Polsko-białoruski reset? Polska nie może przespać tej zmiany
Spotkanie Radosława Sikorskiego z białoruskim ministrem spraw zagranicznych nie oznacza jeszcze przełomu i nie daje podstaw do euforii. Jest jednak kolejnym z serii sygnałów świadczących o tym, że na kierunku białoruskim coś zaczyna się zmieniać. Polska powinna te zmiany obserwować chłodno, bez złudzeń i bez rezygnacji z twardych instrumentów bezpieczeństwa. Stawka jest przy tym większa niż same stosunki Warszawy z Mińskiem. Białoruś całkowicie podporządkowana rosyjskiej kontroli wojskowej pogarsza nasze strategiczne położenie. Nie chodzi więc o żaden reset. Chodzi o to, by nie ignorować zmian, które mogą mieć bezpośrednie znaczenie dla naszego bezpieczeństwa.
„To jest jak przebiśnieg, który może zakwitnąć, jeśli aura będzie sprzyjać”. Tymi słowami Radosław Sikorski odpowiedział na pytanie dziennikarza TVP dotyczące perspektywy normalizacji stosunków z Białorusią. Zostało ono zadane po spotkaniu, które wywołało niemałe poruszenie. Oto przy okazji obrad ONZ w Nowym Jorku po raz pierwszy od 2018 roku doszło do bezpośrednich rozmów twarzą w twarz szefów MSZ Polski i Białorusi.
Dotyczyły one kwestii bezpieczeństwa regionalnego oraz sytuacji na granicy polsko-białoruskiej. Sikorski stwierdził również, że jednocześnie odbywają się spotkania na innych szczeblach, a także podkreślił, iż niedługo zostanie otwarty nowy budynek ambasady RP w Mińsku. Ponadto szef polskiej dyplomacji pytany o to, czy Polska uznaje reżim Łukaszenki stwierdził, że „uznajemy inne państwa, nie rządy”.
Wypowiedzi te świadczą o znaczącej zmianie retoryki względem ostatnich lat. Sam fakt, że do takiego spotkania doszło, należy moim zdaniem ocenić pozytywnie. Jest ono bowiem przejawem pragmatyzmu, którego polska polityka wschodnia potrzebuje.
Nie oznacza to jednak, że rozpoczął się właśnie polsko-białoruski reset. Zanim w ogóle zaczniemy używać takiego słowa, warto zadać inne pytania: skąd bierze się obecne ocieplenie, co właściwie zmieniło się w ostatnim czasie i przede wszystkim – co może z tego wynikać dla polskich interesów i bezpieczeństwa?
Nie zaczęło się w Nowym Jorku
Spotkanie Sikorskiego z Maksymem Ryżenkowem jest jedynie najnowszym świadectwem procesu, który zaczął wyraźnie zarysowywać się już rok temu. We wrześniu 2025 roku pisałem na tych łamach, że dotychczasowa polityka izolowania reżimu Łukaszenki coraz gorzej przystaje do zmieniających się realiów.
Stany Zjednoczone zaczynały wówczas odbudowywać kanały kontaktu z Mińskiem, a sama Białoruś wysyłała sygnały świadczące o zainteresowaniu normalizacją stosunków z Zachodem. Argumentowałem wtedy, że Polska powinna spróbować wykorzystać dostępne lewary i otworzyć własne kanały komunikacji, gdyż nie byliśmy i nadal nie jesteśmy w stanie samodzielnie odwrócić tych procesów.
Kolejne miesiące 2026 roku przynosiły sygnały wzmacniające ów proces. W kwietniu doszło do zwolnienia Andrzeja Poczobuta z białoruskiego więzienia, który po kilku miesiącach postanowił – ku zdumieniu wielu – wrócić na Białoruś.
W trakcie wrześniowego objazdu (z którego ostatecznie powrócił do Polski) spotkał się z działaczami Związku Polaków na Białorusi m.in. w Mińsku i Grodnie. Odwiedził także ośrodek nauczania języka polskiego w Baranowiczach. Nie oznacza to oczywiście rozwiązania problemów polskiej mniejszości, ale pokazuje pewien kontrast z polityką represji z ostatnich lat.
