Hitler wcieleniem boga Wisznu. Nieznana mitologia neonazizmu
Książka „Czarne słońce” autorstwa brytyjskiego historyka Nicholasa Goodricka-Clarke’a stanowi monumentalne kompendium wiedzy na temat powojennego ruchu nazistowskiego. I choć tworzyły go nurty w dużej mierze niszowe, to warto zadać sobie pytanie, czy w obliczu kryzysu liberalizmu i masowego sprzeciwu wobec migracji dziedzictwo powojennego neonazizmu nie zostanie ponownie odkopane z czeluści zapomnienia. A to nie byłoby dla nas – konserwatystów i ludzi odwołujących się do katolickiej nauki społecznej – dobrą informacją.
Powojenny nazizm w związku z brakiem szans na oficjalną polityczną reprezentację w dużej mierze przestał skupiać się na tworzeniu realnych programów politycznych. Zamiast tego szedł w stronę fantastyki, ezoteryki i sekciarstwa, tworząc cały szereg skomplikowanych systemów wierzeń i parareligijnych praktyk.
Brytyjski historyk Nicholas Goodrick-Clarke podjął się tytanicznego zadania zebrania, zbadania i sklasyfikowania rozmaitych przejawów tego zjawiska. Efektem tej pracy jest sążnista książka jego autorstwa zatytułowana Czarne słońce, której polski przekład ukazał się w tym roku za sprawą Instytutu Myśli Politycznej im. Gabriela Narutowicza (dawny Instytut Dmowskiego).
Goodrick-Clarke analizuje neonazizm zarówno przez pryzmat poszczególnych zjawisk, jak i równie licznych organizacji oraz życiorysów poszczególnych zaangażowanych w nie osób. Historyk stara się odtworzyć ich wzajemne relacje i inspiracje.
Co ciekawe, mimo iż nazizm jest ruchem kojarzonym typowo „męsko”, to jedną z najważniejszych postaci dla powojennego nazizmu była kobieta.
Prorokini ezoterycznego hitleryzmu
Urodzona w 1905 roku Savitri Devi była pochodzenia grecko-francuskiego, jednak po studiach w Lyonie wyjechała do Indii, które stały się dla niej nową ojczyzną. Tam też zmieniła imię na Savitri i przybrała przydomek Devi czyli Boska.
Była zafascynowana starożytną, hinduską duchowością, którą postrzegała jako remedium na problemy Zachodu. Uważała Indie za jedyny kraj, który wciąż zachował pradawną, indoeuropejską tradycję, która w Europie została z czasem zatracona za sprawą chrześcijaństwa. W działaniach Trzeciej Rzeszy widziała szansę na odwrócenie tego trendu i powrót do starożytnego porządku.
Okres wojny spędziła w Indiach, starając się uchronić ten kraj przed „żydowskimi wpływami”. Utrzymywała związki z hinduskimi nacjonalistami,widząc wspólnotę między nimi a nazistami nie tylko na poziomie na aryjskich idei, ale również politycznej walki z Brytyjczykami, pod których kolonialnym wpływem były Indie.
Ślub z obywatelem Wielkiej Brytanii chronił ją przed deportacją, a swoją obecność w kraju wykorzystywała do współpracy z wywiadem japońskim. Upadek nazistów był dla niej szokiem, który rozbudził w niej parareligijny zapał.
Po wojnie wyjechała do okupowanych Niemiec. Publicznie głosiła, że Hitler nie umarł i wkrótce powróci, zachęcając jednocześnie Niemców, aby nie tracili nadziei i wiary w nazizm. Za swoją działalność została aresztowana przez aliantów.
Przebywając w zamknięciu liczyła, że zostanie stracona, stając się w ten sposób męczennicą za „lepszą sprawę”. Starała się wspierać „duchowo” osadzone z nią nazistki. Regularnie modliła się do Hitlera, którego uważała za ziemskie wcielenie hinduskiego boga Wisznu.
Po wyjściu z więzienia odbyła „pielgrzymki” po „świętych” miejscach, w których działali naziści. Była m.in. w przebudowanym przez SS zamku w Wewelsburgu, miejscu urodzin Hitlera czy więzieniu, w którym pisał Mein Kampf. Napisała także szereg książek, m.in. Piorun i słońce, które były kluczowe dla nurtu ezoterycznego nazizmu, stając się inspiracją dla wielu późniejszych, także współczesnych ugrupowań.
