Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Witwicki: Zostajemy „słoikami”, bo nie mamy innego wyjścia [VIDEO]

przeczytanie zajmie 4 min

„Napisałem książkę o kondycji średnich miast na przykładzie Włocławka. Miast to było absolutnie uprzemysłowione. Potem, po roku 1989, wszystko legło w gruzach, a bezrobocie lawinowo wzrosło. Na 120 tysięcy mieszkańców około 30 tysięcy było bezrobotnych. Następnie przyszła reforma administracyjna. Gdy kończyłem studia, w powiecie włocławskim 30% osób nie miało pracy. Jej znalezienie graniczyło z cudem. Taki jest kontekst i geneza pojawienia się w Polsce słoików. Ludzie wyjeżdżali do Warszawy z braku perspektyw” – mówił Piotr Witwicki podczas V Kongresu Klubu Jagiellońskiego.

„Bycie słoikiem, wbrew powszechnej opinii, nie jest marzeniem o awansie społecznym. Migracja do większego miasta to po prostu jedyna dostępna opcja. Osobiście bardzo chciałem zdobyć pracę w moim lokalnym radiu „W”. To było absolutnie moje życiowe marzenie. Chciałem prowadzić tam poranki, ale nie udało mi się. W związku z tym za miesiąc pracowałem już w TVN24, bo tam były miejsca pracy” – stwierdził dziennikarz Polsat News.

To nie jest tak, że przyszedł zły Balcerowicz i pozamykał wszystkie fabryki. Wielka włocławska Celuloza została zamknięta, ponieważ nie spełniała norm ekologicznych. To w ciekawy sposób wiąże z dyskusją o PRL-u i ekologii. Pamiętam, że fabryka olbrzymimi rurami po prostu wylewała ścieki do Wisły. Po 89 r. nagle musiano coś z tym zrobić. Nagle okazało się, że kary nakładane na przedsiębiorstwo spowodowały jego upadek. Celuloza funkcjonowała niegdyś jako klasyczny kompleks przemysłowy. Był tam dom kultury, ośrodek sportowy, wypoczynkowy i przedszkole. Wraz z zamknięciem firmy, całe to kulturowe dobro zostało po prostu unicestwione. To zaskakujące, że na gruzach Celulozy powstały nowe, często niewielkie przedsiębiorstwa, które przez bardzo długi czas rozporządzały majątkiem upadłej firmy. Włocławek zamienił się wówczas na miasto złomiarzy, bo właśnie ten rodzaj działalności najbardziej opłacał się w czasach transformacji, które przyniosły ze sobą upadek przemysłu” – opisywał Piotr Witwicki.

„Żyjemy w dwóch zupełnie różnych krajach. Pierwszy to Warszawa, drugim jest cała Polska powiatowa. Doświadczyłem tego na własnej skórze. To jest w gruncie rzeczy najbardziej przerażające. Jeśli ktoś chce zdobyć pracę w Warszawie, to musi przejść proces rekrutacyjny i odbyć rozmowę kwalifikacyjną. We Włocławku coś takiego nie funkcjonuje. Pracę otrzymuje się właściwie wyłącznie dzięki znajomościom. Słuchałem dziś audycji, w której narzekało się, że w Warszawie są duże wakaty w urzędach, bo po prostu nikt nie chce tam pracować. Otóż w Włocławku jest to najlepsze miejsce pracy. Wymarzone absolutnie przez każdego. Następny przykład to edukacja. Niskie pensje i brak prestiżu zawodu nauczyciela? Nie we Włocławku. Tam wszyscy biją się o etat w podstawówce. To jest absolutnie wykrzywiona rzeczywistość. Zostanie słoikiem i podróż do Warszawy (lub innego dużego ośrodka) to nie podróż marzeń, ale ucieczka” – podsumował swój występ Piotr Witwicki.