Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Popierali syjonizm, z nadzieją patrzyli na Hitlera, chcieli ugody z ZSRR. Kim byli bracia Pruszyńscy?

Popierali syjonizm, z nadzieją patrzyli na Hitlera, chcieli ugody z ZSRR. Kim byli bracia Pruszyńscy? Autor ilustracji: Bruno Dziadkiewicz

Ksawery i Mieczysław Pruszyńscy. Mocarstwowcy, konserwatyści, bliscy współpracownicy Jerzego Giedroycia. Krytykowali Centralny Okręg Przemysłowy – najważniejszy symbol modernizacyjnego oblicza II RP. Sprzeciwiali się interwencji państwa w przedsiębiorczość, a jednocześnie niemalże czyni z tegoż państwa boga. Popierali żydowski syjonizm i niepodległość Izraela. Z nadzieją patrzyli na dojście Hitlera do władzy w Niemczech, a po wojnie optowali za ułożeniem stosunków ze Związkiem Radzieckim. Kim byli i dlaczego wyznawali takie, a nie inne poglądy?

Za sanacją, a nawet przeciw

Choć Ksawery i Mieczysław Pruszyńscy byli otwarci na współpracę z sanacją – obozem skupionym wokół Józefa Piłsudskiego, który doszedł do władzy w 1926 roku wskutek przewrotu majowego – nie stronili od krytyki rządzących. Dali temu wyraz na łamach własnego pisma „Problemy”. Przetrwało ono raptem pół roku, ale przez ten czas zdążyło zaznaczyć swój dystans np. wobec funkcjonowania obozu odosobnienia w Berezie Kartuskiej.

Obóz został utworzony w 1934 roku jako odpowiedź piłsudczyków na zabójstwo ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego. Dokonali go ukraińscy nacjonaliści, ale władze uznały, że zaostrzony kurs polityczny powinien obejmować nie tylko ich. W związku z tym do Berezy trafiali (bez wyroku sądu, tylko na podstawie decyzji administracyjnej) przeciwnicy sanacji wszelkiej maści, od narodowców, przez ludowców i komunistów, po nacjonalistów ukraińskich. Wszyscy byli tam izolowani oraz dręczeni fizycznie i psychicznie.

Adolf Bocheński w jednym z opublikowanych na łamach „Problemów” komentarzy podkreślał, że Bereza nie stanowi recepty na akty politycznego terroru (podpalenia budynków, napady na instytucje państwowe, niszczenie torów kolejowych, zamachy na urzędników itp.) i nie przyczyni się do zmniejszenia ich skali. Zdaniem publicysty utworzenie obozu może wpłynąć wyłącznie na dalszą radykalizację ukraińskich ekstremistów. Komunistów z kolei „zamknięto jedynie w celu większego poniżenia innych aresztantów”.

Ksawery Pruszyński zaznaczał natomiast, że Bereza to jedno z narzędzi stosowanych przez ówczesne władze dla przetrącenia kręgosłupa młodemu pokoleniu. Na taki kij mogła liczyć młodzież narodowa (dobrym przykładem jest zamknięty w Berezie w 1934 roku Bolesław Piasecki), z kolei na młodzież prosanacyjną czekała marchewka w postaci karier i stanowisk.

W jednym z tekstów starszy z braci posunął się wręcz do stwierdzenia, że obóz to jeden z dowodów na szerzenie się wpływów Wschodu w polskim życiu politycznym. Stanowi bowiem przykład nieliczenia się ze społeczeństwem, wybrania drogi (kontrskutecznego) przymusu i demoralizowania życia publicznego przez państwo. Tym samym niszczy się jego autorytet wobec obywateli.

Dodajmy, że spod pióra Pruszyńskich wyszedł także tekst 4 miesiące hańbienia. Autorstwo reportażu przypisuje się Ksaweremu, ale miał napisać go na podstawie wywiadu Mieczysława z jednym z więźniów.