Savitri Devi przedstawiała historię jako odwieczny konflikt dobra ze złem, które utożsamiała etnicznie odpowiednio z Ariami i Semitami. Uważała się za dziedziczkę aryjskiego pogaństwa, plemiennego, wspólnotowego i objawiającego się miłością do swojego ludu.
Gardziła natomiast „semickimi” ideałami równości, wolności i braterstwa, które dostrzegała bez różnicy w tak różnorodnych nurtach jak chrześcijaństwo, kapitalizm czy marksizm. Hitler był według niej niebiańskim awatarem, mającym działać przeciw kosmicznemu cyklowi degeneracji ludzkości i jako taki miał jeszcze powrócić na ziemię.
Savitri Devi zaangażowała się również w powstanie organizacji o nazwie World Union of National Socialists, powołanej w 1962 roku w Anglii.
Międzynarodowy kościół nazistów pod zwierzchnictwem apostoła hitleryzmu
Autor „Czarnego słońca” dość dużo miejsca poświęca opisowi sceny nazistowskiej w swojej ojczyźnie. Wielka Brytania miała w końcu własne tradycje faszystowskie. Wśród ich kontynuatorów nastąpił po wojnie rozłam.
Część ruchu pod przywództwem Johna Tyndalla uznała, że angielski naród zbyt wiele wycierpiał ze strony Niemiec, aby gloryfikować Adolfa Hitlera. Jego ugrupowanie poszło więc w stronę nacjonalistycznego i rasistowskiego konserwatyzmu.
Skupiało się głównie na sprzeciwie wobec imigracji z krajów Commonwealth, która zaczęła nabierać na sile w latach 50. W jego planach Wielka Brytania powinna skupiać się na swoich problemach i utrzymaniu spoistości rasowej.
Inną drogę wybrał jego kolega Colin Jordan, który był swoistym nazistowskim internacjonalistą. Uważał on nazizm za coś więcej niż tylko ideologię polityczną. Zainspirowany pismami Savitri Devi widział w nim religię życia i przyrody, przekraczającą wąskie granice narodów. Miał dawać białym ludziom siłę, zdrowie i energię życiową oraz kierować ich ku pięknu i braterstwu.
Uważał się za rasowego rewolucjonistę, walczącego o globalną supremację białych ludzi. Postulował, aby naziści z różnych krajów łączyli się ze sobą przeciw wspólnym wrogom (głównie Żydom i nie-białym rasom), a postać Hitlera stała się duchowym patronem i przewodnikiem ruchu.
To właśnie on i jego zwolennicy byli gospodarzami zjazdu, w trakcie którego powołano wspomnianą wcześniej World Union of National Socialists. Sam Jordan został nawet wybrany pierwszym przewodniczącym organizacji. Jednak nie na długo, ponieważ został wkrótce po tym aresztowany przez brytyjską policję za przewodzenie paramilitarnej bojówce. Jego miejsce zajął Amerykanin – George Lincoln Rockwell, jedna z kluczowych postaci amerykańskiego neonazizmu.
Rockwell był weteranem drugiej wojny światowej, który uznał, iż walczył po złej stronie. W jego przekonaniu powojenna Ameryka szła w niewłaściwym kierunku (głównie w wyniku emancypacji osób czarnoskórych).
Uważał, że Hitler próbował przeciwdziałać tym zmianom, jednak sam Rockwell, jak i inni żołnierze USA zostali zmanipulowani przez Żydów, aby walczyć z III Rzeszą i w ten sposób działać ostatecznie na swoją niekorzyść.
Zaczął więc aktywnie działać politycznie, mi.n. zakładając Amerykańską Partię Nazistowską. Jako rodowity Amerykanin próbował przeszczepić pomysły Savitri Devi w charakterystyczny dla swojego kraju sposób.
