Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Bogate dzieci masowo uciekają z publicznych szkół. Jak z tym walczyć?

Bogate dzieci masowo uciekają z publicznych szkół. Jak z tym walczyć? Źródło: unsplash

O polskiej szkole przypominamy sobie z okazji 1 września lub gdy pojawia się kolejny spór ideologiczny. Debatujemy o edukacji seksualnej czy o obecności mięsa na szkolnych stołówkach. Tymczasem dobra edukacja państwowa powinna nie tylko przekazywać wiedzę z podstawy programowej, lecz również pozwalać dziecku wykorzystać talent niezależnie od miejsca, w którym się urodziło, zwiększać spójność społeczną i wychowywać nowych obywateli. Pędząca prywatyzacja szkolnictwa to negatywny proces, na który musimy zdecydowanie odpowiedzieć. Jak z tym trendem walczyć? Odpowiadamy w nowym raporcie Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego.

Ucieczka ze szkół publicznych przestaje być wyborem nielicznych rodziców, a staje się coraz wyraźniejszym trendem. To już nie jest margines polskiego systemu edukacji. W przypadku liceów ogólnokształcących niemal co trzecia szkoła w roku szkolnym 2024/2025 była placówką niepubliczną – dokładnie 29,23 proc. W szkołach ponadpodstawowych do placówek niepublicznych uczęszczało w tym okresie aż 10,55 proc. uczniów, a szkoły niepubliczne stanowiły 19,48 proc. wszystkich szkół tego typu.

Dopiero na tym tle widać skalę zmian zachodzących również w szkołach podstawowych. W ciągu pięciu lat odsetek uczniów uczęszczających do szkół niepublicznych wzrósł z 4,74 w roku szkolnym 2019/2020 do 5,85 proc. Sama liczba może wydawać się niewielka, ale kierunek zmian jest jednoznaczny: coraz więcej rodziców, którzy mają możliwość wyboru, decyduje się na edukację poza szkołą publiczną.

Pisaliśmy o tym już na łamach naszego portalu, zwracając uwagę na postępującą prywatyzację edukacji i rosnący rynek korepetycji.

Odpływ części, zwłaszcza bardziej zamożnych rodzin, może napędzać błędne koło. Im więcej osób, które mają finansową możliwość wyboru, opuszcza szkołę publiczną, tym słabsza staje się społeczna presja na poprawę jej jakości.

Ci, których stać na placówkę niepubliczną, zamiast domagać się naprawy systemu, radzą sobie, wyprowadzając z niego własne dzieci. A to pociąga za sobą kolejnych  – im słabsza staje się szkoła publiczna, tym więcej rodzin może dojść do wniosku, że również dla nich najlepszym wyjściem jest płacenie comiesięcznego czesnego w niepublicznej placówce.

Zjawisko to ma oczywisty charakter klasowy i widać to doskonale na przykładzie Warszawy. Anna Grąbczewska, w nowym raporcie naszego Centrum Analiz, pisze, że „(…) w Wilanowie do szkół niepublicznych podstawowych i ponadpodstawowych uczęszczało 41% młodzieży, gdy na Pradze Północ wskaźnik ten wynosił 6,8%”.

Prywatna szkoła nie oznacza prywatnych pieniędzy

Pieniądze ze skarbu państwa przeznaczane na oświatę nie są zarezerwowane wyłącznie dla placówek państwowych. Podążają one za dzieckiem, którego rodzice podjęli decyzję o przeniesieniu do szkoły komercyjnej.

Szkoły niepubliczne otrzymują dotację na swoich uczniów z budżetu państwa. W 2018 roku samorządy przeznaczyły na dotacje podmiotowe dla prywatnych placówek oświatowych około 7,4 mld zł. W 2024 roku dotacja ta wzrosła do 20,6 mld zł. Przy tym luka między dochodami a wydatkami oświatowymi samorządów również rosła. W 2018 roku z 26,5 mld zł do 47,8 mld w 2024 roku.

Trwały i rosnący odpływ uczniów ze szkół publicznych do tych o charakterze komercyjnym zmienił strukturę wydatków publicznych. Można byłoby to uznać za słuszny i konieczny kierunek. Przecież skoro rośnie liczba dzieci w szkołach prywatnych, to tam też powinno iść więcej pieniędzy z budżetu. Jednakże szkoły prywatne w przeciwieństwie do publicznych mają swoje własne źródło dochodów, jakim są rodzice.

