AfD, Marine Le Pen i Nigel Farage na fali. Proukraiński kurs grupy E3 jest zagrożony?
Po zmianie władzy w Białym Domu z początkiem 2025 r. inicjatywa w udzielaniu wsparcia walczącej z Rosją Ukrainie przesunęła się w kierunku trzech największych gospodarczo państw Europy – Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii. Tzw. grupa E3 ma być dla Kijowa głównym filarem pomocy nie tylko militarnej, ale też finansowej i dyplomatycznej. Śmiała koncepcja może jednak niebawem odejść do lamusa, gdyż w każdym z krajów należących do tego formatu rośnie poparcie dla sił niechętnych do dalszego finansowania ukraińskiego wysiłku wojennego.
Na wstępie dla zarysowania kontekstu warto wskazać, że nieformalna grupa E3 narodziła się znacznie wcześniej nim doszło do ataku rosyjskich wojsk na Ukrainę. Berlin, Paryż i Londyn ściśle współpracowały ze sobą choćby w kwestii irańskiego programu nuklearnego czy w czasie negocjacji w sprawie opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię.
Trzy wspomniane państwa łączy nie tylko ogromny potencjał gospodarczy, ale także znacząca siła militarna. Francja i Wielka Brytania posiadają arsenał nuklearny, a ich armie pozostają w „dziesiątce” najpotężniejszych sił zbrojnych na świecie wg rankingu Global Firepower 2026. Stopniowo poprawia się także ocena niemieckiej zdolności bojowej – od wybuchu konfliktu na Wschodzie wyraźnie zwiększono środki na modernizację Bundeswehry.
E3 ponownie nabrała znaczenia, gdy administracja Donalda Trumpa odstąpiła od darmowych dostaw sprzętu militarnego dla Kijowa i przekierowała wysiłki na rzecz dyplomatycznego zakończenia konfliktu. Ostatnio przedstawiciele grupy brali udział w rozmowach Wołodomyra Zełenskiego z wysłannikami Waszyngtonu Jaredem Kuschnerem i Steve’em Witkoffem.
Na chwilę obecną stanowisko władz państw należących do E3 (proukraińskie i jednoznacznie potępiające działania Rosji) nie ulega wątpliwości. Badania opinii publicznej pokazują jednak, że może ono okazać się tymczasowe.
Ugrupowania przywódców stojących na czele każdego z tych krajów znajdują się w poważnym kryzysie popularności. Równocześnie coraz więcej badanych deklaruje swój głos na partie, które w najlepszym razie są nastawione na zmniejszanie udzielania dalszej pomocy dla Ukrainy.
Budowanie partnerstwa z Rosją à la AfD
Media w swoich komentarzach na temat rządów obecnej chadecko-socjaldemokratycznej koalicji kanclerza Friedricha Merza wiele miejsca poświęcają jej bardzo złemu odbiorowi społecznemu. Głównym beneficjantem tego stanu rzeczy jest radykalnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD), która aktualnie dobija do 30% poparcia i wyprzedza będących na drugim miejscu chadeków o ok. 9 punktów proc.
AfD jest powszechnie uznawana za ugrupowanie prorosyjskie par excellence – w jej programie oraz wypowiedziach polityków można znaleźć wiele przykładów, które to potwierdzają. Jak już wspominałem w swoim artykule poświęconym szefowej AfD, Alice Weidel, partia ta de facto postuluje powrót do business as usual z Rosją. W tej wizji rosyjski niedźwiedź ma już nie być wrogiem czy rywalem, lecz partnerem do współpracy.
Poprawa relacji z Moskwą rymuje się z deklaracjami wstrzymania dalszych pakietów wsparcia wojskowego i finansowego dla Kijowa. O lodowatym stosunku do Ukrainy świadczą też insynuacje Weidel wygłoszone w czasie niedawnej debaty w Bundestagu, iż za wysadzeniem Nord Stream stał ukraiński rząd, a także apele do Merza, aby wywarł on nacisk na Zełenskiego w celu rozpoczęcia rozmów pokojowych.
Chęć utrzymania lub rozszerzenia pomocy dla Kijowa nadal jest podzielana przez większość Niemców – wg sondażu dla ARD Deutschlandtrend uważa tak 52%. Równocześnie od momentu wybuchu wojny rekordowo wysoki odsetek (42%) twierdzi, że zakres udzielanej pomocy jest nadmierny.
Taki pogląd wyznaje szczególnie dużo, bo aż 54%, osób ze wschodniej części kraju, gdzie też wyjątkowo dobre wyniki osiąga AFD. Dla porównania, w zachodnich Niemczech odsetek ten wynosi 39%.
Podobnie zróżnicowane pozostają odpowiedzi na pytanie, jak duże jest zagrożenie ze strony Rosji. Jako duże lub bardzo duże określa je 59% osób z zachodnich landów i tylko 42% z landów byłego NRD. Jako małe lub brak zagrożenia wskazało odpowiednio po 36% i 47%.
