Taras Myshlyayev: UPA popełniała zbrodnie. Byli jednak Ukraińcy ratujący Polaków
Rzeź wołyńska zasługuje na potępienie. Ukraińcy, jeśli chcą budować dojrzałą pamięć o własnej historii, nie mogą tych zbrodni ani relatywizować, ani przemilczać. W ukraińskim Panteonie nie powinno być miejsca dla ludzi odpowiedzialnych za zbrodnie na ludności cywilnej. Powinni natomiast znaleźć się w nim ci, którzy mieli odwagę im się przeciwstawić i ratowali Polaków.
Stepan Blizinski został zabity, ponieważ odmówił zamordowania własnej żony Polki. Petro Bała zginął za odmowę udziału w mordowaniu Polaków i otwarte potępianie zbrodni. Wasyl Bodnar bił w cerkiewne dzwony, ostrzegając wieś przed nadchodzącymi oddziałami UPA. Zapłacił za to życiem. Petro Budzyk zginął w 1944 roku, walcząc w obronie Polaków. Nie byli Polakami ani ludźmi, którzy wyrzekli się własnej ukraińskiej tożsamości. Byli Ukraińcami, którzy uznali, że istnieje granica, której nie wolno przekroczyć nawet w imię własnego narodu.
Kiedy Polacy domagają się od ukraińskich władz uznania ludobójstwa na Wołyniu, które jest faktem, wracają pytania o rzeczywistą skalę ofiar, odpowiedzialność OUN i UPA, rolę Bandery, ale także o szerszy kontekst polsko-ukraińskiej przemocy.
Nie wszystkie wydarzenia miały ten sam charakter i skalę, a uczciwa pamięć nie powinna usuwać z pola widzenia ani polskich, ani ukraińskich ofiar. Jedno pozostaje jednak jasne. Mordowanie polskiej ludności cywilnej przez oddziały UPA było zbrodnią i nie wymaga ani usprawiedliwienia, ani relatywizacji.
Jest jednak w tej historii grupa ludzi, o której zarówno w Kijowie, jak i w Warszawie mówi się znacznie rzadziej. Ukraińcy, którzy ostrzegali Polaków, ukrywali ich, pomagali uciekać i ratowali przed śmiercią. Ich historie pokazują, że nawet wtedy, gdy przemoc zaczyna mówić językiem narodu, człowiek nadal zachowuje możliwość wyboru. I właśnie ten wybór jest najważniejszym tematem tego tekstu.
Ponad tysiąc ludzi, którzy powiedzieli „nie”
Najpełniejszą próbę zebrania tych historii podjął Romuald Niedzielko w wydanej przez polski Instytut Pamięci Narodowej „Kresowej księdze sprawiedliwych 1939–1945”. Zebrał informacje o 1341 Ukraińcach pomagających Polakom w 502 miejscowościach. Według zgromadzonych relacji dzięki ich pomocy ocalało 2527 osób. Co trzeci spośród opisanych pomagających został zamordowany przez OUN-UPA. Są to przy tym dane niepełne, bo wiele podobnych historii nigdy nie zostało udokumentowanych.
Pomoc miała różne formy. Czasem była to informacja, że nocą odbędzie się napad. Czasem otwarcie drzwi własnego domu polskiej rodzinie, pokazanie drogi przez las albo ukrywanie dziecka, którego rodzice zostali zamordowani. W Liniowie na Wołyniu pięcioletnia Genowefa Modrzejewska i jej siostra ukryły się podczas napadu w psiej budzie. Znalazły je Ukrainki i przeniosły w bezpieczniejsze miejsce, choć za pomoc Polakom same mogły zapłacić życiem.
W Stasinie Ukrainiec o imieniu Płaton znalazł wśród ciał roczne dziecko i zabrał je do własnego domu, gdzie przez kilka tygodni opiekowała się nim jego córka Sonia. W dokumentach pozostały czasem tylko krótkie zdania: „za pomoc Polakom”, „za odmowę udziału w mordzie”, „za ostrzeganie”, „za ukrywanie”. Za każdym z nich stoi jednak człowiek postawiony przed bardzo konkretnym wyborem. Mógł podporządkować się logice własnej grupy albo uznać, że istnieją rzeczy, których nie wolno zrobić nawet dla sprawy, którą uważa się za własną.
