Czy Jan Paweł z Adamczychy mógł być z czegoś dumny? „1670” inaczej
Nie ma większej herezji w polskiej kulturze niż przyznanie się do dumy z dziedzictwa dawnej Rzeczpospolitej. Znana z tolerancji do heretyków Polska powinna jednak przypomnieć sobie historyczny elementarz. Oto 7 powodów, dla których Jan Paweł z Adamczychy mógł być dumny z kraju, którego był obywatelem.
Za nami trzeci sezon popularnego serialu „1670”. Tym razem w internecie dominują głosy zawodu. Adamczycha nie jest już podobno tak śmieszna jak w pierwszych dwóch odsłonach. Twórcom udało się jednak osiągnąć coś, co w natłoku współczesnej popkultury jest szczególnie trudne. Biorąc pod uwagę popularność, liczbę memów i odniesień twórcom udało się stworzyć produkcję kultową.
Skutkiem ubocznym tej satyry na sarmatów jest utrwalanie stereotypowego obrazu dawnej Rzeczypospolitej. W połączeniu z tzw. zwrotem ludowym w historiografii zdaje się, że weszliśmy w taki moment polskiej kultury, w którym obrona I Rzeczypospolitej zaczyna uchodzić za jedną z największych herezji.
W sarmacką Polskę uderzają dziś wszyscy. Lewica przypomina o ciemiężeniu chłopów, które ponoć do dziś odbija nam się czkawką w stosunkach społecznych. Liberałowie chętnie przyjmują, że cała Rzeczpospolita wyglądała jak Adamczycha i z tego całego zapóźnienia, pijaństwa i głupoty należy się przede wszystkim wstydzić.
Narodowcy będą wyszydzać sentyment do wielokulturowości i mocarstwowości dawnej Polski. Z kolei bardziej oczytani państwowcy utyskiwać będą na sarmacką Polskę z powodu braku silnej władzy i sprawnych instytucji – zmory, która ich zdaniem ciągnie się za nami od XVI wieku aż po dziś.
W tych polemikach jest oczywiście sporo prawdy. Rzeczpospolita była państwem stanowym, a jej wolność nie obejmowała chłopa pańszczyźnianego. System polityczny z czasem zaczął się degenerować, a w XVIII wieku jego słabość miała tragiczne konsekwencje.
Tylko, że jednocześnie istnieje co najmniej siedem powodów, które sprawiają, że możemy być z dawnej Rzeczpospolitej dumni. Warto przypomnieć ten elementarz.
1. Wolność osobista
Wolność szlachecka nie była demokracją. Nie obejmowała wszystkich mieszkańców państwa i nie należy udawać, że było inaczej. Ale była czymś naprawdę niezwykłym jak na swoją epokę.
Już przywilej jedlneński z lat 1430–1433 dawał szlachcicowi ochronę przed uwięzieniem bez wyroku. W Anglii podobną zasadę kojarzymy przede wszystkim z Habeas Corpus Act z 1679 roku. W Polsce gwarancja neminem captivabimus funkcjonowała więc na długo przed tym, zanim zachodnia Europa zaczęła budować nowoczesne państwo prawa.
2. Wolność polityczna
Jeszcze ciekawszy był rozwój wolności politycznej. W 1505 roku uchwalono Nihil novi. Król nie mógł już sam ustanawiać nowych praw. Państwo nie było prywatną własnością monarchy. Prawo miało być stanowione za zgodą politycznej wspólnoty.
W XVII-wiecznej Francji Ludwik XIV budował monarchię absolutną, w której król miał być źródłem władzy i prawa. Symbolem tej epoki stały się lettres de cachet – królewskie nakazy, za pomocą których można było między innymi uwięzić człowieka bez procesu. W Rzeczpospolitej uważano, że absolutyzm to czyste zło.
Owszem, polityczną wspólnotą była wtedy szlachta. Ale nie zmienia to faktu, że w Rzeczypospolitej zakorzeniła się bardzo silna nieufność wobec jedynowładztwa.
Kiedy dziś słyszymy, że państwo jest wspólną własnością obywateli, a nie prywatnym folwarkiem rządzących, brzmi to bardzo nowocześnie. Tymczasem Polacy ćwiczyli tę intuicję polityczną już kilkaset lat temu.
3. Tolerancja religijna
W 1572 roku Francuzi urządzili rzeź hugenotów podczas nocy św. Bartłomieja. W kolejnych dekadach Europa miała jeszcze przejść przez wojnę trzydziestoletnią.
A rok później polska szlachta uchwaliła konfederację warszawską. Jej sens można sprowadzić do tezy: nie będziemy się wzajemnie zabijać dlatego, że inaczej wierzymy. Różnowiercy mieli być objęci ochroną prawa.
Konfederacja warszawska z 1573 roku była jednym z najważniejszych aktów tolerancji religijnej w ówczesnej Europie. Rzeczpospolita nie była przez to rajem na ziemi. Konflikty religijne również się u nas zdarzały. Ale w porównaniu z Europą, która urządzała w tym samym czasie religijne rzezie, polski model był czymś naprawdę wyjątkowym.
