Wchłonąć państwo, odkazić umysły. Jak Elon Musk chce zmienić świat
Działania Muska składają się w jeden system, w którym państwo zostaje klientem, bo nie potrafi lub nie chce już samo zbudować tego, czego potrzebuje. Interfejs – platforma, model językowy czy implant – pozwala kształtować to, co ludzie uważają za oczywiste. Drugi element napędza pierwszy: im skuteczniej kształtuje się opinie, tym łatwiej, by u szczytu władzy znaleźli się zwolennicy imperium. Im jest ono większe, tym potężniejszy staje się jego właściciel.
Peter Thiel uważa, że firma to największe przedsięwzięcie, nad którym można mieć zdefiniowaną władzę. Elon Musk przejął to credo w całości. Według niego, założyciel jest dowódcą, rynek polem bitwy, a celem przedsiębiorstwa nie jest stworzenie produktu i jego sprzedaż, tylko podbój rynku. Do tego dochodzi „ludowa mądrość” Doliny Krzemowej – stwórz rynek, a nie produkt. Nie przejmuj się przychodami, dopóki nie osiągniesz skali, a potem wykorzystaj pozycję monopolisty.
To jedyne, co ich łączy. Thiel wierzył, że internet doprowadzi do prywatyzacji suwerenności: PayPal miał być narzędziem wyzwolenia od państwa. Musk zrozumiał coś przeciwnego. Tylko rząd może stworzyć warunki sprzyjające budowaniu biznesowego imperium i generowaniu zysków. Internet nie miał być ucieczką od państwa, tylko sposobem jego kolonizacji.
Quinn Slobodian i Ben Tarnoff w książce Muskizm. Świat według Elona Muska starają się opisać system, które określają mianem muskizmu. Ich zdaniem, to pojęcie określa doktrynę gospodarczą XXI wieku, która spina kapitał, technologię i władzę w rękach jednej osoby w skali dotąd nieznanej.
Państwo jako klient
Symbiozę z państwem Musk rozpoczął od przemysłu kosmicznego i od doskonale wybranego momentu. SpaceX powstał w 2002 roku, gdy wojna z terroryzmem otwierała nową, złotą erę kontraktów wojskowych.
Amerykańska administracja planowała wynoszenie na orbitę skupisk satelitów wspierających operacje zbrojne. Zbiegło się to z neoliberalnym paradygmatem prywatyzacji, która miała zwiększać efektywność wojska i obniżać koszty.
Logikę tę stosowano tak szeroko, że doprowadziła ona do częściowej prywatyzacji samej armii, czego symbolem stał się Blackwater – firma, która zapewniała amerykańskiemu rządowi najemników do walki z terroryzmem.
Slobodian i Tarnoff podkreślają jednak, że Musk nie wygrał wyłącznie na koniunkturze. Zwyciężył nowym modelem zarządzania, radykalnie odmiennym od tego, który obowiązywał nie tylko w NASA, a całym zachodnim świecie. Zamiast outsource’ować, ile się da, Musk ograniczał zależność od zewnętrznych dostawców i maksymalizował koncentrację produkcji w obrębie własnej firmy.
Pełny potencjał SpaceX jako globalnej platformy dla projektów państwowych ujawnił się dopiero wraz ze Starlinkiem, zapowiedzianym w 2015 roku i z pierwszymi satelitami wyniesionymi na orbitę 4 lata później. Dziś konstelacja liczy ponad 10 000 obiektów, a firma odpowiada za mniej więcej połowę wszystkich orbitalnych startów na świecie i ponad 80% masy wynoszonej na orbitę.
Wojna na Ukrainie udowodniła, że taka sieć jest dla współczesnej armii niezbędna. Dowodem uznania tej przydatności jest Starshield – wojskowa wersja systemu. Budowana, by zapewnić Amerykanom dominację w przestrzeni kosmicznej, dzisiaj stanowi rdzeń amerykańskiego rozpoznania satelitarnego i szkielet programu obrony przeciwrakietowej Golden Dome.
Sukces Starlinka jest emblematyczny dla opisania, czym jest muskizm. Nie polega on na zastąpieniu państwa przez przedsiębiorstwo. Chodzi o ich zespolenie w takim sposób, aby państwo musiało oddać część swojej suwerenności.
