Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Deglomeracja czy degradacja? Potencjał rozwoju średnich miast w Polsce

Deglomeracja czy degradacja? Potencjał rozwoju średnich miast w Polsce
Jeśli poważnie traktujemy hasła o równoważeniu rozwoju kraju, potrzebujemy większej liczby biegunów wzrostu postaci ośrodków subregionalnych. Miasta pozbawione przywilejów „wojewódzkich” nie tylko nie mają równego dostępu do środków i inwestycji, ale tracą również kapitał ludzki.

W obecnym modelu gospodarki zwiększa się znaczenie miast dużych i średnich. Niestety, funkcje wyższego rzędu są w skali kraju nadmiernie skupione w Warszawie i kilku ośrodkach metropolitalnych, a w skali województw ‒ w ich stolicach. Skutkiem takiej koncentracji jest masowy ubytek zasobów ludzkich z większości terytorium kraju, co stanowi główną barierę rozwoju nie tylko dla miast średnich, ale i dużych miast spoza grona ośrodków metropolitalnych.

Hierarchizacja planistyczna sieci osadniczej to jeden z podstawowych wymiarów polityki przestrzennej. Określa, jak powinna wyglądać sieć miast w kraju. Wyróżnia szczeble hierarchiczne, tj. kategorie ośrodków, a następnie przyporządkowuje miasta do poszczególnych kategorii. W drodze planowania dla każdej z kategorii określony zostaje zestaw funkcji, które miasta do niej zaliczone mają pełnić. Przede wszystkim definiujemy zakres funkcji publicznych, ponieważ tylko na te mamy bezpośredni wpływ jako władze publiczne. W tym mieszczą się standardy wyposażenia w infrastrukturę publiczną, jakie ośrodek danej kategorii powinien osiągnąć. Po określeniu powyższej hierarchii porównanie rzeczywistego stanu danego ośrodka z jego stanem oczekiwanym jest podstawą do podejmowania decyzji wykonawczych.

W pierwszej kolejności wspierane są ośrodki, w których stwierdzono największe potrzeby. W sytuacji, kiedy nie posiadamy ani jasno określonej hierarchii planistycznej, ani opracowanych standardów dla poszczególnych ośrodków, decyzje o wydatkowaniu środków publicznych podejmowane są uznaniowo. Skutkuje to narastaniem dysproporcji pomiędzy miastami dotychczas uprzywilejowanymi (w szczególności ośrodkami administracyjnymi), a tymi, w których od lat narastają zaniedbania. Ośrodki lepiej wyposażone instytucjonalnie i kadrowo są sprawniejsze w „rynkowej” rozgrywce o publiczne inwestycje. Jest to zjawisko, które nazywamy okrężną narastającą przyczynowością.

Niestety, w ciągu trzech dekad od początku transformacji ustrojowej w Polsce nie doczekaliśmy się rzetelnie opracowanej hierarchizacji ośrodków do celów polityki przestrzennej. Ustalenia zawarte w stosownych dokumentach planistycznych, przede wszystkim w Koncepcji Przestrzennego Zagospodarowania Kraju, mają charakter uproszczony, niepoparty głębszą analizą uwarunkowań i możliwości. Zwykle są one bezrefleksyjnym powieleniem hierarchii administracyjnej miast. W szczególności wyróżnione zostają miasta wojewódzkie, którym przypisano liczne przywileje w polityce rozwoju. W oczywisty sposób godzi to w inne duże bądź średnie miasta: nie dość, że pozbawione są funkcji administracyjnych, to dodatkowo mają ograniczone możliwości kształtowania infrastruktury usług publicznych, takich jak uczelnie wyższe czy specjalistyczne szpitale.

Ośrodki pozbawione przywilejów „wojewódzkich” nie tylko nie mają równego dostępu do środków i inwestycji rozwojowych, nie posiadają porównywalnego wyposażenia w infrastrukturę publiczną, nie budzą odpowiedniego zainteresowania inwestorów, ale – co najgorsze – są systematycznie pozbawiane najcenniejszego czynnika rozwoju, jakim są zasoby ludzkie. Całe roczniki absolwentów szkół średnich są bowiem przejmowane przez uczelnie w Warszawie, w ośrodkach metropolitalnych i wojewódzkich, a po studiach wchłaniane przez tamtejsze rynki pracy. Rzadko kiedy dostrzega się fakt, że polska prowincja często tkwi w zapaści rozwojowej również dlatego, że światli i ambitni „prowincjusze”, którzy mogliby brać odpowiedzialność za rozwój swoich regionów, od dawna mieszkają w Krakowie, Warszawie albo Londynie. Brak kadr powinien się zatem jawić jako jedna z największych barier rozwoju „Polski średnich miast”.

Rozwój nigdy nie następuje wszędzie jednocześnie. Szybciej rozwijają się tzw. bieguny wzrostu, podczas gdy inne obszary podlegają degradacji. Biegun wprawdzie pociąga za sobą pobliskie ośrodki, nie należy jednak przeceniać zasięgu tego oddziaływania. Co prawda, tworząc sprawne połączenia transportowe z zapleczem, można go rozszerzać, ale w ograniczonym zakresie. W pewnej odległości od bieguna wzrostu zaczynają bowiem przeważać wspomniane wyżej zjawiska wymywania. Dodatkowo, im słabsze jest otoczenie bieguna, tym mniejsza zdolność przyjmowania przez jego zaplecze bodźców rozwojowych i większa utrata zasobów.

Podsumowując: jeśli poważnie traktujemy hasła o równoważeniu rozwoju kraju, potrzebujemy większej liczby biegunów wzrostu. Powinna ona być na tyle duża, aby z całego terytorium kraju umożliwić dostęp do choćby jednego takiego ośrodka w czasie nie dłuższym niż godzina. Tylko wtedy wszyscy mieszkańcy Rzeczpospolitej będą mieli poczucie, że rozwój gospodarczy, życie społeczne i duże wydarzenia dzieją również w ich regionie czy też w niedalekim większym, „średnim” mieście.