Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Demony się budzą. Za rosnącą popularnością AfD stoi nieprzepracowana przez Niemców przeszłość

Demony się budzą. Za rosnącą popularnością AfD stoi nieprzepracowana przez Niemców przeszłość źródło: Unsplash

Jednym z powodów rosnącej popularności Alternatywy dla Niemiec – nie tylko w landach wschodnich, ale coraz częściej także na zachodzie – są opisywane przez amerykańską badaczkę Monicę Black niezmiennie krążące wśród Niemców demony nieprzepracowanej narodowosocjalistycznej przeszłości.

Marek Jurek skomentował wyborcze zwycięstwo Alternatywy dla Niemiec w Saksonii-Anhalt obszernym wpisem na X, który szeroko rozszedł się w sieci. Polityk i publicysta zasugerował, że siłą napędzającą kolejne polityczne sukcesy AfD (cementującej swoją pozycję już nie tylko we wschodnich krajach związkowych, ale coraz częściej także na terenie dawnej Republiki Federalnej Niemiec), jest systematyczne utwierdzanie niemieckiego społeczeństwa w poczuciu krzywdy.

„[…] poczucie krzywdy (inni byli silni, gdy Niemcy były pozbawione narodowej jedności, »samostanowienia«) legło u genezy Drugiej Rzeszy, drugie poczucie krzywdy (Niemcy mają takie samo prawo do światowej ekspansji jak Anglia czy Francja) skutkowało pierwszą wojną światową, trzecie, największe – »krzywdy wersalskiej« – przyniosło nazizm i wojnę totalną.

Za każdym razem to poczucie krzywdy kierowało Niemcy przeciw Europie i ku montowaniu koalicji rewizjonistycznych” – diagnozuje intelektualista, nie wspominając jednak o najważniejszym dla zrozumienia politycznych wyborów współczesnych Niemców czwartym, powojennym „poczuciu krzywdy”.

To właśnie ono – zrodzone z klęski Adolfa Hitlera, na gruzach zbombardowanych przez aliantów miast – stworzyło współczesne niemieckie społeczeństwo. Stanowi też jeden z interpretacyjnych kluczy do zrozumienia rosnącej popularności Alternatywy dla Niemiec.

Apel niewysłuchany

Krótko po zakończeniu II wojny światowej niemiecki psychiatra i filozof Karl Jaspers wygłosił serię wykładów, które zostały następnie opublikowane w formie rozprawy Problem winy. O politycznej odpowiedzialności Niemiec.

Myśliciel – sam w 1937 roku zwolniony z uczelni z powodu żydowskiego pochodzenia swojej żony – apelował do rodaków: „Doprawdy, my, Niemcy, mamy bez wyjątku obowiązek uzyskania jasności w sprawie naszej winy i wyciągnięcia stąd konsekwencji […]. Dla duszy niemieckiej jest to sprawa życia i śmierci. Jedynie odpowiedź w tej sprawie umożliwi nam zwrot, w którym przez powrót do samych źródeł naszej istoty dokona się odnowa”.

Niemiecki intelektualista nie przekonał in gremio rodaków do tego poglądu. Świadczą o tym m.in. obserwacje dokonane przez niemiecką filozofkę Hannah Arendt, która – inaczej niż jej bliski przyjaciel Jaspers – opuściła Niemcy już w 1933 roku.

Ojczyznę odwiedziła dopiero po 16 latach. Swoje przemyślenia z pięciomiesięcznego pobytu opublikowała w miesięczniku „Commentary” (zostały one przetłumaczone i opublikowane w „Przeglądzie Politycznym” pod tytułem Wizyta w Niemczech). Arendt uderzyło to, z jaką obojętnością Niemcy odnoszą się do „koszmaru zniszczeń i okropności wojny”.

„Na każdym niemal kroku zwraca uwagę ów brak reakcji na to, co się wydarzyło i zarazem trudno jednak powiedzieć, czy to, z czym ma się do czynienia, jest rozmyślną odmową uczestniczenia w żałobie, czy raczej jest to przejaw autentycznej niezdolności do okazywania uczuć […]. A obojętność, z jaką poruszają się [Niemcy] pośród ruin, znajduje swoiste dopełnienie w tym, że nikt spośród nich nie opłakuje zmarłych” – pisała.