Można oszacować, że w prywatnych szkołach podstawowych w dużych miastach przeciętne czesne wynosi od 1,5 do 3,5 tys. zł miesięcznie. Jeśli zaś ktoś chce miejsca dla swojego dziecka w jednej z elitarnych międzynarodowych szkół, musi się liczyć z kosztem około 8 tys. Nie mówiąc już o wydatkach na wpisowe, zajęcia dodatkowe, wyżywienie czy świetlice. Rodzic dziecka z prywatnej szkoły płaci spore pieniądze z własnej kieszeni, a podatnik dodatkowo finansuje tegoż ucznia poprzez system dotacji.

Edukacja domowa? Też finansowana przez państwo

Mamy też coraz więcej uczniów, którzy wypadają całkowicie z tradycyjnego modelu nauczania. Mowa o edukacji domowej, która w ostatnich latach zyskuje coraz większą liczbę zwolenników.

Jak czytamy w interpelacji MEN:

„Na przestrzeni lat wzrasta również udział liczby uczniów w nauczaniu domowym, a zarazem ich procentowy udział w niepublicznych szkołach względem ogółu. W 2021/2022 w nauczaniu domowym kształciło się ok. 23 tys. uczniów, z czego 75,4 proc. w niepublicznych szkołach. W 2024/2025 było to ok. 60,5 tys., z czego 93,8 proc. w niepublicznych szkołach, natomiast w 2025/2026 jest to ok. 59 tys., z czego 96,7 proc. w szkołach niepublicznych”.

Dlaczego więc państwo dotuje dzieciaki, które nie siedzą w szkolnych ławkach, nie korzystają z sal lekcyjnych, nie potrzebują kilkunastu nauczycieli, ani całej infrastruktury, z której korzystają uczniowie szkół publicznych? A dlatego, że nawet uczeń „szkoły domowej” musi być przypisany do konkretnej placówki.

Bo to szkoła odpowiada za przeprowadzenie ważnych egzaminów, wydanie świadectw, a także za udostępnianie pomocy psychologicznej i pedagogicznej, kiedy zachodzi taka potrzeba.

Nieistniejąca szkoła, czyli „Szkoła w Chmurze”

Poprzez istnienie tego mechanizmu mogła powstać niezwykle popularna w ostatnim czasie i równie kontrowersyjna „Szkoła w Chmurze”, na której to platformie zarejestrowało się już ponad 57 tys. użytkowników. Jest ona najlepszym przykładem połączenia zjawiska edukacji domowej i prywatyzacji edukacji – niestety głównie w negatywnym kontekście obu zjawisk.

Mimo rosnącej liczby zwolenników takiego rozwiązania edukacyjnego, państwo ma problem z dociekaniem przyczyny tego procesu. MEN zauważa odpływ uczniów do edukacji domowej i wskazuje, że to „Szkoła w Chmurze” jest jednym z czynników, który nasila trend, ale przy tym przyznaje się, że wciąż nie rozumie przyczyn tego zjawiska.

raporcie NIK I/25/003/KNO „Edukacja domowa” czytamy:

„Minister nie przeprowadził analiz przyczyn i skutków tego wzrostu. W szczególności nie zbadał zjawiska, celem rozpoznania sytuacji uczniów i ich rodziców, ani ustalenia powodów przejścia na edukację domową, w tym skali negatywnej motywacji rodziców, tzn. sytuacji, w których decyzja o spełnianiu obowiązku szkolnego poza szkołą wynikała np. z niepowodzeń szkolnych, rozczarowań, braku poczucia bezpieczeństwa i braku wsparcia w szkołach. Zdaniem NIK, przeprowadzenie takiej analizy byłoby celowe i zgodne z rolą koordynatora polityki oświatowej państwa jaką pełni minister właściwy do spraw oświaty i wychowania”.

Klub Jagielloński podaje rozwiązanie

„By móc poważnie rozmawiać o zmianach w szkolnictwie, należałoby uznać powszechnie, że wspólna edukacja na najwyższym poziomie to publiczne dobro z odciągniętą w czasie, ale wysoką stopą zwrotu”.

