Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Kamil Wons  13 lipca 2019

Hybrydalna polskość w I Rzeczpospolitej

Kamil Wons  13 lipca 2019
przeczytanie zajmie 5 min

Tożsamość staropolska, w przeciwieństwie do współczesnej „polskości po Jałcie”, była tożsamością złożoną, hybrydalną i wielostopniową. W jej obrębie przenikały się, łączyły i układały hierarchiczne wymiary polityczne, stanowe, etniczne, regionalne czy religijne. Co więcej, w zależności od kontekstu sytuacyjnego ta sama osoba mogła być nazywana (lub sama się identyfikować) jako Polak, Litwin czy Żmudzin.

Z perspektywy współczesnego państwa narodowego i jego co do zasady unitarnej tożsamości narodowej ta złożona tożsamościowa konstrukcja może wydawać się czymś zbyt skomplikowanym, a nawet nielogicznym. Jednak dla naszych przodków była rzeczą całkiem naturalną, co nie znaczy, że bezproblemową.

Przytoczmy choćby słowa Jana Dymitra Solikowskiego wypowiedziane podczas pierwszej wolnej elekcji w 1573 r., już po zawarciu Unii Lubelskiej i powstaniu Rzeczpospolitej Obojga Narodów (RON): „Gdy w jednej Rzeczypospolitej i w królestwie wspólnym siedzi Polak, Litwin, Prusak, Rusak, Mazur, Żmudzin, Inflant, Podlaszczanin, Wołyńczyk, Kijowianin, żadnej drogi nie widzę, aby ze swojego narodu pana obrać mogli”. To ile w końcu było tych narodów? Kijowianin to nie Rusin? Żmudzin nie Litwin, a Mazur nie Polak?

  1. Polskość terytorialno-państwowa

Na najbardziej podstawowym poziomie i jednocześnie w najszerszym znaczeniu Polak to ktoś pochodzący z Polski. Mamy więc tutaj do czynienia z perspektywą międzynarodową, spojrzeniem kogoś z zewnątrz. W konsekwencji Polak jest rozumiany przez pryzmat przynależności państwowej i terytorialnej.

Teraz jednak trzeba się zastanowić do jakiego konkretnie tworu politycznego odsyłał nas termin „Polska”, bo nie było to wcale takie oczywiste. Pierwotnie chodziło o, pieczętowane orłem białym, ziemie Regnum Poloniae (czyli Wielkopolskę, Małopolskę, Śląsk, Mazowsze i Kujawy), a korzenie takiego rozumienia sięgały jeszcze czasów pierwszych Piastów. Jednak wraz z postępującymi zmianami politycznymi, związanymi przede wszystkim z rozbiciem dzielnicowym i jego przezwyciężeniem, zaczęło ono ewoluować, zawężając się do Małopolski i Wielkopolski, aby następnie (ok. XV w.) rozszerzyć się na całość ziem Królestwa Polski.Następnie już w XVII w. znajdujemy w źródłach przypadki określania całości terytorium RON-u mianem Polski.

  1. Polskość stanowo-polityczna

Kim konkretnie był ten oglądany z zagranicznej perspektywy Polak, mieszkaniec Polski? Był przede wszystkim szlachcicem. To właśnie wymiar stanowo-polityczny znajdował się na najwyższym szczeblu staropolskiej tożsamości proto-narodowej.  W 1553 r. Stanisław Orzechowski pisał: „Wolność polska jest tak właściwa rodzajowi i imieniu waszemu i tak wielka, że wolność innych narodów w porównaniu z nią byłaby niewolą. Słodyczą tej wolności i podziwem dla niej pociągnięte liczne prowincje bardziej niż orężem, dały się przyłączyć do Waszego państwa”.Z tego krótkiego cytatu możemy wyciągnąć dwa kluczowe elementy dla tożsamości szlacheckiej: stanowe przywileje oraz system polityczny. Połączone razem budowały identyfikację i poczucie uczestnictwa w najszerzej rozumianej polskości, czyli polskim narodzie politycznym.

Stanowy charakter tej tożsamości sprawiał jednocześnie, że była ona mocno ekskluzywna. Nie było w niej miejsca dla mieszczan i chłopów. Część mieszczan identyfikowała się jednak z Polską rozumianą jako wspólnota terytorialno-państwowa.

  1. Polskość podzielona ustrojowo

Dalsze komplikacje przebiegały już wewnątrz tożsamości szlacheckiej. Na podstawowym poziomie chodziło o ustrojowo motywowany podział na „koroniarzy” i Litwinów, który powstał po zawarciu Unii w Krewiew 1385 r. i został wzmocniony blisko 200 lat później po zawarciu Unii Lubelskiej w 1569 r. Federacyjna struktura państwa budowała wspólną tożsamość wśród szlachty polskiej i litewskiej. Identyfikacja jako „koroniarz” (osoba mieszkająca na terytorium Królestwa Polskiego) lub Litwin była wtórna wobec tożsamości osadzonej na poziomie Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

Co nie znaczy, że obywało się bez konfliktów. Spór toczył się o rozumienie tekstu Unii w Krewie. Według mieszkańców Królestwa Polskiego passus „Terrassuas Litvaniae et Rusia ecoronae regni Poloniae perpetuo applicare” oznaczał wieczyste włączenie ziem Litwy i Rusi do Korony Polskiej, podczas gdy Litwini tłumaczyli łacińskie „applicare” jako „związanie”. Ten spór interpretacyjny trwał aż do upadku Rzeczpospolitej Obojga Narodów i przekładał się na poziomie tożsamościowym na walkę o symboliczne uznanie i kwestię równości obu podmiotów federacji.

