Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Chwedoruk: Każdy polityk jest dziś populistą. PiS musi bać się utraty sprawczości

przeczytanie zajmie 3 min
Chwedoruk: Każdy polityk jest dziś populistą. PiS musi bać się utraty sprawczości Rysunek z 1896, na którym William Bryan, zagorzały zwolennik populizmu, połyka symbol amerykańskiej Partii Demokratycznej.

– Jesteśmy w stanie akceptować tylko podobnych do nas, jedynie nasze reguły uznawać za stan normy, a wszystko inne jest niebezpiecznym światem zewnętrznym. W grodzącym się społeczeństwie żadna tradycyjna wspólnota, o jakiej marzy prawica, nie jest możliwa, ale nie jest też możliwe welfare state, czego by chciała lewica, ani nawet wytęsknione przez liberałów społeczeństwo obywatelskie – mówi w rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim na łamach gazeta.pl prof. Rafał Chwedoruk.

W wywiadzie sporo uwagi poświęcono problematyce kultury przesady. Żyjemy w kulturze przesady. Co tydzień ogłaszany jest wielki przełom w polityce, każde średnio ważne wydarzenie to sąd ostateczny, politycy i związane z nimi media porównują swoich adwersarzy do Hitlera. W garnku cały czas musi wrzeć, nie wystarczy, że się gotuje” – przekonuje politolog.

Zwraca też uwagę na daleko idące konsekwencje braku zaufania do polityków dla debaty publicznej. „Polityk w obecnym świecie, a zwłaszcza w Polsce, to ktoś bardzo słabo legitymizowany, on musi iść krok za swoimi wyborcami, a nie krok przed nimi. Każdy polityk jest dziś populistą – w tym sensie, że musi dostosowywać się do swojego ludu, rzadko kiedy jest w stanie być moderatorem tego ludu, już nie mówiąc o przywództwie. Więc jeśli liberalny polityk ma jako wyborców zaniepokojonych mieszczan, to nie będzie ważył słów. Tak samo publicyści. Ich czytelnicy i słuchacze to w dużej części zaniepokojeni mieszczanie, więc nawet jeśli pan nie chce, to się do tego będzie dostrajać” – ocenia.

W odpowiedziach na kilka pytań prof. Chwedoruk odnosi się również do bieżącej sytuacji politycznej. Ocenia, że o wyniku kolejnych wyborów zdecyduje niewielka grupa uprawnionych do głosowania „Paręset tysięcy wyborców, czyli kilka procent – od trzech do pięciu. Raczej niezainteresowanych polityką, raczej z mniejszych ośrodków. (…) Cała gra toczy się o to, czy oni pójdą, czy zostaną w domach. Jeśli już pójdą, to raczej zagłosują na PiS” – podkreśla.

Na pytanie o największe zagrożenie dla Prawa i Sprawiedliwości Chwedoruk odpowiada: „Utrata sprawczości. Bo to główna legitymizacja tej władzy. Politycy w III RP – zresztą w sposób typowy dla epoki globalizacji i turbokapitalizmu – ciągle mówili, że czegoś się nie da: bo rynki światowe, bo deficyt budżetu, bo Unia nie pozwala. Podwyżki? No, chcielibyśmy dać, ale komu mamy zabrać?. Budżet nie jest z gumy, trzeba by zabrać szpitalom, żeby dać na szkoły. W kręgach opiniotwórczych uchodziło to oczywiście za przejaw odpowiedzialności i dbałości o budżet, ale pogłębiało delegitymizację polityki, bo skoro politycy niewiele mogą, to po co w ogóle są? Wszyscy byliśmy kompletnie znieczuleni na obietnice wyborcze, w zasadzie one przestały większość wyborców interesować. I nagle ktoś przychodzi i mówi: 500 plus? Proszę bardzo, jest 500 plus. Gimnazja? Skoro większość wyborców ich nie chce, to zlikwidujemy mimo oporu środowiska nauczycielskiego. (…) Każdy tydzień atrofii i braku decyzyjności jest dla PiS niebezpieczny dużo bardziej, niż byłby dla jakiejkolwiek innej partii” – ocenia rozmówca Grzegorza Sroczyńskiego.