Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Szymański: Dyktat lewicy

przeczytanie zajmie 3 min
Szymański: Dyktat lewicy flickr.com

10 grudnia Parlament Europejski odrzucił sprawozdanie Edite Estreli. W raporcie znajdowały się zapisy dotyczące legalizacji aborcji na życzenie w całej UE oraz wprowadzenie obowiązkowej edukacji seksualnej w szkołach, dostępu do aborcji dla nastolatków bez zgody rodziców i refundacji antykoncepcji. Dzisiaj znów odbędzie się dyskusja na ten temat. Czy to ostatnia szansa, aby przeprowadzić projekt przez Parlament, czy będą podejmowane kolejne próby?

Lewica w grudniu poniosła pierwszą tak poważną klęskę w sprawie aborcji. Nie tylko odrzucono sprawozdanie Estreli, ale również przyjęto naszą rezolucje, gdzie wyraźnie napisano, że sprawy aborcji i edukacji seksualnej należą do wyłącznej kompetencji państw członkowskich. Dziś na wniosek lewicy wracamy do dyskusji, ale już bez projektu rezolucji.  Sprawa ta nigdy nie zniknie z agendy Parlamentu Europejskiego, ponieważ lewica uczyniła z fałszywego przekonania, że prawo do aborcji jest prawem człowieka, swój dogmat.

Prof. Senyszyn twierdziła, że tylko przez wczesną, obowiązkową edukację seksualną, dostosowaną do wieku i percepcji dzieci, można ograniczyć w grupie nastolatków liczbę porodów, aborcji i chorób przenoszonych drogą płciową. Czy istnieje potrzeba wprowadzenia edukacji seksualnej do szkół i co się z tym wiąże?

Szkoła nie jest instrumentem polityki państwa. Korzysta z upoważnienia otrzymanego od rodziców w sprawie wykonywania części zadań wychowawczych oraz dydaktycznych. Dopominanie się obowiązkowej edukacji seksualnej od 4 roku życia, a taki był sens raportu Estreli, to zamach na wolność rodziny. W tej delikatnej sferze, która jest ściśle powiązana nie tyle z dydaktyką, co z moralnością, powinni decydować rodzice, każdy z osobna. Nie ma tu roli dla państwa.

Projekt ten był bardzo mocno krytykowany przez środowiska prawicowe. Wiele osób twierdzi, że zwycięstwo środowisk chrześcijańskich w tej sprawie jest pokazem tego, że wartości konserwatywne, ochrona życia, to wciąż ważne dla Europejczyków kwestie. W tej sprawie wysłano kilkadziesiąt tysięcy maili. Można powiedzieć, że dowód na siłę konserwatystów w Europie?

Ta sprawa pokazuje, że w Europie wciąż istnieje opór przeciwko liberalnej dyktaturze obyczajowej. Nie jest on taki, jaki być powinien, ale jest. Naszą rolą jest wspieranie wszystkich tych elementów opinii publicznej i skuteczne reprezentowanie ich w sferze politycznej. Europa jest w bardzo trudnym położeniu, ale to nie może być usprawiedliwieniem bezczynności czy tym bardziej obojętności wobec toczących się tam debat.

Czy prawa strona w PE jest na tyle silna, aby obalać podobne pomysły w przyszłości? Czy w perspektywie zbliżających się wyborów takie projekty jak ten Estreli mogą być eksploatowane w kampanii?

Dopiero teraz prawica pokazała, że jest w stanie wygrywać. Wszystko zależy od mobilizacji, także tej spoza Parlamentu. Ogromną rolę do odegrania mają na przykład organizacje pozarządowe. W czasie kampanii na pewno warto pytać kandydatów o stanowiska w sprawie ingerowania UE w obszar zagadnień związanych z prawami homoseksualistów, dostępności aborcji czy edukacji seksualnej. Takie ingerencje są nadużyciem prawa, a co gorsza nadużyciem zaufania chrześcijan, którzy poparli akcesję Polski do UE.

Mówi się, że działania te, mają swoje korzenie w raporcie ONZ z roku 2010, mówiącym o edukacji seksualnej z poszanowaniem gender. Czy uprawnione będzie stwierdzenie, że głównym celem takich dokumentów jest walka z kościołem i wartościami rodzinnymi?

Organizacje międzynarodowe są „kolonizowane” przez zawodowych działaczy społecznych związanych z tymi obszarami. ONZ, podobnie jak Rada Europy i Unia Europejska, jest niezwykle podatna na te zabiegi. Te dokumenty mają stwarzać wrażenie, że prawo międzynarodowe wymaga prawnego uznania związków homoseksualnych, upowszechnienia aborcji czy wprowadzenia genderowej i obowiązkowej edukacji seksualnej do szkół. I takie wrażenie rzeczywiście często powstaje, jest jednak bezpodstawne z punktu widzenia prawa międzynarodowego. To oczywiście uderza w prawa tradycyjnej rodziny i w moralne podstawy tego porządku społecznego, do którego zachęca Kościół.

Więc co dalej z raportem Estreli?

Raport jest w koszu, ale jego przewodnie idee będą wciąż podnoszone przez europejską lewicę. 

Rozmawiał Michał Kłosowski