Kult Hitlera w wydaniu Rockwella stał się swoistą parodią protestantyzmu. Układał na przykład modlitwy do Führera, w których zamiast „Amen” stosował „Heil Hitler”. Oto przykład:
„Wierzymy w Adolfa Hitlera,
nieśmiertelnego przywódcę naszej rasy,
szczególny dar Opatrzności
i największą postać wszech czasów. […]”
Często rozdawał „święte obrazki” przedstawiające przywódcę Niemiec jako zbawiciela, upozowanego na wzór Jezusa. Okres panowania Trzeciej Rzeszy porównywał do czasu, gdy Jezus głosił swoją ewangelię. Członkowie SS pełnili rolę apostołów, a sam Hitler jako mesjasz od początku wiedział, iż jest przeznaczony na śmierć i był gotów poświęcić się za innych.
Rockwell w tej opowieści odgrywał rolę świętego Pawła, który początkowo prześladował hitlerowców. Potem jednak się nawrócił i zaniósł „dobrą nowinę” w świat, tj. do Ameryki. Do tej narracji pasuje też fakt, iż sam stał się swoistym „męczennikiem” – został zastrzelony w 1967 roku. Choć co prawda nie przez swoich przeciwników, ale jednego ze swoich byłych zwolenników, którego wyrzucił z partii.
Indoeuropejski, arystokratyczny nazizm Juliusa Evoli
Nie wszystkie jednak ugrupowania nazistowskie z Europy decydowały się na współpracę z Anglosasami. Wiele z nich miało im za złe zaprzepaszczenie szans Niemiec na wojenne zwycięstwo.
Niektórzy uważali też amerykański nazizm za zbyt wulgarny i prostacki, widząc w jego europejskim odpowiedniku coś bardziej wyszukanego, mistycznego, intelektualnego i elitarnego. Ojcem duchowym tego nurtu był włoski filozof – Julius Evola.
W czasie wojny Evola wspierał zarówno włoskich, jak i niemieckich faszystów, jednak (na swoje szczęście) nie zaangażował się poważniej w ich działalność. Prawdopodobnie dlatego, że częściowo gardził oboma ruchami jako „volkistowskimi” – wywodzącymi się z ludu, zaś Evola był elitarystą i miłośnikiem arystokracji.
Hitlerowską teorię ras uważał za zbyt „naukową”. Według niego rasa panów nie miała pochodzenia biologicznego, ale była przede wszystkim tożsama z dawną arystokracją, ściśle związaną z duchem i Tradycją. Była ona lepsza od innych ze względu na swój wymiar sakralny i związki ze światem boskim.
Samo „dobre urodzenie” niczego jednak nie gwarantowało, bowiem arystokratyczny duch mógł ulec degeneracji i zanikowi. Był antysemitą, ale gardził Żydami nie ze względu na ich pochodzenie, ale dlatego, że byli w jego przekonaniu ludem związanym ze światem materii i pieniędzy, pozbawionym wyższego wymiaru duchowego. Swoją drogą, Evola w podobny sposób postrzegał również kobiety.
Podobnie jak Savitri Devi mocno inspirował się kulturą Indii. Szczególnie interesowała go tamtejsza kosmogonia (zwłaszcza cykl jugi), a także system kastowy, w którym widział pozytywny przykład hierarchicznego społeczeństwa, stojącego w opozycji do „zepsutej”, zachodniej, egalitarnej demokracji.
Na bazie tego stworzył całościową, choć zupełnie oderwaną od wiedzy naukowej wizję dziejów. Świat postrzegał w kategoriach dualistycznych. Z jednej strony były siły pozytywne, związane ze słońcem, elitarnością, siłą, męskością, niebem i duchowością. Przeciw nim stały siły księżyca, przejawiające się w równości, słabości, kobiecości, ziemi i materializmie.
Historię widział jako starcie tych dwóch sił, które odbywało się w ramach kolejnych epok duchowych. Wraz z kolejnymi erami siły solarne słabły na rzecz księżycowych, a świat ulegał deprawacji.
Pierwsza z epok– satjajuga – była czasem pełnej dominacji mocy słonecznych. Okresem narodzin wywodzącej się z Arktyki rasy hiperborejskiej. Z czasem miała jednak ulegać ona osłabieniu wskutek mieszania się z kulturami Południa, a pamięć o niej stopniowo zaginęła.
