Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Łukasz Gibała na autostradzie, a reszta tam, gdzie ich partie. 5 wniosków z wyborów w Krakowie

Łukasz Gibała na autostradzie, a reszta tam, gdzie ich partie. 5 wniosków z wyborów w Krakowie Łukasz Gibała, screen z: https://www.youtube.com/watch?v=8OZPmGj_eAw

Kandydaci w krakowskich wyborach nie odcisnęli autorskiego piętna na kampanii, która w dużej mierze była zachowawcza i nie naświetliła żadnych istotnych różnic pomiędzy pretendentami do prezydentury pod Wawelem. W tej sytuacji trudno się dziwić, że wyborcy sięgnęli do partyjnych tożsamości. Dotyczy to także elektoratu Łukasza Gibały.

1. Gibała na autostradzie

Satysfakcja Łukasza Gibały ze swojego wyniku jest oczywista, ale nie sprowadza się ona jedynie do obserwacji, że wygrał I turę. Osiągnął bowiem wynik wyższy od tego, który prognozowała większość przedwyborczych sondaży. Co więcej, lider Krakowa dla Mieszkańców poprawił swój wynik z ostatnich wyborów o ok. 10 pkt. proc., po raz czwarty z rzędu zwiększając swoje poparcie w wyborach.

Teza o tym, ze Gibała jest kandydatem niewybieralnym, nie wytrzymuje więc zderzenia z rzeczywistością. 36 proc. poparcia w I turze powoduje, że przed dogrywką jest zdecydowanym faworytem. Nie tylko dlatego, że wyraźnie wygrał z Moniką Piątkowską, ale przede wszystkim dlatego, że to on, a nie pani senator, posiada jeszcze głębokie rezerwy.

Struktura poparcia lokalnego aktywisty jest dla niego bardzo korzystna, gdyż zdołał on zebrać głosy osób o różnych poglądach – od zawiedzionych wyborców Koalicji Obywatelskiej po istotną część wyborców Konfederacji. To powoduje, że jego zaplecze jest poważniejsze niż kandydatki partii Donalda Tuska, która może liczyć na część wyborców prorządowej lewicy głosującą na Darię Gosek-Popiołek.

Jeśli zatem w najbliższych dniach Gibała nie zanotuje jakiejś spektakularnej wpadki, to jest na autostradzie do prezydentury, a KO – do oddania władzy w drugim co do wielkości mieście w Polsce.

Co ważne, do wygranej Gibała wcale nie potrzebuje prosić prawicowych partii o poparcie. Słusznie odrzucił zresztą taką opcję w rozmowie z dziennikarką TVN24. Struktura wyborców pokazuje, że bez ruchów „instytucjonalnych” jest w stanie przyciągnąć część prawicowego elektoratu, a wchodzenie w alianse z konkretnymi ugrupowaniami narobiłoby Gibale problemów, krusząc wizerunek apartyjnego technokraty.

2. Nikt nie wystrzelił

Poza liderem Krakowa dla Mieszkańców żaden kandydat nie ma powodów do satysfakcji. Nikt bowiem nie zbliżył się do poparcia swojej partii, a to ten czynnik pozostaje kluczowym miernikiem spełnienia oczekiwań – dobrzy kandydaci na prezydenta mają poparcie równe lub wyższe od swojego ugrupowania. Ze słabszymi jest na odwrót – to partyjny szyld ciągnie ich w górę.

Jeśli porównamy wyniki najbardziej wiarygodnych badań, czyli partyjnych exit polls Ogólnopolskiej Grupy Badawczej, to okaże się, że żaden z kandydatów nie przekroczył 80 proc. poparcia dla swojej formacji.

Choć krakowskie wybory dość powszechnie uznawane są za sukces Razem, to wynik Aleksandry Owcy trzeba czytać przez kontekst poparcia dla tej partii w Krakowie. To zaś jest dużo wyższe (9,7 proc.) niż Nowej Lewicy (6,2 proc.).