Ukraina nie zaczyna tej rozmowy od zera
Warto w tym miejscu przypomnieć coś, co w polskiej debacie nie zawsze wystarczająco wybrzmiewa. Oficjalne stanowisko ukraińskich instytucji nie sprowadza się dziś do negowania albo przemilczania zbrodni popełnionych na Polakach. W 2023 roku Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej w stanowisku dotyczącym „tragedii wołyńskiej” oddał hołd polskim i ukraińskim ofiarom zbrodni wynikających z międzyetnicznej wrogości. Poprosił również polski naród o przebaczenie za cierpienia zadane przez przedstawicieli narodu ukraińskiego.
Instytut napisał, że antypolskim akcjom Ukraińców w latach 1943–1945 towarzyszyły masowe mordy polskiej ludności cywilnej. Z tego uznania wynika również ważna konsekwencja dla polityki pamięci. Osoby, które uczestniczyły w zabijaniu cywilów, nie mogą być bezwarunkowo heroizowane i powinny podlegać ocenie za swoje czyny. To właśnie taki sposób myślenia wydaje mi się właściwym punktem wyjścia.
Dotyczy to również Stepana Bandery. Nie wystarczy powiedzieć, że dla części Ukraińców pozostaje symbolem walki o niepodległość. Jako przywódca radykalnego nurtu ukraińskiego nacjonalizmu ponosi polityczną i ideową odpowiedzialność za jego dziedzictwo, także za przemoc wobec ludności cywilnej. Dlatego jego bezwarunkowa heroizacja jest błędem i nie powinna być elementem dojrzałej ukraińskiej polityki pamięci.
Nie trzeba negować udziału OUN i UPA w ukraińskim ruchu niepodległościowym, żeby uznać mordowanie polskich cywilów za ludobójstwo. I nie trzeba z powodu tych zbrodni uznać całej ukraińskiej tradycji niepodległościowej za zbrodniczą. Cel polityczny w żaden sposób nie unieważnia odpowiedzialności za metody.
Dojrzała polityka pamięci zaczyna się wtedy, gdy wspólnota potrafi pomieścić obie te prawdy jednocześnie. Nie potrzebuje historii, w której „nasi” zawsze mają rację, ale nie potrzebuje też rytualnego samopotępienia. Potrzebuje zdolności rozróżnienia pomiędzy walką o wolność a czynami, których wolnością usprawiedliwić się nie da.
Najtrudniejszy rodzaj patriotyzmu
Właśnie dlatego historia Ukraińców ratujących Polaków jest czymś więcej niż zbiorem wzruszających epizodów. Patriotyzm jest prosty, dopóki oznacza solidarność ze swoimi. Prawdziwa próba zaczyna się wtedy, gdy trzeba sprzeciwić się własnej wspólnocie i powiedzieć, że nie wszystko wolno robić w imię narodu.
Ukraińcy, którzy ukrywali Polaków, ostrzegali ich albo odmawiali uczestnictwa w mordach, nie wybierali Polski przeciwko Ukrainie ani nie przestawali być Ukraińcami. Często zapewne sami chcieli niepodległego państwa ukraińskiego. Nie uznali jednak, że niepodległość może usprawiedliwić wszystko.
I tu pojawia się pytanie znacznie szersze niż historia Wołynia. Czy patriotą jest tylko ten, kto walczy za swój naród? Czy również ten, kto potrafi obronić jego moralne granice wtedy, gdy inni próbują użyć narodowej sprawy jako usprawiedliwienia przemocy?
Jeśli patriotyzm oznacza wyłącznie solidarność ze swoją grupą, bardzo łatwo zamienia się w lojalność plemienną. Człowiek, który ryzykuje własnym życiem, żeby ocalić niewinnego sąsiada, nie zdradza własnego narodu. Być może właśnie wtedy najlepiej pokazuje, jakiego narodu chciałby być częścią.
Kogo brakuje w ukraińskim panteonie?
Narodowy panteon nie jest katalogiem wszystkich ludzi, którzy w pewnym momencie historii walczyli po „naszej” stronie. Jest wyborem postaci, za pomocą których wspólnota mówi kolejnym pokoleniom, czym jest bohaterstwo. Ukraina dokonuje takiego wyboru dzisiaj niemal na naszych oczach.
