Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Jak zdobyć władzę w mieście? Niezbędnik Klubu Jagiellońskiego

Jak zdobyć władzę w mieście? Niezbędnik Klubu Jagiellońskiego
Po wyborach samorządowych 2014 postanowiliśmy przyjrzeć się tym miastom, w których doszło do zmiany władzy, przede wszystkim z perspektywy zwycięskich liderów. Publikacja pod redakcją Krzysztofa Mazura i z posłowiem prof. Rafała Matyi to ponad 130 stron rozmów z pięcioma „prezydentami zmiany”. Tymi „nowymi”, „młodymi” i „innymi”, którzy dwa lata temu zdobyli władzę w swoich miastach.

Rok 2015 był rokiem politycznego trzęsienia ziemi. Wybory prezydenckie i parlamentarne przyniosły zmianę, której kilka miesięcy wcześniej nikt nie przewidywał. Patrząc jednak z dzisiejszej perspektywy, można śmiało powiedzieć: „Byliśmy ślepi!”.

Analizując bowiem wydarzenia roku 2014, można było zauważyć wyraźne symptomy nadchodzącej zmiany. Wśród nich najważniejsze znaczenie miały listopadowe wybory samorządowe. Pewnie ich odbiór byłby inny, gdyby nie duża liczba głosów nieważnych w wyborach sejmikowych oraz kompromitacja PKW w prezentowaniu wyników. To na tych dwóch bulwersujących faktach skupiła się cała uwaga mediów.

Kto jednak umiał wznieść się ponad te dwa wałkowane w mediach wątki, ten dostrzegł proces mogący mieć doniosłe konsekwencje w przyszłości. Wśród nich był Rafał Matyja, który kilka dni po tamtych wyborach dostrzegł w nich „ruch zmiany”. W swojej na gorąco pisanej analizie stwierdził: „Tylko 62 proc. spośród wybranych prezydentów to osoby sprawujące ten urząd przed wyborami, a zatem znacznie mniej niż przed czterema laty (kiedy było to aż 78 proc.)”. Jeszcze ważniejszy był fakt, że prawie połowa nowo wybranych prezydentów to osoby przed czterdziestką. Pokoleniowa zmiana nie przebiła się do szerszej świadomości społecznej, bo ominęła największe miasta.

Dało się ją jednak wyraźnie zauważyć w miastach średniej wielkości. Matyja zauważył, że „kandydaci przed czterdziestką zostali wybrani tylko w dwóch miastach wojewódzkich – Katowicach i Opolu. Więcej jest ich w stolicach dawnych województw – wygrali w Białej Podlaskiej, Ciechanowie, Gorzowie, Lesznie, Łomży, Skierniewicach, Słupsku i Zamościu. Co ciekawe, tylko w kilku wypadkach ich zwycięstwo można przypisać partyjnej afiliacji. Tu zresztą we wskazywaniu młodych pretendentów do fotela prezydenta śmielsze od PO okazało się PiS. To z jego list fotel zdobyli 29-letni prezydent Stalowej Woli, 30-letni prezydent Łomży, 32-letni prezydent Zgierza i 33-letni prezydent Białej Podlaskiej”. Gdy kilka miesięcy później nowo wybrany prezydent Stalowej Woli – Lucjusz Nadbereżny – otwierał konwencję Andrzeja Dudy, kandydata na prezydenta RP, widać było wyraźnie, że „ruch zmiany” szybko da o sobie znać również na szczeblu centralnym.

W grudniu 2014 roku nasze myśli nie wybiegały jeszcze tak daleko. Podskórnie czuliśmy jednak, że coś w polskiej polityce wyraźnie się zmienia. Przenikliwy komentarz Rafała Matyi tylko nas w tych intuicjach utwierdził. Po jego lekturze pojawiła się najprostsza z możliwych myśli: kim właściwie są ci nowo wybrani prezydenci? Skąd przyszli? Co stoi za ich sukcesem wyborczym? Nie mieliśmy grantu na analizowanie lokalnej polityki; nie przyświecał nam żaden cel marketingowy czy komercyjny; nie mieliśmy wieloletniego dorobku badawczego w tej dziedzinie. Podskórnie czuliśmy jednak, że coś ważnego umyka uwadze opinii publicznej, która nie pierwszy raz nie dostrzegła „Polski powiatowej”.

Postanowiliśmy więc to sprawdzić osobiście i opisać drogę nowo wybranych prezydentów, nim na stałe zadomowią się w swoich fotelach, zanurzając się w blichtrze lokalnej władzy.

W tym celu wytypowaliśmy siedem miast, gdzie w 2014 doszło do zmiany prezydentów. Szukaliśmy możliwie jak najbardziej różnorodnych przypadków, od zwycięstwa kandydatów partyjnych, przez historie komitetów obywatelskich, po przykład „namaszczenia” nowego prezydenta przez odchodzącego z urzędu. Nasz wybór padł na siedem miast: Gorzów Wielkopolski, Katowice, Poznań, Radom, Słupsk, Stalowa Wola oraz Starachowice. Jedynym prezydentem, który nie zgodził się na spotkanie, był Robert Biedroń (Słupsk), choć wiele mówił w kampanii o otwartej prezydenturze. Do nieudanych należy zaliczyć także kontakt z Radosławem Witkowskim (Radom), który co prawda spotkał się z nami, ale rozmowa była na tyle krótka, że nie nadawała się na publikację.

Wsiadając do samochodu, by rozpocząć wyprawę w głąb lokalnej polityki, mieliśmy intuicję, że odkryjemy nieznany dotąd świat. Świat zupełnie inny od tego opisywanego za pomocą modeli politologicznych rodem z akademickich podręczników, którymi kiedyś byliśmy karmieni na studiach, a dziś sami karmimy naszych studentów. Świat, którego nie umieją albo nie chcą opisać również zcentralizowane media. Szybko okazało się, że to była słuszna intuicja.