Polska może zmienić strategię dialogu historycznego z Ukrainą. Oto, co trzeba zrobić
Zarówno Polska, jak i Ukraina zaplątały się w błędne koło, w którym każda próba ucywilizowania dialogu historycznego kończy się skandalem. W interesie Warszawy jest, aby podjęła strategiczne i systemowe rozmowy z tymi ukraińskimi historykami, którzy rzeczywiście są zdolni do poszukiwania kompromisu.
12 września we Lwowie odbyła się publiczna rozmowa prof. Grzegorza Motyki i dr Wołodymyra Wiatrowycza – dyrektora Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej (dalej – UIPN) w latach 2014–2019, a od 2019 r. deputowanego Rady Najwyższej Ukrainy z partii Petra Poroszenki „Europejska Solidarność”. Zapowiedziany temat brzmiał: „Stosunki ukraińsko-polskie: jak pisać wspólną historię Wołynia, kiedy każda ze stron bada jedynie swoją wersję”. Jednak zamiast merytorycznej dyskusji na sali odbyła się de facto publiczna nagonka na prof. Motykę. Wprost oskarżano go o kłamstwo, zarzucano mu zachowanie „jak ścierwnika”, a nawet nazwano go „lajtową wersją” Grzegorza Brauna.
Można odnieść wrażenie, że właśnie taki był cel zorganizowania tego spotkania – świadczy o tym choćby osoba „moderatora” rozmowy, Ołeksandra Zinczenki, byłego zastępcy i doradcy Wiatrowycza w UIPN. Z sali pytania zadawali natomiast wieloletni oponenci i zdecydowani krytycy prof. Motyki. Czy trzeba mówić, że jakakolwiek neutralność, obiektywizm czy konstruktywność rozmowy zorganizowanej w takiej formule były po prostu niemożliwe?
Efektem tej dyskusji było jedynie utwierdzenie rozmówców i słuchaczy w przekonaniu o słuszności własnego stanowiska oraz o niezdolności drugiej strony do prowadzenia zdrowej dyskusji. Zresztą, kiedy dyskusję organizuje się nie po to, by zrozumieć drugą stronę, lecz żeby ją oskarżać, inaczej być nie może.
Dyskusja lwowska jest jaskrawą ilustracją stanu polsko-ukraińskiego dialogu historycznego w ciągu ostatnich 12 lat. Po rewolucji w Kijowie Polska, chcąc nie chcąc, zaczęła próbować budować konstruktywny dialog historyczny z nacjonalistyczną częścią ukraińskich historyków, którzy w 2014 roku uzyskali na Ukrainie znaczące wpływy polityczne.
W końcu nie doprowadziło to do niczego innego niż do 12 lat regularnych, publicznych i niepublicznych kłótni i – co gorsza – do upolitycznienia polsko-ukraińskiego dialogu, który stał się już czynnikiem polskiej polityki wewnętrznej. Społeczeństwa polskie i ukraińskie tylko oddaliły się od siebie w kwestiach historycznych, a państwa zaplątały się w błędne koło, w którym każda próba ucywilizowania i wypracowania skutecznej formuły dialogu historycznego kończy się kolejnym skandalem.
12 lat kłótni
W 2015 roku prof. Mykola Riabczuk pisał: „Artykuły prasowe i programy telewizyjne często przedstawiają Ukrainę jako dychotomicznie podzieloną na «nacjonalistyczny Zachód» i «prorosyjski Wschód». Ich autorzy nie trudzą się wyjaśnianiem, co oznaczają w tej formule słowa «nacjonalistyczny» i «prorosyjski», oraz w jaki sposób przymiotniki z zupełnie różnych pól semantycznych mogą być antonimami w fałszywej binarnej opozycji”.