Co ciekawe, to zazwyczaj litewscy władcy, przy wsparciu „koroniarzy”, zacieśniali ten związek. Było tak w czasie konfliktu Jagiełły z Witoldem (kiedy król nominował Polaków z Korony na namiestników na Litwie), podczas negocjacji Unii Lubelskiej (kiedy to Zygmunt II August, w odpowiedzi na bojkot rokowań przez Litwinów, anektował Ukrainę do Królestwa Polskiego, co było jawną groźbą całkowitego włączenia Litwy do Polski) czy pod koniec istnienia Rzeczypospolitej, kiedy za panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego (wywodzącego się z litewskiego rodu) uchwalono tzw. Zaręczenie Wzajemne Obojga Narodów, jeden z aktów wykonawczych do Konstytucji 3 Maja, zacieśniający unię pomiędzy Polską a Litwą.

Tę złożoną polsko-litewską tożsamość doskonale oddają słowa zaczerpnięte z manifestu Rady Najwyższej Rządowej Litewskiej ogłoszonego 22 maja 1794 roku: „Obywatele!(…) Bóg Wszechmogący wyzwalając Naród Polski z okrutnego jarzma niewoli, uczynił ziemię krakowską kolebką nowej wolności Polaków i oto zesłał na tą świętą ziemię naszego rodaka obywatela Litwy (…) Człowiek ten(…) przesączył podmuch swej odwagi do ducha walecznych Litwinów. Jemu zawdzięczamy naszą Ojczyznę. Jemu zawdzięczamy odzyskanie naszej sławy Polaków”.

  1. Polskość wieloetniczna i multiregionalna

Mobilność terytorialna oraz istnienie wielu ponadregionalnych i ogólnokrajowych form kontaktów w ramach szlacheckiego, politycznie rozumianego narodu (takich jak Sejm, sejmiki, trybunały, kontakty gospodarcze czy wreszcie wyprawy wojenne) z jednej strony wzmacniały tendencje unifikacyjne wewnątrz państwa, z drugiej jednak uwypuklały realnie istniejące różnice etniczne i regionalne. Dlatego poniżej poziomu tożsamości stanowo-politycznej istniały identyfikacje o charakterze etniczno-regionalnym. W I RP można było być Polakiem (mieszkańcem Królestwa Polskiego) lub Polakiem-Litwinem, ale jednocześnie czuć dumę i odrębność z powodu swojego ruskiego, pruskiego, niderlandzkiego, czy kijowskiego pochodzenia. Tożsamość nadrzędna (państwowa i polityczna) nie znosiła w żaden sposób poczucia przynależności do wspólnot o odmiennym charakterze. Żeby było jeszcze ciekawiej, te lokalne tożsamości również podlegały skalowaniu, np. szlachcic spod Kijowa na sejmie w Warszawie był Rusinem, ale już na Podolu mógł być uznawany za Kijowianina. Na tym ta tożsamościowa drabinka się nie kończyła. Poniżej tożsamości stanowo-politycznej (naród polityczny szlachciców), podziału ustrojowego na „koroniarzy” i Litwinów oraz różnic etniczno-regionalnych mieliśmy jeszcze identyfikacje z konkretnym województwem, ziemią czy rodem.

  1. Polskość multikulturowa

Na końcu pozostaje jeszcze kwestia kultury i języka. Za przyjęciem politycznej identyfikacji z polskością szło oddziaływanie kulturalne. Od tak podstawowego poziomu jak znajomość języka polskiego,poprzez uczestnictwo w sejmach oraz ogólnokrajowym obiegu politycznym i informacyjnym, aż po nasiąkanie kulturą poprzez kontakty towarzyskie.Kwestie kulturowe podlegały takiej samej hierarchizacji jak pozostałe elementy tożsamości staropolskiej. Dlatego choćby nieznajomość języka polskiego nie wykluczała ze szlacheckości czy polskości, była traktowana raczej jako brak ogłady (mówienie „po chłopsku”).

Dzisiaj spojrzenie na czasy I Rzeczpospolitej kończy się najczęściej obrazkiem wąsatych szlachciców. Tymczasem hybrydalna tożsamość staropolska oglądana z perspektywy współczesnej, pojałtańskiej i monoetnicznej Polski musi jawić się jak coś egzotycznego. Jednocześnie inspirującego, patrząc na nadchodzącą migracyjne zmiany i wynikające stąd potencjalne modyfikacje w obrębie „polskości po Jałcie”.

Esej pochodzi z 55. teki „Pressji” pt. „Wielo-Polska”. Zachęcamy do bezpłatnego pobrania elektronicznego numeru.