Rosyjska inwazja stworzyła nowy panteon. Znaleźli się w nim żołnierze, obrońcy Mariupola, medycy, wolontariusze, ratownicy i ludzie pomagające innym podczas okupacji. Wojna przypomniała nam bardzo wyraźnie, że bohaterstwo nie zawsze oznacza walkę z bronią. Czasem oznacza również wywiezienie ludzi spod ostrzału, ukrywanie prześladowanych czy odmowę współpracy mimo groźby śmierci.
Dlaczego więc tak słabo pamiętamy o ludziach, którzy osiemdziesiąt lat temu stanęli przed podobną moralną próbą? Stepan Blizinski, Petro Bała, Wasyl Bodnar, Petro Budzyk, Fedir Cichocki i setki innych pozostają przede wszystkim nazwiskami obecnymi w polskich opracowaniach. Jest w tym pewien paradoks. Polska pamięć zachowała nie tylko nazwiska Ukraińców, którzy mordowali Polaków, ale również tych, którzy ich ratowali. W ukraińskim kanonie pamięci ci drudzy natomiast pozostają niemal niewidoczni.
Nie chodzi o stworzenie kopii izraelskiego tytułu „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. To pojęcie ma własny, szczególny kontekst związany z Zagładą Żydów. Możemy jednak mówić o ukraińskich Sprawiedliwych jako o ludziach, którzy zdobyli się na heroizm w czasie masowych mordów na Polakach i odmówili uznania niewinnego człowieka za wroga tylko dlatego, że był Polakiem. Ich historie można badać wspólnie, wprowadzać do podręczników, upamiętniać w miejscach, w których żyli i włączyć do szerszej ukraińskiej opowieści o XX wieku.
Nie potrzebujemy ich jako alibi. Nie chodzi o to, by przeciwstawiać zbrodniom opowieść o „dobrych Ukraińcach”. Taka perspektywa spłycałaby znaczenie ich wyboru. Potrzebujemy ich dlatego, że pokazują inny model ukraińskiego patriotyzmu, w którym lojalność wobec własnego narodu nie wyklucza odpowiedzialności moralnej.
Wspólni bohaterowie
Polsko-ukraińska debata historyczna przez lata koncentrowała się przede wszystkim na sprawcach, ofiarach, liczbach, pomnikach, ekshumacjach i symbolach. To kwestie, których nie można pomijać. Jeśli jednak polsko-ukraińskie pojednanie ma być trwałe, nie może sprowadzać się wyłącznie do rozmowy o krzywdach. Potrzebuje ono również postaci, które obie wspólnoty mogą uznać za własne. I właśnie Ukraińcy ratujący Polaków mają tutaj szczególne znaczenie.
Dla Polaków są bohaterami, którzy ratowali ich rodaków. Dla Ukrainy mogą stać się symbolem ludzi, którzy nawet w jednym z najciemniejszych momentów naszej historii potrafili powiedzieć, że nie wszystko wolno robić w imię narodu.
Nie sądzę, aby Polacy i Ukraińcy kiedykolwiek identycznie oceniali Banderę, UPA, Armię Krajową, II Rzeczpospolitą czy wszystkie konflikty swojej wspólnej historii. Pamięć narodowa nie działa w ten sposób i nie musi. Możemy jednak zgodzić się co do jednej podstawowej rzeczy. Kto ryzykuje własnym życiem, by uratować człowieka, któremu grozi śmierć tylko dlatego, że jest Polakiem, dokonuje czynu bohaterskiego.
Dlatego chciałbym kiedyś zobaczyć nazwiska Stepana Blizinskiego, Petra Bały, Wasyla Bodnara, Petra Budzyka, Fedora Cichockiego i setek innych nie tylko w polskich książkach i archiwach, ale również w ukraińskich podręcznikach, muzeach i miejscach pamięci. Nie zamiast tych, którzy w godny i bohaterski sposób walczyli o wolną Ukrainę. Obok nich. Bo panteon, w którym jest miejsce wyłącznie dla ludzi gotowych walczyć za naród, a nie ma miejsca dla tych, którzy potrafili przeciwstawić się zbrodni popełnianej w jego imię, pozostaje panteonem niepełnym.
Dojrzały naród powinien umieć pamiętać zarówno o tych, którzy walczyli za jego wolność, jak i o tych, którzy w najciemniejszej chwili potrafili powiedzieć: nie będę mordować niewinnych w imię Ukrainy. Polsko-ukraińskie pojednanie potrzebuje bowiem nie tylko pamięci o ofiarach. Potrzebuje także wspólnych bohaterów.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