Jeszcze ciekawsze sygnały zaczęły pojawiać się w sferze bezpieczeństwa. 23 lipca białoruskie MSZ przekazało polskiemu chargé d’affaires informację o możliwym przygotowywaniu zamachu terrorystycznego na terenie RP. 22 lipca minister obrony Wiktar Chrenin stwierdził, że sytuacja bezpieczeństwa wokół Białorusi jest stabilna, a Mińsk nie dostrzega zagrożenia bezpośrednim atakiem.
Miesiąc później generał Andrej Łukjanowicz mówił o spadku liczby wojsk przy zachodnich granicach oraz o tym, że utrzymywane są stałe kontakty operacyjne z Polską, Litwą i Łotwą. Warto odnotować, że jeszcze kilka miesięcy temu dominowała narracja o polskich zbrojeniach i przygotowaniach Zachodu do agresji.
Równolegle własną grę konsekwentnie prowadzą Amerykanie. Wysłannik USA John Coale ponownie zjawił się w Mińsku. Po kolejnej rundzie rozmów zwolniono następnych więźniów, a Waszyngton złagodził część sankcji.
Donald Trump poszedł jeszcze dalej, zapowiadając zakupybiałoruskich soli potasowych jako tańszej alternatywy dla surowca z Kanady, przedstawiając sprawę wprost jako działanie na rzecz amerykańskich rolników.
Możemy tę politykę oceniać różnie. Można również uznać ją za element amerykańskiej rozgrywki obliczonej na stopniowe znoszenie sankcji wobec Białorusi, a w dalszej perspektywie także Rosji. Nie zmienia to jednak faktu, że Polska nie ma możliwości narzucenia Waszyngtonowi innego kursu ani nie zatrzyma amerykańsko-białoruskiego dialogu, a nasza polityka zagraniczna powinna zaś skupić się na dostosowywaniu własnych celów i metod do zmieniających się okoliczności.
Nie ma podstaw, by z każdego z tych wydarzeń wyciągać daleko idące wnioski. Razem pokazują one jednak, że sytuacja wokół Białorusi rzeczywiście się zmienia. Amerykanie prowadzą już regularny dialog z Mińskiem, pojawiają się gesty kierowane bezpośrednio do Warszawy. Nawet w sferze bezpieczeństwa widać język i kontakty, które jeszcze niedawno wydawały się mało prawdopodobne.
Autostrada do Warszawy
Polska optyka na Białoruś nie powinna być oderwana od szerszego kontekstu. Polityka wobec Mińska jest w znacznej mierze funkcją naszej polityki bezpieczeństwa, a przez to również polityki rosyjskiej.
Sednem sprawy nie jest to, czy możemy zaufać Łukaszence ani wiara w strategiczne odwrócenie Białorusi od Rosji. Kluczowe jest to, co zachodzące zmiany oznaczają dla bezpieczeństwa Polski i czy potrafimy wykorzystać je we własnym interesie.
Białoruskie terytorium przesuwa rosyjską przestrzeń operacyjną mniej niż 200 kilometrów w linii prostej od polskiej stolicy. Kierunek natarcia Brześć-Warszawa od stuleci stanowi kluczową i względnie przystępną przestrzeń operacyjną dla wojsk przemieszczających się ze wschodu ku centralnej Polsce.
Tego węzła Rosjanie użyli m.in. w 1794 oraz 1944 roku. Istotne są również białoruskie lotniska, linie kolejowe, drogi, magazyny i przestrzeń powietrzna, co dobitnie pokazał początkowy etap rosyjskiej inwazji na Ukrainę i natarcie na ukraińską stolicę z terenu Białorusi.
Białoruś znajdująca się pod pełną rosyjską kontrolą wojskową jest dla Polski wariantem o wiele gorszym, niż Białoruś zachowująca choćby ograniczony margines samodzielności. Mniejsza kontrola powoduje słabnięcie swobody operacyjnej rosyjskich wojsk oraz rangi zagrożenia bezpośrednim natarciem w kierunku Warszawy.
