Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Ciepła woda w kranie plus. Expose Mateusza Morawieckiego

„Polacy chcą normalnego rządu w normalnym kraju, gdzie ludzie wiodą normalny żywot”. Wbrew pozorom to nie jest zdanie wyjęte z wystąpienia Mateusza Morawieckiego, który w nieznośny wręcz sposób nadużywał dzisiaj słowa „normalność”. To fragment z expose… Donalda Tuska z roku 2007. Zjednoczona Prawica zaczyna poszukiwać własnej wersji polityki ciepłej wody w kranie. Tę funkcję ma spełniać wizja polskiego państwa dobrobytu.

Czy to było dobre wystąpienie? Uczciwie trzeba odpowiedzieć, że niespecjalnie. Mateusz Morawiecki i jego doradcy skonstruowali expose składające się z dwóch nie do końca przystających do siebie części. Zacznijmy od tej drugiej, dłuższej i mniej istotnej z perspektywy przyszłości politycznej naszego kraju.

Dużo gadania, mało konkretów

Premier Morawiecki przytłoczył technokratycznym detalem. Dostaliśmy kilkadziesiąt minut chaotycznej wyliczanki liczb, statystyk, nazw międzynarodowych organizacji gospodarczych chwalących Polskę, cały korowód zdawkowych, ledwie napoczętych tematów. I z tego niepotrzebnego nadmiaru konkretem możliwym do zapamiętania pozostanie tylko gomułkowski z ducha program tysiąca ekologicznych, bez emisyjnych szkół oraz zapowiedź wprowadzenia kaucji za jednorazowe butelki z plastiku. Nic na miarę wyborczej „piątki Kaczyńskiego”, nie mówiąc już o programie „Rodzina 500 Plus”.

Premier Morawiecki tak naprawdę nie przedstawił spójnej wizji działań nowego rządu na nową kadencję. Jego wystąpienie skupiało się na przeszłości i teraźniejszości, nie przyszłości.

Zamiast składania nowych obietnic przypominanie już zrealizowanych projektów lub tych, które są obecnie w toku. Na tym poziomie było to expose kontynuacji, i to kontynuacji aż do bólu. Za symbol tego strategicznego minimalizmu może posłużyć kwestia trzech wskazanych przez starego-nowego premiera wielkich wyzwań, które wymagają porozumienia ponad partyjnymi podziałami: bezpieczeństwa energetycznego, systemu emerytalnego i demografii. Tylko że w dalszej części expose Morawiecki nie wyszedł poza poziom okrągłych ogólników („wielka strategia demograficzna”), nie rozwinął tych kluczowych wyzwań, nie przedstawił żadnej konkretnej propozycji działań państwa w ich zakresie, poza przywołaniem projektu Powszechnych Planów Kapitałowych.

Nowa mapa politycznego sporu

Ważniejsza z perspektywy polskiego życia politycznego była jednak pierwsza część wystąpienia, w której premier Morawiecki z jednej strony naszkicował nowy „rozkład geograficzny” najważniejszych sił politycznych, z drugiej mimowolnie wskazał na dwie prawdopodobne nowe osie politycznego sporu w nadchodzących latach.

Ani rewolucje światopoglądowe (Lewica), ani szowinizm (Konfederacja). Ani Zachód, ani Wschód – Polska to cywilizacyjne centrum Europy. Premier w sposób niebezpośredni, ale całkiem jasny umieścił Zjednoczoną Prawicę w poszerzonym horyzoncie politycznym nowej kadencji. Według Morawieckiego obóz „dobrej zmiany” to nowe centrum, ugrupowanie, które jak sam stwierdził idzie z „duchem Polski” nie „duchem czasu”, funkcjonujące poza skrajnościami, definiujące to, co „normalne” (to słowo padło w expose kilkadziesiąt razy). W ten sposób w miejscu niedawnego binarnego podziału PiS-PO zaczyna się wyłaniać nowa układanka polityczna, w której nieprzypadkowo nie ma miejsca zarówno dla Platformy Obywatelskiej, jak i „miejskiej chadecji” z Polskiego Stronnictwa Ludowego. Nie ma tego miejsca, bo w centrum, poza skrajnościami, tam, gdzie rzekoma „normalność”, może wygodnie umościć się tylko Prawo i Sprawiedliwość – nowy polityczny hegemon, polski wariant catch-all-party, partii dla każdego.