Tymi słowami Anna Grąbczewska pokazuje w naszym raporcie właściwy kierunek spojrzenia na problem w polskiej oświacie. Autorka punktuje przeszkody na drodze do sprawnie działającego publicznego systemu edukacji w dobie masowego odpływu do sektora prywatnego. Podaje również propozycje kierunków działań, które wymagają teraz poważnej debaty eksperckiej.

Poczynając od zmian w systemie dotacji, które – w kontrze do postulatów np. młodzieżówki Razem, chcącej przeznaczyć całość publicznych pieniędzy wyłącznie na publiczny system edukacji – umożliwiałyby placówkom niepublicznym zachowanie dotacji w zamian za odgrywanie roli edukacyjnego laboratorium.

Pomysł choć brzmi nietypowo, zawiera bardzo prosty mechanizm. Szkoła prywatna zachowuje prawo do dotacji, przy czym zobowiązuje się do realizowania w formie pilotażu wybranej metody nauczania. Z wyników tych eksperymentów docelowo miałaby korzystać właśnie szkoła publiczna, która najefektywniejsze rozwiązania wykorzystywałaby i wdrażała na większą skalę.

Dopiero placówki, które nie chciałyby uczestniczyć w eksperymencie dla dobra wszystkich – musiałyby liczyć się z radykalnym odcięciem dotacji z budżetu.

Istotne jest również postawienie na gruntowną kontrolę i ewaluację stosowanych praktyk w szkołach komercyjnych w zakresie rekrutacji i realizacji zadań. Interwencje te wyeliminowałyby patologie występujące niekiedy w szkołach niepublicznych. Ta większa ochrona uczniów i rodziców rzutowałaby z pewnością na cały system szkolnictwa.

Zmieńmy pole sporu na temat edukacji

Propozycje Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego idą jednak znacznie dalej niż kwestia finansowania szkół czy zwiększenia urzędowej kontroli. Jeśli chcemy zatrzymać odpływ uczniów ze szkół publicznych, potrzebujemy ich gruntownej naprawy. To wymaga ponadpartyjnych i nieideologicznych reform – nie kolejnych zmian wprowadzanych szybko, pod polityczną presją i dla doraźnego zysku, lecz rozwiązań poprzedzonych pilotażami i sprawdzonych w praktyce.

Jednym z najważniejszych zadań powinno być przywrócenie zawodowi nauczyciela jakości i prestiżu. Niż demograficzny, który dziś traktujemy przede wszystkim jako problem, można wykorzystać jako szansę na stworzenie mniejszych klas. Mniej uczniów w klasie oznacza więcej czasu i uwagi nauczyciela dla każdego z nich.

Według Anny Grąbczewskiej prawdziwym przełomem w zasypywaniu nierówności edukacyjnych byłoby stworzenie w każdym powiecie przynajmniej jednej szkoły publicznej oferującej edukację na najwyższym poziomie.

To odpowiedź na realny problem: przy wyborze szkoły ponadpodstawowej uczniowie i rodzice często kierują się przede wszystkim jej poziomem i prestiżem. Najlepszych szkół jest jednak niewiele, a ich uczniowie często muszą dojeżdżać kilkadziesiąt kilometrów albo przeprowadzać się do innego miasta.

To właśnie tutaj potrzebna jest interwencja państwa. Jeśli dopuścimy do sytuacji, w której szkoły publiczne i niepubliczne będą coraz bardziej różnić się nie tylko poziomem nauczania i podejściem do ucznia, lecz także tym, jak przygotowują młodych ludzi do wejścia w dorosłe życie, edukacja zamiast wyrównywać szanse, zacznie utrwalać podziały społeczne.

Dlatego raport trafnie kończy swoją analizę pytaniem, od którego powinniśmy zaczynać każdą debatę na temat edukacji: „Czy Polska chce pozostać społeczeństwem, którego dzieci dorastają razem, czy krajem, w którym od najmłodszych lat uczą się w oddzielnych światach?”.

Bo przecież kryzys edukacji publicznej to także kryzys społecznej solidarności, spójności społecznej, a w dalszej perspektywie i konsekwencji także ograniczenie potencjału rozwojowego Polski.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.