Prześniona rewolucja polskiej modernizacji. Polska kultura potrzebuje remake’u „Daleko od szosy”
Mam w nosie to, czy jakiś influencer albo turysta lubi polskie pierogi, czy zachwyca się czystością naszych miast. Nie da się opowiadać o Polsce światu, jeśli sami Polacy nie wiedzą, kim tak naprawdę są. Powinniśmy spojrzeć na nas samych z perspektywy wewnętrznej. W naszej popkulturze brakuje wielkich opowieści, które przedstawiałyby historię modernizacji oraz awansu społecznego ostatnich 35 lat – twierdzi w najnowszym odcinku Kultury Poświęconej Konstanty Pilawa.
Prześniona rewolucja polskiej modernizacji
Wiceprezes Klubu Jagiellońskiego zwrócił uwagę, że cała dyskusja wokół działalności i postaci Barbary Mróz-Gorgoń skupiła się na sprawach drugorzędnych:
– Kiedy byliśmy na urlopie, cała Polska żyła sprawą pani profesor Barbary Mróz-Gorgoń, która opublikowała swój niesławny raport. Przyglądając się temu z boku i ukradkiem zerkając na Facebooka, dziwiłem się, że cała debata wokół Mróz-Gorgoń nie dotyka kluczowej kwestii – mówił publicysta.
– Problem nie polega na tym, że ta pani wygenerowała swój raport za pomocą sztucznej inteligencji ani na tym, że jest reprezentantką „kryzysu mentalnego Wilanowa” operującą angielską nowomową. Nie chodzi nawet o te miliony złotych, ale o podstawowe, błędne założenie raportu.
Wynika z niego bowiem, że chcemy promować polską markę wyłącznie na podstawie badania tego, co mówią o nas za granicą. Nie wiem jak ty, ale ja mam w nosie to, czy jakiś influencer albo turysta lubi polskie pierogi, czy zachwyca się czystością naszych miast – dodał.
– W budowaniu rozpoznawalności chodzi o coś zupełnie innego. Powinniśmy spojrzeć na nas samych od środka, z perspektywy wewnętrznej. Nie da się opowiadać o Polsce światu, jeśli sami Polacy nie wiedzą, kim tak naprawdę są. W naszej popkulturze brakuje kultowych, wielkich opowieści, które przedstawiałyby historię modernizacji oraz awansu społecznego ostatnich trzydziestu pięciu lat.
Gdybym miał wydać te sześćset czterdzieści milionów złotych z podatków, chętnie przeznaczyłbym je na stworzenie wielkich dzieł – filmu lub serialu – które, parafrazując Andrzeja Ledera, opowiedziałyby o prześnionej historii polskiej modernizacji – stwierdził wiceprezes KJ
Analizując dawną popkulturę, publicysta przywołał swoje niedawne seanse:
– Zastanawiałem się, jak do tego podejść. I jako że ostatnio jestem zachwycony retromanią na PRL – oczywiście nie w wersji politycznej, ale kinematograficznej – to przypominam sobie wszystkie kultowe seriale PRL-u, „Daleko od szosy” i „Czterdziestolatka”.
To, co zauważyłem w tym wielogodzinnym seansie domowym, to właśnie deficyt, którego mi dzisiaj brakuje. To była bardzo skuteczna PRL-owska propaganda, która sprzedawała sukces Polski Ludowej, ale robiła to na tyle inteligentnie, że nie opisywała nieistniejących doświadczeń, tylko realne procesy, które rzeczywiście zmieniały polskie społeczeństwo.
Procesy pokazane w obu tych serialach są de facto źródłami również naszego sukcesu i wielkich zmian, które obserwujemy w polskim społeczeństwie po 1989 roku – choć już w innym czasie i w innym kontekście społecznym.
Brakuje nam polskiego everymana
Piotr Kaszczyszyn zwrócił z kolei szczególną uwagę na postać głównego bohatera kultowego serialu:
– Leszek Górecki, główny bohater „Daleko od szosy” jest PRL-owskim everymanem. Widzimy historię awansu społecznego na przestrzeni tych kilku odcinków – awansu osiągniętego indywidualną pracą, wysiłkiem i ambicją głównego bohatera. Jednocześnie ten awans jest możliwy dzięki instytucjom państwa.
