Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Każdy chciał ugrać coś dla siebie. Przyczyny i efekty spotkania Duda-Trump

przeczytanie zajmie 6 min

Wizyta prezydenta Dudy w Waszyngtonie nie przyniosła żadnych konkretnych ustaleń. Mimo wcześniejszych przecieków prasowych usłyszeliśmy tylko nowe deklaracje i zapewnienia o trwałości wzajemnej współpracy. Pozwala to przypuszczać, że zaproszenie było przedwyborczym prezentem Donalda Trumpa dla polskiego prezydenta. O ile Dudapolityk mógł go przyjąć bez wahania, to Dudaprzywódca powinien mieć wątpliwości.

„Mamy dziś piękny dzień w Ogrodzie Różanym” – zauważył prezydent Trump na początku wspólnej konferencji prasowej z Andrzejem Dudą. I złośliwie można zauważyć, że poza banalnymi uwagami o pogodzie nie usłyszeliśmy wiele nowego. Mimo wcześniejszych rewelacji „Dziennika Gazety Prawnej” o tym, że do Polski może trafić eskadra amerykańskich F-16, polska armia otrzyma używane samoloty transportowe i kupi śmigłowce bojowe, a do naszego kraju przeniesione zostanie europejskie dowództwo V Korpusu (obecnie stacjonującego w Kentucky) – finalnie nie doszło do żadnego przełomu.

Prezydenci kilkukrotnie powtarzali, że w najbliższej przyszłości coś zostanie „sfinalizowane”, coś innego podpisane, pojawiły się nowe deklaracje (m.in. dotyczące współpracy amerykańskiej przy rozwoju polskiego programu energii atomowej czy dodatkowych żołnierzach USA, którzy do naszego kraju mogą trafić z Niemiec), ale na deklaracjach się skończyło.

Prezydent Trump wygłosił krótkie przemówienie zawierające wszystkie obowiązkowe elementy: docenił sojusz z Polską, po raz kolejny ciepło wypowiadał się o naszej historii, przypomniał o zniesieniu wiz i o zakupie przez stronę polską amerykańskiego gazu skroplonego. Pochwalił Trójmorze. W zawoalowany sposób przypomniał o rywalizacji z Chinami, mówiąc, że w rozwoju infrastruktury 5G Polska korzysta z „zaufanych dostawców”. Wykorzystał też okazję, by zaatakować państwa NATO, które zbyt mało wydają na obronność. Dodatkowo przypomniał o nadchodzących wyborach w Polsce i wyraził przekonanie, że prezydent Duda odniesie w nich wielki sukces.

Ta ostatnia wypowiedź szybko znalazła się na celowniku części polskich komentatorów i publicystów. „Uwaga prezydenta USA na temat polskich wyborów to niedopuszczalna ingerencja amerykańskiej administracji w nasze wewnętrzne sprawy.” – napisała na Twitterze Dominika Wielowieyska. Kłopot w tym, że ta uwaga najprawdopodobniej była sednem całej wizyty i jednym z kluczowych powodów, dla których Trump zdecydował się zaprosić polskiego prezydenta do Białego Domu na ostatniej prostej trwającej kampanii wyborczej.

Po co Donald Trump zaprosił prezydenta Dudę do Waszyngtonu?

O tym, że propozycja spotkania wyszła ze strony amerykańskiej administracji pisała ostatnio Joanna Miziołek. „Amerykanie powiedzieli nam wprost, że wygrana Platformy jest dla nich zbyt dużym ryzykiem dla realizacji planów strategicznych. I stąd taki ruch ze spotkaniem z Andrzejem Dudą przed wyborami” – cytuje wypowiedź jednego ze sztabowców polskiego prezydenta. Wiele wskazuje na to, że rzeczywiście prezydent Trump zdecydował się na jasne zakomunikowanie polskim wyborcom, kto jego zdaniem jest kluczowym ogniwem dobrych relacji polsko-amerykańskich.

O „nieodpowiedniości” wizyty w przededniu wyborów w Polsce pisał w swoim liście do prezydenta USA Eliot Engel, demokrata i szef komisji spraw zagranicznych w Izbie Reprezentantów. Wielu komentatorów wskazywało również na fakt, że amerykańska dyplomacja unikała zaproszeń przywódców ubiegających się o reelekcję, by uniknąć posądzeń o ingerowanie w proces demokratyczny innego kraju. Ale zastrzeżeniami dyplomatów Donald Trump nigdy się zbytnio nie przejmował. Zresztą zdarzyło mu się już wcześniej wystosować takie przedwyborcze zaproszenie –dla Benjamina Netanjahu przed wyborami w Izraelu. Ale oprócz wsparcia dla zaprzyjaźnionego przywódcy, amerykański prezydent dążył do realizacji jeszcze dwóch innych celów w ramach tej wizyty.

Po pierwsze: Donald Trump bardzo chce zakomunikować, że powraca „normalność”. Pandemia i związany z nią kryzys gospodarczy bardzo mocno nadwątliły szanse prezydenta na reelekcję (ostatnie sondaże dają Bidenowi kilkanaście punktów procentowych przewagi w skali kraju i prowadzenie w większości swing states). Dlatego, by poprawić swoją sytuację, Trump bardzo chce udowodnić Amerykanom, że pandemię udało się przezwyciężyć i niedługo nadejdzie poprawa. A ponieważ trudno to wykazać na podstawie statystyk – ostatnie dni przyniosły znaczący wzrost liczby wykrytych przypadków, a amerykańska krzywa znowu idzie w górę – potrzebny jest mu symbol. Podjął nieudaną próbę organizacji szczytu G7, następnie zorganizował pierwszy wiec wyborczy po wybuchu pandemii (który skończył się frekwencyjną klapą), a teraz doprowadził do pierwszej wizyty głowy państwa w Białym Domu. W ten sposób to Andrzej Duda wsparł Trumpa w jego kampanii wyborczej.

