Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Karolina Olejak  7 sierpnia 2020

„Nowa normalność” w polskiej edukacji. Powrót uczniów do szkół to właściwa decyzja

Karolina Olejak  7 sierpnia 2020
przeczytanie zajmie 6 min
„Nowa normalność” w polskiej edukacji. Powrót uczniów do szkół to właściwa decyzja Kancelaria Premiera/flickr.com

Minister Dariusz Piontkowski z pełnym przekonaniem zapowiedział, że uczniowie od 1 września wrócą do szkół. Jednocześnie resort edukacji opublikował wytyczne dotyczące organizacji pracy placówek edukacyjnych. Wprowadzenie i ich przestrzeganie w największej mierze będzie zależało od samych dyrektorów i nauczycieli w konkretnej szkole. Kierunkowo jest to jednak właściwa decyzja. Przy wszystkich organizacyjnych ułomnościach, powrót do stacjonarnego nauczania jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem niż kontynuacja lekcji online. Te bowiem generowały liczne nierówności i obciążenie psychiczne, z którym już dziś mierzy się wielu uczniów.

Dziś z perspektywy czasu na chłodno możemy ocenić eksperyment, jakim było przeniesienie nauki do rzeczywistości online. Zgodnie ze statystykami prezentowanymi przez Organizację Narodów Zjednoczonych, w pierwszych miesiącach tego roku na całym świecie w domach zostało 1,5 mld dzieci.

W Polsce, tak jak w innych państwach, ten proces miał jednak różne fazy. Od poczucia nierealności tego projektu w pierwszych dniach przed lockdownem, związanym ze świadomością nieprzygotowania do niego polskiej szkoły. Przez falę entuzjazmu, powstawanie licznych oddolnych inicjatyw edukacyjnych, wymiany doświadczeń, poszukiwania partnerów w działaniu, a nawet wiary, że te kilka miesięcy na stałe zmieni sposób funkcjonowania szkół. Po rutynę, zmęczenie i przekonanie o pozorności oraz ułomności zdalnego kontaktu na linii nauczyciel-uczeń.

Z perspektywy czasu można z pewnością jednak powiedzieć, że te kilka miesięcy funkcjonowania szkoły w trybie online udało się przeprowadzić dzięki ogromnemu zaangażowaniu i inicjatywie samych nauczycieli, uczniów i rodziców. Jednak jak każde działanie obliczone na tymczasowość, przy wykorzystaniu entuzjazmu, który towarzyszy wyjątkowym okolicznościom, jakimi bez wątpienia była pandemia, skazane jest na wypalenie.

„Nowa normalność” w polskich szkołach według obostrzeń MEN

Oczywiście działanie w warunkach pandemii związane jest z kalkulacją różnych ryzyk. W tym wypadku decyzja o powrocie do szkół obciążona jest narażeniem na kolejne zachorowania. Wciąż o koronawirusie nie wiemy wszystkiego. To, co dziś możemy uznać za pewne, to fakt, że chorobę lżej przechodzą zdrowi i młodsi. Najciężej zaś ci, którzy ze względu na inne towarzyszące choroby są osłabieni. Dlatego z pewnością powrót do szkół musi wiązać się ze szczególną ochroną właśnie takich osób.

Po pierwsze, uczniów, których odporność i stan zdrowia pozwala zakładać, że przejście koronawirusa może być dla nich dużym ryzykiem. W tych przypadkach uczniowie powinni mieć zapewnioną kontynuację zdalnej nauki. Po drugie, szczególnej ostrożności wymagają sytuacje, w których członkowie rodziny danego ucznia obciążeni są szczególnym ryzykiem. W tych przypadkach to rodzice powinni decydować o tym, czy dziecko będzie brało udział w stacjonarnych lekcjach.

