Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.
W najnowszym wideoeseju Jan Maciejewski wyciąga wnioski z technologicznego rozwoju ludzkości   27 sierpnia 2026

Elon Musk chce kolonizować Marsa. Technologia stanie się nowym sakramentem?

W najnowszym wideoeseju Jan Maciejewski wyciąga wnioski z technologicznego rozwoju ludzkości   27 sierpnia 2026
przeczytanie zajmie 2 min

Czy Elon Musk i jego plan kolonizacji Marsa są tylko kolejnym etapem rozwoju technologii, czy wyrazem znacznie starszego marzenia człowieka o przekroczeniu własnych ograniczeń? Co łączy SpaceX, kolonializm i pragnienie nieśmiertelności? I czy C.S. Lewis już niemal sto lat temu przewidział sposób myślenia dzisiejszej Doliny Krzemowej? Na te i na inne pytania w najnowszym wideoeseju odpowiada Jan Maciejewski.

Technologia miała być nowym sakramentem

Były redaktor naczelny czasopisma idei Pressje zwrócił uwagę, że marsjańskie ambicje Elona Muska oraz projekty Doliny Krzemowej nie są wyłącznie indywidualnym kaprysem czy przedsięwzięciem technologicznym, lecz wyrastają z chęci przekroczenia cielesnej słabości i śmierci.

– Pytanie o Elona Muska i jego pomysł z założeniem kolonii ludzi na Marsie to tak naprawdę pytanie o relacje między Doliną Krzemową a kosmosem. Latanie w kosmos i powoływanie wirtualnych światów to dwa sposoby realizacji tego samego pragnienia. Jednym z najważniejszych motywów rozwoju technologicznego było zmazanie konsekwencji grzechu pierworodnego, ułomności naszego ciała i przede wszystkim wymazanie śmierci. Technologia miała być nowym, skutecznym docześnie sakramentem – stwierdził.

– Lot w kosmos wynika z tej samej energii co kolonializm, ale obiecuje coś jakościowo innego. Tu już nie chodzi o wyższość cywilizacyjną, ale o „prawo życia” – ślepą siłę, która przełamuje ograniczenia i ma wyrwać człowieka z zasięgu śmierci. Jednak posłańcy tego prawa, jak profesor Weston w Trylogii kosmicznej Lewisa czy Kurtz w Jądrze ciemności Josepha Conrada, dają się wykorzystać tym siłom jak marionetki, realizują ich cele, a potem zostają po prostu porzuceni – kontynuował.

Jak stać się lepszymi ludźmi?

Publicysta przeciwstawił pokusie traktowania wszechświata jako obiektu ekspansji i eksploatacji alternatywne przykłady relacji człowieka z rzeczywistością przekraczającą jego władzę.

– Mikołaj Zebrzydowski, jeden z najbogatszych ludzi ówczesnego świata, stojąc na wzgórzach wokół Lanckorony, rozpoznał w tamtejszych drzewach, kamieniach i ścieżkach ślady Jerozolimy. Nazwał strumień Hebronem i stworzył jej odwzorowanie. Jego ogromne bogactwo stało się dróżkami do nieba nie przez sprowadzanie nieba na ziemię na siłę, ale przez rozpoznanie nieba pomiędzy nami, w rzeczywistości, która nas otacza – zauważył.

– Historyk kościoła Daniel-Rops napisał, że katedry były trzecią – po Ikarze i wieży Babel – próbą zdobycia przez człowieka nieba. Zastanawiam się, dlaczego dwie pierwsze próby skończyły się klęską, a katedry stoją do dziś. Otóż zrobiły one z kamieniem to samo, co Zebrzydowski ze wzgórzami wokół Lanckorony – zauważył.

– Katedry nie były ściąganiem Królestwa Bożego z nieba na ziemię na siłę, lecz rozpoznaniem nieba pomiędzy nami. Opowiadały jego porządek językiem z kamienia. Katedry to eksterytorialne rzeczywistości, do których wchodzimy i nagle znajdujemy się we wszechświecie. Wstępujemy do niego tu, na ziemi, bo jego prawa są obecne wśród nas – kontynuował.

– Wydaje mi się, że to jest uczciwe i piękne podejście do wszechświata – traktowanie go nie jako przedmiotu ekspansji, obszaru do podbicia czy źródła zapewniającego nam nieśmiertelność, ale jako rzeczywistości, która nas uczy. Dzięki niej możemy przyjrzeć się sobie i zobaczyć siebie lepszymi, niż jesteśmy obecnie. Nie bardziej potężnymi czy nieskrępowanymi mocą ślepego „prawa życia”, lecz bardziej szlachetnymi – poprzez uznanie nad sobą wiecznych, kosmicznych prawd – podsumował Maciejewski.