Patriotyzm nie zastąpi sprawnego państwa. Po wojnie Polska i Ukraina zawalczą o ludzi
Po zakończeniu wojny interesy Polski i Ukrainy wobec milionów przybyszy znad Dniepru mieszkających w Polsce wyraźnie się rozejdą. Polska będzie chciała zatrzymać tych, którzy tutaj pracują, płacą podatki, zakładają firmy i wychowują dzieci. Ukraina będzie miała równie racjonalny interes, by zachęcać ich do powrotu, tworząc warunki bezpieczeństwa, dostęp do pracy i mieszkań oraz lepsze usługi publiczne. Nie będzie to kryzys sojuszu, lecz naturalny konflikt interesów. Problem polega na tym, że ani Warszawa, ani Kijów nie będą miały ostatniego słowa. Ostatecznie zdecydują sami Ukraińcy.
Przez ostatnie lata na migrację wojenną patrzyliśmy przede wszystkim przez pryzmat bezpieczeństwa i pomocy humanitarnej. Dziś coraz wyraźniej widać, że jej charakter się zmienia. Według UNHCR pod koniec 2025 roku poza Ukrainą pozostawało około 5,86 mln uchodźców, z czego około 5,3 mln w Europie.
W samej Polsce pod koniec lipca 2026 roku ochroną czasową było objętych około 953 tys. osób, które uciekły z Ukrainy. Nie mówimy więc o niewielkiej grupie migrantów, lecz o populacji zdolnej wpływać na potencjał demograficzny zarówno państwa pochodzenia, jak i państw przyjmujących.
Im dłużej trwa wojna, tym mniej samo słowo „uchodźca” opisuje rzeczywistą sytuację tych ludzi. Dziecko, które opuściło Ukrainę w wieku ośmiu lat, po kilku latach mówi po polsku, chodzi do polskiej szkoły i ma tutaj przyjaciół. Jego rodzice pracują, wynajmują lub kupują mieszkania, rozwijają firmy i budują relacje społeczne. Życie, które miało być tymczasowe, stopniowo staje się normalnym życiem.
Proces ten zachodzi w momencie głębokiego kryzysu demograficznego Polski. Pod koniec pierwszego półrocza 2026 roku kraj liczył około 37,2 mln mieszkańców, o 159 tys. mniej niż rok wcześniej.
W ciągu sześciu miesięcy urodziło się zaledwie około 115 tys. dzieci. W tych warunkach obecność setek tysięcy ludzi w wieku produkcyjnym przestaje być wyłącznie kwestią polityki migracyjnej.
Z perspektywy Warszawy trudno więc znaleźć racjonalny argument za tym, aby dobrze zintegrowani Ukraińcy po zakończeniu wojny masowo wyjeżdżali. Jeżeli 35-letnia Ukrainka mieszkająca we Wrocławiu mówi po polsku, pracuje, płaci podatki, a jej dziecko chodzi do polskiej szkoły, jest dokładnie taką mieszkanką, której Polska będzie potrzebowała coraz bardziej.
Badanie internetowe Rating Group przeprowadzone w sierpniu 2026 roku wśród tysiąca dorosłych ukraińskich uchodźców mieszkających w Polsce sugeruje, że proces ich życiowej stabilizacji jest już zaawansowany.
Pracę deklarowało 73 proc. badanych, a 34 proc. rozważało uzyskanie polskiego obywatelstwa albo rozpoczęło odpowiednią procedurę. To nie oznacza, że wszyscy rzeczywiście zostaną, ale pokazuje, że nie można już analizować tej społeczności wyłącznie w kategoriach tymczasowego schronienia.
Szansa Polski, konieczność Ukrainy
Dokładnie ci sami ludzie będą jednak potrzebni kilkaset kilometrów dalej. O powojennej odbudowie Ukrainy mówi się przede wszystkim w języku pieniędzy. Pytamy, kto sfinansuje infrastrukturę, energetykę i mieszkania, ile środków przekaże Unia Europejska i jak przyciągnąć kapitał prywatny. Tymczasem jednym z najbardziej deficytowych zasobów powojennej Ukrainy mogą okazać się nie pieniądze, lecz ludzie.
Autostradę można wybudować za europejski grant, elektrownię odbudować dzięki międzynarodowemu kredytowi, a fabrykę może postawić zagraniczny inwestor. Znacznie trudniej znaleźć ludzi, którzy będą obsługiwać odbudowaną gospodarkę, prowadzić przedsiębiorstwa, płacić podatki i wychowywać dzieci.
Ukraina będzie musiała jednocześnie utrzymywać dużą armię, odbudowywać miasta, integrować weteranów, modernizować gospodarkę i finansować system emerytalny w społeczeństwie, które już przed pełnoskalową inwazją miało poważne problemy demograficzne.
Dlatego dla Polski pozostanie Ukraińców jest przede wszystkim szansą. Dla Ukrainy brak ich powrotu może stać się jednym z najważniejszych ograniczeń rozwojowych.
W tym właśnie miejscu powstaje konflikt interesów. Polska będzie miała ekonomiczne powody, aby ułatwiać legalizację pobytu i naturalizację tym, którzy pracują i związali swoją przyszłość z krajem. Ukraina będzie miała równie racjonalny interes, by zachęcać ich do powrotu poprzez bezpieczeństwo, pracę, mieszkania i lepsze usługi publiczne.
