Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Zachodni feminizm jest ślepy na muzułmańską przemoc

Zachodni feminizm jest ślepy na muzułmańską przemoc Autor ilustracji: Paulina Szlencka

Im więcej migrantów z krajów trzeciego świata przybywa do Europy, tym bardziej dziwi postawa zachodnich progresywistów. Prawa kobiet, będące dla nas fundamentalną wartością, są jednocześnie relatywizowane w zetknięciu z kulturami, w których prawa te są brutalnie ograniczane. Zachodnie feministki, tak gorliwie krytykujące patriarchat, zdają się nie dostrzegać problemu przemocy związanej ze światem muzułmańskim.

Po inwazji na Ceutę, hiszpańską eksklawę położoną w Afryce, media społecznościowe obiegł pewien obrazek. Oto znajdująca się na podium młoda kobieta krzyczy, że oczekuje zastąpienia rasistowskich Europejczyków ciężko pracującymi imigrantami.

Inny obrazek: aktywistka LGBTQ+ podczas czuwania w Berlinie, zorganizowanym w związku z atakiem mężczyzny o libańskim pochodzeniu na uczestników Marszu Równości, mówi: „Miałam nadzieję, że sprawca nie jest obcokrajowcem, lecz białym chrześcijaninem”.

W 2024 r. Francuska feministka Rokhaya Diallo krytykowała na łamach „The Guardian” zakaz noszenia hidżabu jako narzędzia wykluczenia, a brytyjska publicystka Nesrine Malik przestrzegała przed feminizmem, który traktuje muzułmanki jak bezwolne ofiary patriarchatu.

Podobnie Amnesty International sprzeciwiała się zakazom noszenia hidżabu i nikabu, argumentując, że kobieta powinna sama decydować o swoim ubiorze.

Oczywiście nie każda muzułmanka zakrywająca ciało jest ofiarą. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy walka z dyskryminacją przesłania krytykę patriarchalnych norm obecnych w części społeczności muzułmańskich.

Zachodni feminizm powinien być konsekwentny: nie można zwalczać patriarchatu tylko tam, gdzie jest to politycznie wygodne. Feministki krytykujące Zachód za męski szowinizm, a jednocześnie przymykające oczy na przemoc wobec kobiet w świecie muzułmańskim to absurd.

Witamy w świecie bez praw kobiet

Agencja Unii Europejskiej ds. Azylu (EUAA) w prowadzonych przez siebie statystykach z 2025 podają, że głównymi państwami pochodzenia migrantów, którzy kierują się do Europy są: Afganistan (14 proc. wszystkich zgłoszeń), Wenezuela (11 proc.), Syria (5 proc.), a także w mniejszej liczbie Irak, Pakistan, Bangladesz oraz Somalia.

Z wyjątkiem Wenezueli, w wymienionych krajach islam jest religią państwową lub zdecydowanie dominującą.

Z jakimi problemami zmagają się kobiety w tych państwach, dobrze pokazują raporty organizacji Human Rights Watch, zajmującej się m.in. monitorowaniem przemocy wobec kobiet i dziewcząt na całym świecie.

Według United Nations Population Fund (UNFPA) co roku, na całym świecie, dochodzi do5 tys. tzw. „honorowych” zabójstw, dokonywanych przez rodzinę ofiar, umotywowanych chęcią „zmycia hańby”, które dotyczą zarówno kobiet jak i mężczyzn.

Nie ma co ukrywać, że prym w tej statystyce wiodą państwa islamskie. W samym Pakistanie w okresie styczeń-maj 2025 r. zostało popełnionych 268 morderstw o takim właśnie charakterze.

W tym samym kraju gwałty, ataki na kobiety z użyciem kwasu czy molestowania seksualne, wiążą się z tzw. instytucjonalną wiktymizacją wtórną. Oznacza to, że policja, sądy i urzędnicy często obwiniają ofiary zamiast ścigać sprawców.

Mimo jednoznacznych zakazów w prawie cywilnym, Federalny Sąd Szariacki, jak i lokalne sądy religijne, regularnie postulują wyższość prawa islamskiego nad ustawami państwowymi, co pozwala im m.in. na legitymizację małżeństw z osobami nieletnimi.

Działają według wykładni szariackiej, dziewczynkę zostaje uznana za dorosłą po osiągnięciu dojrzałości biologicznej (pierwsza miesiączka), a co za tym idzie zdolną do zawarcia małżeństwa.

Sędziowie, co prawda biorą pod uwagę słowne wyrażenie zgody przez dziewczynki, ale ta często jest wymuszana torturami czy porwaniami.

Warto dodać, że porwania dziewcząt z zamiarem małżeństwa są również zbrodnią na tle wyznaniowym. Porywane są najczęściej dziewczynki z mniejszości religijnych (chrześcijanki i hinduski), które następnie są przymuszane do przejścia na islam, a następnie wydawane za mąż za ich porywaczy. Fakt „zmiany” wiary jeszcze bardziej paraliżuje działania sądów cywilnych.

