Estetyka białych Europejczyków trenduje w internecie. Czy ideologia austriackiego akwarelisty powraca?
Podczas ostatnich mistrzostw Europy w piłce nożnej UEFA zakazała grania i śpiewania słynnego utworu „L’Amour toujours” [„wieczna miłość”] włoskiego DJ-a Gigi D’Agostino. Na pozór wydaje się to zupełnie pozbawione sensu – ot, dyskotekowy hit z gatunku eurodance. Decyzja ta jednak miała swoje podstawy. Żeby je zrozumieć, trzeba zagłębić się w te obszary internetu, w których z dala od mainstreamowego przekazu tworzy się dziwaczny świat hermetycznych symboli i szalonych wizji wielkiej, białej Europy. Wspomniana piosenka jest jedynie wierzchołkiem góry lodowej tego przedziwnego zjawiska.
Chwała Cesarstwa Rzymskiego w akompaniamencie mrocznego eurodance
Jak w przypadku większości internetowych fenomenów, wydaje się, iż nie mamy tutaj do czynienia z czymś scentralizowanym. Choć nie można wykluczyć czyjegoś celowego, zakulisowego działania, to wątpliwe jest, aby to zjawisko posiadało jednego inicjatora czy założyciela.
Brakuje mu chociażby jakiejś spójnej ideologii czy charakterystyki. Jest to raczej pewien zbiór memów (obrazów, tekstów, filmów) wykonanych w danej estetyce, korzystających z określonej symboliki oraz odwołujących się do pewnych określonych emocji i postaw.
Omawianą kategorię przyjęło się w slangu internetowym określać nazwą „Save Europe” bądź też – nieco bardziej mistycznie – „Hyperborean” lub „Agartha Edits”. Początki tego ruchu sięgają pandemii Covid-19 i wybuchu popularności TikToka. W okolicach 2021 roku platformę zaczęły zalewać krótkie filmy ze spowolnioną wersją utworu „Little Dark Age” zespołu MGMT.
Choć miały różnorodną tematykę historyczną (podboje Napoleona, rzymskie legiony, średniowieczni krzyżowcy), to łączył je pewien patos (na tyle, na ile rolka na TikToku może być patetyczna), co było w tamtym czasie czymś nietypowym jak na platformę zalewaną głównie przez krótkie, śmieszne filmiki.
Był to początek popularności nurtu, który z czasem ewoluował, tworząc coraz to nowe wariacje, idące w różnych kierunkach – od alt-rightowego radykalizmu po ironiczne teorie spiskowe rozprzestrzeniające się na media społecznościowe wszelkiego rodzaju.
Wszystko to łączył wspólny styl oraz język symboli. Odwoływały się także do podobnych emocji: dumy z historycznego dziedzictwa – rozumianego, w zależności od interpretacji, jako dziedzictwo Europy lub białej rasy – oraz tęsknoty za utraconą wielkością. Obecne było w nich zarówno nostalgiczne pragnienie ucieczki w fantazje o dawnej potędze, jak i wezwanie do jej odbudowy.
W kwestii wizualnej najczęściej towarzyszyła im estetyka cyfrowego retro, glitchy komputerowych, efektów kasety VHS czy taśmy filmowej, sprawiających, źe wideo wydawało się starsze, niż było w rzeczywistości. Tak jakby zostało wyjęte z archiwum lub odległej, zapomnianej przeszłości. Nadawało to pozorów powagi nawet w obliczu często absurdalnej zawartości.
Podkładana muzyka była często specyficznie zremiksowana. Albo spowolniona i obniżona tonalnie, co nawet z utworów eurodance czyniło coś na kształt starożytnych chórów, lub też przerabiana w duchu gatunku hardstyle – szybkiej, agresywnej, ale i mrocznej muzyki elektronicznej.
To wszystko sprawiało, iż szlagiery muzyki popularnej nabierały atmosfery pewnej obcości, a w połączeniu z sugestywnym montażem wideo tworzyły wręcz hipnotyczny klimat.

Marzenia o zjednoczonej, białej Europie
O ile w materiałach historycznych odwołujących się do Rzymu, krucjat czy Napoleona trudno znaleźć coś problematycznego (chyba że za takowe uznamy ideę imperializmu), to niektóre z nich mniej lub bardziej bezpośrednio nawiązywały do faszyzmu i nazizmu.
Samo hasło „Save Europe”, które pojawia się w wielu tego typu materiałach, można rozumieć dwojako. Z jednej strony jako wezwanie do ratowania europejskiego dziedzictwa, z drugiej zaś jako nawoływanie do zamknięcia Europy przed imigrantami.