Badanie Rating Group dobrze pokazuje, że wynik tej konkurencji wciąż nie jest przesądzony, a deklaracje samych migrantów pozostają niejednoznaczne. W odpowiedzi na pytanie o powrót 51 proc. badanych deklarowało zamiar powrotu do Ukrainy, ale tylko 8 proc. chciało wrócić w najbliższym czasie.
Kolejne 43 proc. odkładało powrót do zakończenia wojny, 26 proc. nie planowało wracać, a 23 proc. nie wiedziało jeszcze, co zrobi. Jednocześnie w odpowiedzi na osobne pytanie 44 proc. badanych deklarowało, że chciałoby pozostać na stałe za granicą, a 43 proc. – że nie. Ta pozorna niespójność pokazuje, że dla wielu respondentów sam „powrót” nie oznacza jeszcze ostatecznego wyboru miejsca życia.
Najciekawsza jest właśnie ta niepewność. Jeżeli rodzina spędziła kilka lat w Polsce, dziecko większość świadomego życia przeżyło już w tym kraju, a rodzice zbudowali kariery zawodowe i osiągnęli stabilność ekonomiczną, przeprowadzka do Ukrainy nie będzie prostym powrotem do domu. Będzie kolejną migracją.
Dlatego po zakończeniu wojny ludzie będą porównywali nie tylko poziom bezpieczeństwa, ale i szkolnictwa, ochrony zdrowia, wynagrodzeń, cen mieszkań czy możliwości prowadzenia firmy i perspektywy dla swoich dzieci.
We wspomnianym badaniu 71 proc. respondentów wskazywało bezpieczeństwo i stabilność jako najważniejszy warunek powrotu, 36 proc. rozwój gospodarczy Ukrainy, a 26 proc. możliwość znalezienia pracy.
To prowadzi do niewygodnego pytania dla Kijowa. Czy państwo może przedstawiać powrót jako patriotyczny obowiązek, jeśli przez lata nie będzie w stanie zaoferować obywatelowi porównywalnego poziomu bezpieczeństwa i jakości życia?
Patriotyzm może być silnym impulsem do powrotu, ale nie zastąpi sprawnego państwa. Najważniejszą ukraińską polityką powrotową może się więc okazać nie specjalny program dla emigrantów, lecz jakość Ukrainy jako miejsca do życia.
Ludzie pomiędzy
Jednocześnie błędem byłoby założenie, że każda osoba pozostająca w Polsce automatycznie staje się polskim zyskiem i ukraińską stratą. Ukraina rzeczywiście potrzebuje aktywnej polityki powrotu, ale musi też zaakceptować, że część emigrantów nie wróci. Nie oznacza to jednak, że musi ich stracić.
Państwo może próbować utrzymać z nimi więzi gospodarcze, społeczne i kulturowe. Człowiek może mieszkać w Warszawie, prowadzić interesy we Lwowie, inwestować w ukraińską firmę, należeć do ukraińskiej organizacji i mieć rodzinę po obu stronach granicy. Może z czasem uzyskać polskie obywatelstwo, nie przestając być częścią ukraińskiego świata społecznego.
Taką logikę od dawna wykorzystują państwa o dużych diasporach. Irlandia nie traktuje emigracji wyłącznie jako straty demograficznej. Swoich obywateli i osoby irlandzkiego pochodzenia mieszkające za granicą postrzega również jako globalną sieć organizacji, przedsiębiorców, specjalistów i ludzi związanych z krajem więziami rodzinnymi, kulturowymi lub gospodarczymi. Ukraina będzie potrzebowała podobnego sposobu myślenia, tyle że na znacznie większą skalę.
Oznacza to dwie równoległe strategie. Pierwsza powinna tworzyć realne warunki powrotu dla tych, którzy chcą wrócić. Druga powinna włączać w ukraińskie sieci współpracy tych, którzy pozostaną za granicą.
Paradoksalnie również Polska powinna być tym zainteresowana. Z punktu widzenia Warszawy szczególnie wartościowa może być grupa ludzi zakorzenionych jednocześnie w obu społeczeństwach.
Przedsiębiorca znający oba rynki może pomagać polskim firmom działać w Ukrainie, prawnik rozumiejący dwa systemy ułatwi inwestycje, a absolwent polskiej uczelni zachowujący kontakty w Kijowie czy Lwowie stworzy naturalną sieć zawodową między państwami.
W ten sposób powstaje coś, czego przez lata brakowało w stosunkach polsko-ukraińskich: nie tylko współpraca między rządami, ale gęsta infrastruktura relacji między społeczeństwami.
Polska rzeczywiście potrzebuje Ukraińców. Ukraina potrzebuje ich jeszcze bardziej. Nie oznacza to jednak, że obie strony muszą myśleć o nich jak o zasobie, który można posiadać tylko po jednej stronie granicy. W XXI wieku można mieszkać w jednym państwie, a zarazem pozostawać częścią życia społecznego, gospodarczego i kulturowego drugiego.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.