4. Polska mocarstwowa
Chcemy dziś silnej armii, podmiotowej polityki zagranicznej, mocnej pozycji na Wschodzie i słabej Rosji.
Był w naszej historii moment, w którym to wszystko mieliśmy. W pierwszej połowie XVII wieku Rzeczpospolita była regionalnym mocarstwem. Po rozejmie w Dywilinie w 1618 roku miała około miliona kilometrów kwadratowych. W 1610 roku wojska hetmana Stanisława Żółkiewskiego rozbiły pod Kłuszynem wielokrotnie liczniejszą armię moskiewską, a polska załoga znalazła się na Kremlu.
Rzeczpospolita była przez długi czas jednym z najważniejszych państw Europy. Miała ogromne terytorium, silną kulturę polityczną, potężną armię i wpływy sięgające daleko na wschód. Jeżeli dzisiaj marzymy o tym, żeby Polska była państwem, z którym trzeba się liczyć, mamy gotowy historyczny wzorzec.
5. I jednocześnie nie chcieliśmy wojny dla samej wojny
Rzeczpospolita była mocarstwem, ale jej kultura polityczna nie była kulturą nieustannego podboju. Szlachta potrafiła być bardzo wojownicza, kiedy chodziło o obronę kraju, ale niekoniecznie miała ochotę finansować królewskie projekty imperialne.
Władysław IV chciał w latach 40. XVII wieku rozpętać wielką wojnę z Turcją. Szlachta skutecznie go przed tym powstrzymała. Podobnie wcześniej, po zwycięstwach nad Szwecją, nie zawsze udawało się monarchom przekonać szlachtę do kolejnych kosztownych wojen.
W tej tradycji było coś bardzo zdrowego: państwo miało być silne, ale władca nie miał prawa traktować jego mieszkańców jak paliwa do realizacji własnych ambicji.
6. To była Rzeczpospolita, a nie tylko Polska
Rzeczpospolita nie była państwem jednego narodu. Była państwem wielu narodów, języków i wyznań. Po unii lubelskiej w 1569 roku w jednym organizmie politycznym znalazły się ogromne obszary zamieszkane przez Polaków, Litwinów i Rusinów. Obok katolików żyli prawosławni, protestanci, Żydzi, Ormianie i muzułmańscy Tatarzy.
Coraz więcej ukraińskich historyków przypomina zresztą, że historia Rzeczypospolitej jest również częścią historii Ukrainy. Natalia Starczenko, jedna z najważniejszych współczesnych ukraińskich historyczek zajmujących się tą epoką, przekonuje, że dawna Rzeczpospolita nie powinna być opowiadana wyłącznie jako historia „polskiego panowania” nad Ukraińcami.
Jeżeli Ukraińcy walczą o to, żeby nie znaleźć się ponownie w rosyjskim świecie politycznym i kulturowym, to warto pamiętać, że przez stulecia istniała na tych ziemiach inna tradycja polityczna – łacińska. Rzeczpospolita była na Wschodzie Europy najsilniejszym nośnikiem tej cywilizacji.
7. Państwo zaczynało się od obywatela
I wreszcie coś, co bardzo łatwo przeoczyć, kiedy patrzymy na Rzeczpospolitą wyłącznie przez pryzmat liberum veto – sejmik.
Szlachta nie była tylko grupą ludzi, która przyjeżdżała raz na kilka lat na koronację króla. Przez stulecia spotykała się lokalnie, wybierała swoich przedstawicieli, podejmowała decyzje dotyczące podatków, wojska i prawa, wysyłała posłów na sejm. To była kultura polityczna oparta na przekonaniu, że wspólne sprawy są również moimi sprawami.
Oczywiście, z czasem ten system zaczął produkować również klientelizm, awantury i polityczny paraliż. Liberum veto, które w XVII wieku zaczęło być wykorzystywane jako narzędzie blokowania sejmu, stało się symbolem tego, co w tym modelu poszło źle.
Polska skłonność do oddolnej mobilizacji, do organizowania się wokół wspólnej sprawy, do przekonania, że „jakoś trzeba to razem zrobić”, nie zaczęła się w 1980 roku. Być może nie byłoby Solidarności ani żadnego innego wielkiego zrywu niepodległościowego, gdyby nie tradycja oddolnego republikanizmu.
Sarmaci jak wikingowie
Chciałbym, żeby taki właśnie komunikat dotarł do wszystkich epigonów Szujskiego, Brzozowskiego czy Dmowskiego: nie każda duma z I Rzeczypospolitej jest objawem pięknoduchostwa, nostalgii za pańszczyzną albo politycznej niedojrzałości. Czasami jest po prostu zdrowym odruchem człowieka, który irytuje się, ilekroć słyszy tanią demagogię zamiast historycznej uczciwości.
A polskiej kulturze, na drugą nóżkę do „1670”, życzę poważnego serialu, który zrobiłby z sarmatów to, co Skandynawowie zrobili ze swoimi wikingami.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