Następnie miały nadejść kolejne, gorsze epoki, w których rządy pierwotnej elity wodzów-wojowników zaczęły ustępować rządom „zniewieściałych” kapłanów, kierujących świat ku upadkowi.
Zaratustra, Budda czy Mitra byli przez Evolę postrzegani jako ci, którzy podejmowali się próby odrodzenia dawnej solarnej potęgi. Jednak ich wysiłki z czasem zostały roztrwonione. Podobną rolę przypisywał Rzymowi, który miał chwilowo przywrócić męską siłę, heroizm i porządek. Rzymskich patrycjuszy przedstawiał jako synów światła, a podbite ludy jako „księżycowe” i podporządkowane.
Chrześcijaństwo było dla niego wyrazem kobiecej słabości, egalitaryzmu, równości i pokoju. Nurtem pozbawionym bohaterstwa i hierarchii, który przyczynił się do upadku pogańskiego Rzymu.
Evola widział spadkobierców solarnej mocy w Germanach, którzy w okresie średniowiecza, pomimo kulturowej dominacji chrześcijaństwa, zachowali rycerskość pierwotnych Ariów. System stanowy postrzegał jako próbę odtworzenia pierwotnej hierarchii wojowników.
Natomiast renesans był dla niego kolejnym etapem kalijugi – epoki, w której materia zwyciężała nad duchem, degenerując ludzkość. Postęp naukowy i nowoczesność postrzegał negatywnie, jako przejawy całkowitego odcięcia się Ariów od swojego niebiańskiego pochodzenia.
Pierwszą wojnę światową interpretował jako ostatnie starcie resztek dawnej arystokracji i monarchii (pod postacią Cesarstwa Niemieckiego i Austro-Węgier) z siłami egalitarnymi reprezentowanymi przez USA, Francję, Wielką Brytanię oraz Rosję. Druga wojna światowa była dla niego próbą wskrzeszenia ducha dawnych Ariów, jednak podjętą przez ludzi poślednich, którzy nie byli w stanie zatrzymać nieuchronnego cyklu upadku.
Zwycięska w wojnie Ameryka była dla niego ucieleśnieniem wszystkiego, co uważał za złe: krajem kapitalistów, zdominowanym przez kult pieniądza, demokrację i równość, a do tego wulgarnym i hałaśliwym, nie mającym nic wspólnego ze światem pradawnych Ariów.
Evolę do jego śmierci w 1974 r. odwiedzały grupy słuchających jego nauk neonazistów. On sam jednak nie widział nadziei na przyszłość. Był fatalistą uważającym, że cyklu epoki kalijugi nie da się zatrzymać, a odrodzenie ery solarnej nastąpi dopiero za tysiące lat.
Co ciekawe, antyamerykański nazizm pojawił się również w samych Stanach Zjednoczonych, a jego reprezentantem był choćby urodzony w Chicago Francis Yockey. Za swoją wrogość wobec USA został wyrzucony przez Rockwella z Amerykańskiej Partii Nazistowskiej.
Yockey postrzegał swój kraj jako element żydowsko-merkantylnej cywilizacji, a nadzieję na jej pokonanie widział… w komunizmie i Rosji. Choć samą rewolucję bolszewicką przypisywał Żydom, uważał, że Stalin nadał jej później nacjonalistyczny charakter, zachowując w Rosjanach antymaterialnego ducha i pierwotną siłę Ariów. W czasach zimnej wojny współpracował z sowieckim wywiadem, co skończyło się dla niego więzieniem, w którym zmarł w 1960 roku.
Korzenie indyjskiego mitu Ariów i związek nazimu z okultyzmem
Związki nazizmu z Indiami obecne w filozofii Savitri Devi czy Juliusa Evoli mogą się wydawać dziwne, zwłaszcza zestawiając je ze współczesnymi nazistami, którzy często traktują wszystkie nie-białe i nieeuropejskie cywilizacje jako z natury gorsze.
Autor książki „Czarne słońce” stara się zrekonstruować źródła hinduskich inspiracji, widząc ich początek już w XIX wieku. Uważa, że w momencie gdy oświecenie odrzuciło biblijny rodowód ludzkości, według którego pochodzi ona od Sema, Chama i Jafeta, zaczęto szukać alternatywnych, mitycznych początków ludzkości.
