Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.
Maciej Pikor  29 stycznia 2020

Mógłbym przyłożyć rękę do Auschwitz

Maciej Pikor  29 stycznia 2020
przeczytanie zajmie 8 min

Wystarczy, aby ktoś był z innej opcji politycznej, miał inne poglądy, by nawet oczywiste fakty historyczne negować z łatwością równą poobiedniej drzemce w niedzielne popołudnie. Tego jesteśmy świadkami, słuchając komentarzy po głośnym wystąpieniu Mariana Turskiego na uroczystościach z okazji wyzwolenia obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau.

Nie dane mi było tam jeszcze być, choć okazja nadarzała się, i to kilkukrotnie. Z jednej strony zwyczajnie się boję. Boję się zobaczyć istne piekło na ziemi, obawiam się, że nie uniosę tego, co tam przeżyję. Jest też drugi powód: do głębokich i trudnych wydarzeń trzeba być gotowym – ten moment nadejdzie. Czułem potrzebę wprowadzić ten wątek biograficzny, proszę mi wybaczyć. Ustawia to jednak od razu perspektywę, moim zdaniem, zarówno dla mnie, jak i dla Ciebie, drogi czytelniku.

W poniedziałek obchodzono 75. rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau. W obchodach wzięło udział ponad 200 ocalałych z Polski i różnych zakątków świata, a także 60 delegacji państw i organizacji międzynarodowych. Jednym z prelegentów był były więzień obozu – Marian Turski.

Jego słowa dość szybko wylądowały nie tylko na tablicach moich znajomych z Facebooka, ale poleciały w świat, odbiły się szerokim echem, cytowały je największe media. „Auschwitz tuptał, dreptał małymi kroczkami, zbliżał się, aż stało się to, co stało się tutaj. (…) To się wydarzyło, to znaczy, że się może wydarzyć. To znaczy, że się może wydarzyć wszędzie, na całej ziemi”.

„Kiedy dzisiaj spotykam się z młodymi, zdaję sobie sprawę, że po 75 latach wydają się troszkę znużeni tym tematem: i wojna, i Holokaust, i Shoah, i ludobójstwo. Rozumiem ich. Dlatego obiecuję wam, młodzi, że nie będę opowiadał wam o moich cierpieniach. Nie będę wam opowiadał o moich przeżyciach, moich dwóch Marszach Śmierci, o tym, jak kończyłem wojnę, ważąc 32 kilogramy, na skraju wyczerpania i życia. Nie będę opowiadał o czymś, co było najgorsze, czyli o tragedii rozstania z najbliższymi, kiedy po selekcji przeczuwasz, co ich czeka. Nie, nie będę o tym mówił. Chciałbym z pokoleniem mojej córki i pokoleniem moich wnuków porozmawiać o was samych” – mówił Marian Turski.

Przekaz da się dość prosto skrócić: to co, wydarzyło się w Oświęcimiu było efektem pewnej drogi, pewnej obranej ścieżki, która konsekwentnie, krok po kroku zmieniała rzeczywistość, postrzeganie Żydów w społeczeństwie niemieckim (i nie tylko), ich codzienność, godność, a na końcu kosztowała życie. I że tego bestialstwa dokonali ludzie. Nie bestie w ludzkich skórach, lecz ludzie dokładnie tacy sami jak my. Turski wywodził, że może się to zdarzyć w każdych czasach i miejscu.

Jaka to była ścieżka? Proszę, kilka przykładów:

⦁ Żydom stopniowo odbierano prawa do wykonywania konkretnych zawodów, usuwano z uczelni i szkół, zabraniano korzystać z miejsc publicznych;

⦁ przypisywano im winę za bezrobocie, nierówność, ekonomiczny wyzysk, nierówności, porównywano do zarazy, czy insektów;

⦁ przyzwolenie władzy, a finalnie również organizacja aktów terroru wobec Żydów;

⦁ i wiele, wiele innych.

Wydaje się, że jest to oczywistość, sam tak zresztą o tym mówił Turski. Okazuje się jednak, że nie. Tak przemówienie byłego więźnia Auschwitz komentuje Krzysztof Bosak:

„Dwie tezy pana Turskiego z jego wystąpienia są zasadniczo nieprawdziwe. Pierwsza teza jest taka, że Auschwitz się wydarzało po kawałeczku i że każdy element debaty politycznej nie idący w kierunku, który pan Turski zaprezentował to kroczek ku Auschwitz. To jest typowa retoryka lewicy. Auschwitz się wydarzyło dlatego, że totalitarne państwo Trzecia Rzesza wdrożyło taki diabelski plan”.

Wystarczy, aby ktoś był z innej opcji politycznej, miał inne poglądy, by nawet oczywiste fakty historyczne negować z łatwością równą poobiedniej drzemce w niedzielne popołudnie.

Nie spodziewałem się jednak innej retoryki przedstawiciela partii, która od dłuższego czasu „żeruje” wręcz na antysemityzmie: „Trzeba mówić ludziom, że Żydzi dostaną naszą polską ziemię, założą Polakom chomąto i będą uprawiać nimi pole. To chwyci!” – wykład z roku 2019, Sławomir Mentzen, „jedynka” Konfederacji na Pomorzu w wyborach do Parlamentu

Europejskiego na Pomorzu.

Jednocześnie, niejako na drugą nóżkę, nie zabrakło oczywiście takich komentarzy jak Dominiki Wielowiejskiej, odbijających piłeczkę w stronę rządu i wykorzystujących przemówienie i rocznicę by krytykować politykę obecnej władzy. Podobnym zagraniem popisał się świeżo wybrany szef startujący na lidera największej opozycyjnej partii Borys Budka: „Żyjemy w czasach populistów. Te słowa postrzegam jako mądrość historyczną i takie ostrzeżenie, żeby obecny rząd nie szedł drogą populizmu i wykluczenia”.