Jak zatem widać, debata o kształcie relacji z Rosją i Ukrainą pozostaje pod silnym wpływem AfD i innych środowisk o podobnych poglądach w tym zakresie, jak skrajnie lewicowy Związek Sahry Wagenknecht i postkomunistyczna die Linke.
Choć aktualna polityka rządu w Berlinie nie ulegnie w najbliższym czasie głębszej rewizji, długofalowe zmiany trendu wśród niemieckich wyborców mogą ją stawiać pod znakiem zapytania. Szczególnie alarmujące powinny być wyniki badań z landów wschodnich, gdzie rosną szanse Alternatywy na przejęcie władzy w bliskiej przyszłości.
Spór jastrzębi z gołębiami w partii Le Pen
We Francji według sondaży faworytką wyborów prezydenckich, które odbędą się wiosną 2027 r., pozostaje kandydatka prawicowego Zjednoczenia Narodowego (RN) Marine Le Pen. Symulacje dają jej nie tylko pewny awans do II tury, ale także przewidują jej wysoką wygraną z starciu z niemal każdym z liczących się kontrkandydatów, choć jej przewaga jest mniej wyraźna w wariancie walki z Édouardem Philippe’em, byłym premierem z obozu prezydenta Macrona. Także w wypadku RN pojawiają się obawy o utrzymanie dotychczasowej pomocy dla Ukrainy.
W przeszłości partia również należała do środowisk o skrajnie prorosyjskim programie. Warto tu wymienić np. uznanie aneksji Krymu w 2014 r. przez polityków tej partii czy uzyskanie w tym samym czasie pożyczki w kontrolowanym przez Kreml banku na cele prowadzenia kampanii wyborczej. Wybuch pełnoskalowej wojny w lutym 2022 r. zachwiał jednak dotychczasową wizją relacji z Moskwą.
Obecnie przedstawiciele francuskiej twardej prawicy wyrażają potępienie wobec agresji rosyjskiej na Ukrainę. Równocześnie stanowisko partii pozostaje podzielone w spojrzeniu na toczący się konflikt.
Środowisko lidera RN Jordana Bardelli, złożone z działaczy młodszego pokolenia, jest bardziej sceptyczne wobec ewentualnej współpracy z Rosją i opowiada się za kontynuacją wysyłki wsparcia militarnego dla Kijowa. Jednak i tu pozostają wyraźne czerwone linie – Bardella jest przeciwny przekazywaniu na Ukrainę rakiet dalekiego zasięgu.
Podejście starszych polityków z otoczenia Marine Le Pen jest bardziej miękkie i niezbyt wyraziste. Przedstawiciele tej grupy, z samą kandydatką na prezydenta na czele, są zwolennikami zakończenia wojny na drodze dyplomatycznej. Sama liderka w dużym stopniu nadal pozostaje pod wpływem polityki Charlesa de Gaulle’a, który podczas swojej prezydentury wykorzystywał dobre stosunki ze Związkiem Sowieckim jako lewar w relacjach z USA. Warto przy tym wskazać, że Le Pen deklaruje poparcie dla ograniczonych dostaw uzbrojenia dla Ukrainy, choć chce zmniejszyć pomoc finansową.
W ugrupowaniu tradycyjne prorosyjskie skrzydło reprezentuje deputowany do Parlamentu Europejskiego Thierry Mariani. Polityk nie tylko zarzuca Kijowowi odpowiedzialność za sprowokowanie wybuchu wojny, ale też pojawia się w rosyjskich mediach, gdzie powiela kremlowską propagandę, jakoby to Zełenski i Macron byli przeciwnikami zakończenia działań zbrojnych.
Opisane rozdarcie rzutuje na realne działania partii w zakresie trwającego konfliktu. Podczas głosowania w Zgromadzeniu Narodowym w 2024 r. nad ustawą o 10-letniej pomocy wojskowej dla Ukrainy posłowie RN wstrzymali się od głosu. Równocześnie politycy partii poparli np. zwiększenie środków na obronność.
W ostatnim czasie duże zainteresowanie wzbudziło zaś wspólne oświadczenie Le Pen i Bardelli, w którym oboje stanowczo potępili Rosję w związku z licznymi atakami hybrydowymi w różnych krajach Europy. Przesłanie komunikatu nie pozostawia wątpliwości – nie można pozwolić Rosji na realizację jej celów wojennych na Ukrainie, a wszelkie wrogie działania Kremla podejmowane na terytorium Francji, przeciwko jej infrastrukturze i obywatelom muszą się spotkać z proporcjonalną odpowiedzią.
Liderzy RN potwierdzili również ich solidarność z europejskimi sojusznikami, którzy padają ofiarą rosyjskich prowokacji. W gąszczu niejednoznacznych wypowiedzi tak zdecydowana deklaracja może napawać optymizmem co do francuskiego zaangażowania w pomoc Ukrainie i państwom NATO za potencjalnych rządów Zjednoczenia Narodowego.