Taką alternatywę zaproponował niemiecki myśliciel Friedrich Schlegel, opisując mających pochodzić z Arktyki Ariów, którzy stopniowo zasiedlili Europę, Iran i Indie. W tej opowieści była cząstka prawdy – współczesna antropologia rozpoznaje kategorię języków indoeuropejskich (w skład której wchodzą choćby języki takie jak angielski, polski, perski czy bengalski), wywodzących się ze wspólnego rdzenia (prawdopodobnie ze Stepu Pontyjskiego).
Wyobrażenia na temat Ariów pierwotnie nie miały konotacji mistycznych. Jednak z czasem ta teoria ewoluowała właśnie w tym kierunku. Między innymi za sprawą rosyjskiej okultystki, Heleny Bławatskiej, która snuła wizje pradawnych ras ludzkich, w tym aryjskiej, pochodzących z fantastycznych krain takich jak Hiperborea, Atlantyda czy Lemuria.
Swoje trzy grosze do rozwoju ezoterycznego nazizmu dorzuciło też tajne Stowarzyszenie Thule, które rozwijało się w Niemczech po pierwszej wojnie światowej, a które uważa się za inspirację dla powstania ruchu nazistowskiego.
Jak jednak sugeruje autor „Czarnego słońca”, otoczenie Hitlera (poza kilkoma wyjątkami) nie było aż tak związane z okultyzmem, jak mogłyby sugerować późniejsze legendy.
Do powstania opowieści o związkach elit III Rzeszy z okultyzmem przyczyniali się często sami okultyści, jak choćby Karl Haushofer, członek Stowarzyszenia Thule, który zarzekał się, że Hitler działa w jego imieniu, mimo iż jak ustalił autor, lider Trzeciej Rzeszy nigdy nie uczęszczał na spotkania Thule.
Goodrick-Clarke zawarł w swojej książce ciekawe spostrzeżenie: „Tak jak sami naziści zmitologizowali historię swoich domniemanych aryjskich przodków, aby uprawomocnić roszczenia do rasowej wyższości, tak później ich samych zmitologizowano jako wyjątkową siłę zła, przeniesioną przez współczesnych pisarzy na pole okultyzmu i teorii spiskowych”.
Nietrwały związek nazizmu ze satanizmem
Teozoficznymi teoriami Bławatskiej inspirował się powojenny amerykański aktywista neonazistowski James Madole. Promował wizję przyszłej Ameryki rządzonej przez rasę aryjską, z hierarchicznym systemem społecznym wzorowanym na indyjskim podziale kastowym.
Za wzór hierarchicznego państwa uważał faszystowskie Włochy, nazistowskie Niemcy i Związek Radziecki. Co ciekawe, Madole nie wykluczał współpracy z Arabami i osobami czarnoskórymi, jeśli służyłoby to walce z plutokracją i amerykańskim imperializmem.
Chrześcijaństwo przedstawiał jako element żydowski, który miał pozbawić Aryjczyków dostępu do ich dawnej wiedzy ezoterycznej. Jego zainteresowania okultystyczne pchały go w stronę satanizmu. Utrzymywał kontakty ze środowiskami okultystycznymi, w tym związanymi z Aleisterem Crowleyem i Antonem Szandorem LaVeyem.
Związki nazizmu z nabierającym popularności w latach 60. satanizmem były dość bliskie, głównie ze względu na wspólny, neopogański korzeń oraz fascynację Nietzschem i kultem siły. Wielu satanistów widziało też w nieakceptowalnych społecznie symbolach nazistowskich formę kulturowej transgresji, „zakazany owoc”, który miał ich odróżnić od społeczeństwa.
Jednakże dla części neonazistów hedonizm i teatralność laveyańskiego satanizmu była nieakceptowalna. Należał do nich choćby David Myatt, który inspirowany – jakżeby inaczej – poglądami Savitri Devi uważał nazizm – w odróżnieniu od satanizmu – za coś poważnego, co nie miało służyć jedynie zaspokajaniu żądz cielesnych, ale wspierać samodyscyplinę i prowadzić do rozwoju jednostki.
