Miasto pod miastem. Tunele, które zmieniły wojnę w Gazie
Jednym z najbardziej niezwykłych elementów infrastruktury militarnej Hamasu jest tzw. „Gazańskie Metro” – rozległa sieć tuneli budowanych systematycznie przez ponad 20 lat. Według szacunków izraelskich i amerykańskich analityków system ten w momencie wybuchu wojny w październiku 2023 r. mógł liczyć od 450 do ponad 500 kilometrów korytarzy, czyli więcej niż długość metra w Nowym Jorku.
Choć na arenie międzynarodowej pozycja Izraela coraz wyraźniej słabła, w wymiarze militarnym Jerozolima zaczynała odzyskiwać inicjatywę. Zbliżał się czas największych sukcesów wojennych IDF i politycznych korzyści dla Netanyahu – czas przesileń, eskalacji i gwałtownych zwrotów akcji.
Na horyzoncie majaczyły już wydarzenia, które miały odmienić dynamikę całej wojny, choć sama Gaza nadal sprawiała wrażenie konfliktu bez końca, powracającego falami niczym morze uderzające o brzeg tej małej, wyniszczonej enklawy.
Podziemia dłuższe od nowojorskiego metra
Jednym z najbardziej niezwykłych elementów infrastruktury militarnej Hamasu jest tzw. „Gazańskie Metro” – rozległa sieć tuneli budowanych systematycznie przez ponad 20 lat, szczególnie intensywnie po 2007 r., gdy Hamas przejął pełną kontrolę nad Strefą Gazy.
Według szacunków izraelskich i amerykańskich analityków system ten w momencie wybuchu wojny w październiku 2023 r. mógł liczyć od 450 do ponad 500 kilometrów korytarzy, czyli więcej niż długość metra w Nowym Jorku.
Sieć składała się z tysięcy szybów wejściowych (IDF szacowały je na ok. 5700) oraz wielopoziomowych przejść biegnących na głębokości od 10-15 metrów do nawet 30-35 metrów, a w niektórych miejscach dochodzących do około 40 metrów pod powierzchnią.
System ten tworzył gęsty, wielowarstwowy labirynt bunkrów, pomieszczeń technicznych i korytarzy, które w wielu miejscach łączyły północ Strefy Gazy z południem – od przejścia Erez aż po okolice Rafah przy granicy z Egiptem.
Podziemna infrastruktura pełniła jednocześnie kilka funkcji militarnych i logistycznych. W tunelach znajdowały się magazyny broni, stanowiska dowodzenia, zapasy żywności i paliwa, a także warsztaty produkcji uzbrojenia, w których Hamas wytwarzał znaczną część swojego arsenału.
Według izraelskich ocen nawet 80% broni używanej przez organizację powstawało w samej Gazie, w niewielkich podziemnych warsztatach wyposażonych w tokarki i prasy. Produkowano tam m.in. rakiety Qassam, których koszt wytworzenia wynosił zaledwie kilkaset dolarów, podczas gdy przechwycenie jednej takiej rakiety przez system Iron Dome kosztowało około 50 tys. dolarów.
W tunelach znajdowano również zapasy broni liczone w tysiącach sztuk: od granatników RPG-7, przez moździerze 60 mm, po miny przeciwpancerne i improwizowane ładunki wybuchowe.
Całość tej infrastruktury, której budowa mogła kosztować setki milionów dolarów, stanowiła dla Hamasu kluczowy element strategii wojny długotrwałej: podziemne „miasto”, pozwalające organizacji ukrywać bojowników, transportować broń oraz prowadzić działania zbrojne nawet w sytuacji niemal całkowitego zniszczenia infrastruktury na powierzchni.
Jak tunele zmieniły wojnę
Od początku wojny taktyka izraelskiej armii w Gazie musiała dostosować się do specyfiki walki w jednym z najtrudniejszych środowisk militarnych – gęsto zabudowanym terenie miejskim, w którym działa przeciwnik korzystający z rozbudowanej infrastruktury podziemnej oraz gdzie jednocześnie przebywają setki tysięcy cywilów.
Jednym z kluczowych elementów tej taktyki było rozproszenie jednostek manewrowych. Zamiast klasycznego, ciągłego frontu IDF wprowadziły nieciągłe sektory operacyjne, pozostawiając między jednostkami luki, aby ograniczyć ryzyko tzw. „friendly fire”, czyli przypadkowego ostrzału własnych oddziałów przez artylerię lub ciężką broń innych pododdziałów.
Mimo to żołnierze często znajdowali się w ogniu krzyżowym, dochodziło także do tragicznych pomyłek prowadzących do incydentów ognia bratobójczego. Jednym z nich był przypadek z Jabalii w maju, gdy czołg IDF ostrzelał budynek, w którym przebywali izraelscy żołnierze. W wyniku trafienia pięciu z nich zginęło, a siedmiu zostało rannych, w tym trzech ciężko.
