Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Polskie świątynie niczym amerykańskie McDonaldy. Krótka historia kościołów w PRL

Tak jak Amerykanie mają swoje charakterystyczne restauracje z burgerami, frytkami i zabawką w zestawie, Anglicy – zadymione puby z ciemnym piwem, tak Polacy mogą się pochwalić światu niespotykaną liczbą kościołów powstałych w PRL-u. W ich budowę zaangażowanych było nawet 3 mln ludzi, niekoniecznie wierzących.

Architektura VII Dnia rozpoczyna się od obrazu, który dla wielu z nas jest codziennym widokiem: PRL-owskiego blokowiska (w tym wypadku – Osiedla Tysiąclecia w Katowicach) i położonego obok nowoczesnego kościoła (pw. Podwyższenia Krzyża Świętego i Matki Bożej Uzdrowienia Chorych). Nawet jeśli nie interesujemy się architekturą, musi zastanawiać nas kontrast pomiędzy tymi dwoma obiektami, wznoszonymi w podobnym okresie, a czasem nawet – jak w wypadku Osiedla Tysiąclecia – przez tych samych architektów.

Z jednej strony mamy więc skrajny utylitaryzm, powtarzalność i rygorystyczną, zgodną z doktryną, prostotę modernistycznego osiedla, a z drugiej fantazyjne kształty, emocjonalność i swobodę wizji artystycznej, które dostrzegamy w bryle kościoła. Automatycznie powstaje pytanie – czemu tak bardzo różnią się od siebie? Autorzy książki – Izabela Cichońska, Karolina Popera i Kuba Snopek – postanowili udzielić na nie odpowiedzi.

Architektura VII Dnia przedstawia kościoły budowane w PRL-u, ukazując je na tle innych współczesnych im budynków. Nie ogranicza się jednak tylko do architektury rozumianej jako zbiór branżowych zagadnień. Opowiada także o godnym podziwu wysiłku całej wspólnoty Kościoła w komunizmie, która pomimo niesprzyjających warunków i mając przeciwko sobie cały aparat państwowy, wzniosła ponad trzy tysiące świątyń.

Znajdziemy tu zmagania z szykanami władz, konspiracyjne metody pozyskiwania środków i materiałów, kapłanów, którzy postawieni przed wyzwaniami ich czasów potrafili porwać za sobą parafian, a przede wszystkim – osobiste poświęcenie i wytrwałą pracę olbrzymiej liczby ludzi (autorzy książki mówią o ponad 3 milionach zaangażowanych). Temat ten, wcześniej jedynie wspominany w różnych książkach, zasługiwał na opowiedzenie jego własnej historii. Po Architekturę VII Dnia warto sięgnąć choćby z tego powodu.

Autorzy książki zajęli się dziejami budownictwa sakralnego w PRL, gdy poszukiwali pomysłu na motyw przewodni wystawy Polski na Biennale Architektury w Wenecji. Potraktowali nowoczesne kościoły jako zjawisko wyróżniające nasz kraj, nieobecne nigdzie indziej, które może podlegać systematyzacji i opisowi. Polska architektura płynęła z prądem zmian zachodzących na świecie: zarówno modernizm, najpierw przedwojenny, elitarny, później PRL-owski, z jego wielkimi osiedlami, a w końcu postmodernizm – wszystkie te elementy możemy znaleźć na świecie, często w znacznie większej skali. Zjawisko masowej budowy kościołów w XX wieku stanowi natomiast ewenement na skalę światową (mogliśmy się o tym przekonać, kiedy mapa przedstawiająca lokalizację kościołów w Polsce parę lat temu stała się memem – porównywano ją np. do mapy pubów w Wielkiej Brytanii albo McDonaldów w USA).

Choć ostatecznie kościoły nie stały się tematem polskiej wystawy, autorzy książki kontynuowali swoje badania w tym zakresie. Publikację  poprzedziło uruchomienie strony internetowej – architektura7dnia.com – bazy danych dotyczącej wszystkich wybudowanych po wojnie kościołów w Polsce. Cichońska, Popera i Snopek wykonali tytaniczną pracę, jeżdżąc po całym kraju, fotografując świątynie i zbierając informacje na temat budów. Ze względu na rozległość tematu, którego nie dałoby się opisać w trzy osoby, odwołali się do crowdsourcingu – współtworzenia dzieła wraz z jego sympatykami. Portal internetowy, który mimo zakończenia projektu wciąż działa, daje użytkownikom możliwość przesyłania zdjęć, wspomnień z budowy, projektów dotyczących ich kościołów. Dzięki zebranym w ten sposób materiałom powstała książka, której kolejne wydania są na aktualizowane o wciąż napływające informacje.