Według niego wskutek długotrwałych trudów, narażania się na niebezpieczeństwa (np. poprzez udział w bójkach), przekraczania własnych granic fizycznych i systematycznego łamania społecznego tabu miał powstać nietzscheański nadczłowiek, realizujący hitlerowski ideał.
Neopogański kult Hitlera
Osobnym nurtem był nazizm neopogański, zwłaszcza ten związany z mitologią nordycką. Prekursorem łączenia hitleryzmu z bogami nordyckimi był chilijski dyplomata – Miguel Serrano. Wkrótce po wojnie zaczął promować wizję Adolfa Hitlera jako awatara boga na ziemi. Z tym że nie wiązał go z hinduizmem, jak choćby Savitri Devi, a właśnie z bóstwami nordyckim.
Inspiracją dla niego był pogląd Carla Gustava Junga, który uważał, że w okresie międzywojennym Niemcy zostały opętane archetypem Wotana (Odyna) – pradawnego, germańskiego boga burzy, który doprowadził ich kraj do zagłady.
Z tym że to co dla Junga było zjawiskiem negatywnym, Serrano postrzegał jako siłę pozytywną. W ramach swojej działalności rozwinął szereg rytuałów religijnych mających wielbić pogańskiego boga Wotana/Hitlera.
Jak jednak sugeruje Goodrick-Clarke, w latach 90. neopoganie zaczęli odcinać się od nazistów. Choć wciąż zachowywali rasistowskie przekonania o wyższości białych ludzi i konieczności walki z innymi rasami, to nie chcieli być już kojarzeni ze zbrodniczą ideologią.
Ariowie powrócą na tron w erze Wodnika?
Mimo iż ruch New Age kojarzy się nam z hipisami, to niektóre jego wątki przeniknęły również do nazizmu. Dotyczy to choćby wiary w trwające 2000 lat epoki astrologiczne związane ze znakami zodiaku.
Według tych wierzeń czasy chrześcijaństwa były erą Ryb (w końcu jednym z symboli chrześcijan była ryba), pod koniec drugiego milenium miała jednak nadejść era Wodnika. Dla hipisów miała to być epoka indywidualizmu i wolności, natomiast dla nazistów epoka powrotu ich ideologii.
Swoich początków upatrywali w sięgającej epoki brązu erze Byka, utożsamianego z pogańską siłą, hierarchicznym porządkiem, męskością, władzą i energią. Swoją drogą, także Evola łączył byka z mistyczną siłą solarnych Ariów, widząc jego obecność choćby w mitraizmie, którego naczelne bóstwo – Mitra – w ikonografii był przedstawiany w towarzystwie byka.
W tym miejscu warto też objaśnić symbol czarnego słońca, obecny w tytule książki Nicholasa Goodricka-Clarke’a. Znak ten pojawił się po raz pierwszy na posadzce zamku Wewelsburg, przebudowanego przez Heinricha Himmlera na miejsce tajnych spotkań członków SS.
Czarne Słońce składało się z dwunastu run w kształcie błyskawicy, ułożonych w okrąg. Po wojnie stało się nieoficjalnym symbolem części ruchów neonazistowskich, zastępując skompromitowaną swastykę i nadając ideologii bardziej ezoteryczny charakter.
Samo czarne słońce pojawiało się w okołonazistowskich wyobrażeniach jako swoiste źródło tajemnej mocy. W zależności od wersji miało znajdować się w centrum galaktyki, wszechświata lub wewnętrz ziemi i emitować niewidzialną energię duchową, najczęściej określaną jako Vril (samo to słowo zostało wzięte przez teozofów z XIX-wiecznego opowiadania science-fiction autorstwa Edwarda Bulwer-Lyttona pod tytułem The Coming Race). Miało dawać życiową siłę prawdziwym Aryjczykom, którzy doznając oświecenia zdołali do niej dotrzeć, najczęściej poprzed odpowienie praktyki okultystyczne.
UFO? To tak naprawdę byli członkowie NSDAP szykują się do rekonkwisty
Osobnym zjawiskiem szeroko opisanym przez brytyjskiego historyka jest związek nazizmu z wiarą w UFO. Było to o tyle proste, że inżynierowie w Trzeciej Rzeszy faktycznie pracowali nad technologią „latających dysków” – hitlerowską „Wunderwaffe”.