On korzysta z powszechnej edukacji, która wcześniej nie była możliwa. Korzysta z tego, że może iść do technikum, a później zostać kierowcą. Bohater startuje ze swojej wsi rodzinnej, a kończy, składając prawdopodobnie papiery na Politechnikę Łódzką.
– Ten serial historii awansu co do zasady nie zakłamywał. Pokazano w nim wszystkie autentyczne elementy: hotel robotniczy, technikum, możliwość pójścia na studia czy fakt, że bohater mógł stopniowo zmieniać pracę na coraz bardziej wartościową.
Ale przedstawiono też obiektywne bariery: wstyd klasowy z powodu braku znajomości wielkomiejskich kodów, brak dostępności mieszkań w wielkich miastach czy problemy z meldunkiem. Te wszystkie rzeczy serial oddaje niezwykle trafnie.
Kalka z Zachodu zamiast własnego języka
Wiceprezes naszego stowarzyszenia wskazał z kolei na głęboki problem współczesnej polskiej twórczości:
– Wawrzyniec Rymkiewicz mówił niedawno o tym, że polska kultura po 1989 roku zatraciła swój własny język opisu. Nie mamy autorskich opowieści o Polakach, tylko opowieści skopiowane z tego, jak widzimy siebie w lustrze zachodniego społeczeństwa.
Zachowujemy się tak, jakbyśmy chcieli niejako inscenizować gusta i symboliczne pragnienia Amerykanów. To znaczy, że patrzymy na Rodzinkę.pl po to, by uleczyć swoje kompleksy i udowodnić sobie, że u nas jest już tak samo jak tam.
– Konsekwencją takiego założenia – być może nawet nieuświadomionego – jest to, że nie pokazujemy realności socjologicznej. Nie pokazujemy Karwowskich, tylko jakiegoś Johna z Kentucky i to nawet nie prawdę o nim, ale nasze wyobrażenie na jego temat. To jest coś niezwykle irytującego we współczesnych polskich serialach, które są po prostu taką kalką z zachodniej kultury i tego, jak klasa średnia lubi myśleć o samej sobie.
Nowa opowieść o transformacji
Były redaktor naczelny czasopisma idei „Pressje” zaznaczył, jak mogłaby wyglądać nowa opowieść o polskiej transformacji:
– Jeśli miałbym myśleć o jakimś nowym serialu, to powiedziałbym, że musi on pokazywać cierpienie – ale nie jako coś zawinionego przez Polaków czy robiącego z nas wielkie ofiary, tylko po prostu jako integralną część opowieści o modernizacji.
Są dwie pułapki, których trzeba unikać. Jedna to opowieść w stylu Leszka Balcerowicza: było elegancko, dobrze, zapierdzielaliśmy i jesteśmy bogaci. Drugą pułapką byłoby myślenie, że to wszystko było tylko i wyłącznie „Polską w ruinie” – przypominając stare hasło wyborcze PiS-u. To dwie skrajności, których należałoby unikać.
Na poparcie tej tezy Kaszczyszyn przywołał konkretny przykład nieoczywistych bohaterów tamtych czasów:
– Przyszła mi do głowy figura z tekstu, który kiedyś popełniłem. To było omówienie książki Nie ma i nie będzie – reportażu Magdy Okraski poświęconego polskim miastom, między innymi byłym miastom wojewódzkim z czasów Gierka.
Zwróciłem wtedy uwagę, w kontekście lat dziewięćdziesiątych, na figurę, która mogłaby być dobrym, nieoczywistym bohaterem polskiej transformacji ustrojowej i tej najnowszej historii Polski. Chodzi o górników z biedaszybów.
Dla osób z optyką warszawsko-liberalną są oni pewnie jakimiś brudnymi alkoholikami, ale patrząc z perspektywy Leszka Góreckiego, to bohaterowie codzienności. Zostali w latach dziewięćdziesiątych wrzuceni w taką, a nie inną sytuację w sposób całkowicie niezawiniony i musieli sobie jakoś radzić w realiach bezrobocia.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