W praktyce oznaczało to konieczność szerokiego wykorzystywania połączonych środków walki – dronów rozpoznawczych, artylerii, lotnictwa i precyzyjnych systemów obserwacji – aż do poziomu plutonów i małych pododdziałów piechoty, które otrzymały znacznie większą autonomię w prowadzeniu walk niż w poprzednich konfliktach asymetrycznych.
Drugim charakterystycznym elementem operacji była ścisła integracja precyzyjnego ognia z powietrza z działaniami wojsk lądowych. Hamas, starając się ograniczyć skuteczność izraelskich nalotów, systematycznie zmieniał sposób wykorzystania zabudowy miejskiej – przenosił swoje stanowiska z najwyższych pięter budynków na niższe kondygnacje, poziom parteru, a często także do piwnic i przestrzeni podziemnych.
Tego typu taktyka, polegająca na „schodzeniu w dół” wraz z intensyfikacją ostrzału przeciwnika, ma zresztą wyraźne historyczne precedensy i była stosowana m.in. przez wojska niemieckie podczas oblężenia Festung Breslau pod koniec II wojny światowej, gdzie walka o miasto przenosiła się stopniowo z wyższych kondygnacji do ruin, piwnic i improwizowanych schronów.
W warunkach Gazy wymuszało to na IDF stosowanie amunicji o większej sile penetracji, zdolnej do przebicia kolejnych kondygnacji oraz rażenia celów ukrytych głębiej w strukturze zabudowy.
Z jednej strony zwiększało to skuteczność uderzeń przeciwko zamaskowanym stanowiskom bojowników, z drugiej jednak znacząco poszerzało zakres potencjalnych zniszczeń oraz ryzyko strat cywilnych, co wymagało znacznie bardziej złożonych i wielowarstwowych ocen proporcjonalności.
Równocześnie izraelskie dowództwo zmuszone było prowadzić operacje w środowisku, w którym stale przemieszczały się duże grupy ludności cywilnej. W efekcie działania taktyczne – nawet na poziomie pojedynczych budynków czy ulic – pozostawały nierozerwalnie powiązane z problemami humanitarnymi, logistyką pomocy oraz rosnącą presją informacyjną i polityczną towarzyszącą każdej operacji.
Hamas w trybie powstańczym
W miarę postępów izraelskiej ofensywy Hamas został zmuszony do istotnej zmiany swojej taktyki militarnej. W pierwszych miesiącach wojny organizacja próbowała prowadzić walkę w sposób bardziej zbliżony do regularnych działań wojskowych – jej oddziały starały się zatrzymywać izraelskie kolumny, podejmować bezpośrednie starcia i prowadzić intensywny ostrzał.
Jednak wraz z rosnącymi stratami oraz stopniowym niszczeniem struktur dowodzenia i infrastruktury wojskowej Hamas zaczął odchodzić od takiej formy walki. Według szacunków amerykańskich urzędników liczebność jego sił spadła z około 20-25 tys. bojowników przed wojną do około 9-12 tys. w połowie 2024 r., co znacząco ograniczyło możliwość prowadzenia klasycznych operacji obronnych.
W odpowiedzi Hamas przeszedł do pełnoskalowej taktyki powstańczej (insurgency). Bojownicy coraz częściej unikali długotrwałych starć z izraelskimi oddziałami i zamiast tego stosowali zasadzki, improwizowane ładunki wybuchowe (IED), ataki z ukrycia oraz szybkie uderzenia typu „hit-and-run”.
Typowy schemat polegał na tym, że oddziały Hamasu pozwalały izraelskim jednostkom wejść głębiej w teren, a następnie uderzały z ukrycia – często za linią przeciwnika – po czym szybko wycofywały się do tuneli lub rozpraszały wśród zabudowy miejskiej.
W tej fazie konfliktu szczególne znaczenie zyskała także wojna informacyjna, w której bojownicy nagrywali swoje zasadzki i publikowali je w mediach społecznościowych.
Taka taktyka może nie dawała Hamasowi możliwości odzyskania kontroli nad terytorium, ale pozwalała mu przedłużać konflikt i utrzymywać ciągłą presję na izraelską armię, przekształcając wojnę w długotrwałą kampanię o charakterze partyzanckim.
Tekst jest fragmentem książki Marcina Lupy zatytułowanej Gaza 2023: wojna totalna Netanyahu, która w połowie września ukaże się nakładem wydawnictwa Prześwity. Publikacja stanowi czwartą część z serii „Biblioteka Wojenna”.