W formie wspomnień utrwalał on obozowe przeżycia i przybliżył codzienność Berezy – tak brutalną, jak i upokarzającą jej „mieszkańców”, a zatem z moralnego punktu widzenia haniebną. Z politycznej perspektywy zaś bezsensowną, bo u wielu wzmacniającą niechęć, jeśli nawet nie nienawiść do państwa polskiego. Przy tym wszystkim Ksawery podkreślał, że krytyka tego instrumentu władzy nie stanowi zarazem akceptacji dla antypaństwowego programu niektórych osadzonych.

Nic dziwnego, że takie postawienie sprawy nie podobało się sanacji i 4 miesiące hańbienia przyczyniły się do konfiskaty drugiego numeru „Problemów”. Cenzura interweniowała zresztą o wiele częściej, co siłą rzeczy nie polepszało finansowej pozycji pisma. Po kilku miesiącach przeszło ono do historii, a niebawem bracia wrócili na łamy „Buntu Młodych”.

Jeśli chodzi jeszcze o Berezę, to podobno Ksawery wraz z Adolfem Bocheńskim nosili się nawet z zamiarem zgłoszenia się jako ochotnicy do obozu. Miała to być przede wszystkim przemyślania akcja polityczna, ale do pewnego stopnia także demonstracja moralna, wyrażenie niezgody na tego typu praktyki piłsudczyków. Ostatecznie do tego nie doszło.

Przy tym całym krytycyzmie Pruszyńscy – podobnie jak środowisko skupione wokół Jerzego Giedroycia, którego zresztą bracia byli częścią – nie wykluczali całkowicie współpracy z piłsudczykami. W jednym z listów Giedroyc pisał do Mieczysława Pruszyńskiego: „Z sanacją [łączy nas] zmiana konstytucji, wzmocnienie władzy, uniezależnienie prezydenta od partyjniactwa […]. Uważamy, że w tej chwili z nimi tylko można coś robić, potem już sami młodzi dokończymy”.

Adresat również był otwarty na pewne zbliżenie z rządzącymi, o czym przypominał w artykule Opozycja Jego Królewskiej Mości. Zgodnie z nim, to on i jego środowisko, środowisko mocarstwowców, reprezentują „opozycyjność realną“, to znaczy dyktowaną troską o interes państwa. Jak pisał, to „opozycja w stosunku do przyjaciół, których się bardzo szanuje, którzy są bardzo mądrzy, ale którzy się jednak czasem mylą…”.

Konserwatyści?

Jaki był stosunek Pruszyńskich do konserwatyzmu? Odpowiedź przybliża treść artykułu Ksawerego z 1933 roku zatytułowanego „Bunt młodych” – mocarstwowcy – konserwatyzm.

Konserwatyzm jawi się tu nie tyle jako sposób myślenia, co historyczny ruch polityczny, sprowadzony do „szkoły stańczyków krakowskich i epizodu Wielopolskiego”. Przełomową datą w jego dziejach był według autora rok 1918 i odzyskanie przez Polskę niepodległości.

Sprawiło to, że dotychczasowy dorobek zachowawców stał się anachroniczny: „Dawna ideologia konserwatywna jako program, jako myśl, przez zniszczenie podstaw i przesłanek, na których ją oparto, przestała istnieć. Nowa nie powstała”.

Prof. Maciej Zakrzewski, badacz myśli politycznej środowiska „Buntu Młodych” i „Polityki”, uznał tekst starszego z Pruszyńskich wręcz za „manifest śmierci konserwatyzmu”. Zarazem to zerwanie miało bardziej symboliczny niż realny charakter, wpisując się w szersze zjawisko.

Wśród przedstawicieli młodego pokolenia – także innych ruchów politycznych – również nie brakowało kontestatorów spuścizny „przodków”. Niemniej, podobnie jak w przypadku mocarstwowców, owa kontestacja nie musiała się wiązać z ich definitywnym przekreśleniem.

Przykładem mogą być słowa Adolfa Bocheńskiego skierowane do zwolenników Myśli Mocarstwowej na jednym ze spotkań: „Ze wstrętem odsuwamy się dziś od wielu konserwatystów dzisiejszych, których najszczytniejszym marzeniem jest całowanie brudnych łap rozmaitych Nakoniecznikowów i Bernackich.