Choć tego typu maszyny nigdy nie powstały, to nie przeszkodziło to fantazjować o nich pisarzom science-fiction. Opowiadania o nazistach, którzy ukryli po wojnie swoje ultranowoczesne statki w tajnych bazach, gdzieś na biegunach, w Himalajach albo Andach, były szczególnie popularne w RFN, wśród byłych członków NSDAP.
Zapewne ze względu na zawarte w nich wątki rewanżystowskie. Naziści bowiem mieli ewakuować się w bezpieczne miejsce i pracować nad planem powrotu, aby w odpowiednim momencie uderzyć ponownie za pomocą nieziemskich urządzeń. Widziane gdzieniegdzie UFO miało być dowodem ich aktywnych przygotowań.
Wątki kosmiczne nie kończą się na latających talerzach. Łączą one nazistów z kosmicznymi cywilizacjami, które miałyby im pomóc w odzyskaniu władzy. Przychylni nazistom kosmici pochodziliby głównie z Aldebarana, gwiazdy znajdującej się, co ciekawe, w gwiazdozbiorze Byka. Związki Niemców z pozaziemskimi rasami miałyby sięgać daleko wstecz, tłumaczyć rzekomą wyjątkowość ich narodu, a także niespotykaną biegłość w inżynierii i technice.
Chrystus głosił ewangelię białej rasy?
O ile pokrewieństwo nazizmu i pogaństwa wydaje się dość oczywiste, to istnieją też przypadki łączenia go z religią chrześcijańską. W USA istnieje choćby ruch Christian Identity, nawiązujący do dziedzictwa pielgrzymów – pierwszych, białych kolonizatorów Ameryki, germańskiego pochodzenia.
W latach 70. wyłoniła się z niego sekta Narodów Aryjskich, w której centrum stała nietypowa interpretacja Biblii. W tej wersji dwunastoma plemionami Izraela, wybranymi przez Boga, byli m.in. Anglosasi, Skandynawowie czy Celtowie.
Żydzi natomiast nie wywodzili się od Adama, ale powstali w wyniku stosunku seksualnego Ewy z rajskim wężem. Nie byli więc ludźmi, a wprost potomkami szatana. Co więcej – mogli przybierać rozmaity wygląd, w tym osób czarnoskórych, Indian czy Azjatów.
Założyciel ruchu Richard Butler chętnie korzystał z nazistowskiej symboliki i nawoływał do założenia państwa aryjskiego, które według niego byłoby prawdziwym domem dla Ariów po wiekach tułaczki po świecie. Wraz ze swoimi poplecznikami zakładał odizolowane, samowystarczalne komuny, które strukturą przypominały sekty.
Nie wszyscy jednak byli w stanie pogodzić chrześcijańskie przesłanie z rasizmem. Ben Klassen, jeden z popleczników Butlera, doszedł do wniosku, iż samo chrześcijaństwo jest skażone i należy je odrzucić. Przykazania w rodzaju „kochaj bliźniego” uznawał za „samobójcze rady podsuwane gojom przez żydów”. Założył więc własną organizację zwaną Kościołem Twórcy, który swojego czasu trafił też do Polski.
Przytoczone tutaj liczne przejawy neonazizmu są zaledwie ułamkiem tego, co zebrał i opisał Nicholas Goodrick-Clarke. Dają jednak obraz tego, jak bardzo różnorodny, złożony, dziwaczny i niebezpieczny był to ruch.
Warto też zaznaczyć, że wiele z tych organizacji było niszowych i nie miało większego wpływu na przemiany kulturowe czy społeczne w swoim kraju. Jak sugeruje wspomniany historyk np. Partia Nazistowska George’a Lincolna Rockwella w najlepszym czasie liczyła około 200–400 zwolenników, co w kraju wielkości Stanów Zjednoczonych jest ilością marginalną.
W tym miejscu warto zadać sobie pytanie, czy w obliczu masowego sprzeciwu wobec migracji i kryzysu liberalizmu dziedzictwo tych organizacji nie zostanie ponownie odkopane z czeluści zapomnienia. Dlatego też warto wiedzieć, jaka jest historia i natura tego zjawiska.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.