Jednym z mniej oczywistych nawiązań do nazizmu są materiały wykorzystujące głowę rzeźby Gotowość autorstwa Arno Brekera – ulubionego rzeźbiarza Adolfa Hitlera. Na jednej z youtubowych rolek ta nomen omen pomnikowa twarz powoli obraca się do spowolnionego utworu Sonne zespołu Rammstein.
Mimo iż w materiale nie dzieje się dosłownie nic więcej, to z jakiegoś powodu znajdziemy pod nim masę komentarzy, zaś sam „filmik” ma ponad 30 mln wyświetleń. Wydaje się, że pewne dostojeństwo i powaga bijące z połączenia wyżej opisanych elementów są tym, co przyciąga do niego ludzi. Trudno bowiem doszukać się tutaj jakiegoś politycznego przesłania, jeżeli ktoś nie zna szerszego kontekstu rzeźby. Musi zatem chodzić o estetykę i emocje, jakie ona wywołuje.
Nie można tego jednak powiedzieć o masie materiałów korzystających z wizerunków mundurów Wehrmachtu i SS, rózg liktorskich (bezpośrednio związanych z włoskim faszyzmem), swastyk, symbolów czarnego słońca czy wilczego haka, używanego choćby przez pułk „Azow”.
Najbardziej dosłowne materiały są zresztą usuwane z internetu, co jednak nie przeszkadza im krążyć po zamkniętych forach, prywatnych serwerach w serwisie Discord czy w prywatnych wiadomościach.
Mimo to, poza wizualnymi migawkami z estetyki Trzeciej Rzeszy, trudno trafić na bezpośrednie odwołania do realiów dawnych państw faszystowskich, które zapewne są zbyt brutalne i ponure, by można je było atrakcyjnie przedstawić. W materiałach pełno jest za to neopogańskiego „ducha” z nią związanego – umięśnionych Aryjczyków, kultu męstwa, siły i honoru. Paleta odwołań do religii przedchrześcijańskich jest zresztą bardzo szeroka.
Co ciekawe, nie dotyczy ona jakiejś jednej, spójnej pogańskiej mitologii, ale raczej pewnej impresji na temat przedchrześcijańskiego dziedzictwa Europy. Postacie słowiańskich wojów mieszają się z Germanami, wikingami, Rzymianami czy Celtami, razem tworząc jednolitą mieszankę.
Symbolem tej nieokreśloności jest zresztą posługiwanie się symbolem Hiperborei (ang. Hyperborea), czyli fantastycznej krainy ze starożytności. Tą nazwą w starożytnej Grecji określano bowiem mityczne miejsce położone na północy, w którym pomimo zimnego klimatu panował dostatek, pokój i harmonia.
Łatwo więc tę legendę skojarzyć z wizją prastarej „złotej ery” współczesnej Europy Północnej, na podobnej zasadzie jak powstała polska teoria Wielkiej Lechii. Możliwe są też inspiracje tekstami włoskiego filozofa Juliusa Evoli, który łączył mit Hiperborei z rasą aryjską.

Podstawową bazą do memów hiperborejskich są dzieła rosyjskiego malarza Wsiewołoda Iwanowa, który przedstawił unikatową wizję tej krainy, łączącej elementy kultury słowiańskiej, perskiej i hinduskiej (lub – jeśli ktoś woli używać tego słowa – aryjskiej).
Podobnie jak religie pogańskie nie są przedstawione w sposób skonkretyzowany, tak samo pojawiające się gdzieniegdzie wątki nacjonalistyczne pozbawione są odniesień do konkretnych narodów. Stanowią one po prostu eklektyczny miszmasz mundurów, orłów, pomników, flag czy budowli kojarzących się z którąś z europejskich nacji. To z kolei utrudnia łatwe utożsamienie tego z klasycznymi partiami narodowymi, stanowiąc raczej wyraz paneuropejskiego etnonacjonalizmu białych Europejczyków.
O tym, że nie mamy tu do czynienia z prostym powrotem do idei dawnej, skrajnej prawicy, świadczy choćby powszechne zestawianie nazistowskiej symboliki z elementami kultury Słowian, co z historycznego punktu widzenia zakrawa na absurd.

Wizja „Save Europe” zakłada raczej zjednoczenie białej Europy przeciwko wspólnemu wrogowi – czarnoskórym imigrantom oraz globalizmowi, symbolizowanemu najczęściej przez karykaturalne przedstawienia Żydów.