Niemniej wielka i wiekopomna myśl polityczna szkoły krakowskiej, zarówno oparta na głębokiej wiedzy historycznej, jak patryjotyczna i dla kraju zbawienna myśl Szujskich, Kalinków, Tarnowskich, Bobrzyńskich nie może nie być przewodnikiem w tych oto wywodach” – przekonywał autor książki Między Niemcami a Rosją.

„Z naszych dalekich dzierżaw salutujemy pamięci tego, który nas nauczył wbrew frazesom i łatwiźnie swych poprzedników, że Polska upadła z [powodu] wad własnych, z braku silnego rządu, że podniesie się tylko podniesieniem społecznym, że tylko silnym rządem stać może” – z kolei tak Ksawery Pruszyński żegnał Michała Bobrzyńskiego, prawnika i historyka, jednego z najważniejszych przedstawicieli krakowskich konserwatystów („stańczyków”).

W innym miejscu uzupełniał tę myśl: „Kiedyś opinia polska zasalutuje tej postawie, jak salutujemy w chwili obecnej my, którzy możemy ją w świetle historii zrozumieć – ale już na niej budować nie możemy”. Pruszyński podkreślał, że choć diagnozy dawnych polskich zachowawców są już nieaktualne, wyznaczone przez nich kierunki myślenia wciąż mogą inspirować.

Społeczna rola katolicyzmu, szacunek dla własności prywatnej, antyrosyjska linia w polityce zagranicznej, dialog z „mniejszościami narodowymi słowiańskimi”, konieczność wypracowania przez państwo polityki wobec Żydów, wreszcie pamięć o wielkomocarstwowych tradycjach Polski („państwa unii jagiellońskiej”) – to były punkty wyjścia łączące „stańczyków” i środowisko, z którym związani byli Pruszyńscy.

„Ten program w dużej mierze odpowiadał linii wytyczonej przez konserwatystów […]. W trzech kluczowych obszarach publicystyki «Buntu Młodych» i «Polityki», tj. geopolityki, ustroju i polityki wobec mniejszości (głównie ukraińskiej), trzymano się nie tyle wcześniej wypracowanych schematów, ile nakreślonych kierunków, w ramach których formułowano nowe treści” – pisał Maciej Zakrzewski w monografii Rewolucja konserwatywna – przypadek polski. Myśl polityczna środowiska „Buntu Młodych” i „Polityki” (1931-1939)”.

Na czym jeszcze możemy budować Polskę? Na „wielkiej idei”, której potrzebę głosił już Stefan Żeromski – odpowiadał starszy z braci.

Państwo ponad wszystko

Czas zatem ruszyć śladem wybitnego literata. Choć należałoby skorygować nieco jego wyobrażenia, polegające na poszukiwaniu potężnego i rozbudzającego wyobraźnię celu, który byłby w stanie zjednoczyć obywateli odrodzonego państwa. Reforma rolna, budowa Gdyni, industrializacja kraju itd. to bowiem jedynie niejako produkty zastępcze, które nie dadzą się przekuć w ideę obejmującą i spajającą społeczeństwo. Ideę, którą „ludzie mogliby oddychać, jak powietrzem”.

W tym kontekście Ksawery z nadzieją patrzył na najmłodszą generację Polaków, dorastającą w warunkach własnej państwowości. „Zapatrzyła się ona na życie całe, w czystym blasku Polski Jagiellońskiej, mocarstwa, które było koniecznością zachowania niepodległości, a przecież swojego gmachu nie wzniosło krzywdą milionów, a niewolnych milionów «równaniem w górę»” – pisał w artykule Żeromski, Rostworowski i – świty.

„Niestety, szerokie rzesze społeczne w ciągu dekad zaborów przywykły do traktowania państwa w kategoriach wroga i odrodzenie się Polski tego nie zmieniło” – to już Mieczysław Pruszyński i teza z tekstu pt. Państwo przez duże P.