Efekt widać w sytuacjach, które w innej epoce byłyby nie do pomyślenia. Wyłączenie zasięgu Starlinka w okolicach Krymu w kluczowym momencie ukraińskiej kontrofensywy w 2023 r. Publiczna wymiana zdań pomiędzy Elonem Muskiem a Radosławem Sikorskim o tym, kto komu za tę łączność płaci. Wykluczenie Polski z „europejskiej strefy” Starlinka w lipcu 2026 roku, na które polski rząd odpowiada apelem do firmy, a w praktyce – do jednego człowieka.
Cywil stał się arbitrem wojny między państwami. Suwerenność w tym ujęciu nie jest już tylko wolnością od ingerencji, ale zdolnością do działania, a ta zależy od kaprysu właściciela prywatnej firmy.
Najbardziej niepokojące jest to, że mechanizm dotyczy również mocarstwa. USA nie osiągną dziś technologicznej suwerenności z pominięciem Elona Muska. Są skazane na współpracę z jego imperium. Państwo co prawda zachowuje budżet i cele polityczne, ale traci środki do ich realizacji.
Forteczny futuryzm
Drugim filarem imperium Muska jest Tesla i to, co autorzy nazywają „fortecznym futuryzmem”. Na początku XXI wieku, gdy amerykański rząd zwiększał swoją obecność na Bilskim Wschodzie, zdawał sobie sprawę z uzależnienia od ropy i chciał je przezwyciężyć. W ramach reform po kryzysie finansowym 2008 r. instrumentem polityki przemysłowej uczynił inwestycje w czystą energię.
Skorzystał na tym Musk, który powtarzał, że Tesla nie jest firmą motoryzacyjną, tylko całym ekosystemem. Samochód elektryczny był nie tylko zeroemisyjnym pojazdem, ale również obietnicą wolności od uwikłania w odległe, pustynne konflikty.
Satelita i auto okazały się dwiema odsłonami jednego imperatywu – zadbania o bezpieczeństwo ojczyzny. SpaceX realizował cele bezpieczeństwa narodowego epoki Busha, Tesla miała zrobić to samo w erze Obamy.
Zastosowana metoda była hybrydą. Musk połączył fordowską integrację pionową, skupiającą istotne elementu procesu produkcji w jednych rękach, z praktykami agile, czyli z podejściem opartym na krótkich cyklach produkcji, ciągłym poprawianiu produktu i wypuszczaniu jego kolejnych wersji zamiast czekania na jedną skończoną.
Efektem była Gigafabryka w Sparks w Newadzie, która miała obsłużyć większość procesów naraz. Logika była prosta – zabezpieczyć łańcuchy dostaw i ograniczyć zależność od zewnętrznych producentów. Była to logika przemysłowej samowystarczalności i fabryki jako enklawy.
W dominującym paradygmacie wczesnych lat dwutysięcznych była to herezja. Dekadę później to podejście okazało się przewagą. Musk wygrywał pomimo wojen celnych, bo zorganizował produkcję w Stanach, zanim te wojny wybuchły. Reszta branży musiała się przeorganizowywać już w nowym porządku geopolitycznym.
Równolegle Musk ominął mur ceł od drugiej stron. Ogłoszona w 2018 roku Gigafabryka w Szanghaju, z bateriami od chińskiego giganta CATL, pozwoliła produkować chińskie samochody dla Chińczyków i amerykańskie dla Amerykanów. Potem przyszła fabryka pod Berlinem i plan obecności na każdym kontynencie. Tesla stała się przy okazji dowodem, że polityka przemysłowa potrafi działać.
Jest jeszcze dalszy horyzont. Tesla to nie tylko elektryczne samochody, za pomocą których Musk chce być obecny w każdym domu. Obietnica autonomii dotyczy również suwerenności od ludzi. To między innymi obietnica autonomicznego pojazdu, którego nie musi prowadzić kierowca, oraz fabryki, w której montażem zajmuje się humanoidalny Optimus, a nie pracownik.