Pospolite ruszenie wiernych na pohybel komunistom

Z czego więc wynika odmienność polskich kościołów? Dlaczego ich wygląd tak bardzo odbiega od otaczającego je socmodernizmu, a także – dlaczego powstało ich tak wiele? Zdaniem autorów przyczyną takiego stanu rzeczy paradoksalnie były słabość finansowa i szykany, jakim podlegał ówczesny Kościół katolicki. Prześladowany przez władze państwowe, musiał pogłębić współpracę ze wspólnotą wiernych. Ta zaś gremialnie odpowiedziała na jego wezwanie, biorąc udział w zbiórkach funduszy, oddając własne (bądź zdobywane w inny sposób, w myśl głoszonej podobno powszechnie przez księży-budowniczych zasady: ,,kraść od komunistów to nie grzech”) materiały i włączając się w budowanie. Taki sposób finansowania i technologia budowy zdeterminowały sposób powstawania budynków, a także po części ich ostateczny wygląd – był to proces ciągnący się przez wiele lat, uzależniony od nieregularnych przypływów gotówki i materiałów.

Miał on jednak także ogromne zalety. Po pierwsze, w sytuacji walki z państwem o każde pozwolenie na budowę, nowy kościół stawał się automatycznie symbolem oporu wobec reżimu, co przyciągało rzesze osób chętnych do pomocy, a czasem dalekich od Kościoła. Brak dostępu do zaawansowanych technologii w komunistycznym państwie zmuszał wręcz do zaangażowania bardzo wielu osób, także niezwiązanych z budownictwem – każda pomoc była bowiem przydatna.

Z kolei długi czas  wznoszenia świątyni sprawiał, że wokół niej tworzyła się zintegrowana społeczność o wspólnym celu. Swoboda projektowania przyciągała architektów, którzy, na co dzień skrępowani wymogami typizacji i znudzeni modernistyczną sztampą, mogli ulżyć własnej wyobraźni twórczej. Dlatego właśnie wygląd nowoczesnych kościołów tak bardzo odbiegał od tego, co można było spotkać w ich otoczeniu – często są one kontrowersyjne, ale zawsze zdradzają fantazję i zaangażowanie swoich twórców.

Każdy kościół z innej parafii

Nie dziwi więc wielka różnorodność form nowych polskich kościołów, która czasowo zbiegała się z architektoniczną rewolucją wprowadzoną przez Sobór Watykański II. Odcięcie się od tradycyjnych wzorców, brak kształcenia w dziedzinie projektowania obiektów sakralnych i wspomniana potrzeba indywidualizmu sprawiły, że trudno jest znaleźć dwa identyczne kościoły z tego okresu.

Możemy wyróżnić jednak pewne ogólne wyznaczniki stylu. Kościoły budowane w czasach modernizmu – do początku lat 80. – to głównie abstrakcyjne bryły, rzadko przypominające stare świątynie. Tworząc niezwykłe, ,,nieziemskie” przestrzenie, twórcy chcieli przybliżyć się do idei absolutu. W latach 80. natomiast nastąpił zwrot ku postmodernizmowi.

Ważna stała się identyfikacja wizualna – budynek miał być czytelnym znakiem idei, którą reprezentował. dlatego w architekturze świątyń pojawiały się np. przeskalowane symbole religijne. Częste stały się także nawiązania do brył czy detali budynków historycznych. Aby zobrazować tę różnicę, można porównać np. modernistyczne Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Kaliszu i postmodernistyczny Kościół pw. Wniebowstąpienia Pańskiego na warszawskim Ursynowie.

Gdzie budowano nowe świątynie w PRL-u?

Architektura VII Dnia to jednak nie tylko zbiór opisów architektury czy barwnych anegdot zebranych wśród budowniczych kościołów. Otrzymujemy także solidną porcję statystyk, dzięki której możemy prześledzić, jak proces budowy przebiegał w skali całego kraju.

Przede wszystkim liczba budowanych kościołów zmieniała się w czasie. Krótko po wojnie nie było to zjawisko masowe – dominowały odbudowy, a w czasach stalinowskich w ramach walki z Kościołem władzom udało się zablokować większość planowanych inwestycji. Zmianę przyniosła dopiero gomułkowska odwilż – PZPR w momencie kryzysu chciała unormować stosunki z Kościołem. Wtedy właśnie następuje pierwszy znaczący wzrost liczby budowanych kościołów. Oczywiście, komuniści traktowali te ustępstwa jako rozwiązanie przejściowe – po umocnieniu władzy wrócili do piętrzenia trudności przed budowniczymi. Lata 60. i 70. to czas walki o każdą działkę i każdy kościół, często nielegalnej – posuwano się niejednokrotnie do samowoli budowlanych.

Prawdziwy budowlany boom to jednak lata 80. W obliczu kryzysu gospodarczego, a także zmiany nastrojów społecznych, władze ograniczyły walkę z powstawaniem nowych świątyń. To właśnie wtedy powstało w Polsce najwięcej nowoczesnych kościołów.