Jak temu zaradzić? Młodszy z braci widział dwa rozwiązania. Po pierwsze, szerzenie na jak najszerszą skalę koncepcji państwa jako nadrzędnej, immanentnej wartości. Pisał: „Musimy […] być skrajnymi państwowcami. Mówimy sobie krótko, prosto z mostu: nie po to przez 123 lata krwawiliśmy się w bezprzykładnej w dziejach świata martyrologii, by osiągnąwszy własne Państwo bimbać sobie z niego”.

Po drugie, jeśli państwo jest najważniejsze, to jego interes również i należy mu podporządkować wszelkie inne interesy: klasowe, narodowe, grupowe, wyznaniowe itp. Z takim absolutyzowaniem państwa polemizowali obydwaj bracia Bocheńscy. Adolf argumentował w liście do Mieczysława: „Pewne rzeczy, jak np. honor i jakaś ordynarna uczciwość muszą stać ponad normami politycznymi i wszelkiego autoramentu «interesami»”.

Z kolei Aleksander zwracał uwagę, że takie ujęcie, bliskie statolatrii może służyć organom państwa jako swoisty parawan dla toczących je patologii: „Nie można z góry powiedzieć: ten Pan [policjant] ma orzełka, więc wszystko co robi to dobrze… […], musimy my, bardzo ostro, z bardzo bliska i bardzo bezwzględnie pilnować, aby ten orzełek nie stał się symbolem świństwa […]. Musimy pilnować, aby państwo to było więcej, jak nahajką”.

Niezależnie od powyższych rozważań i Adolf Bocheński, i Mieczysław pozostawali krytyczni wobec idei państwa narodowego, ku któremu dążyła endecja. Jako mocarstwowcy kierowali bowiem swój wzrok w stronę „państwa potężnego”, a perspektywa „etnograficzna” niosła ze sobą zbyt wąskie horyzonty, zaprzeczające temu celowi.

Choć historycznie zrozumiała (wynikająca według Mieczysława z naszych XIX-wiecznych klęsk), prowadziła do redukcji potencjału polskiego państwa. Innymi słowy, jej podstawową wadą była orientacja „in minus”, a nie „in plus” – zarówno w zakresie środków, jak i celów.

Zamiast walki klas – solidaryzm

Na trzeci tor. Bałagan czy porządek – to jeden z ważniejszych głosów Mieczysława Pruszyńskiego w kwestiach gospodarczych. Publicysta przekonywał w nim, że dobro jednostki i dobro klasy społecznej nie muszą się wykluczać, a rolą państwa jest łagodzenie potencjalnych konfliktów na linii kapitała – świat pracy.

W artykule nie zabrakło też postulatów przywoływanych niemal bezpośrednio za encykliką papieża Piusa XI Quadragesimo anno, takich jak prawa pracowników do godziwego zarobku. Zarazem Pruszyński dowodził, że prawo to nie może być stosowane bezwarunkowo w realiach gospodarki rynkowej, ale jest uzależnione od kondycji finansowej danego przedsiębiorstwa.

Niemniej, jeśli pracodawca dysponuje zasobami, powinien je przeznaczyć nie tylko na inwestycje, ale i odpowiednie wynagrodzenie robotników. Oba kierunki służą w dalszej perspektywie rozwojowi firmy, a to leży w interesie zarówno wynagradzającego, jak i wynagradzanych.

Zamiast konfliktu uczestników życia gospodarczego kompromis, zamiast walki klas solidaryzm gospodarczy – do tego stanowiska młodszy z Pruszyńskich wracał wielokrotnie, zwłaszcza w dobie Wielkiego Kryzysu.

Wytwórcy nową elitą polityczną

Ciekawe są wnioski końcowe artykułu. Według Mieczysława ważnym punktem mocarstwowego programu gospodarczego powinien bowiem być parlament złożony z przedstawicieli organizacji zawodowych.

