Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Pogarda i arogancja Moniki Piątkowskiej nie biorą się znikąd. To ucieleśnienie KO

Pogarda i arogancja Moniki Piątkowskiej nie biorą się znikąd. To ucieleśnienie KO Aleksandra Owca i Monika Piątkowska, screen z: https://www.youtube.com/watch?v=8OZPmGj_eAw&t=1560s

Ostentacyjna arogancja, pogarda dla przeciwników i mniejszych koalicjantów oraz krytyka jako „hejt” czy nawet „bicie kobiet”. Monika Piątkowska postanowiła przypomnieć opinii publicznej, jaką partią jest Koalicja Obywatelska.

Osoby nieśledzące nałogowo debaty publicznej mogły mieć dotychczas problem, by zarejestrować fakt, że Krakowie odbywa się kampania wyborcza. Właściwie dopiero trwający tydzień – za sprawą szeregu debat w czołowych stacjach – przypomniał nam o elekcji w Grodzie Kraka. Na tym tle błyszczy jednak gwiazda Moniki Piątkowskiej, kandydatki z ramienia Koalicji Obywatelskiej oraz Polskiego Stronnictwa Ludowego.

A nie, przepraszam, to przecież kandydatka niezależna, gdyż – jak mówiła „Rzeczpospolitej” – ma wsparcie także „wielu środowisk apolitycznych, ba, nie zawsze wspierających obecną stronę rządzącą”.

Mimo że Piątkowską jako pretendentkę do urzędu przedstawili w ogrodach Kancelarii Premiera w Warszawie (!) premier Tusk i wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz, to sama usilnie próbuje przekonać opinię publiczną, że jest niezależna od partyjnych dygnitarzy.

W tym celu startuje nawet z komitetu wyborczego wyborców „Ponad Podziałami”, a swoją niezależność podkreśla mniej więcej w co piątym zdaniu, co z kolei każe zadać pytanie, czy gdyby była pewna, że taka w istocie jest, to czy faktycznie powtarzałaby to tak często.

Doprawdy chciałbym poznać osobę, która wymyśliła, że akurat w Krakowie – mieście, gdzie jak nigdzie indziej w Polsce faworytem jest prawdziwie bezpartyjny polityk – dobrym pomysłem będzie udawanie apartyjności. Powiedzieć, że mamy do czynienia ze sporem oryginału z podróbką, to nic nie powiedzieć.

To jednak tylko niewinna, drobna dziwnostka, gdy spojrzymy na inne poczynania Piątkowskiej. Najgłośniej o kandydatce zrobiło się po pierwszej przedwyborczej debacie w redakcji „Super Expressu”, gdzie dobitnie pokazała, co myśli o całej reszcie stawki.

Gdy konkurenci zadawali jej pytania, Piątkowska patrzyła na nich wzorkiem mówiącym mniej więcej: co, ty tam mówisz pod nosem? Kim ty w ogóle jesteś, żeby mnie zaczepiać? Do tego lekko ironiczny, pełen pogardy uśmiech i nieznośnie mentorski ton z gatunku: już tłumaczę, jak jest naprawdę, bo przecież ja się znam, a ty nie. Przy rozdętym ego kandydatki KO nawet Łukasz Gibała wyglądał na skromnego miejskiego aktywistę.

Podczas tej samej debaty nazwała również oczywiste i szeroko uznane kolesiostwo w instytucjach podległych miastu mianem „dętej afery”. Szczyt kuriozum nastąpił jednak w momencie, gdy Michał Drewnicki z Prawa i Sprawiedliwości zapytał Piątkowską o lobbingowe powiązania jej i jej otoczenia. Kandydatka po wymijającej odpowiedzi dodała: „Jedno tylko zdanie chciałam do panów prawicy. Ja wiem, że macie duże doświadczenia w biciu kobiet, ale bokserka damska kojarzy się bardzo słabo”.

Tłumacząc na polski: jeśli śmiesz zadawać jaśnie oświeconej pani senator jakieś niewygodne pytania – które skądinąd kulturalny kandydat PiS-u zadał bez zbędnej napastliwości – to jest to „bicie kobiet”. Można się rozejść.

Piątkowska w bucie i arogancji poszła za ciosem. Podczas debaty organizowanej przez Komitet Obrony Demokracji (!) zdezawuowała nie tylko pytanie o młodego uczestnika spotkania („Jest pan młodym człowiekiem, łatwo pana wypuścić, ja to rozumiem”), ale i swoją koalicjantkę z Nowej Lewicy Darię Gosek-Popiołek, mówiąc, że to Łukasz Gibała jest głównym konkurentem kandydatki partii Tuska. Poziom pogardy i samouwielbienia okazał się zresztą nieakceptowalny dla – zakładam – raczej antypisowskiej publiki zgromadzonej na debacie.

„[…] jak pani sobie prześledzi moje życie zawodowe i przyjaciół i wrogów, którzy mnie różnymi słowami określają, […] wszyscy jak jeden mąż mówią jedną rzecz: Piątkowska jest skuteczna, niezawodna. Pan premier idzie dalej, mówi: uparta […]. I tak właśnie jest” – opowiadała z kolei Dominice Długosz w Onecie.

Najzabawniejsze jest to, że zachowanie Moniki Piątkowskiej to nie jest jednorazowy wybryk polityka z dużym ego. Jej kandydatura dokładnie ucieleśnia – czasem nawet w przerysowany sposób – czym jest Koalicja Obywatelska i jaka jest prawdziwa mentalność ludzi, którzy ją współtworzą.

Mimo że to właśnie KO przez lata kreowała się na ugrupowanie ekspertów (w kontrze do przaśnej prawicy), to jest to formacja ludzi pogardzających poradami fachowców (vide kampania Trzaskowskiego), własnymi koalicjantami (bo przecież śmią tworzyć coś swojego, a tak naprawdę istnieją dzięki nam), o konkurentach z drugiej strony barykady nawet nie wspominając.

Wodzostwo (tradycyjnie przypisywane przecież „Kaczorowi-dyktatorowi”) zakorzeniło się w tej partii tak mocno, że każda, choćby najmniejsza próba krytyki czy polemiki kończy się oskarżeniem o symetryzm czy wręcz pisizm, a na pewno – o złe intencje.

Jeśli Piątkowska przegra wybory – co wydaje się bardziej niż mniej prawdopodobne – zapewne znowu usłyszymy, że to wina wyborców, którzy – jak przy okazji referendum – ulegli propagandzie skrajnej prawicy i nie poznali się na geniuszu kandydatki KO.

Aż dziw bierze, że można być tak bardzo ślepym na błędy z przeszłości i tak impregnowanym na wyciąganie wniosków z dotychczasowych porażek. Ale cóż, następnym razem na pewno się uda!

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.