Filozofka, opisując powojenne społeczeństwo niemieckie, wskazywała na powszechną nieczułość połączoną z „brutalną odmową, żeby stanąć twarzą w twarz wobec tego, co się stało i zechcieć przyjąć zaistniałe fakty do akceptującej wiadomości”.

Arendt wymienia także typową dla Niemców tamtego czasu postawę zestawiania cierpień własnego narodu z cierpieniami innych, co ma dać do zrozumienia, „że bilans po obu stronach wypada tak samo i że wobec tego można zmienić temat rozmowy na ciekawszy”.

„Tę obojętność, a także irytację, która się pojawia, ilekroć próbuje się krytykować takie zachowania, można zaobserwować u ludzi o różnym poziomie wykształcenia […]. Przeciętny Niemiec szuka przyczyn minionej wojny nie w poczynaniach władz nazistowskich, lecz w wydarzeniach, które doprowadziły do wygnania Adama i Ewy z raju. Tego rodzaju ucieczka od rzeczywistości jest oczywiście również ucieczką od odpowiedzialności” – konkluduje w Wizycie w Niemczech.

Milczenie zamiast winy

Współczesna amerykańska historyczka, specjalistka od historii społecznej i kulturowej Niemiec XX wieku Monica Black podążyła tropami Arendt i Jaspersa, rozbudowując je o własną analizę i intrygujące wnioski.

W książce A demon-haunted land. Witches, wonder doctors, and the ghosts of the past in post-WWII Germany (wydanej w Polsce w 2021 roku pod tytułem Niemcy opętane) pisze o „duchowych skutkach” nierozliczenia się przez niemieckie społeczeństwo z własną przeszłością.

Po II wojnie światowej poczucie winy (uobecniające się przede wszystkim wśród części niemieckich intelektualistów) bardzo szybko zastąpione zostało powszechnym poczuciem krzywdy. Masowy lęk przed „winą zbiorową” skutkował „kulturą upartego milczenia”, umożliwiającą Niemcom „zachować poczucie godności”.

Nieliczni Niemcy, którzy bronili tezy o zbiorowej winie zrównywani byli z nazistami. Taką analogią już w 1949 roku publicznie posłużył się pierwszy prezydent RFN Theodor Heuss. W przemówieniu do członków Towarzystwa Współpracy Chrześcijan i Żydów podkreślał:

„Mówi się o »winie zbiorowej« narodu niemieckiego. Pojęcie to i związane z nim skojarzenia stanowią łatwe uproszczenie, odwołują się, á rebours, do sposobu, w jaki naziści zwykli postrzegać Żydów – już samo bycie Żydem łączyło się z pierwiastkiem winy […].

Najgorszą krzywdą, jaką wyrządził nam Hitler – a wyrządził nam ich wiele – jest to, że wpędził nas w poczucie wstydu, iż wraz z nim i jego pomagierami nosimy miano Niemców” (cytat za: Ralph Giordano Druga wina, czyli o ciężarze bycia Niemcem).

Po zakończeniu wojny Niemcy otrzepali się z pyłu zrujnowanych miast, zaczęli powoli usuwać gruz spod stóp i skupili się na odbudowie. Ci, w których umysłach w ogóle pojawiała się myśl związana z tragedią i okrucieństwem wojny, ekonomicznym i politycznym upadkiem państwa, odpowiedzialnością za dokonane zbrodnie – najczęściej skrywali ją za zasłoną milczenia.

„Niemcy wprawdzie rozmawiali – i to wręcz obsesyjnie – o własnych stratach, ale mnóstwa innych tematów po prostu nie poruszali, a przynajmniej nie robili tego publicznie ze względu na lojalność wobec minionego reżimu, udział w prześladowaniach Żydów i łupienie ich majątków, ludobójstwo i zbrodnie wojenne” – zauważa autorka Niemiec opętanych.