Ten zaś tekst ja chciałem o czymś zupełnie innym. Źle to o nas świadczy, nie ważne której sprzyjając opcji, żeby brać słowa o jednym z największych bestialstwa w historii i przykładać publicznie do obecnej sytuacji politycznej. Nie ważne, po której stojąc „stronie”, jakie wyznając poglądy. Nikt nie zaprotestuje. Nikt za swoje słowa nie będzie musiał się wstydzić, przepraszać, rezygnować z funkcji pełnionej publicznie. I mówi to ktoś, kto zdecydowanie jest przedstawicielem tego tak już narosłego negatywnymi legendami pokolenia millenialsów. Pożałowania godnym jest okładać się ludzką tragedią. Która to wcale nie wydarzyła się tak dawno, to pespektywa dwóch, trzech pokoleń. Wstyd to najbardziej z dyplomatycznych uczuć, które rodzą mi się na samą myśl o czymś takim.

„To chciałbym powiedzieć mojej córce, wnukom i ich rówieśnikom, gdziekolwiek mieszkają. W Polsce, w Izraelu, w Europie Wschodniej: nie bądźcie obojętni, jeśli widzicie kłamstwa historyczne. Kiedy widzicie, że przeszłość jest naciągana do aktualnych potrzeb polityki”.

I tak naprawdę świadczy to tylko jeszcze bardziej o tym, jak bardzo Marian Turski miał rację: znieczulamy się. Stopniowo, powoli, małymi krokami. Do czego to prowadzi? „Nawet się nie obejrzycie, jak na was, na waszych potomków jakieś Auschwitz nagle spadnie z nieba”.

Wcale nie jesteśmy lepsi od tych, którzy zgotowali to piekło. Obozy koncentracyjne stworzyli ludzie, tacy sami jak my. Którzy krok po kroku zmieniali rzeczywistość, tworząc grupę wykluczonych, strasząc nią, odczłowieczając, doprowadzając do tego, że faktycznie ci odhumanizowani w ich głowach ludzie trafili do masowych ubojni, bo przecież tym były obozy.

To się nie dokonało na innej planecie, w czasach paleolitu, kiedy nie znaliśmy zasad moralnych, ani wśród nieludzi. To się dokonało w czasach, które nazywamy nowożytnymi lub współczesnymi, wśród demokratycznego społeczeństwa środkowej Europy, ci ludzie, którzy to robili mieli dzieci, żony, mężów, matki, ojców. Przed wojną wykonywali zwykłe zawody, wiedli normalne życie.

Z perspektywy człowieka, któremu najczęściej niewiele lub zupełnie nic do życia nie brakuje, łatwo jest mówić o tym, jak trzeba się zachować i jak bym się zachował. Ja nie wiem. Chciałbym być jednym z tych, którzy później zostali nazwani Sprawiedliwymi wśród Narodów Świata. Być bohaterem, żeby moje dziecko, czy wnuk wspominało mnie przy każdym przyjęciu. Ale chcąc być uczciwym, nie mogę powiedzieć o pewności. Może byłbym jednym z tych, którzy przyłożyli rękę do Auschwitz.

Dla zaznaczenia faktu: tak, „Sprawiedliwych„ wśród Polaków jest najwięcej, ale to nie znaczy, że ich była większość w całym społeczeństwie. Większość stanowią ci, którzy byli obojętni, nie zrobili nic, by pomóc swoim sąsiadom. Statystyka, brutalne liczby. I wcale też nie jest tak, że wśród naszego narodu nie ma tych, którzy przykładali rękę do Zzagłady.

„Mój przyjaciel, prezydent Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego Roman Kent wymyślił 11. przykazanie, które jest doświadczeniem Shoah, Holokaustu, strasznej epoki pogardy. Brzmi tak: nie bądź obojętny (…). Nie bądźcie obojętni, kiedy jakakolwiek władza narusza przyjęte umowy społeczne, już istniejące. Bądźcie wierni przykazaniu. Jedenaste przekazanie: nie bądź obojętny”.

Pytanie, czy stać nas na zajmowanie się jałowymi sporami, wyrywaniem sobie cytatów. Bo to między innymi to sprawia, że stajemy się obojętni, zatwardziali, okopani w swoich okopach jedynej słusznej prawdy. A obojętność, jak nam dobitnie pokazuje historia, to zgoda na zło. Może czas wreszcie wyjść z okopów, zakasać rękawy i zacząć uprawiać tą bohaterskość, którą uwielbiamy się tak szczycić? Na taką skalę na jaką nas stać?

Zacząć choćby od tego, żeby wyrazić wyraźny sprzeciw dla obrzydliwego wykorzystywania tej wciąż niezabliźnionej rany na ciele ludzkości, do okładania się w imię jakiś śmiesznych politycznych interesów? A później pójść o krok dalej i spotkać się z tym strasznym, innym, wykluczonym, z innej opcji, inaczej myślącym i zobaczyć, że ma tyle samo palców, rąk, nóg, co ja? I że moje oczy patrzą dokładnie tak samo jak jego?

To moim zdaniem jest tu i teraz bohaterstwo, to jest człowiek sprawiedliwy wśród narodów świata. Nie ten co krzyczy o pięknej historii, wznosi okrzyki, gada, publikuje. Tylko zakasa rękawy i robi. Bądźcie wierni przykazaniu. Jedenaste przykazanie: nie bądź obojętny.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki 1% podatku przekazanemu nam przez Darczyńców Klubu Jagiellońskiego. Dziękujemy! Dołącz do nich, wpisując nasz numer KRS przy rozliczeniu podatku: 0000128315.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.