Najtrudniejszym do pokonania wyzwaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa nauczycielom w wieku przedemerytalnym. To oni obarczeni są największym ryzykiem zachorowania. Ministerstwo Edukacji Narodowej nie pisze wprost o rozwiązaniach dedykowanych dla tej grupy. Intuicyjnie można myśleć o dwóch takich narzędziach. Pierwsze to specjalny dodatek, który pozwala na zakup wysokiej jakości sprzętu ochronnego (przyłbice, płyny do dezynfekcji, pakiety jednorazowych rękawiczek z możliwością częstej wymiany). Nauczyciele w wieku emerytalnym, zwłaszcza ci którzy ciepią na inne, przewlekłe choroby również powinni dostać możliwość pracy zdalnej. W przypadku starszych klas lekcja z danym nauczycielem mogłaby odbywać się w trybie online, a w przypadku młodszych roczników konieczna byłaby organizacja zastępstw, na które resort powinien wygospodarować dodatkowe środki.

Kolejnym utrudnieniem, którego należy się spodziewać będą z pewnością niewygody o charakterze organizacyjnym. W pierwszej kolejności należy zwrócić uwagę na planowany system zmianowy, który w wielu placówkach obowiązywać będzie zarówno przy organizacji planów lekcyjnych, przerw, a także obecności rodziców w szkole. Kluczowy jest tu zapis: „W miarę możliwości rekomenduje się taką organizację pracy i jej koordynację, która umożliwi zachowanie dystansu między osobami przebywającymi na terenie szkoły, szczególnie w miejscach wspólnych i ograniczy gromadzenie się uczniów na terenie szkoły”.

Ogólność zapisu wynika ze świadomości, że każda placówka będzie musiała wdrażać je w życie zgodnie z własnymi możliwościami. W praktyce będzie to jednak oznaczać rezygnację ze zmiany klas w trakcie dnia, ograniczenie kontaktów do grup rówieśników w ramach jednej klasy, różne godziny rozpoczęcia zajęć oraz przerw czy rozsunięcie ławek szkolnych. Szkoły, w których pojawi się taka możliwość, podzielą budynek na sektory, w ramach których poruszać się będą uczniowie z konkretnych klas.

Koordynacja tych działań ma kluczowe znaczenie nie tylko dla ograniczenia kontaktów i rozprzestrzenienia się epidemii, ale również dla możliwości reakcji na informacje o zakażeniach. Przy efektywnej organizacji przestrzeni pojawienie się przypadku koronawirusa w danej klasie nie będzie musiało wiązać się z kwarantanną dla całej placówki.

Ważnym elementem wytycznych dla szkół jest rekomendacja, aby zarówno w czasie lekcji, jak i przerw w miarę możliwości przebywać poza budynkiem szkoły: na boiskach, w okolicznych parkach czy skwerach. Takie rozwiązanie wydaje się bardzo sensowne, przy oczywistym założeniu, że realizowanym tylko w miesiącach wiosenno-letnich. Wytyczne Ministerstwa to również szereg obostrzeń higienicznych związanych z koniecznością dezynfekcji przedmiotów (krzeseł, ławek, przyborów szkolnych czy gimnastycznych) oraz ograniczenia przedmiotów wnoszonych na teren szkoły. To rozwiązania niezbędne, ale wymagające ogromnej uważności. Każdy, kto ma kontakt z dużą grupą uczniów wie, że zachowanie dystansu, ograniczenie wymiany przyborów czy zabawek wśród najmłodszych to bardzo trudne zadanie.

Z podobnych praktyk korzystają również inne państwa. Przykładem może być tu Dania – jedno z pierwszych krajów, które zdecydowało o powrocie uczniów do szkół. Tam, poza powyższymi praktykami, zdecydowano również o podziale istniejących klas na dwie osobny grupy, podwajając de facto wcześniej istniejącą liczbę klas.

W Polsce takie rozwiązanie byłoby trudne do wprowadzenia nie tylko z przyczyn lokalowych, ale także niedoborów kadrowych. Niewystarczająca liczba nauczycieli i sal szkolnych nie pozwala na prowadzenie lekcji jednocześnie dla sumarycznie tej samej liczby uczniów, ale z podziałem na dodatkowe grupy, których w ostatecznym rozrachunku byłoby dwa razy więcej. Takie rozwiązanie wymagałoby wprowadzenia systemu zmianowego lub podziału na tygodnie również wewnątrz samych klas. W pierwszym wariancie część klasy mogłaby przebywać w szkole w godzinach porannych, druga część – popołudniowych. W drugim wariancie lekcje byłyby prowadzone w trybie naprzemiennym – tydzień edukacji zdalnej i tydzień stacjonarnej.