Mamy więc tu wizję swego rodzaju zjednoczenia kontynentu, jednak nie jest to raczej taki rodzaj integracji, jakiego życzyliby sobie liberalni zwolennicy federalizmu, podobnie zresztą jak nie jest to ten rodzaj prawicowości, którego zwolennikami byliby krajowi nacjonaliści. Jak bowiem zrozumieć zestawianie ze sobą w jednym wideo flagi unijnej, rosyjskich cerkwi i maszerującej armii brytyjskiej, podpisanych jako „Nationalist Hymn of Europe”?
Posironiczny prawicowy absurd
Choć to wszystko brzmi jak opis bazy do stworzenia jakiejś neonazistowskiej bojówki lub neopogańskiej sekty, to warto zaznaczyć, że jest to podlane sosem ironii i cynizmu, w którym patos i powaga mieszają się z absurdem i humorem.
Standardem są memy czy rolki, w których pojawiają się postacie anime, znani streamerzy czy memiczne archetypy typu „Wojak” lub „Żaba Pepe”, przez co trudno tak naprawdę stwierdzić, jaki jest ich przekaz.
Jak bowiem traktować obrazek uroczej, uśmiechniętej dziewczynki w stylu anime, ubranej w nazistowski mundur na tle kręcącego się czarnego słońca i Hiperborejczyków na mamutach? Czy jest to apologia nazizmu i próba ocieplenia jego wizerunku, czy może jego ośmieszenia i sprowadzenia do absurdu?
Jak też rozumieć wizerunki Charliego Kirka przerabiane na blondyna o niebieskich oczach? Czy jest to forma wyśmiania aryjskiego ideału piękna czy jego celebracja?
Jest to więc przykład postironii charakterystycznej dla współczesnego internetu. Pozwala ona publikować określone treści, jednocześnie zachowując wobec nich bezpieczny dystans. Ich autorzy pozostawiają odbiorcę w stanie zawieszenia – sugerując, że to nie jest na serio, chociaż… może jednak jest.
Mistyczna wakanda dla białych
Absurd tego nurtu widać szczególnie przy okazji jego motywów ezoterycznych, które nie stronią od niedorzecznych teorii spiskowych i sekciarskich wierzeń. Najbardziej osobliwa jest symbolika związana z Agartą (ang. Agartha), fantastyczną krainą łącząca się z teorią tzw. pustej Ziemi.
Według tej teorii pod powierzchnią ziemi znajduje się ukryta przestrzeń do życia, z własnym słońcem, w której panuje odwrócona grawitacja. Wejście do niej jest ukryte gdzieś na biegunie lub w Himalajach. Ma tam znajdować się rozwinięta cywilizacja, w której, podobnie jak w Hiperborei, panuje powszechna szczęśliwość.
Memiczna wersja Agarty ma wyraźny rys rasistowski. Jest skierowana wyłącznie do białych, z tym, że i to przefiltrowane jest przez ducha internetowej postironii.
Przykładem tego jest żart, iż aby przejść przez bramy Agarty, należy wypić napój energetyczny Monster White, po którym włosy zmieniają kolor na blond, a oczy stają się niebieskie. Co ciekawe, przemianę tę przechodzą też osoby czarnoskóre (przykładem są rolki przedstawiające popularnego streamera IShowSpeeda czy tiktokera Khaby’ego Lame’a).

Sam memiczny wizerunek Agarty przypomina coś w rodzaju „historofuturyzmu” – połączenia pradawnej architektury, takiej jak piramidy, z zaawansowaną technologią rodem z filmów science fiction. Tworzy to wizję cywilizacji jednocześnie rozwiniętej, jak i starożytnej, zarówno utraconej, jak i mającej dopiero nadejść.
Bardzo często pojawia się motyw UFO oraz postać Ashtara Sherana z ruchu raeliańskiego (sekty wywodzącej się z New Age, wierzącej w pozaziemską cywilizację), przedstawiana jako rodzaj boskiego opiekuna Agarty. Równolegle pojawia się też postać Yakuba z wierzeń sekty religijnej Naród Islamu, propagującej w USA czarną supremację rasową.
W oryginalnej opowieści sekty był on genialnym naukowcem, który stworzył rasę złych i zdeprawowanych ludzi o białym kolorze skórzy. W memicznej reinterpretacji jego postać zostaje jednak przewrotnie przekształcona w dobrego ojca białych ludzi.
