kiedy to zaczyna się wspomniana wyżej tendencja do dezintegracji matrycy republikańsko-laickiej. W wyborach parlamentarnych w 2017 roku partia komunistyczna uzyskuje raptem 2,72%. Świadectwem tego upadku są również wyniki w wyborach prezydenckich: w 1969 r. Jacques Duclos uzyskuje 21,27% i prawie 5 milionów głosów, w 1981 r. wciąż na czele silnej partii Georges Marchais spada do poziomu 15,35%. W 2007 Marie-Georges Buffet uzyskuje raptem 1,93%. Od tego czasu komuniści nawet nie wystawiają własnego kandydata.

Komunistyczny dziennik „L’Humanité”, który w rekordowym 1937 roku miał 350 tys. egzemplarzy nakładu, a w latach 70. jeszcze 150 tys., ma dziś poniżej 40 tys. i żyje jedynie dzięki kroplówce państwowych subwencji dla prasy i umorzeniu przez socjalistyczny rząd wielomilionowego długu. To zresztą rekordzista dotacji w przeliczaniu na sprzedany nakład, do każdego sprzedanego egzemplarza rząd dopłaca prawie 60 eurocentów.

Zmiana jest nie tylko ilościowa, ale i jakościowa, a odpowiada paradoksalnie ewolucji wśród wiernych Kościoła katolickiego. W 1973 r. na partię komunistyczną głosowało 40% robotników, a w 2002 r. tylko 4%. Natomiast jedna czwarta członków partii to w 2009 r. emeryci, podczas gdy osoby poniżej 30. roku życia stanowią jedynie 6%. Złośliwie można powiedzieć, że struktura wiekowa zebrania komórki FPK zbliża się do tej na statystycznej mszy parafialnej we Francji.

Z opisanym zanikiem strukturującej matrycy katolickiej oraz jej bliźniaczej matrycy republikańsko-laickiej oraz konsekwencjami tego zaniku w postaci chaosu porządkujących kodów i wartości zbiega się zupełnie nowe zjawisko – masowej imigracji. Zjawisko to spowodowało przejście od społeczeństwa jednorodnego demograficznie, jakim była Francja do lat 70. XX wieku, ku społeczeństwu zróżnicowanemu etniczno-kulturowo. Ta fundamentalna zmiana, która dokonała się w ciągu zaledwie czterdziestu lat, jest kolejnym ważnym faktem socjologicznym i politycznym modelującym nowe oblicze Francji.

Nie prawica, nie lewica…

Jeżeli chodzi o liczby, to badając zjawisko imigracji we Francji, napotyka się na problem natury prawnej. O ile dane dotyczące praktyki religijnej albo poparcia dla partii komunistycznej są powszechnie dostępne, o tyle statystyki etniczne są we Francji prawnie chronionym tabu, za którego naruszenie grożą kary grzywny i więzienia. Socjolog musi zatem uciekać się do rozmaitych sztuczek, chcąc oszacować rzeczywistą proporcję allochtonów, jak np. imiona muzułmańskie nadawane noworodkom. Nam niech wystarczą oficjalne dane urzędu statystycznego INSEE, który podaje, że populacja cudzoziemska i imigrancka stanowi 21,9% ogółu ludności Francji, a co czwarty nowo narodzony w 2020 r. miał ojca urodzonego za granicą.

Masowa imigracja odmiennej natury niż imigracja zarobkowa towarzyszy rozkładowi obu matryc od lat 70. Jej symbolicznym początkiem jest dekret rządu Jacques’a Chiraca z 29 kwietnia 1976 r. o łączeniu rodzin, który socjolog Abdelmalek Sayad nazywa „aktem założycielskim przekształcenia imigracji zarobkowej w imigrację kolonizacyjną”. Nie jest to wyłącznie zjawisko towarzyszące chronologicznie rozpadowi obu matryc, ale jedna z głównych przyczyn tego procesu.

Osiedlenie całych allochtonicznych wspólnot, rozsadzających ramy przytoczonej wyżej definicji de Gaulle’a z racji tak tożsamości etnicznej, religijnej oraz cywilizacyjnej, doprowadziło do zakwestionowania całej tysiącletniej ciągłości substratu antropologicznego narodu francuskiego. Po krótkiej próbie narzucenia, czy raczej zaproponowania modelu asymilacji, grupy pochodzenia migracyjnego skierowały się jednak w kierunku schematu wspólnotowego, dobrze wpisującego się w zjawisko archipelizacji: skupienie się w zwartych obszarach głównie na obrzeżach dużych metropolii, endogamia, renesans religijności islamskiej, przechwycenie coraz bardziej popularnej strategii wiktymizacji – wszystko to doprowadziło do utworzenia jednej z „wysp” nowego pluriversum, utożsamianego niekiedy ze społeczeństwem wielokulturowym.

Imigracja stała się też katalizatorem przyspieszającym zanik tradycyjnych podziałów politycznych. Wobec problemu obrony zagrożonej tożsamości, klasyczne podziały na lewicę i prawicę nagle pobladły i straciły na aktualności. Nieprzypadkowo emblematyczne hasło Frontu Narodowego, czołowej partii antyimigracyjnej, brzmiało „Ani lewica, ani prawica”. Zauważmy, że paradoksalnie slogan ten został wcielony w życie przez ruch powstały po wyborach prezydenckich z 2017 r., gdy po swej wygranej Emmanuel Macron zorganizował ex nihilo zupełnie nową formację, czerpiąc zarówno kadry, jak i idee z odesłanych w niebyt polityczny lewicowej Partii Socjalistycznej i prawicowych Republikanów.

Konfrontacyjny schemat prawica-lewica, w którym przez dwa stulecia odnajdywali się obywatele wszystkich klas społecznych, został zastąpiony opozycją, która ma szanse stać się nową matrycą strukturującą francuskie społeczeństwo. Katolicka i republikańsko-laicka odeszły definitywnie w przeszłość i nie powstaną już z popiołów. Unikając definiowania tego, co na razie jest dynamicznym procesem kształtowania, można jednakże pokusić się o kilka supozycji.

Socjologowie, jak Christophe Guilluy (La France périphérique, Flammarion 2014), wskazują na wyłaniającą się dychotomię klasową z blokiem dominującym i blokiem protestu, Francję odgórną i Francję oddolną, według formuły premiera Jean-Pierre’a Raffarina (la France d’en bas et la France d’en haut). Pierwsza łączy beneficjentów globalizacji, druga gromadzi jej przegranych. Pokrywa się ona z podziałem na suwerenistów i globalistów czy też na postępowców i konserwatystów, zaproponowanym przez Emmanuela Macrona przed ostatnimi wyborami do Parlamentu Europejskiego.

Podział ten odnosi się do dwóch konkurujących ze sobą antropologii. Imaginarium konserwatyzmu to zakorzenienie, granice i tożsamość. Imaginarium postępowe to kosmopolityzm, mobilność i transgresja. Czy od obu matryc antropologicznych można oczekiwać komplementarności? Czy to mogłaby być owa nowa alternatywna narracja, która pozwoliłaby sfederować wyspy francuskiego archipelagu w ramach wspólnego projektu, który przekracza linie podziału? Oto jest pytanie!

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.