Moralne bankructwo

Amerykańska historyczka, którą trudno posądzić o antyniemiecki resentyment, formułuję też inną tezę: po II wojnie światowej w Niemczech Zachodnich doszło do surrealistycznego przejścia od bandyckiej dyktatury do demokracji, od złodziejstwa na wielką skalę i masowych mordów do „normalnego życia” – bez rozliczenia zbrodni, za to ze świadomie odrzuconą denazyfikacją przeprowadzoną na masową skalę i – równie umyślnie – przyjętym modelem integracji zbrodniarzy nazistowskich z ludnością.

„Wielu z nich [nazistów] znalazło ciepłe posadki w nowych społecznych i politycznych realiach. Przeróżne stanowiska – od władzy ustawodawczej, wykonawczej, sądowej i policji po branżę medyczną i edukacją – wciąż zajmowali eksnaziści” – pisze Monica Black. Dla porządku dodajmy, że również w Niemieckiej Republice Demokratycznej w ramach „małego pokoju ze sprawcami” powszechne były kariery byłych członków NSDAP w komunistycznym aparacie państwowym.

Do podobnego wniosku przed amerykańską badaczką doszedł niemiecki filozof Hermann Lübbe, wskazując, że zmowa milczenia wokół nazistowskich zbrodni stała się fundamentalnym czynnikiem dającym możliwość przekształcenia dawnego kraju w nowy, „społeczno-psychologiczną i niezbędną politycznie osią przemiany naszej powojennej ludności w obywateli Republiki Federalnej Niemiec” (cytat za: Niemcy opętane).

Stan wyparcia utrzymywał się w kolejnych latach – podparty opowieścią o sukcesie odbudowy, cudzie ekonomicznym, prężnie funkcjonującej gospodarce kapitalistycznej, w ramach której równie sprawnie działa system opieki społecznej. Inaczej mówiąc: prospericie materialnej państwa towarzyszyło bankructwo etyczne jego społeczeństwa.

Demony znów aktywne

Nie widząc winy w sobie – zgodnie z mechaniką kozła ofiarnego René Girarda – Niemcy przerzucili ją na… czarownice i czarowników. W latach 1947-1965 na terenie całego kraju – od katolickiej Bawarii po protestancki Szlezwik-Holsztyn, toczyły się liczne procesy związane z oskarżeniami o czary.

Psychoza na punkcie rzekomych czarownic nie wzięła się znikąd – stały za nią tłumione emocje i wyrzuty sumienia, lęk przed zdemaskowaniem wojennej przeszłości, nieprzepracowane międzysąsiedzkie urazy i spory.

„Oskarżenie sąsiada o czarownictwo pozwalało na publiczne przewentylowanie rozmaitych żalów i lęków, a zarazem na ich przesłonięcie, ukrycie pod inną nazwą, stłumienie” – pisze Monica Black. Wskazanie palcem na czarownicę (kozła ofiarnego) na krótko przywracało spokój w lokalnych społecznościach. Choć był to spokój pozorny.

Jedną z perspektyw interpretacyjnych pozwalających zrozumieć rosnącą popularność Alternatywy dla Niemiec – nie tylko w landach wschodnich, ale coraz częściej także na zachodzie – są opisywane przez Monicę Black niezmiennie krążące wśród Niemców demony nieprzepracowanej narodowosocjalistycznej przeszłości.

„Dawne wartości – te, które w ogóle umożliwiły powstanie narodowego socjalizmu – nie zniknęły, choć stały się właściwie tabu […]. Wielu funkcjonariuszy dawnego porządku szybko odzyskało władze i wpływy. Nie odstąpiono tak do końca od dawnych wartości.

Nowy świat musiał się formować w ich towarzystwie […]. Bo co naprawdę może oznaczać – dla nas wszystkich – jeśli naród tak szybko przechodzi od budowy Auschwitz do tworzenia dostatniego, jarzącego się blaskiem neonów świata?” (Niemcy opętane).

Nawiązując do metafory amerykańskiej badaczki – Niemcy nigdy nie zdecydowali się egzorcyzmować demonów narodowego socjalizmu z duszy własnego narodu. Zamiast tego uciszyli je, stosując środek nasenny w postaci sprawnie działającej demokracji, dobrze prosperującej gospodarki, eleganckich, sterylnie czystych miast i konsumpcjonizmu. Uśpione demony z czasem uodporniły się na stosowane doraźnie lekarstwo. Wydaje się, że za sprawą AfD coraz silniej manifestują swoją obecność wśród niemieckiego społeczeństwa.