W warstwie czysto wizualnej tym materiałom często towarzyszą motywy otwierania oczu, oślepiającego światła, przebudzania się czy oczyszczania. Sugeruje to doznanie swego rodzaju oświecenia, przejrzenia na oczy czy odnalezienia ukrytej prawdy. Wyzwolenia się z „żydowskiej propagandy”, najczęściej ukazanej jako picie soku jabłkowego, co jest ukrytą grą słów. W angielskim słowo „juice” wymawia się bowiem podobnie jak słowo „Jews” – Żydzi.
Często pojawiają się też odwołania do kalijugi (ang. Kali Yuga) – epoki, która według hinduistycznej mitologii ma być czasem upadku ludzkości, poprzedzającym jej odrodzenie. W internetowej reinterpretacji mit ten zostaje przeniesiony na współczesny Zachód, przedstawiany jako cywilizacja pogrążona w nihilizmie i degeneracji, która musi upaść, aby mogła narodzić się na nowo. Symbolami tego odrodzenia stają się umięśnieni blondyni o niebieskich oczach, mający rozpocząć nadejście „ery hiperborejskiej”.
Pisząc o tym wszystkim mam świadomość, jak absurdalnie to brzmi. Podejrzewam, że również sami twórcy nie traktują tych motywów serio.
Zastanawiające jest jednak to, z jaką konsekwencją są one używane, jak często powielane i udostępniane. Trudno oprzeć się wrażeniu, że za tą pozornie chaotyczną symboliką kryją się pewne głębsze emocje, których nie da się sprowadzić wyłącznie do internetowego żartu.
Wyparta kultura
Co więc stoi za popularnością tego typu internetowej estetytki? Pierwszym, co od razu przychodzi do głowy, jest lęk przed imigrantami.
Być może stąd biorą się wszelkie odwołania rasistowskie czy nazistowskie, sugerujące, że kontynent powinien należeć wyłącznie do białych Europejczyków. Jest to więc dość znany motyw na skrajnej prawicy, choć tutaj przeradza się on w swoisty internacjonalizm – nie ma znaczenia z jakiego jesteś kraju, o ile jesteś białym, europejskim rasistą.
Migracji towarzyszy lęk przed utratą znaczenia Zachodu na globalnej szachownicy, końcem epoki dobrobytu i pogorszeniem się warunków życia. Chaotyczna rzeczywistość często kieruje ludzi w stronę eskapistycznych fantazji o mitycznych krainach szczęścia, dostatku i porządku, choćby były tak absurdalne jak Hiperborea czy Agarta.
Patrząc jednak głębiej na to zjawisko, można w nim dostrzec swoistą reakcję młodego pokolenia na zanikanie europejskiej tożsamości. W politycznym mainstreamie kultura Starego Kontynentu została sprowadzona do tolerancji, otwartości i przekonania, iż nie ma kultur lepszych i gorszych, a zatem nie ma powodu, aby odczuwać dumę ze swojego dziedzictwa. Spora część historii została uznana za problematyczny balast (vide dyskurs postkolonialny), którego najlepiej się wyrzec w imię integracji opartej o technokratyczną neutralność.
Jak to często jednak bywa,wyparte treści nie znikają, ale trafiają do „podziemia” – ciemnych zaułków kultury, gdzie ulegają degeneracji, mieszając z lękami, uprzedzeniami i fantazjami o wielkości.
Najciekawsza wydaje mi się jednak wyraźna potrzeba trzech rzeczy, pojawiających się w tym nurcie: pathosu – wzniosłych emocji, ethnosu – poczucia wspólnoty i mythosu – głębszego sensu świata. Nowoczesna kultura została z nich niejako wyczyszczona, pozostawiając po nich puste miejsce.
Oczywiście opisane wyżej memy nie mogą jej wypełnić, bo same są zbyt płytkie, zdystansowane i ironiczne. Jednak ich popularność wskazuje na wyraźną potrzebę tych elementów, zwłaszcza wśród młodych, którzy są ich głównymi odbiorcami i kreatorami.
Widać w tym pewien tragizm pokolenia łaknącego powagi i sensu, ale jednocześnie będącego zbyt cynicznym i „samoświadomym”, by cokolwiek potraktować poważnie. Odczuwającego potrzebę „zaczarowania świata”, ale jednocześnie ją wyśmiewającego. Bez możliwości zaangażowanie się w wartościowe, poważne narracje kieruje się ku absurdalnym, zdeprawowanym i ironicznym wizjom.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.