Oba rozwiązania wymagają jednak dodatkowych nakładów finansowych oraz logistycznych. Nie tylko z punktu widzenia szkoły, ale również rodziców, których dzieci przebywałyby w szkole w niestandardowych porach. Z aktualnych zapowiedzi MEN trudno wnioskować czy taki wariant również jest rozważany. Prawdopodobnie pozostanie opcją awaryjną dla placówek, które mają taką możliwość. W praktyce jednak bez zewnętrznych nakładów finansowych szkoły nie będą w stanie opłacić dodatkowych godzin pracy nauczycieli.

Czy dzieci powinny mieć obowiązek noszenia maseczek na lekcjach?

Najbardziej kontrowersyjną decyzją jest ta dotycząca konieczności zasłaniania twarzy podczas przebywania na terenie szkoły. Tym nakazem zobligowani są tylko rodzice i opiekunowie.

Oczywiście, papier przyjmie wszystko i w wytycznych mogłyby znaleźć się zapisy zobowiązujące do noszenia i wymiany maseczek w sterylnych warunkach również uczniów i nauczycieli. Jednak wyegzekwowanie tego obowiązku w grupie trzydziestu siedmiolatków graniczy z cudem. Wyzwaniem jest nie tylko pilnowanie czy uczniowie przez 5-6 godzin lekcyjnych zasłaniają usta i nos, ale także czy nie dotykają lub poprawiają maseczek w trakcie ich noszenia. Trudno również wyobrazić sobie swobodną konwersację czy wykonywanie niektórych zadań z zasłoniętą twarzą.

Nawet dorośli mają problem z dyscypliną, jeśli w grę wchodzi ośmiogodzinna praca w masce. Jak więc wymagać tego od dzieciaków? Mimo fali krytyki, która spadła na Ministerstwo Edukacji Narodowej w związku z brakiem jasnego nakazu zasłaniania przez uczniów i nauczycieli ust oraz nosa dla mnie ta decyzja wydaje się dość zrozumiała. Wpisanie takiego nakazu byłoby fikcyjnym rozwiązaniem, które w praktyce nie miałoby szans zostać zrealizowane.

Z wytycznych wyczytać możemy, że szkoły zobowiązane są do posiadania minimum jednego termometru. Jednak to, w jaki sposób będzie on wykorzystywany, będzie zależało od konkretnej placówki. Z łatwością wyobrażam sobie sytuację, w której termometr znajduje się w gabinecie pielęgniarki lub w pokoju nauczycielskim i wykorzystywany jest tylko w sytuacjach ewidentnych podejrzeń. Ten sam zapis można jednak zinterpretować jako konieczność pomiaru temperatury wszystkich uczniów już na wejściu do budynku.

Takie podejście do sprawy ma co najmniej dwa pozytywne skutki. Po pierwsze, nawet jeśli nie w sposób doskonały, ale jesteśmy w stanie wyłapywać przypadki zarażeń na wczesnym etapie i ograniczać rozprzestrzenianie się choroby. Po drugie, takie działanie ma głęboki psychologiczny sens. Zniesienie twardych restrykcji w jasny sposób wpłynęło na przestrzeganie najbardziej ogólnych zaleceń. Ludzie masowo wyszli z domów, zapominając o społecznym dystansie i zasłanianiu twarzy. Impuls w postaci pomiaru temperatury w szkole pozwoli przypominać szkolnej społeczności, że wciąż mamy do czynienia z wyjątkową sytuacją i będzie impulsem do zachowania większej uważności.

Trzy powody, dla których należy wrócić do stacjonarnego nauczania

Wprowadzenie i utrzymanie wszystkich obostrzeń będzie ogromnym wyzwaniem zarówno dla szkolnego personelu, jak i opiekunów uczniów, których obejmą restrykcje. Warto, więc uświadomić sobie o jak wysokiej stawce przy podjęciu tej decyzji mówimy.