„Cóż […] jest istotą parlamentaryzmu?” – pytał. I odpowiadał: „Jest nią wyłonienie ze społeczeństwa najbardziej wartościowych jednostek, wytworzenie elity, biorącej na swe barki ciężar kierowania państwem oraz odpowiedzialność za losy tego państwa. Te elity uzyskać możemy nie w formie 5-przymiotnikowego głosowania. Lecz w drodze emanacji ze związków zawodowych”.

I nie był to bynajmniej jednorazowy epizod w intelektualnym życiu młodszego z braci. Wystarczy wziąć do ręki tekst O państwo wytwórców, gdzie publicysta „Buntu Młodych” pisał, że „na miejsce dzisiejszego parlamentaryzmu demokratycznego, opartego na funkcji «urodzenia», wprowadzamy parlament zawodowy, oparty na funkcji «wytwórczości» […]. Moment «wytwórczości» jest jedynym kryterium praw obywatela”.

Wizja „uzawodowionej” władzy ustawodawczej w kryzysowych warunkach musiała jednak ustąpić szerzącemu się gwałtownie problemowi bezrobocia i wynikającej z niego nędzy setek tysięcy osób.

Krytyka Centralnego Okręgu Przemysłowego

Na łamach „Buntu Młodych” nie znajdziemy sążnistych analiz kryzysu i rozbudowanych propozycji wyjścia z niego. Przeważa forma reporterska, relacje z miejsc szczególnie dotkniętych gospodarczym załamaniem, mające uwrażliwiać społeczeństwo, w tym świat kapitału, na sytuację osób pozbawionych pracy lub pracujących na część etatu.

Młodzi konserwatyści za sprawą tego typu tekstów, można by rzec, apelowali do sumień fabrykantów, wzywali do solidarności z najbardziej poszkodowanymi. Skoro razem z robotnikami jesteśmy odpowiedzialni za zakład w czasach prosperity, musimy nieść tę odpowiedzialność wspólnie w epoce regresu – zdawali się wołać młodzi zachowawcy.

Jak sugeruje Maciej Zakrzewski, widać tu nawiązania do dawnej wrażliwości społecznej, kształtowanej m.in. przez Stefana Żeromskiego. Jeszcze raz oddajmy głos Mieczysławowi Pruszyńskiemu:

„To co my robimy. Pisać, mówić, krzyczeć o bezrobociu. O nędzy, o tem, że w Zagłębiu bezrobotni nie mają co jeść, w Żyrardowie też, w Annopolu też. Niech beztroski burżuj – gdy idzie do kina – ma choć wyrzut sumienia. Może wreszcie zrozumie, że nie ma prawa chodzić do kina, póki jest chociaż jeden głodny bezrobotny w Polsce” (To czem się brzydzimy, 1934).

Gdzie w tym wszystkim miejsce dla państwa? Z tych i innych tekstów wynika sugestia, że aparat administracyjny powinien być raczej mediatorem niż arbitrem w przestrzeni zarezerwowanej dla pracodawcy i pracobiorców.

Z pewnością nie powinien być aktywnym graczem gospodarczym, co widać chociażby po stosunku braci Pruszyńskich do Centralnego Okręgu Przemysłowego. COP nie spotkał się z ciepłym przyjęciem Mieczysława, który podkreślał, że państwo, jeśli ma inwestować, to w infrastrukturę, a budowę zakładów należy pozostawić inicjatywie prywatnej.

Lepiej uregulować Wisłę niż stawiać kolejne fabryki – głosił młodszy Pruszyński. Wskazywał również na inne mankamenty tego projektu, jak chociażby ryzyko, że koncentracja przemysłu w tym regionie może równać się niedorozwojowi gospodarczemu w innych. Również teza, że potencjalne trudności pozostałych części kraju okażą się przejściowe, a COP stanie się kołem zamachowym całej polskiej gospodarki, była według tegoż wielce dyskusyjna.

Kreślił raczej pesymistyczny scenariusz: „Okręg nie będzie mógł być oazą produkcji na tle rozbrojonego gospodarczo kraju ani oazą dobrobytu na tle ogólnej biedy”. W podobnym tonie pisał Ksawery na łamach wileńskiego „Słowa”, podsumowując: „Daliśmy, dajemy wciąż dowody, że talentów do gospodarzenia nam brak”.

