Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Lekcje dla prawicy z ZondaCrypto? Odrzucić własną propagandę i przeprowadzić rewolucję jawności

Lekcje dla prawicy z ZondaCrypto? Odrzucić własną propagandę i przeprowadzić rewolucję jawności Autor ilustracji: Michał Radziszewski

Bardzo wielu ludzi na prawicy wierzyło i wciąż wierzy, że druga strona sporu politycznego jest zdegenerowana najgłębiej, jak można to sobie wyobrazić. Że pozostaje pod obcymi wpływami, jest skorumpowana i zbudowana wyłącznie na przekrętach oraz chęci wzbogacenia się. Przerysowany, fałszywy obraz bywa źródłem błędnych decyzji. Ci, którzy dali się wciągnąć w aferę ZondaCrypto zrobili to, bo najpierw uwierzyli we własną propagandę, a w efekcie uznali, że by wygrywać – muszą być równie niemoralni jak w ich opinii są polityczni konkurenci.

 Jeśli ktoś ma pieniądze, to znaczy, że skądś je ma

„Jawisz mi się jak Matka Boska. Bawimy się jak mafia włoska”. Od kilkunastu dni brzmią mi w uszach słowa piosenki Pezeta sprzed kilku lat, która – o dziwo – nosi tytuł „Zonda”. Pasują one bowiem idealnie do stosunku części prawicy do ZondaCrypto.

Biorąc pod uwagę to wszystko, czego dowiadujemy się w ostatnich dniach, trudno nie mieć wrażenia, że wiele osób na tej medialnej czy politycznej prawicy patrzyło na szansę współpracy z Zondą jak w święty obrazek.

Widać było u nich poczucie, że wreszcie pojawił się potężny biznes, który jest zainteresowany współpracą z prawicą – tą medialną, pozarządową, a być może również z politycznymi ośrodkami prawicy. Widząc te wielkie pieniądze, chcieli z nich skorzystać – i bawić się jakby miało nie być jutra. Ku zaskoczeniu wielu, ostro podsumował to na X Sławomir Cenckiewicz:

„Uwierzyli, że na tym postkomunistycznym stepie, gdzie podzielono wielką forsę po osiemdziesiątym dziewiątym roku między bezpiekę, promoskiewską wojskówkę, nomenklaturę i zachodnich korpospekulanto-cyników, pojawić się może książę, który czekał dokładnie na ten moment, by po trzydziestu latach tego kartonowego państwa podać wielki finansowy tlen prawicy. (…) Mówiłem wam o tym od zawsze. Przestrzegałem i straszyłem Zondą, która was, a przez was i prawicę ciągnąć będzie w dół. A Tusk to wykorzysta”.

Wpis Cenckiewicza moim zdaniem oddaje istotny aspekt tej sprawy. Przypomniał mi jeden z moich ulubionych cytatów ze świętej pamięci Lecha Kaczyńskiego, który miał kiedyś powiedzieć: „Jeśli ktoś ma pieniądze, to znaczy, że skądś je ma”.

Mam wrażenie, że o tych słowach faktycznie wielu bohaterów tej afery nie chciało pamiętać i nie chciało traktować ich jako przestrogi, którą nieżyjący prezydent zostawił obozowi prawicy.

Oblężona twierdza i przekleństwo własnej propagandy

Przede wszystkim jednak mam wrażenie, że historia ZondaCrypto uwidoczniła kluczowy psychologiczny problem prawicy. To zauważalny od dekad syndrom oblężonej twierdzy, kompleks niższości czy pozostawanie mentalnie w podziemnej rzece, płynącej pod polskim państwem i polityką.

Po pierwsze, bardzo wielu ludzi na prawicy wierzyło i wciąż wierzy, że druga strona sporu politycznego – obóz lewicowo-liberalny, a wcześniej postkomunistyczny – jest zdegenerowany najgłębiej, jak można to sobie wyobrazić, doszczętnie zepsuty i napędzany wyłącznie złymi emocjami.

Że pozostaje pod obcymi wpływami, jest skorumpowany i zbudowany wyłącznie na przekrętach oraz chęci wzbogacenia się. To przerysowany obraz, który nie może być prawdziwy i w efekcie, jak widać po doświadczeniach rządów prawicy, jest źródłem błędnych decyzji.

Po drugie, w 2026 roku nadal bardzo wielu ludzi na prawicy sądzi, że pomimo 8 lat rządów Prawa i Sprawiedliwości mamy w Polsce wielką strategiczną przewagę lewicy i liberałów – jakąś systemową, niemożliwą do wyrównania nierównowagę.

Wciąż wśród wielu panuje przekonanie, że w mediach, biznesie i relacjach międzynarodowych na wsparcie liczyć może tylko strona lewicowo-liberalna, zaś prawica pozostaje zupełnie osamotniona.