Autorzy przeanalizowali także to, gdzie budowano najwięcej. Zdecydowanie dominują tutaj – nie tylko zresztą w budownictwie sakralnym – ziemie należące do Polski przed 1939 r.; na tzw. Ziemiach Odzyskanych omawiane zjawisko na dobre zaczyna się dopiero w latach 80., kiedy struktury Kościoła i struktury społeczne okrzepły, a jednocześnie zaczęła się wspomniana architektoniczna „odwilż”.

Pod względem liczby nowych inwestycji  tereny wiejskie dominowały nad miastami – poza ostatnią dekadą PRL. Na wsi dużo łatwiej było budować, naginając, albo wręcz łamiąc prawo – zwarte, zintegrowane społeczności lepiej nadawały się do takich quasi-partyzanckich działań. Poza tym, ideologiczna presja komunistów na wieś była dużo mniejsza od czasu porażki projektu kolektywizacji rolnictwa.

Kościół polski w modelu crowdsourcingu

Autorzy książki uważają, że proces budowy kościołów osiągnął tak wielki sukces, ponieważ bazował na modelu crowdsourcingu – podobnym do tego, dzięki któremu powstała Architektura VII Dnia. Na zdumiewająco nowoczesny sposób realizacji inwestycji składały się zbiórki na cel budowy, oddolne pozyskiwanie materiałów i zaangażowanie parafian. Cichońska, Popera i Snopek podkreślają też analogię między pozyskiwaniem z „tłumu” funduszy i rąk do pracy a modelem działania Kościoła w PRL, przypominającym szerszy proces crowdsourcingu. Crowdsourcing zakłada bowiem zaangażowanie w proces powstawania, a nie tylko finansowe wsparcie. Oprócz wpłacenia datków, uczestnicy projektu mieli realny wpływ na końcowy rezultat. Zdaniem autorów to właśnie synergia pomiędzy organizatorami i pomysłodawcami – przedstawicielami władz Kościoła, projektantami, architektami, artystami wykonawcami, wreszcie samą wspólnotą wiernych – doprowadziły do tak udanego zakończenia tak wielu budów.

W tym kontekście zdecydowanie krytykują zmiany, które zaszły w Kościele w okresie transformacji ustrojowej. W momencie likwidacji systemowej dyskryminacji Kościół w swoich nowych inwestycjach sięgnął po narzędzia silnego dewelopera. W efekcie nowa architektura, pozbawiona odniesienia do lokalnych społeczności, upodobniła się do przeskalowanych inwestycji charakterystycznych dla centralnego planowania. Potwierdzają to sami architekci  w wywiadach, które zajmują jeden z rozdziałów książki. Dr Maciej Hawrylak, autor projektu kościoła Odkupiciela Świata we Wrocławiu, gorzko przedstawia bilans swojej pracy: ,,Nie projektowałem kościoła, tylko pomnik Tysiąclecia, więc to jest zupełnie co innego. To miało być coś patetycznego. Nie wiem nawet, czy nabrałem jakiegokolwiek doświadczenia, jak się projektuje kościoły”.

W zakończeniu autorzy, patrząc na sytuację katolicyzmu na Zachodzie i będąc świadomymi oznak przyspieszającej sekularyzacji w Polsce, zastanawiają się nad tym, co stanie się z kościołami, kiedy opustoszeją z wiernych. Wszyscy widzieliśmy obrazki kościołów-dyskotek, kościołów-hoteli czy wreszcie znane z Francji wyburzenia świątyń. Mając na uwadze ich dobro jako budynków, sugerują więc np. dzielenie ich na mniejsze bloki funkcjonalne – w miarę zmniejszania się wspólnoty wiernych, oddawanie kolejnych fragmentów (wielość pomieszczeń, takich jak salki, kaplice, czy dolne kościoły to jedna z cech charakterystycznych polskich nowoczesnych kościołów) na cele świeckie. Wciąż byłyby centrami aktywności lokalnej – tylko teraz dla zlaicyzowanych społeczności.

Pewnego dnia dowiemy się, czy te przewidywania się sprawdzą. Jeżeli chcielibyśmy zaradzić sekularyzacji, powinniśmy dobrze przemyśleć wnioski płynące z lektury Architektury VII Dnia. Wielki proces budowy kościołów w PRL-u pokazał, jaką siłę potrafią mieć działania polegające na włączaniu jak najszerszych kręgów ludzi. Co więcej, nawet proces powstawania omawianej książki dowodzi, że dziś także, choć na pewno w mniejszej skali, crowdsourcing może pomagać w osiąganiu ambitnych celów. Pytanie brzmi, czy dzisiejszy Kościół jest jeszcze w stanie przedstawić ludziom taką inicjatywę do wspólnego podjęcia.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.