Drugi powód wiąże się z niedawną decyzją amerykańskiej administracji o wycofaniu części amerykańskich wojsk z Niemiec. Zapraszając polskiego prezydenta bezpośrednio po tym ogłoszeniu, Trump wysyła Berlinowi jasny sygnał: jeśli nie dostosujecie się do naszych warunków, mamy w Europie innych sojuszników, na których możemy liczyć. Ten wątek Trump również wyraźnie zasygnalizował podczas konferencji prasowej, przypominając o zbyt niskich wydatkach na obronność części sojuszników z NATO, atakując Niemcy za współpracę z Rosją, a także zapowiadając, że część żołnierzy wycofywanych z Niemiec może trafić do Polski.

Czy Andrzej Duda powinien przyjąć zaproszenie do Białego Domu?

Ta ostatnia kwestia to największe zagrożenie płynące z wizyty polskiego prezydenta w Waszyngtonie. Sojusz z Amerykanami bez wątpienia jest kluczowy dla Polski i choćby z tego powodu powinno nam zależeć na jak najbliższych relacjach z najważniejszym lokatorem Białego Domu. Jednak w ostatnim czasie amerykańska administracja stara się wykorzystać Polskę do wywierania nacisku na państwa „starej Unii”, przede wszystkim na Niemcy – co jest sprzeczne z naszym interesem. Świadomy tej skomplikowanej sytuacji, Andrzej Duda kilkukrotnie starał się sygnalizować, że nasza współpraca z USA nie jest wymierzona przeciwko partnerom z Europy.

Dziękując za amerykańskie wsparcie dla inicjatywy Trójmorza, podkreślił, że to projekt w ramach Unii Europejskiej. Współpracę militarną z USA wskazał jako czynnik poprawiający bezpieczeństwo nie tylko Polski, ale również NATO i UE. Przypomniał też o swojej niedawnej rozmowie z sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem i dodał, że w tej rozmowie zgodzili się, że kluczowe jest utrzymanie jak największej liczby amerykańskich żołnierzy w Europie. Kontekstem przemieszczenia wojsk USA do Polski byłoby więc nie osłabienie Niemiec, a utrzymanie europejskiego bezpieczeństwa. Czy jednak zręczne przemówienie może zmienić wymowę tej wizyty, na jakiej zależało Trumpowi? I czy w związku z tymi wątpliwościami polski prezydent w ogóle powinien przyjmować zaproszenie?

Nie ma powodu, dla którego Duda-polityk startujący w wyborach miałby odmawiać. Gdyby został w kraju, mógłby odbyć jeszcze kilka spotkań w mniejszych miastach, nie wyróżniając się z tłumu innych kandydatów i ryzykując jakąś kompromitującą wymianę ciosów z „zawiedzionym wyborcą”. Lecąc do Waszyngtonu, zdominował serwisy informacyjne na kilka dni przed głosowaniem. Pozytywnie czy negatywnie, wszyscy mówili o jego wizycie w Białym Domu. Nie zaszkodzi mu też specjalnie brak konkretnych ustaleń. To, co gniewa ekspertów, u przeciętnego wyborcy wzbudzi raczej wzruszenie ramion.

Liczą się korzystne zdjęcia, a tych nie zabrakło (prezydencki fotograf zdołał nawet uchwycić siedzącego Dudę i stojącego Trumpa, odwracając sytuację z głośnej fotografii sprzed kilku lat). Tym sposobem Duda przypomniał o swoich autentycznych dokonaniach w zakresie polsko – amerykańskich stosunków i przedstawił mocny dowód swoich dobrych relacji z Trumpem. Biorąc pod uwagę wciąż wyraźny pro-amerykanizm Polaków i sympatię jaką część prawicowych wyborców czuje do obecnego amerykańskiego prezydenta, to może pomóc w reelekcji. Na ile – przekonamy się w niedzielę.

Ale o ile Duda-polityk nie musiał się wahać, odpowiadając na amerykańską propozycję, Duda – przywódca powinien się dwa razy zastanowić.

W obliczu napięć pomiędzy Waszyngtonem a Berlinem, Polska powinna unikać jednoznacznego wiązania się z jedną bądź drugą stroną i podkreślać swoje poparcie dla niezakłóconej współpracy transatlantyckiej.

Tymczasem wizyta polskiego prezydenta może zostać odczytana jako opowiedzenie się po stronie USA w tym wewnątrznatowskim sporze. Tak jednoznaczne połączenie się już nie ze Stanami Zjednoczonymi, ale stricte z administracją Trumpa może też okazać się dla Polski obciążeniem, jeśli na jesieni dojdzie do zmiany prezydenta (a ten scenariusz, ze względu na wspomniane wcześniej sondaże, należy traktować poważnie). Można też zakładać, że za takim przedwyborczym prezentem mogło pójść oczekiwanie pewnych ustępstw strony polskiej w negocjacjach, co mogło się dla nas okazać kosztowne.

Sojusz z USA jest dla nas kluczowy, nie ma więc nic dziwnego w tym, że polski prezydent przyjmuje zaproszenie do Białego Domu. Jednak byłoby o wiele lepiej, gdyby ta wizyta odbyła się w drugiej połowie lipca. Polska pozycja byłaby silniejsza, a zobowiązania wobec Trumpa mniej obciążające. Przede wszystkim zaś o terminie wizyty powinien przesądzać harmonogram negocjacji, a nie kalendarz wyborczy. Na szczęście brak konkretów oznacza również, że nie podjęto żadnej decyzji, która mogłaby w przyszłości być szkodliwa dla Polski.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.