Tymczasem francuskie społeczeństwo coraz mniej chętnie akceptuje politykę wsparcia dla Kijowa. Pracownia IFOP w lutym 2026 r. opublikowała badanie, z którego wynika, że dostawy broni popiera już tylko 47% pytanych (w marcu 2022 r. było to 65%), a przeciwnych jest 39% (wzrost z 20% w 2022 r.). Ponadprzeciętny brak chęci kontynuacji dostaw wykazują zwolennicy RN – 55% deklaruje sprzeciw, a tylko 36% poparcie.
Dwuznaczne stanowisko Farage’a
Obraz brytyjskiej sceny politycznej wydaje się bardziej złożony. Obecne sondaże wskazują, że żadne z ugrupowań nie jest wyraźnym liderem opinii publicznej. Pierwsze miejsce z ok. 24% wskazań aktualnie notuje Partia Pracy premiera Andy’ego Burnhama, ale po piętach depcze jej alt-prawicowa Partia Reformy Nigela Farage’a z poparciem ok. 22%.
Również w przypadku tej ostatniej partii stosunek do Rosji i wojny na Ukrainie pozostaje kontrowersyjny. W listopadzie 2025 r. sąd w Londynie skazał na 10,5 roku pozbawienia wolności lidera Partii Reformy w Walii i byłego posła do PE za przyjęcie co najmniej 30 tys. funtów od Oleha Wołoszyna, byłego ukraińskiego posła i domniemanego rosyjskiego agenta. Pieniądze miały być formą wynagrodzenia za wygłaszanie przemówień krytycznych wobec władz w Kijowie i aprobujących działania Kremla.
Za Farage’em do dziś ciągnie się też choćby jego wypowiedź z 2014 r., że podziwia Władimira Putina jako politycznego gracza. W czasie kampanii wyborczej w 2024 r. stwierdził natomiast, że to Zachód sprowokował agresję Rosji na Ukrainę poprzez swoją politykę rozszerzania NATO o kraje Europy Środkowo-Wschodniej. W obecnych realiach Farage stara się odcinać od podobnych deklaracji i krytykuje rosyjską inwazję.
Z przedstawicielami partii o podobnym rysie ideologicznym Partię Reformy łączą też wezwania do zakończenia wojny na drodze negocjacji pokojowych. Co ciekawe, w tym zakresie Farage krytycznie podchodził do propozycji wysuwanych przez Donalda Trumpa, które uznawał za zbyt korzystne dla Kremla i nie zawierające odpowiednich gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy. Odrzucał też oskarżenia prezydenta USA wysuwane wobec Zełenskiego, jakoby ukraińska głowa państwa była „dyktatorem”.
Jednakże w ostatecznym rozrachunku program ugrupowania w zakresie konfliktu na Wschodzie pozostaje niejasny. Podzieleni pozostają też sami Brytyjczycy – jak wynika z badania YouGov z lutego 2026 r. dalsze wsparcie dla Ukrainy do czasu wycofania przez Rosję sił deklaruje 46% badanych, natomiast rozmowy pokojowe nawet za cenę strat terytorialnych popiera 29%.
Wydaje się, że kwestia wojny ukraińsko-rosyjskiej pozostaje zarówno dla wyborców Partii Reformy, jak i jej polityków kwestią drugoplanową. Ugrupowanie nie tyle stara się oddziaływać w tej sferze na elektorat, co zagospodarować tę jego część, która nie wykazuje entuzjazmu dla obecnie prowadzonej przez Londyn polityki. Brak twardego stanowiska każe jednak traktować zapowiedzi reformistów z ostrożnością.
***
Badania opinii publicznej w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii nie pozostawiają wątpliwości, że stopniowo kurczy się powszechna zgoda na wspieranie Ukrainy w obecnym wymiarze. Rośnie za to odsetek przeciwników udzielania dalszej pomocy, co odpowiada też wzrostom poparcia dla partii, które podzielają tę drugą postawę.
Wskazać trzeba przy tym, że definitywne anulowanie dalszych pakietów pomocy dla Kijowa jest podnoszone jedynie przez AfD. W przypadku Partii Reformy i Zjednoczenia Narodowego bardziej prawdopodobne jest zmniejszenie zakresu wsparcia lub wprowadzenie dodatkowych warunków, na jakich byłoby ono udzielane.
Niezależnie od tego, dobre wyniki tych ugrupowań będą prowadziły do dalszej debaty nad rewizją działań podejmowanych na rzecz Ukrainy czy rozpoczęciem rozmów z Rosją. To z kolei może zmusić tradycyjne partie do zmiany ich stanowiska pod wpływem rosnącej dezaprobaty społeczeństwa.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.