Polscy syjoniści i zwolennicy niepodległego Izraela

„Syjonizm musi być formą życia żydowskiej przyszłości. Trzeba wyjść z błędu starszej generacji i trzeba mu podać rękę” – te słowa można uznać za przewodnią myśl Ksawerego Pruszyńskiego w „kwestii żydowskiej”.

Autor Palestyny po raz trzeci wychodził z założenia, że dobrowolna emigracja polskich Żydów na Bliski Wschód i budowa tam państwa Izrael to nie mrzonka, ale realny projekt polityczny. Projekt, który nie tylko może wyzwalać Żydów nad Wisłą spod wpływów komunizmu i rozładować napięte relacje polsko-żydowskie, ale wręcz wpływać na diasporę żydowską rozsianą po całym świecie.

Oddzielenie zaś społeczności żydowskiej od ideologii komunistycznej to zagadnienie fundamentalne. Tertium non datur – „Moskwa albo Jerozolima. Jerozolima ma sto lat do odrobienia, ale walczy z powodzeniem”.

Zbiór reportaży Palestyna po raz trzeci powstał jako efekt 5-tygodniowego pobytu Ksawerego na Bliskim Wschodzie w 1933 roku. To swoista kronika zmagań Żydów o własny byt państwowy, nieraz okraszonych potem i krwią.

„Słuchano go [na odczytach] z zapartym tchem, gdy z przejęciem opowiadał o ciężkiej pracy pierwszych osadników, którzy malaryczne bagna, skaliste wzgórza i piaszczyste odludzia przemieniali w pardessy” – tak Mieczysław komentował spotkania autorskie swojego brata, organizowane w większych miastach Galicji.

Publikacja stała się zresztą wydarzeniem w świecie literackim i świecie politycznym, nie tylko polskim, ale i żydowskim. Czy rzeczywiście „na wielu spotkaniach autorskich wdzięczni słuchacze nosili pisarza na rękach”? Tego się już nie dowiemy, ale zainteresowanie sprawami Żydów pozostało u starszego Pruszyńskiego również po zakończeniu II wojny światowej.

W 1947 roku Ksawery znalazł się w składzie specjalnej Komisji ds. Palestyny przy ONZ, zostając przewodniczącym Podkomisji numer 1. Jej zadaniem było opracowanie projektu podziału Palestyny na dwa państwa: arabskie i żydowskie. W listopadzie 1947 roku, podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ, wnioski przedłożone przez Podkomisję przegłosowano jako Rezolucję nr 181 – od tego momentu można datować początek państwa Izrael.

Nadzieja w Hitlerze, odwilż z Rosją

A co bracia Pruszyńscy sądzili o geopolitycznym przekleństwie Drugiej Rzeczpospolitej, czyli sąsiadowaniu z III Rzeszą i Związkiem Radzieckim? Na dojście do władzy Hitlera w 1933 roku Ksawery zareagował z nadzieją, uznając, że zerwie on z tradycją sojuszu niemiecko (prusko)-rosyjskiego i będzie stanowił zaporę dla komunizmu.

Liczył też na to, że nowy kanclerz skoncentruje się na polityce wewnętrznej, a „jeśli tak będzie rzeczywiście, to staniemy przed możliwościami tak wielkimi, jakich nie było dla nas od dnia 6 sierpnia 1914 r.”.

Z kolei 1939 rok i załamanie stosunków polsko-niemieckich musiało pociągnąć za sobą rewizję powyższych poglądów. Niemniej, Mieczysław wciąż wierzył w normalizację na linii Warszawa – Berlin. Jeszcze w czerwcu 1939 postulował, aby nie nadawać specjalnego znaczenia każdemu epizodowi antypolskiemu w Gdańsku.

II wojna światowa i powojnie to już ewolucja braci ku polityce ugody wobec ZSRR. Początkowo Ksawery do 1941 roku postrzegał Sowietów jako kolosa na glinianych nogach i podważał ich wartość jako ewentualnego członka koalicji antyhitlerowskiej.