Koronawirus zmusił szkołę do zmiany sposobu działania praktycznie z dnia na dzień. Zarówno nauczyciele, jak i uczniowie oraz rodzice nie byli do tego przygotowani. Problem zaczyna się już na najbardziej podstawowym poziomie, czyli braku dostępu do sprzętu. Warto uświadomić sobie, że nie mówimy tu o najbardziej skrajnych przypadkach, gdzie w domu nie ma żadnego dostępu do sprzętu komputerowego, a tym bardziej połączenia z internetem. Problematyczne są również przypadki, w których w domu na dwoje rodzeństwa i zdalnie pracujących rodziców przypada jeden czy dwa komputery. Techniczny problem to również przestrzeń, w której dzieci w ciszy mogą poświęcić się nauce. W wielu domach zorganizowanie przestrzeni, gdzie każdy domownik będzie mógł w spokoju realizować swoje obowiązki jest niemożliwe.

Na pogłębienie nierówności w nauce wpływ ma oczywiście brak realnego kontaktu uczeń-nauczyciel. Oczywiście, w naszej szkole są pedagodzy, którzy świetnie opanowali narzędzia pozwalające na prowadzenie efektywnej, zdalnej edukacji. Jednak w wielu przypadkach lekcje polegają na przesyłaniu materiałów i weryfikowaniu ich realizacji. Problemem, jak mogliby pomyśleć sceptycy, nie jest tu tylko zła wola. Często wynika to z braku cyfrowych kompetencji. Tymczasem nie każde dziecko potrafi uczyć się samodzielnie, a brak bezpośredniego kontaktu utrudnia rozwiązywanie takich trudności.

Nie wszystkie dzieci mogą liczyć też na pomoc rodziców. Po pierwsze, również dla samych rodziców zdalna praca bywa nowym, wymagającym dużego zaangażowania doświadczeniem. Po drugie, nie wszyscy rodzice mają wiedzę i kompetencje pozwalające na wsparcie dziecka w nauce. Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że jednym z największych impulsów rozwojowych jest regularny kontakt z rówieśnikami, którego część uczniów na kilka miesięcy została pozbawiona.

Niemal od początku pandemii organizacje pozarządowe biją na alarm, mówiąc o zjawisku znikających uczniów. Chodzi o dzieci, które od momentu pojawienia wprowadzenia się restrykcji nie realizują obowiązku szkolnego. Kontakt z nimi jest bardzo utrudniony lub wręcz niemożliwy. Nie pojawiają się na zdalnych lekcjach, nie odbierają zadań, które zostaną im przekazane. W skrajnych przypadkach ani dzieci, ani rodzice nie odbierają telefonów od nauczycieli.

W liście otwartym wysłanym przez Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce w Polsce do Ministerstwa Edukacji Narodowej, organizacja zwraca uwagę na brak wytycznych dla szkół, które pomogłyby reagować w takich sytuacjach. W wielu przypadkach problem dotyczy rodzin dysfunkcyjnych, w których występują problemy z przemocą i alkoholem. Dla wielu z tych dzieci szkoła była jedynym miejscem ucieczki. Choć dokładna liczba uczniów, którzy zniknęli z radarów placówek edukacyjnych nie jest znana, to w komentarzach organizacji, które od lat zajmują się pomocą takim uczniom, czytamy, że może być ich nawet kilka tysięcy.

***

Powrót do edukacji stacjonarnej bez wątpienia będzie ogromnym wyzwaniem, wymagającym intensywnego i solidarnego zaangażowania dyrektorów, nauczycieli, rodziców i uczniów. Jednak plusy tego rozwiązania przeważają finalnie nad minusami. Nawet jeśli ten powrót do szkół potrwa tylko kilka miesięcy, po których znów będziemy zmuszeni do ponownego wprowadzenia lekcji online, warto zaryzykować. Dla dobra samych uczniów.

Portal klubjagiellonski.pl istnieje dzięki wsparciu Darczyńców indywidualnych i Partnerów. Niniejszy tekst opublikowany został w ramach działu „Architektura społeczna”, którego rozwój wspiera Orange Polska.

Tym dziełem dzielimy się otwarcie. Utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony oraz przedrukowanie niniejszej informacji.