Nie eliminuje to groźby ataku ze strony Rosji, gdyż z konwencjonalnego punktu widzenia pozostaje m.in. Królewiec, ataki rakietowe oraz działania w przestrzeni powietrznej i morskiej, ale osłabia militarny instrument presji Moskwy na Warszawę.
Polityka małych kroków
Z powyższych rozważań nie wynika jednak, że Polska ma możliwość dokonania jakiegoś wielkiego geopolitycznego zwrotu Białorusi. To, co możemy zrobić, to starać się działać na rzecz tego, aby margines samodzielności Mińska nie kurczył się jeszcze bardziej i korzystać z każdej przestrzeni, w której interesy Polski i Białorusi choć częściowo się pokrywają. Już samo stworzenie Mińskowi alternatywnych kanałów kontaktu ze światem zachodnim zwiększa liczbę dostępnych mu opcji.
Nie należy przy tym przeceniać wielkich deklaracji. Nie każda poprawa bezpieczeństwa musi zaczynać się od wielkiego układu. Często równie ważne są rzeczy znacznie mniej efektowne, takie jak normalne kontakty robocze w konkretnych sprawach.
Wymiana informacji o ruchu lotniczym przy granicy, kontakt służb czy przekazanie ostrzeżenia o potencjalnym zagrożeniu nie tworzą jeszcze strategicznego partnerstwa. Stopniowo budują natomiast przewidywalność i pewien poziom zaufania operacyjnego, co często jest niedocenianym i niezauważanym aspektem. Seria takich małych kroków może natomiast z czasem ograniczać ryzyko błędnej kalkulacji, przypadkowej eskalacji i zwyczajnie ułatwiać załatwianie konkretnych spraw.
Polski pragmatyzm wobec Białorusi mógłby więc polegać nie na budowaniu polityki na zaufaniu do Łukaszenki, ale na tworzeniu i umiejętnym wykorzystywaniu dostępnych narzędzi oraz zwiększaniu własnej swobody działania.
Powinniśmy zachowywać twarde zabezpieczenia, rozwijać wojsko, wywiad i kontrwywiad, konsekwentnie pilnować granicy, a jednocześnie wykorzystywać kanały, które mogą poprawić nasze bezpieczeństwo. Nie w wariancie maksymalistycznym, tylko stopniowym, ograniczonym, ale wpływającym korzystnie na nasze położenie.
Im mniej oczywista jest możliwość wykorzystania Białorusi przez Rosję przeciwko Polsce i im więcej istnieje mechanizmów pozwalających Warszawie wpływać na sytuację za wschodnią granicą, tym lepiej dla naszego bezpieczeństwa.
Przebiśnieg nie oznacza jeszcze wiosny
Oczywiście kluczowym czynnikiem pozostaje wola drugiej strony. Mińsk może ponownie zaostrzyć kurs, a wysyłane w stronę Polski sygnały mogą okazać się jedynie taktyczne. Tego ryzyka nie należy bagatelizować.
Nie zmienia ono jednak faktu, że nawet przy niepewnych intencjach i ograniczonym zaufaniu wartość kontaktów można oceniać przez ich konkretne rezultaty, takie jak sytuacja na granicy, bezpieczeństwo, położenie Polaków na Białorusi czy zakres roboczej współpracy.
Nietrafione jest także sprowadzanie ostatnich wydarzeń do konieczności wyboru między „resetem” a dotychczasową konfrontacją. Można pamiętać o jednoznacznie wrogich działaniach Mińska z ostatnich lat, utrzymywać twarde zabezpieczenia i jednocześnie zauważać pojawiającą się przestrzeń do ograniczonego dialogu i pragmatycznej współpracy w konkretnych sprawach.
Podobnie fakt, że USA prowadzą własną grę z Białorusią i Rosją, nie przesądza jeszcze o tym, jak powinna wyglądać polska polityka. Pokazuje natomiast, że warunki, w których ją prowadzimy, się zmieniają. Naszym zadaniem powinno być trafne uwzględnienie tych warunków.
Przebiśnieg nie oznacza jeszcze wiosny. Oznacza jednak, że coś zaczęło się zmieniać. W polityce zagranicznej niezdolność do dostrzeżenia zmian może być równie niebezpieczna jak nadmierna euforia.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.