Jeśli spojrzeć na polsko-ukraiński dialog historyczny z pozycji tej błędnej dychotomii, wybór współrozmowcy z ukraińskiej strony jest wąski: albo historycy prorosyjscy, albo – o poglądach nacjonalistycznych. Opcja dialogu z prokremlowską częścią zawsze była trudna, a po roku 2014 i, tym bardziej, po roku 2022 – wręcz niemożliwa. Pozostaje więc opcja próby dialogu z nacjonalistycznie nastawioną częścią ukraińskich historyków.
Jednak dla nich ich nacjonalistyczne symbole i mity historyczne zawsze były i są ważniejsze od zdrowego dialogu polsko-ukraińskiego. Dlatego rozmowa z nimi jest skazana na wieczne nieporozumienie i ciągłe konflikty.
Po części ukraińskie władze same legitymizowały właśnie tę część historyków, kiedy w 2014 roku faktycznie w ich ręce był oddany UIPN, a wraz z nim – uprawnienia do przeprowadzania rozmów historycznych z Polską. Od tamtego czasu każde odgórnie zorganizowane spotkanie polskich i ukraińskich historyków odbywa się z udziałem nacjonalistów.
W ciągu dwunastu lat od roku 2014 była jedna oddolna próba zmiany istoty polsko-ukraińskiego dialogu historycznego. Zainicjowany przez Ośrodek KARTA i opublikowany w grudniu 2024 roku II Komunikat polsko-ukraiński nie tylko proponował nową formułę dialogu („wszystkie ofiary są nasze”), ale też proponował wykluczyć z rozmów Instytuty Pamięci Narodowej obu państw, które „stały się stronami konfliktu o interpretację wydarzeń”.
Komunikat ten spotkał się z falą hejtu, w dużym stopniu sprowokowanym przez nacjonalistycznie nastawionych ukraińskich historyków. Zresztą, szczucie to było bardzo podobne do tego z czym spotkał się prof. Motyka we Lwowie.
Doszło nawet do tego, że dwóch ukraińskich sygnatariuszy było zmuszonych odwołać własne podpisy, a co do dwóch innych pojawiła się petycja o zwolnienie z Ukraińskiego Katolickiego Uniwersytetu, właśnie za podpisanie Komunikatu (na szczęście petycja ta nie została rozpatrzona i obaj profesorowie nadal pracuj na uczelni). Nic więc dziwnego, że z ukraińskiej strony w dialogu historycznym obecnie prawie nie słychać głosów alternatywnych wobec nacjonalistycznego.
Polska jest skazana na dialog z nacjonalistycznie nastawionymi ukraińskimi historykami, dopóki osoby te zajmują stanowiska na Ukrainie i kreują ukraińską politykę historyczną. Ale dialog ten skazany jest w najlepszym wypadku na brak postępu, a raczej – na ciągle powtarzające się kryzysy i co raz większe upolitycznienie sporów historycznych. To jest błędne koło, w które weszła Polska dyplomacja historyczna w dialogu z Ukrainą.
Wyjść z błędnego koła
Czy obecnie jest możliwa zmiana istoty polsko-ukraińskiego dialogu historycznego?
Rzeczywiście, Polska nie ma wpływu na osoby, które kreują obecnie ukraińską politykę historyczną. A dialog z nimi jest skazany na niepowodzenie.
Jednak paradoks ukraińskiej rzeczywistości politycznej polega na tym, że społeczeństwo ukraińskie nigdy nie wybierało nacjonalistów na swoich reprezentantów. Co więcej – po tym jak Wiktor Juszczenko postawił na elektorat nacjonalistyczny, przegrał wybory 2010 roku z haniebnym wynikiem. Podobny los spotkał Petra Poroszenkę. Ukraina w istocie nigdy nie była krajem nacjonalistycznym. Owszem, w ostatnich latach możemy zaobserwować silne wzmożenie nacjonalistyczne, lecz jest to naturalne w kontekście rosyjskiej agresji, kiedy obrona tożsamości narodowej przyjmuje często najbardziej radykalne kształty.