Wirus umysłowy
Muskizm to nie tylko chęć ekonomicznej suwerenności, ale również obsesja na punkcie cyborgów. W rozumieniu Muska, cyborgami są ludzie, których życie splata się z urządzeniami cyfrowymi. Systemy biologiczne i cyfrowe łączą się w coś, co właściciel Tesli nazywa cybernetycznym kolektywem. To system sieciowy, który – jak każdy inny system tego typu – można zainfekować.
Stąd – jak dowodzą autorzy – bierze się konsekwentna próba przejęcia przez Muska kontroli nad interfejsami: mediami społecznościowym, implantami neuronalnymi i sztuczną inteligencją. Chodzi o pewność, że powstaną właściwe wersje cyborgów. Suwerenność przez technologię obejmuje w tym ujęciu również suwerenność od ideologicznego zakażenia.
Zakażenie ma u Muska nazwę: wirus umysłowy, czyli błędna idea, która rozprzestrzenia się w umysłach ludzi. Jego świadectwem miały być ruch Black Lives Matter, spór o zaimki i obostrzenia covidowe.
Te ostatnie zagrażały ciągłości jego biznesów, bo zatrzymywały fabryki Tesli. W maju 2022 roku Musk napisał, że jeśli wirus nie zostanie powstrzymany, cywilizacja zostanie zniszczona, a ludzkość nigdy nie dotrze na Marsa.
Przejęcie Twittera było więc profilaktyką w walce z wirusem. Zdaniem Muska, platforma napędzała wcześniej ruch Occupy Wall Street, Black Lives Matter czy Me Too. Przemianowana na X miała napędzać rozprzestrzenianie się wirusa, dzięki któremu nastąpi wzrost poparcia dla ruchu MAGA i europejskich partii prawicowych oraz projektu, którego Slobodian i Tarnoff nazywają nacjonalistyczną międzynarodówką.
Zdaniem Muska, podobne profilaktyczne podejście należy zastosować w stosunku do modeli językowych, które są podstawą najpotężniejszych modeli sztucznej inteligencji. Według właściciela X, dane wejściowe, na których bazuje AI, są zainfekowane wokeizmem. Dlatego też stworzył xAI, które miało być odtrutką na to zjawisko. Jego sztuczna inteligencja miała maksymalnie poszukiwać prawdy.
Ostatnim krokiem w celu odtrucia umysłów było wejściem do samego mózgu państwa. Departament Efektywności Rządu, DOGE, stworzony po powrocie Donalda Trumpa do władzy w 2025 r., otworzył nowy etap relacji Muska z administracją rządową – nie kolejny kontrakt, lecz obecność w jej środku.
Deklarowanym celem było uproszczenie zarządzania i usunięcie marnotrawstwa oraz nadużyć. Zdaniem Slobodiana i Tarnoffa, chodziło o coś innego: o usunięcie tych, którą są zbędni albo stanowią ideowe zagrożenie. Państwo potraktowano jak wadliwy zbiór danych do oczyszczenia i optymalizacji. Musk chciał przeprogramować amerykańskiego Matrixa.
Muskizm – ekonomiczna doktyna XXI wieku?
Działania Muska składają się w jeden system, który może przetrwać jego twórcę. W tym systemie państwo zostaje klientem, bo nie potrafi lub nie chce już samo zbudować tego, czego potrzebuje. Interfejs – platforma, model językowy czy implant – pozwala kształtować to, co ludzie uważają za oczywiste.
Drugi element napędza pierwszy: im skuteczniej kształtuje się opinie, tym łatwiej, by u szczytu władzy znaleźli się zwolennicy imperium. Im jest ono większe, tym potężniejszy staje się jego właściciel.
Skoro muskizm jest doktryną, a nie życiorysem, to powinien dać się od życiorysu oddzielić. Ostatnie dwa lata poddały to założenie testowi. Przygoda z DOGE skończyła się spektakularną awanturą z Trumpem i rezygnacją Muska. Tesla traci udziały w rynku na rzecz chińskiej konkurencji, której sama pomogła urosnąć. X jest wart ułamek tego, co za niego zapłacono.
Gdyby Slobodian i Tarnoff mieli rację co do systemowego charakteru muskizmu, te turbulencje nie powinny mieć znaczenia. Jeśli jednak okaże się inaczej, książka opisze raczej epizod z historii niż kolejną epokę.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.