W analogicznym do powyższego okresie aż 18,9 mln dziewcząt zostało wydanych za mąż przed 18 rokiem życia, zaś aż 4,6 mln przed ukończeniem 15 roku życia. Każdego roku z Pakistanu – kraju, który znajduje się na ostatnim (!) miejscu wśród 148 innych państw w Indeksie Global Gender Gap – emigruje 800 tys. osób.

W Iraku sprawca gwałtu ma prawo uniknąć kary lub uchylić swój wyrok, jeśli poślubi swoją ofiarę. Sytuacja już zamężnych kobiet wcale nie jest lepsza.

Na mocy uchwały z dnia 27 sierpnia 2025 r. Kodeks Statusu Osobistego Dżafari, pozwala mężowi na zmianę przepisów umowy małżeńskiej bez zgody żony, umożliwia uzyskanie rozwodu bez zgody żony. Ten sam kodeks przenosi pełną opiekę nad dziećmi na mężczyznę, po ukończeniu przez nie 7 roku życia.

Ponadto w Iraku podziemne, oddolnie organizowane schroniska pomocy dla kobiet doświadczających przemocy, były wielokrotnie najeżdżane i niszczone zarówno przez rodziny ofiar, jak i przez same władze.

Afganistan ogarnięty przez reżim Talibów to w tym momencie jedno z najgorszych miejsc do życia dla kobiet. I odbierana im jest nawet wolność swobodnego praktykowania islamu. Ministerstwo Krzewienia Cnót i Zapobiegania Rozpusty zakazuje im publicznego recytowania Koranu oraz śpiewania.

Afganki mają ograniczony dostęp do opieki medycznej co wynika z zakazu badania i operowania pacjentek przez męski personel medyczny. W przypadku braku kobiety na dyżurze – nawet w stanach zagrożenia życia – odmawia się pacjentce pomocy.

Liczba kobiet z uprawnieniami do leczenia jest tym bardziej mała, ponieważ od końca 2024 roku z powodu zakazu kształcenia kobiet – nie przybywa lekarek i położnych.

Ich poruszanie się poza domem jest warunkowane towarzystwem męskiego członka rodziny, co znacznie uniemożliwia im swobodne korzystanie z transportu publicznego.

Ich ostatnie bastiony wolności – prowadzone w domach zakłady kosmetyczne, kobieca stacja radiowa oraz udział w dostarczaniu pomocy humanitarnej – zostały zakazane.

Natomiast w Egipcie, Sudanie, Etiopii i Somalii, wśród tamtejszej ludności muzułmańskiej nadal dokonuje się „obrzezania” dziewczynek pomiędzy czwartym, a ósmym rokiem życia. Coraz częściej jednak ujawniane są okaleczenia kilkudniowych, kilkutygodniowych i miesięcznych dziewczynek.

Praktyka ta stosowana ze względu na przekonanie, iż w kobiecej naturze leży „rozwiązłość”, którą należy „poskromić”. Ten akt „poskromienia” pozbawia kobiety w przyszłości doznań seksualnych, a w najgorszym wypadku doprowadza do śmierci z powodu zakażenia.

Oczywiście nie należy wrzucać wszystkich państw muzułmańskich do jednego worka. Świat islamski nie jest jednolity, a stopień swobód obywatelskich zależy tam wprost od wpływu religii na prawo.

Na jednym biegunie znajdują się fundamentalistyczne teokracje, takie jak Afganistan i Iran, gdzie szariat służy do sankcjonowania surowego reżimu politycznego i drastycznego ograniczania praw kobiet.

Prawdziwie feministyczny akt wolności

Dlaczego zachodnie feministki zdają się nie dostrzegać danych, które w tak wyraźny sposób przedstawiają codzienność kobiet w niektórych krajach islamu?

Dlaczego pomimo tak wielu raportów organizacji międzynarodowych wciąż są one ślepe na muzułmańską przemoc wobec kobiet i głuche na głosy z Bliskiego Wschodu czy Afryki, wyrażające rozpaczliwie swoją gehennę?

A głos rozsądku i co więcej symbol prawdziwego buntu jest na wyciągnięcie ręki. Ayaan Hirsi Ali somalijska była aktywistka Bractwa Muzułmańskiego, która przeszła wyboistą drogę od radykalnej grupy islamskiej, przez ateizm aż po chrześcijańskie nawrócenie to wyrazisty przykład postawy godnej naśladowania.

Chrześcijański dziennik „Trouw” przeprowadził z Ali wywiad w formie komentarza do dziesięciu przykazań. Mówiła wówczas wprost: „Według mnie to okropne, że ja, żyjąc w demokratycznym państwie, gdzie wolność słowa jest dobrem najważniejszym, ciągle jeszcze mam do czynienia z szantażem zza grobu proroka Mahometa”.

