Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Pedofilia w Kościele to nie tylko „pojedyncze przypadki”

Pedofilia w polskim Kościele istnieje i – jak się okazuje – jest wyzwaniem, z którym polscy duchowni nie do końca sobie radzą. Publikacja raportu przygotowanego przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego o wykorzystywaniu nieletnich przez osoby duchowne to pierwszy krok na drodze do rozwiązania problemu, który budzi wiele emocji i kontrowersji. To krok, który musi pociągnąć za sobą szereg systemowych zmian na poziomie instytucjonalnym, a także zapoczątkować przemianę całej katolickiej wspólnoty, którą tworzymy w Polsce.

Nie tylko w Kościele, nie tylko w Polsce

Pedofilia, jak słusznie zauważył w trakcie czwartkowej konferencji przewodniczący Episkopatu abp Stanisław Gądecki, jest problemem globalnym. Nie dotyczy bowiem wyłącznie Kościoła, jak bardzo często próbują przedstawiać to nieprzychylne mu media. Fakty są jednak takie, że przez kilkadziesiąt lat zrobiono niewiele, aby pociągnąć winnych do odpowiedzialności. Jednocześnie zrobiono bardzo dużo, aby ten problem zamieść pod dywan.

To nie dotyczy tylko Polski. W 2001 r. grupa amerykańskich dziennikarzy z „Bostone Globe” natrafiła na trop wielkiego skandalu w tamtejszym Kościele. Czteroosobowy zespół przez następnych kilka miesięcy prowadził dziennikarskie śledztwo mające na celu odtworzenie mechanizmu działania najwyższych dostojników diecezji, którzy przez szereg lat z premedytacją ukrywali niewygodną prawdę. Artykuł z początku 2002 r., którego autorami byli Matt Carroll, Sacha Pfeiffer, Michael Rezendes oraz Walter V. Robinson, Church allowed abuse by priest for years jasno ukazywał skalę zaniedbań w Kościele, a ich rozmiar zszokował lokalną społeczność. Okazało się bowiem, że problem wykorzystywania nieletnich w Kościele w samym Bostonie nie dotyczył kilku czy kilkunastu księży. Co więcej, autorom nie chodziło o opisanie zbrodniczych działań poszczególnych duchownych, ale o przedstawienie sposobu funkcjonowania całego systemu, który chronił winnych przez przenoszenie do innych parafii lub udzielanie urlopu zdrowotnego.

Co jest, a czego w raporcie nie ma

Raport przygotowany przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego (ISKK) ujawnia skalę polskiego problemu z pedofilią w Kościele. Dokument Wykorzystywanie seksualne osób małoletnich przez niektórych inkardynowanych do diecezji polskich duchownych oraz niektórych profesów wieczystych męskich zgromadzeń zakonnych i stowarzyszeń życia apostolskiego w Polsce dotyczy wszystkich osób duchownych (posiadających święcenia w stopniu prezbiteratu oraz diakonatu), w okresie od 1 stycznia 1990 do 30 czerwca 2018 r.

Jak tłumaczy autor opracowania, o. Adam Żak: „Wybrałem rok 1990 na podstawie prostego doświadczenia. To był koniec komunizmu. Wówczas my jako zakon – a jestem jezuitą – zostaliśmy poproszeni przez przełożonych o sprawdzenie archiwów. Nie było w nich nic, więc przyjąłem, że przed 1990 r. nie należy się spodziewać dokumentów ani w zakonach, ani w diecezjach. Był to okres, kiedy wrażliwych dokumentów trzeba było produkować jak najmniej”. Można zarzucić, że taka metodologia jest wygodna z punktu widzenia polskiego Kościoła – nie ma dowodów, nie ma sprawy. Jeśli nawet przed 1990 r. problem pedofili istniał, to nie został udokumentowany, więc nie można o nim nic powiedzieć.

W badanym okresie zgłoszonych zostało 382 przypadków, w tym dotyczących osób poniżej 15. roku życia odnotowano 198 (51,8%), a powyżej 15. roku życia 184 (48,2%). Mowa jest tylko o przypadkach zgłoszonych, dlatego raport nie może przedstawiać pełnej skali tego zjawiska. Specyfika przestępstw na tle seksualnym sprawia, że nie zawsze są one zgłaszane – i nie chodzi tu tylko o przykład Kościoła.

Warto zauważyć, że począwszy od 1990 r. stale wzrastała liczba zgłaszanych przypadków. 74,6% procesów kanonicznych było już zakończonych, pozostałe są w toku. Spośród zakończonych procesów 25,2% zakończyło się wydaleniem ze stanu duchownego. 40,3% to inne kary, takie jak suspensa, upomnienie kanoniczne, zakaz pracy z małoletnimi, pozbawienie urzędu, ograniczenie posługi lub zakaz wystąpień publicznych. Inne skutki objęły 11,5% przypadków (nałożenie pokuty, przeniesienie na inną parafię, przeniesienie poza duszpasterstwo parafialne, do domu emeryta albo domu chorych księży, terapia, samowolne opuszczenie diecezji). Umorzeniem postępowania zakończyło się 12,6% przypadków. Uniewinniono natomiast 10,4 % oskarżonych o pedofilię księży. Częściej ofiarami byli małoletni płci męskiej (58,4%). Pamiętajmy, że należy oddzielić procesy kanoniczne od tych, które są prowadzone w polskich sądach. Innymi słowy, Kościół na mocy swoich przepisów nie może osoby uznanej za winną wsadzić za kratki. Jeśli idzie o przypadki wykorzystywania nieletnich przez księży zgłoszone do prokuratury, to liczby są wyższe: 345 ofiar poniżej 15. roku życia, powyżej zaś tego wieku – 280.