Biorąc pod uwagę popularność partii sukcesem nie jest także wynik Michała Drewnickiego, który również nie przekroczył 4/5 poparcia – obecnego poparcia – Prawa i Sprawiedliwości (22,5 proc.), zdobywając mniej głosów niż Łukasz Kmita w poprzednich wyborach, który osiągnął wówczas 85 proc. wyniku PiS w radzie miasta.

Wniosek – żadna partia nie wystawiła kandydata, który by ponadstandardowo „wystrzelił”.

3. Nikt nie wtopił

Równocześnie dodać należy, że nikt nie poniósł spektakularnej porażki. Żaden z pretendentów do fotelu prezydenta Krakowa nie zebrał mniej niż 70 proc. poparcia swojej partii – oczywiście poza Bartoszem Bocheńczakiem z Konfederacji, który w wyborach koniec końców nie wystartował.

Dotyczy to także Darii Gosek-Popiołek i Moniki Piątkowskiej, która w krótkim czasie zdobyła niemal 80 proc. poparcia Koalicji Obywatelskiej, a pamiętajmy, że kontekstem niedzielnego głosowania było udane referendum odwoławcze wobec prezydenta z tej samej opcji.

Wyniki kandydatów na poziomie ok. 75 proc. poparcia swojej partii nie są złe, biorąc pod uwagę niechętną partiom emocję i fakt, że ponad 1/3 wszystkich głosujący zgarnął Łukasz Gibała.

4. Najbardziej statyczne wybory w historii

Mając w pamięci powyższe, można postawić tezę, że były to najbardziej statyczne wybory prezydenckie w historii, w których kluczowym czynnikiem była partyjna przynależność i poparcie dla macierzystej formacji w Krakowie.

Ta historyczna statyczność wynika z (braku) dynamiki kampanii wyborczej. Właściwie wszyscy kandydaci prowadzili ją w sposób defensywny. Nikt, nawet Łukasz Gibała, nie chciał ryzykować, przedstawiając odważniejsze zapowiedzi.

Dowodem na to były przedwyborcze debaty, które bynajmniej nie porywały. Nie wynikały z nich bowiem żadne jasne różnice między kandydatami, a jedynie różnice między… partiami, które za nimi stały.

5. Klucz do wyborów? Partyjna tożsamość

Skoro kandydaci nie odcisnęli autorskiego piętna na kampanii, to nie powinniśmy dziwić się, że wyborcy sięgnęli do partyjnych tożsamości. Choć wiele się mówi o tym, że wybory lokalne polegają na wyborze człowieka, a nie partii, to sytuacja w Krakowie zaprzecza tej tezie.

Co więcej, korelacja poparcia dla partii i na jej kandydata jest wyjątkowo silna. Kusi powiedzieć, że bez znaczenia pozostaje, kogo formacje wystawiłyby w tych wyborach, to ich nominaci tak czy inaczej zdobyliby ¾ partyjnych głosów. Byłoby to jednak nadużycie, bo jest to rezultat charakterystyczny dla tych kandydatów, którzy prowadzili poprawną kampanię i ustrzegli się wpadek, co zasadniczo oczywiste nie jest.

Wysoki wynik Gibały również jest zasługą tego sposobu podejścia do głosowania. Najsilniejszą tożsamością partyjną w Polsce pozostaje bowiem… antypartyjność. Bardzo dobry rezultat lidera Krakowa dla Mieszkańców jest zatem efektem antypartyjnej emocji, która zyskała na sile po prezydenturze Aleksandra Miszalskiego.

36 proc. poparcia to zatem efekt nie tyle świetnej kampanii Gibały (bo ta nie porywała), co sprzyjających okoliczności. Lokalny działacz znacznie zyskał na fakcie, że był jedynym bezpartyjnym kandydatem, dzięki czemu zmonopolizował tę emocję.

I nawet jeśli – podobnie jak inni – zebrał ¾ głosów „frakcji antypartyjnej”, to okazała się to część na tyle duża, że prawdopodobnie przesądzająca o wyniku wyborów.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.