Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Kajetan Zając  29 marca 2020

Starzy jak polscy lekarze i pielęgniarki. Służba zdrowia w obliczu pandemii

Kajetan Zając  29 marca 2020
przeczytanie zajmie 5 min

Na obecnym etapie walki z pandemią kluczowe wydają się dwa czynniki: masowa mobilizacja w kontekście samoizolacji i społecznego dystansowania oraz ofiarna służba pracowników ochrony zdrowia. I tak jak w przypadku pierwszego z czynników sytuacja w Polsce wygląda optymistycznie, tak w odniesieniu do drugiego mamy problemy. I nie chodzi tutaj oczywiście o niekwestionowane bohaterstwo samych lekarzy, pielęgniarek oraz ratowników medycznych, lecz wieloletne systemowe zaniedbania ze strony naszego państwa.

W wypadku zasobów ludzkich w ochronie zdrowia w Polsce trudno mówić o jakichkolwiek rezerwach. We wszystkich międzynarodowych zestawieniach zarówno pod względem liczby lekarzy, jak i pielęgniarek wypadamy bardzo słabo. Według publikacji Polska. Profil systemu ochrony zdrowia 2019, wydanej przez Komisję Europejską, Polska może się „pochwalić” najmniejszą liczbą praktykujących lekarzy na 1000 osób wśród państw Unii Europejskiej oraz trzecim od końca wynikiem w przypadku pielęgniarek (wyprzedzamy jedynie Łotwę i Bułgarię). Wskaźniki te wynoszą odpowiednio 2,4 oraz 5,1 (średnia w UE to 3,6 i 8,5). Krajowe statystyki są bardziej optymistyczne. Według danych podawanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia liczba lekarzy w Polsce kształtuje się na poziomie ok. 3 na 1000 mieszkańców. W opozycji do publicznego płatnika stoi Główny Urząd Statystyczny, podając liczbę 2,3.

Statystyka statystyką, ale prawda jest oczywista dla każdego. Lekarzy i pielęgniarek jest za mało. Pacjenci doświadczają tego, zapisując się na bardzo odległe terminy wizyt specjalistycznych czy zabiegów, podczas gdy lekarze próbują załatać dziury w grafikach, biorąc po 2-3 dyżury z rzędu, po których biegną do prywatnej poradni. Nierzadkie są też przypadki zamykania całych oddziałów szpitalnych z powodu niedoboru personelu.

Średnia wieku lekarza w Polsce wynosi 49,5. Co więcej, pomimo osiągnięcia wieku emerytalnego w zawodzie wciąż jest aktywnych między 30 a 40 tys. lekarzy (około ¼ wszystkich pracujących). Wśród specjalizacji, takich jak pediatria, położnictwo i ginekologia, choroby zakaźne czy choroby płuc, jedynie 30% lekarzy ma mniej niż 50 lat. Do tego dochodzi oczywiście specyfika geograficzna i nierównomierny rozkład kadr na terytorium całej Polski.

Liczba osób uprawnionych do wykonywania zawodu pielęgniarki wynosi około 300 tys. Dominującą grupą wiekową jest przedział 45-54 lata (98 tys. – 34%), ale niedużo mniej jest w następnej (55-64) – 83 tys. (28,5%). Około 31 tys. (11%) pielęgniarek z aktualnym prawem wykonywania zawodu ma powyżej 65 lat (nie jest to tożsame z wykonywaniem zawodu). Jedynie 28 tys. (10%) jest w wieku niższym niż 35 lat.

Dotychczasowa wiedza na temat specyfiki wirusa SARS-CoV-2 wskazuje, że chociaż jego śmiertelność nie jest specjalnie wysoka (wśród wszystkich chorych kształtuje się na poziomie 2,3%, ale we Włoszech wskaźnik ten dochodzi już do poziomu 8,5%), to rokowania na przeżycie znacznie pogarszają się z wiekiem. Dla osób w przedziale wiekowym 70-79 lat śmiertelność wynosi 8%, a powyżej 80 lat – 14%. Najwięcej zachorowań notuje się wśród osób powyżej 50. roku życia. We Włoszech było to ponad 70% wszystkich przypadków.

Kilkuprocentowa śmiertelność, łatwość, z jaką wirus rozprzestrzenia się (bezobjawowy chory również roznosi wirusa!), i idąca za tym liczba zakażonych czynią z niego bardzo groźny patogen. Wniosek jest prosty. Około 40% polskich pielęgniarek i lekarzy znajduje się w grupie podwyższonego ryzyka zgonu ze względu na wiek i idące za nim choroby współistniejące. Pracując z chorymi na COVID-19, ryzykują zatem nie tylko swoim zdrowiem, ale i życiem.

W tym kontekście szczególnie bulwersujące stają się liczne doniesienia medialne o brakach w zaopatrzeniu w podstawowy sprzęt. Niedobory są na tyle dotkliwe, że grupa ratowników z Zielonej Góry… wystartowała z akcją fundraisingową, zbierając pieniądze na własne wyposażenie (sic!). W wielu miastach są organizowane również inne akcje społeczne, np. szycie masek ochronnych.

Ochrona personelu jest niezwykle istotna. Szpital to miejsce, w którym bardzo łatwo przenoszą się infekcje. W Nowym Mieście nad Pilicą z powodu zachorowań wśród personelu i pacjentów musiano ewakuować cały szpital. Aby kontynuować działalność, mazowiecka placówka musi uzupełnić kadrę. A o to też jest coraz trudniej.

Pracownicy ochrony zdrowia są nie tylko na zwolnieniach z powodu COVID-19 czy innych chorób, ale też wykorzystują przysługujące im prawo do opieki nad dziećmi na czas zamknięcia szkół, nie chcąc narażać dziadków czy innych opiekunów. Odrębnym problemem są kwarantanny spowodowane nieinformowaniem personelu przez pacjentów o kontakcie z zakażonymi koronawirusem lub o przebywaniu w miejscach o dużej liczbie zachorowań.

Tylko dzięki zawieszeniu planowych przyjęć nie dezorganizuje to pracy szpitali. Dla przykładu dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie określa braki jako istotne, a sam szpital uzupełnia niedobory wolontariuszami rekrutowanymi wśród studentów Collegium Medicum UJ. Jest z czego wybierać. Na wszystkich wydziałach CM UJ studiuje około 5,5 tys. osób, a w całej Polsce na uniwersytetach medycznych kształci się około 64,3 tys. Studenci nie są w stanie jednak zastąpić wykwalifikowanej kadry.

Sięgnięcie po żaków to niejedyny pomysł na uzupełnienie personelu. Małopolska Okręgowa Izba Pielęgniarek i Położnych zdążyła już zaapelować do pielęgniarek-emerytek, aby w razie potrzeby wsparły małopolskie szpitale. W skali kraju mogłoby to być do 30 tys. pracowników. Rezerwa lekarzy jest około dwukrotnie mniejsza. Na pewno w skali całego kraju znalazłoby się wielu chętnych i zdolnych do pracy byłych pracowników ochrony zdrowia.

Nie zmienia to faktu, że są to działania ekstraordynaryjne, niejako partyzanckie, odwołujące się do etosu i poświęcenia konkretnych osób, a nie systemowy model do wdrożenia na stałe. Pozostaje mieć nadzieję, że czas po pandemii pozwoli na podjęcie realnych, a nie często pozorowanych, reform w polskiej służbie zdrowia i ustaną propagandowe bajeczki o lekarzach-rezydentach objadających się kawiorem.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.