Poczucie krzywdy i odrzucenie kategorii winy, na których ufundowane zostało powojenne niemieckie społeczeństwo, to jedna z podstawowych narracji Alternatywy dla Niemiec, przyjmowana za własną przez miliony Niemców (AfD w wyborach do Bundestagu w lutym 2025 roku zyskała historycznie wysoki wynik, uzyskując 152 mandaty, co uczyniło partię drugą siłą polityczną po CDU/CSU).

Jeden najbardziej rozpoznawalnych i wpływowych polityków AfD Björn Höcke uważa, że „idiotyczna polityka rozprawy z własną historią paraliżuje [niemieckie] społeczeństwo”. Wtóruje mu liderka partii Alice Weidel, podkreślając, że Niemcy powinny „odzyskać prawo do pozytywnej tożsamości narodowej”. Żeby zaś tak się stało, należy zredefiniować obecną politykę pamięci, która „nadmiernie skupia się na winie”.

Tego typu głosom towarzyszy – znane także z powojennej historii Niemiec – bagatelizowanie niemieckich zbrodni z czasów II wojny światowej. Były lider AfD Alexander Gauland twierdził na przykład, że „Hitler i naziści to tylko ptasi kleks na ponad tysiącletniej historii Niemiec” (wszystkie cytaty pochodzą ze wstępu Joanny Nikel do książki Druga wina, czyli o ciężarze bycia Niemcem).

Przed postawą charakterystyczną dla większości powojennych Niemców, a obecnie również dla liderów i wyborców AfD, przestrzegał dokładnie 80 lat temu przywoływany już Karl Jaspers. Niemiecki filozof, sam będąc ofiarą narodowosocjalistycznej polityki, uważał, że oczyszczenie wynikające z przyjęcia „świadomości winy” jest warunkiem wolności politycznej niemieckiego społeczeństwa.

„Dopiero bowiem ze świadomości winy wyłania się świadomość solidarności i współodpowiedzialności, bez których nie ma wolności. Wolność polityczna zaczyna się od tego, że większość jednostek w narodzie poczuwa się do współodpowiedzialności za politykę własnej społeczności; że jednostka nie tylko czegoś pragnie i na coś psioczy, lecz raczej od siebie samej wymaga realizmu, a nie działania kierującego się wiarą w raj na ziemi, niezrealizowany dotąd tylko na skutek cudzej głupoty lub złej woli, wiarą, która w polityce jest zupełnie nie na miejscu […]” – podkreślał w Problemie winy.  I dodawał: „bez oczyszczenia duszy, nie ma wolności politycznej”.

Podobne „duchowe kategorie” w odniesieniu do narodu niemieckiego stosował inny intelektualista i publicysta, a jednocześnie świadek i ofiara nazistowskiego totalitaryzmu Ralph Giordano.

W opublikowanej w 1987 roku książce Druga wina, czyli o ciężarze bycia Niemcem (wydanej w 2025 roku przez Instytut Pileckiego) zaznaczał, że dopiero stwierdzenie winy zbiorowej Niemców pod rządami Hitlera może rozpocząć proces odkupienia, a mówiąc inaczej –  unicestwić narodowosocjalistyczne demony przeszłości.

„[…] Nigdy nie rozumiałem go inaczej niż jako aktu wewnętrznego wyzwolenia, jako jedynej przesłanki umożliwiającej milionom »ja« odnalezienie siebie po okresie trwania w błędzie. Celem i skutkiem takiego wyznania mogło być tylko oczyszczenie się z szaleństwa, powrót do człowieczeństwa” – pisał.

Choć od II wojny światowej minęło ponad 80 lat „oczyszczenie duszy”, „wewnętrzne wyzwolenie” i „odkupienie” niemieckiego narodu, czego pragnęli i o co swym piórem walczyli Jaspers i Giordano, to wyzwanie, które wciąż stoi przed Niemcami. Wyrażone politycznym poparciem dla AfD coraz bardziej powszechne odrzucenie kategorii winy i głębokie przekonanie o własnej krzywdzie, jest tego najlepszym dowodem.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.