Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Ksiądz Adrian wygłasza piękne kazanie, a lib-left tonie w hipokryzji

Ksiądz Adrian wygłasza piękne kazanie, a lib-left tonie w hipokryzji ks. Adrian Mantykiewicz, screen z: https://www.youtube.com/watch?v=Uz5cMAstKVE

Piękna homilia rannego księdza Adriana z Jarosławia, który po dramatycznym ataku nożownika mówił o przebaczeniu i miłości nieprzyjaciół, poruszyła nawet tych, którzy na co dzień nie mają dla Kościoła katolickiego zbyt wiele sympatii. Wśród zachwyconych znalazła się posłanka Lewicy Anna Maria Żukowska. Trudno się dziwić, że dostrzegła w tych słowach coś wyjątkowego. Ciekawsze jest jednak to, jak szybko można zapomnieć o własnych zasadach opowiadania o przemocy i odpowiedzialności zbiorowej.

15 lipca Anna Maria Żukowska gościła w radiowej Trójce u Renaty Grochal. Rozmowa dotyczyła między innymi nagrania z Bielska-Białej, na którym agresywny mężczyzna w autobusie wyzywał młode Ukrainki, wypominając im narodowość i to, że „wyrosły na naszych pieniądzach”. Dla posłanki Lewicy pytanie pani redaktor było jak podanie do pustej bramki, bo przecież wiadomo, co lewica mówi w takich sytuacjach.

Żukowska nie poprzestała na potępieniu rzeczywiście bulwersującego zachowania agresora. Wskazała także polityczne źródło takich nastrojów, które jej zdaniem są coraz bardziej powszechne. Owo źródło to prawica, która szczuje na Ukraińców. „Od słów zawsze się zaczynało, jak wiemy z historii. Od słów bardzo łatwo przejść do czynów” – mówiła.

Mamy więc pojedynczy incydent, który staje się dowodem szerszej diagnozy: antyukraińskie nastroje w Polsce są efektem politycznej działalności prawicy, na której trwa licytacja na ukrainożerstwo. Nie chodzi już tylko o potępienie konkretnego człowieka, ale o przypisanie odpowiedzialności za jego zachowanie całemu środowisku politycznemu, a pewnie nawet dużej części polskiego społeczeństwa, które na prawicę głosuje.

Czasem, słuchając polityków i komentatorów o lewicowo-liberalnych poglądach, można odnieść wrażenie, że ich zdaniem każdy człowiek utożsamiający się z prawicą chodzi po osiedlu z gumową pałą i szuka, któremu imigrantowi źle z oczu patrzy.

Przenieśmy się teraz do 27 września. Trzy dni wcześniej w jarosławskim opactwie obywatel Ukrainy zaatakował nożem pięć osób. W wyniku odniesionych ran zmarł ksiądz Stanisław Zbojnowicz.

Jeden z poszkodowanych, ksiądz Adrian, wygłosił poruszającą homilię. Mówił o przebaczeniu, miłości nieprzyjaciół i prosił, by nie obwiniać całego narodu za zbrodnię popełnioną przez konkretnego człowieka. Żukowska podzieliła się swoim zachwytem na portalu X: „Niesamowite wrażenie zrobił na mnie ten duchowny, co za hart ducha i wierność dogmatom swojej wiary. Duży szacunek”.

I rzeczywiście, homilia księdza Adriana była pięknym świadectwem chrześcijaństwa. Trudno jednak nie zauważyć pewnej osobliwości. W lipcu jednostkowy incydent z Bielska-Białej staje się dla Żukowskiej argumentem w oskarżeniu prawicy o podsycanie antyukraińskich nastrojów, ma być także dowodem negatywnego trendu w dużej części społeczeństwa. We wrześniu zaś, kiedy obywatel Ukrainy zabija polskiego księdza, ta sama posłanka z uznaniem przyjmuje wezwanie do oddzielenia odpowiedzialności jednostki od odpowiedzialności całego narodu.

Nie chodzi oczywiście o to, by w którymkolwiek przypadku obarczać winą całe zbiorowości. Chodzi o elementarną konsekwencję. Dlaczego agresywny Polak ma być dowodem na odpowiedzialność prawicy i połowy narodu, a agresywny Ukrainiec ma pozostać wyłącznie konkretnym człowiekiem? Czy na Ukrainie nie ma antypolskich nastrojów? Czy nie istnieją politycy starający się grać wzajemnymi animozjami? Dlaczego w jednym przypadku tak łatwo przechodzi się od jednostkowego zachowania do szerokiej diagnozy społecznej, a w drugim tak stanowczo przestrzega przed uogólnieniami?

Tymczasem, choć opinia Polaków na temat mniejszości ukraińskiej rzeczywiście ulega zmianie i trudno nie zauważyć rosnącej frustracji, daleko nam do atmosfery przedpogromowej.

Trzeba przypomnieć, co działo się w Belfaście, gdy w czerwcu także nożownik i imigrant ciężko ranił jednego z tamtejszych obywateli. Miasto zapłonęło, wściekli mieszkańcy podpalili domy, w których mieszkali imigranci. W Polsce zamiast pogromów wysłuchaliśmy pięknego chrześcijańskiego orędzia, a społeczność w Jarosławiu potrafiła opanować swój gniew.

I jeszcze ten Kościół. Nagle taka Żukowska, a za nią cały tabun naszych jaśnie oświeconych, przypomniał sobie o istnieniu Kościoła katolickiego. Nagle okazuje się, że Kościół to nie tylko siedlisko pedofili, ale także miejsce, w którym pokonuje się nienawiść i głosi orędzie pokoju.

To naprawdę pocieszające, że nawet polscy antyklerykałowie czasem potrafią zwalczyć swój resentyment. Dzieje się tak wówczas, gdy akurat można dopasować przekaz Kościoła pod własną narrację. Ale może to krok do tego, aby powalczyć także z hipokryzją własnego środowiska politycznego?

A nie, czekaj. To okazja, żeby wytykać hipokryzję polskim katolikom (a może botom?).

Hipokryzja posłanki Żukowskiej jest tutaj tylko przykładem szerszego zjawiska, bo przecież to tylko jeden głos spośród lib-leftowego tłumu, który zachowuje się w tej sprawie identycznie, choć nie zauważa, że popada w sprzeczność. Prawda nie może stać na drodze dobrej opowieści. No bo kto będzie pamiętał, co się palnęło w radiu dwa miesiące temu?

Jeśli czegoś ma nas nauczyć tragedia w Jarosławiu i kazanie ks. Adriana, to tego, że wzbicie się ponad samego siebie i ponad własne emocje to nie tylko piękny przykład chrześcijańskiego miłosierdzia, ale także politycznej roztropności.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.