W podobnym duchu wypowiada się urodzona w Iranie Mina Ahadi, założycielka Centralnej Rady Byłych Muzułmanów w Niemczech. W wywiadzie dla „Der Spiegel” mówiła o wyrzeczeniu się wiary islamskiej, którą uważa za mizoginistyczną, a także wzywała do ochrony świeckich muzułmanów – w szczególności kobiet uciskanych przez zasady tej religii.

Analogiczne poglądy głosi również Seyran Ateş, turecko-niemiecka prawniczka uznawana za twarz liberalnego islamu.

Czy więc zachodnie feministki chciałyby uciszyć takie kobiety jak Ayaan Hirsi Ali, Mina Ahadi czy Seyran Ateş w imię własnej tolerancji wobec islamu?

Odwrócony Erasmus lekarstwem na odrealnienie

Warto zadać pytanie, skąd biorą się takie postawy. W przypadku zachodnioeuropejskiej debaty wydaje się, że głównym powodem jest specyficzny splot poprawności politycznej i braku zrozumienia kultury muzułmańskiej, której nie da się pogodzić z zasadami liberalnej demokracji.

Na oba te aspekty zwrócił ostatnio uwagę dr Michał Sulkowski, który wystąpił w niedawnym odcinku Kultury Poświęconej.

Typowy europejski uczestnik debaty publicznej o lewicowo-liberalnych poglądach zdaje się przyjmować, że nie ma większego znaczenia, czy ludzie chodzą do kościoła, czy meczetu. Religia jest przecież sprawą prywatną i nie powinna wpływać na kształt kultury i debaty publicznej.

Problem polega na tym, że tak w przypadku chrześcijaństwa jak i islamu jest to pogląd nieprawdziwy. Mariusz Sulkowski podkreśla jednak znaczącą różnicę między tymi religiami – wolność religijna i prawa kobiet znajdują zakorzenienie w chrześcijaństwie, z islamem zaś są po prostu sprzeczne.

Takiej wiedzy brakuje dziś tym wszystkim, którzy walczą z zachodnim patriarchatem. Feministkom, które w obawie przed poprawnością polityczną, milczą na temat norm panujących w świecie islamskim, polecam następujący eksperyment myślowy:

Skoro znany wszystkim program „Erasmus” ma uczyć poznawania innych kultur i zacieśniania wspólnoty w ramach UE, to wyobraźmy sobie jego bliźniaczą wersję tylko w innej przestrzeni geograficznej. Wersja ta przypominałaby, co w naszej europejskiej wspólnocie dotychczas działało i jak prezentuje się ona społecznie na tle reszty świata.

Chodziłoby o program wymiany, w którym młoda Europejka trafiałaby do Kabulu, Teheranu czy Islamabadu. Nie po to jednak, by grać rolę „białego zbawcy” czy edukować na temat kultury państw Europy, ale żeby przez kilka tygodni przekonać się, jak wygląda życie kobiety, która nie może swobodnie pracować, studiować, podróżować czy sama decydować o swoim małżeństwie.

Dopiero wtedy już po powrocie do Brukseli, Berlina, Warszawy czy Krakowa kobiety te mogłyby uczciwe odpowiedzieć sobie na pytanie: Czy moja rodzima kultura jest opresyjna wobec kobiet? Czy chciałabym zamienić się miejscami, z którąkolwiek z kobiet, które tam poznałam? Czy wzorce kulturowe, które widziałam na tamtejszych ulicach powinny zostać przeniesione na nasze podwórko?

Skończmy z fałszywą tolerancją

W 2013 r. aktorka i aktywistka Angelina Jolie, odbierając nagrodę za działalność humanitarną im. Jeana Hersholta, przyznała:

„Nigdy nie rozumiałam, dlaczego niektórzy ludzie mają tyle szczęścia, że ​​rodzą się z taką szansą jak ja, że ​​mają taką drogę życiową i dlaczego na całym świecie jest kobieta taka jak ja. Z tymi samymi zdolnościami i pragnieniami, tą samą etyką pracy i miłością do rodziny, która najprawdopodobniej kręciłaby lepsze filmy i wygłaszała lepsze przemówienia.

Tylko że ona siedzi w obozie dla uchodźców i nie ma głosu, martwi się, co jej dzieci będą jadły, jak zapewnić im bezpieczeństwo i czy kiedykolwiek będą mogły wrócić do domu. Nie wiem, dlaczego to moje życie, a to jej”.

Powinniśmy pilnować, aby prawa kobiet pozostały takie, o jakie walczyliśmy przez dekady.  Trzeba powiedzieć o tym głośno – nie wszystkie kultury są równe i  tak samo dobre dla kobiet.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.