Tyle, że to nieaktualna opowieść. Świat i media w ciągu ostatniej dekady zmieniły się radykalnie. Powstał Kanał Zero, a Telewizja Republika jest dziś jedną z najchętniej oglądanych stacji informacyjnych w Polsce. Pojawił się biznes gotowy współpracować z prawicą, stąd powtarzanie narracji o dominacji „Gazety Wyborczej” i TVN-u nad całym światem jest nieprawdziwe.

Wreszcie, bardzo wiele zmieniło się w relacjach międzynarodowych. Nie jest tak, że prawica nie ma na Zachodzie partnerów do rozmowy o tym, jak powinno wyglądać państwo.

Największy problem części prawicy polega na tym, że uwierzyła we własną propagandę. Tak długo wmawiała wyborcom – i sobie samej – że inni są doszczętnie źli, że ostatecznie sama zaczęła popełniać polityczne faule, o które oskarżała konkurentów. Uwierzyła, że przegrywa dlatego, że nie jest tak doszczętnie zepsuta jak obóz lewicowo-liberalny w jej własnej opowieści i uznała, że by wygrywać – musi zacząć samemu łamać zasady.

Potrzebujemy rewolucji jawności

Z tej afery dobrze byłoby wyciągnąć systemowy wniosek.

Polska prawica bardzo potrzebuje dzisiaj rewolucji radykalnej jawności, programowej tarczy antykorupcyjnej. Nie tylko dlatego, że jest to dobre dla państwa i spójne z prawicowymi wartościami, o które zawsze po tej stronie sceny politycznej walczyliśmy.

Prawica, jak widać, potrzebuje takich zmian w Polsce również we własnym, elementarnym interesie.

Potrzebny jest głęboki przegląd wszystkich przepisów dotyczących przejrzystości i jawności w polityce. Ich brak sprowadzał na manowce także ludzi o deklaratywnie prawicowych poglądach.

Obszarów, które taki program powinien objąć, jest bardzo wiele. Chodzi choćby o to, aby oświadczenia majątkowe oraz rejestry korzyści wreszcie wyglądały poważnie i były traktowane z pełną odpowiedzialnością – nie tylko wtedy, gdy wybucha wielka afera medialna, bo ktoś na czyjeś zaproszenie poleci gdzieś samolotem, ale by zacząć to systemowo analizować, pokazywać i oceniać.

Powinny powstać rejestry spotkań polityków z interesariuszami, a ich kalendarze w czasie wykonywania obowiązków zawodowych w dużym stopniu stać się publiczne.

Należy zrealizować obietnicę niesioną w ostatnich latach przez Szymona Hołownię, a przed laty i za poprzednich rządów Donalda Tuska zapowiadaną przez Mariusza Błaszczaka, by stworzyć państwowy system pokazujący powiązania rodzinne i personalne w spółkach Skarbu Państwa.

Powyższe punkty składały by się na pierwszy filar oczekiwanej reformy. Na tym jednak nie można poprzestać. Rewolucja jawności powinna w jakiejś mierze objąć również media, organizacje pozarządowe, fundacje i stowarzyszenia.

Należy stworzyć mechanizmy, być może uzależnione od konkretnych kwot lub skali działalności, które zobowiązywałyby takie podmioty do ujawniania największych źródeł dochodu. Nie może być tak, że w polityce wprowadzimy teoretycznie wielką tarczę antykorupcyjną, a pieniądze i wpływy będą zmieniały polską politykę bokiem – przez media czy NGO-sy – przy czym to politycy ostatecznie będą ich beneficjentami.

Trzecia składowa reformy jest chyba najważniejsza. Bezwzględnie potrzebujemy w Polsce nowego prawa o lobbingu.

Tak naprawdę prawo o lobbingu w Polsce nie istnieje. W praktyce wszystko jest dozwolone. Nie zdziwię się, jeśli okaże że, że wiele działań, które Przemysław Kral czy ZondaCrypto chcieli podejmować względem polityków w żaden sposób nie naruszyło żadnego z przepisów. To najlepszy dowód, że potrzebujemy nowej, pogłębionej ustawy w tym zakresie.

Niestety prawica zmarnowała swoje lata przy władzy, nie uchwalając takiego prawa, a dzięki niemu byłaby dziś prawdopodobnie w znacznie lepszej sytuacji. Co równie niepokojące – na scenie politycznej nie widać też nikogo innego, kto gotów byłby systemowo podnieść te postulaty. Wszak nie o zmianę w funkcjonowaniu państwa chodzi w tej aferze, ale o dołożenie przeciwnikom.

Niniejszy tekst do zredagowana wersja Trudno Powiedzieć dostępnego na YouTube i Spotify.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.