W kontekście raportu ISKK warto je porównać z tym, co można znaleźć w dokumencie przygotowanym przez fundację „Nie lękajcie się”. Założona w 2013 r. instytucja zrzesza i wspiera ofiary księży pedofilów w Polsce. Stworzyła również interaktywną „Mapę Kościelnej Pedofilii”, na której do tej pory znalazło się 384 ofiar. Autorzy raportu powołują się na dokument Sacramentorum sanctitatis tutela, gdzie możemy przeczytać: „Jeśli ordynariusz lub hierarcha otrzyma wiadomość, przynajmniej prawdopodobną, o popełnieniu przestępstwa, po przeprowadzeniu badania wstępnego winien powiadomić o tym Kongregację” – odnosi się to również do przypadków pedofilii. Autorzy opublikowali także listę wysoko postawionych hierarchów Kościoła polskiego, którzy, mimo iż mieli wiedzę o popełnionych przestępstwach, ukrywali ją przed organami ścigania.

Co na to kościelni hierarchowie?

To, co szczególnie uderzało w trakcie czwartkowej konferencji, to niejakie oderwanie od rzeczywistości abp. Jędraszewskiego czy abp. Gądeckiego., którzy chyba nie do końca zdają sobie sprawę ze skali nadużyć. Albo uważają, że to margines.

Kościół w Polsce czuje się zagrożony – takie można odnieść wrażenie po słowach, jakie padły w czasie konferencji. Okazuje się bowiem, że dla abp. Jędraszewskiego hasło „zero tolerancji” zbytnio kojarzy się z zbrodniczymi praktykami totalitarnymi (to jest o tyle ciekawe, że jeszcze kilka tygodni temu… Episkopat sam posługiwał się tym hasłem). Metropolita krakowski powiedział, że Kościół powinien być „nieskazitelnie czysty”.

Możemy spierać się o słowa, przecież i w haśle o nieskazitelnej czystości można doszukiwać się przesłanek totalitarnych, bo jeśli ktoś nie spełni wymogu nieskazitelnej czystości, to nie ma dla niego miejsca w Kościele. Z kolei linia obrony abp. Gądeckiego zasadzała się na przekonaniu, że oto polski Kościół staje w obliczu ataku sił, które chcą mu zaszkodzić. To niezrozumienie istoty problemu budzi poważne wątpliwości. Tutaj jednak słowa uznania należy skierować do prymasa Polski abp. Polaka, który stanął na wysokości zadania i mówił o zaniedbaniach ze strony polskich duchownych. Przypomnijmy, że aż 5% zgłoszonych przypadków nie było w ogóle procedowanych zgodnie z zasadami prawa kanonicznego!

Od kilku lat w Polsce obowiązują restrykcyjne przepisy dotyczące sposobu postępowania w przypadku zgłoszenia podejrzenia wykorzystywania dzieci przez duchownych. Autorzy książki Żeby nie było zgorszenia pokazują jednak, że problem z pedofilią wśród osób duchownych spotyka się z niemym przyzwoleniem ze strony społeczeństwa. W powszechnej świadomości księża uznawani są jako ludzie lepszej kategorii. W 2017 r. Ministerstwo Sprawiedliwości uruchomiło rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Co znamienne, na długiej liście nie znajdziemy żadnego przedstawiciela duchowieństwa.

Słusznie w komentarzu dla „Więzi” pisze Zbigniew Nosowski, że „członkowie prezydium episkopatu nie rozumieją, że od ich podejścia do wykorzystywania seksualnego może zależeć »być albo nie być w Kościele« wielu katolików rozczarowanych postawą własnych biskupów”. Nie ma znaczenia, czy walkę z nadużyciami będziemy prowadzić pod hasłem „zero tolerancji” czy „nieskazitelnej czystości”. Tutaj o wiele istotniejsze są czyny niż pochylenie się nad problemem. Tym bardziej trzeba kibicować oddolnym inicjatywom, takim jak uruchomiony całkiem niedawno telefon zaufania dla osób skrzywdzonych przemocą seksualną.

Polscy hierarchowie muszą w końcu zrozumieć, że tego problemu nie można i już nie da się zamieść pod dywan. Ofiary zasługują na szacunek i maksymalne zadośćuczynienie, winni muszą być surowo karani, a potencjalni pedofile muszą wiedzieć, że w polskim Kościele nie ma miejsca na patologię, która uderza w najbardziej bezbronnych.

***

Szymon Hołownia stawia w „Tygodniku Powszechnym” bardzo mocne zarzuty pod adresem hierarchów polskiego Kościoła: „Nie pojęli istoty – tego, że akurat w tej materii nie można powiedzieć: »to jednostkowe przypadki, więc o co im wszystkim chodzi«. Bo tu każdy – nawet gdyby był tylko jeden – przypadek krzyczy tak głośno, że wystarczy to w zupełności, by poruszyć niebo, rozwalić Kościół, zabić wiarę w rzeszach ludzi”. Nie sposób nie zgodzić się z tymi słowami. Potrzebujemy oczyszczenia. Kościół musi w końcu stanąć w prawdzie, jakkolwiek patetycznie to brzmi, i zająć się tym problemem.