Zjednoczona Prawica buduje polskie państwo dobrobytu – to zapowiedź definiująca niejako polityczną tożsamość obozu „dobrej zmiany”, przekładająca „dobrą zmianę” na większy polityczny konkret. W ten sposób premier Morawiecki już ostatecznie usankcjonował nową dominującą opowieść Prawa i Sprawiedliwości.

A to polskie (konserwatywne) państwo dobrobytu oznacza system rozbudowanych transferów socjalnych (oczywiście chodzi o te, które rząd już realizuje, jak 500 Plus), wysokiej jakości usługi publiczne (o nich premier mówił niewiele), wielkie projekty infrastrukturalne (Centralny Port Komunikacyjny, Via Carpatia), a także tradycyjnie rozumianą rodzinę. Ponownie, jak przy „partii centrum” – w tej opowieści nie ma miejsca dla PO i PSL-u.

Nie będzie wojny kulturowej, rząd PiS-u do niej nie dopuści. A jak zostanie jednak rozpętana, to obóz „dobrej zmiany” ją wygra. To właśnie wokół definicji „normalnej rodziny” i szerzej – kwestii światopoglądowych (edukacja seksualna, gender, aborcja…), będzie toczył się spór w trakcie nowej kadencji parlamentu. Głównym rywalem Zjednoczonej Prawicy w tym konflikcie będzie oczywiście Lewica – zwolenniczka „utopijnych projektów” i socjaldemokratycznego (w domyśle – lewackiego) modelu państwa dobrobytu.

Półperyferyjna Polska w niestabilnym świecie

Żyjemy w epoce przełomu – stare prawa gospodarcze odchodzą, nowe jeszcze się nie wyłoniły. Rosnąca siła transnarodowych korporacji, pogłębiające się globalne nierówności, rywalizacja kapitału, który ma narodowość, raje podatkowe, znikające miliardy euro w konsekwencji „optymalizacji podatkowych”, czyli niesprawiedliwego unikania płacenia podatków przez największych i najsilniejszych. Polska w tym nowym świecie czwartej rewolucji przemysłowej albo wywalczy sobie podmiotową pozycję, albo to silniejsi wyznaczą nam podrzędną pozycję w nowej globalnej układance.

Na poziomie diagnozy – pełna zgoda. Premier Morawiecki w przenikliwy i celny sposób wpisał naszą polską półperyferyjność w szerszy obraz zmieniającego się świata, gdzie Zachód traci stopniowo dominująca pozycję na rzecz innych geoekonomicznych graczy, jak Chiny. A my znajdujemy się tak naprawdę „pomiędzy”. I to właśnie ten wielopłaszczyznowy „rozkrok” definiuje naszą nadchodzącą przyszłość.

To była z pewnością najważniejsza i najbardziej wartościowa rzecz, jaka dzisiaj padła z ust szefa rządu. Najważniejsza, bo pokazuje, że premier zdaje sobie sprawę z gigantycznej skali wyzwań stojących obecnie przed Polską. W tych okolicznościach szczególnie szkoda, że większość jego wystąpienia nie została poświęcona poszukiwaniom odpowiedzi na te giga-trendy, globalne wyzwania, które w istotnym stopniu określą naszą polską przyszłość.

Zamiast tego byliśmy świadkami – w sposób pewnie niezamierzony – poszukiwań PiS-owskiej wersji polityki ciepłej wody w kranie plus. Gdzie plus oznaczać będzie wyrazistą agendę tożsamościową (obrona tradycyjnej rodziny) i mocne postawienie na historię (przywołanie życiorysu niedawno zmarłego powstańca warszawskiego, który przed wojną eskortował serce Marszałka do Wilna). Przyszłość pokaże czy Jarosław Kaczyński celniej od Donalda Tuska rozszyfrował dusze Polaków.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.