Przede wszystkim Związek Radziecki był zaś dla niego jednym z naszych dwóch okupantów i wrogów. W związku z tym nie dziwią słowa tekstu z czerwca 1941: „Jeśli przyjaźń niemiecko-rosyjska jest dla Polski zawsze fatalna, to nieprzyjaźń tych obu narodów jest dla nas zbawienna”.

Stopniowo ta optyka się jednak zmieniała, na co bez wątpienie wpłynęło objęcie przez pisarza i publicystę posady attaché kulturalnego w Kujbyszewie. Poznając bliżej ZSRR, widział w nim już nie tylko państwo imperialne, ale również kraj z nową, oficerską klasą polityczną, pełną „odwagi, inteligencji, wykształcenia, zmysłu organizacyjnego”.

To fragment artykułu Wobec Rosji (1942), który stanowił świadectwo nowej postawy Pruszyńskiego. Zgodnie z nią Polska była skazana na „wieczne sąsiedztwo” z Rosją i wobec tego musiała dążyć do unormowania wzajemnych stosunków, nawet na rosyjskich (radzieckich) warunkach.

W grę wchodziła nawet rezygnacja z ziem za Bugiem, ale za to z pozyskaniem terenów w Prusach Wschodnich i do linii Odry. „Upraszczając, można stwierdzić, że [Ksawery] Pruszyński rozumiejąc, iż nie można wypchnąć Rosji ku wschodowi, widział szansę w odepchnięciu Niemiec ku zachodowi” – pisał Maciej Zakrzewski w książce Rewolucja konserwatywna – przypadek polski. Myśl polityczna środowiska «Buntu Młodych» i «Polityki».

Finałowym punktem tej orientacyjnej zmiany była biografia Aleksandra Wielopolskiego, opublikowana po raz pierwszy w 1944 roku. Ukazywała ona dawnego namiestnika rządu cywilnego Królestwa Polskiego jako historyczny wzorzec dla współczesnego polityka. Dla kogoś, kto zda sobie sprawę, że „trzeba ciąć, trzeba łamać” społeczny opór, aby porozumieć się z Rosją, tym razem w sowieckim wcieleniu.

***

Po wojnie Ksawery wrócił do Polski i w duchu tak pojmowanego przez siebie realizmu politycznego nawiązał współpracę z władzami komunistycznymi. W latach 1948–1950 pełnił funkcję ministra pełnomocnego i posła nadzwyczajnego w Holandii. Zginął w 1950 roku w wypadku samochodowym.

Mieczysław również powrócił do kraju, gdzie zajął się doradztwem ekonomicznym oraz działalnością publicystyczną (współpracował z „Tygodnikiem Powszechnym”).

Ich drogi z Jerzym Giedroyciem rozeszły się natomiast na dobre. Twórca „Kultury” uważał postawę Pruszyńskich za oportunizm oraz kapitulanctwo i choć wyrażał żal, że „wylądowali po tamtej stronie”, nie utrzymywał z nimi kontaktów. Miejsce Mieczysława i Ksawerego u jego boku zajęli nowi współpracownicy, m.in. Juliusz Mieroszewski.

Przy pisaniu tekstu korzystałem z publikacji: „Różne twarze Ksawera Pruszyńskiego” Krzysztofa Masłonia, „Pruszyński i Wielopolski, albo sztuka kolaboracji” Andrzeja Nowaka, „Migawki wspomnień” Mieczysława Pruszyńskiego oraz „Rewolucja konserwatywna – przypadek polski. Myśl polityczna środowiska «Buntu Młodych» i «Polityki» (1931-1939)” Macieja Zakrzewskiego.

Publikacja jest częścią projektu „Mocarstwo idei – Jerzy Giedroyc przedwojenny”  dofinansowanego ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach programu „Patriotyzm Jutra. Wielkie Rocznice – edycja 2026”. Wszystkie materiały w ramach projektu udostępnione są na licencji CC BY. Zachęcamy do ich  przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.