Jednocześnie nie ma już od dawna dychotomii „nacjonalistyczny zachód”, „prorosyjski wschód”. Rosyjska agresja po roku 2014 spowodowała tak ogromną migrację wewnętrzną i zewnętrzną Ukraińców, że mówienie obecnie o jednej wyraźnej linii podziału – czy to geograficznej, czy mentalnej – po prostu jest nieaktualne. Mamy podstawy przypuszczać, że odsetek jawnie prorosyjskich Ukraińców jest obecnie nikły. W pozostałych kwestiach spektrum odmienności ideologicznych jest tak samo szerokie, jak w każdym dużym (a ponadto wielojęzykowym, wieloreligijnym i wielonarodowym) społeczeństwie.
Jeśli uznajemy społeczeństwo ukraińskie za pluralistyczne ideowo, to dlaczego lwia część dialogu historycznego miałaby się skupiać się na nacjonalistycznym skrzydle, z którym i tak nigdy nie dojdzie do konstruktywnej rozmowy? Czy nie warto byłoby Polsce szukać obecnie wśród społeczeństwa ukraińskiego innych rozmówców dla kształtowania skutecznej formuły dialogu historycznego?
Rzeczywiście, kontakty na poziomie oficjalnym muszą być prowadzone z tym, kto obejmuje stanowiska, ale jeśli chodzi nie tylko o oficjalną dyplomację, a o długotrwałą formułę porozumienia i odpolitycznienia dialogu historycznego (na czym zależy zarówno Polsce jak i Ukrainie), być może warto rozszerzyć grono współrozmówców i skupić się na tych ukraińskich historykach, którzy są zdolni do merytorycznej rozmowy?
Część z nich można znaleźć wśród sygnatariuszy wyżej wspomnianego II Komunikatu polsko-ukraińskiego. Są też ukraińscy historycy, którzy zrobili karierę za granicą (przede wszystkim w USA i Kanadzie) i są uniezależnieni od wewnątrzkrajowych trendów politycznych. Są i historycy, którzy, funkcjonując wewnątrz ukraińskiego kontekstu, mają szersze niż nacjonalistyczne podejście do analizy dziejów połowy XX wieku. Są wreszcie ukraińscy historycy pracujący obecnie w Polsce, którzy siłą rzeczy mają lepsze zrozumienie polskiego kontekstu.
Dlaczego ci historycy są faktycznie wykluczeni z polsko-ukraińskiego dialogu na rzecz nacjonalistów? W ten sposób Polska sama doprowadza do przekonania w polskiej i ukraińskiej opinii publicznej i w elitach politycznych, że to właśnie ta nacjonalistyczna część ukraińskich historyków jako jedyna jest zdolna do rozmów z Polską o historii XX wieku. Do czego te rozmowy doprowadzają – widzieliśmy we Lwowie.
***
Nie chodzi o to, żeby Polska szukała „propolskich” ukraińskich historyków, lecz tylko o to, żeby Warszawa, prowadząc konieczny dialog historyczny z ukraińskimi instytucjami jednocześnie podjęła strategiczny i systemowy dialog z tymi niezależnymi historykami, którzy rzeczywiście są zdolni do poszukiwania kompromisu. Żaden nurt ideologiczny nie może przecież pozostać przy władzy na zawsze i jest całkiem możliwe, że kiedy skończą się działania zbrojne na terytorium Ukrainy i zostaną wznowione mechanizmy demokratyczne, nacjonaliści utracą obecny wpływ na kształtowanie polityki historycznej Kijowa.
Jeśli do tego czasu w polsko-ukraińskim dialogu historycznym nic się nie zmieni, obie strony będą zmuszone pilnie wypracowywać nowe formuły tego porozumienia. Jeśli natomiast na poziomie nieoficjalnym będzie trwał zdrowy i merytoryczny dialog, a jego uczestnicy wypracują odpowiednie formuły polsko-ukraińskiego porozumienia historycznego i odpolitycznienia tego tematu – będzie można wprowadzić je w życie, gdy tylko w Kijowie pojawi się odpowiedni polityczny klimat. I na tym wygrają wszyscy.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.

