Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

„Miodowe lata” i Karol Krawczyk. Taki bohater dziś by nie powstał

„Miodowe lata” i Karol Krawczyk. Taki bohater dziś by nie powstał źródło: Wikimedia Commons

Karol Krawczyk prowadził tramwaj, Tadeusz Norek pracował w kanalizacji. Nie byli ludźmi sukcesu, ale „Miodowe lata” nigdy nie przedstawiały ich jako przegranych czy zbędnych. Mieli pracę, małżeństwa, przyjaźń i swoje miejsce w Warszawie. Dziś Karol Krawczyk wydaje się niemal egzotyczny – był bohaterem robotniczym, któremu telewizja pozwalała być centrum świata, a nie problemem do rozwiązania.

Bohater bez awansu

„Miodowe lata”, emitowane od 1998 roku, pojawiły się w szczególnym momencie. Stary porządek społeczny już się rozpadł, ale nowy nie zdążył jeszcze całkowicie narzucić języka sukcesu, przedsiębiorczości i nieustannego rozwoju.

Karol marzył o pieniądzach i sławie, jednak serial nigdy nie uzależniał jego wartości od spełnienia tych marzeń. Po każdej klęsce wracał do tramwaju, mieszkania, Aliny i Norka. Nie awansował, ale też nie znikał.

Jak zauważa filmoznawczyni Ewa Mazierska, po 1989 roku polskie kino rzadko stawiało w centrum pracę i doświadczenie ludzi zatrudnionych fizycznie. Robotnik, wcześniej obciążony propagandowym patosem, zaczął być przedstawiany jako relikt PRL-u, ofiara transformacji albo człowiek nieprzystosowany do nowych czasów.

Alison Stenning opisuje podobny mechanizm: postsocjalistyczna klasa robotnicza była pokazywana albo nostalgicznie, albo jako zdegradowana i przegrana.

Karol i Norek wymykali się temu podziałowi. Nie byli pomnikami dawnej klasy robotniczej, ale nie byli też społecznym odpadem. Ich praca nie czyniła z nich herosów. Dawała im jednak tożsamość, rytm dnia i miejsce w miejskiej wspólnocie. Karol znał trasę tramwaju, Norek podziemną infrastrukturę miasta. Obaj wykonywali zawody potrzebne innym ludziom.

Serial nie musiał tego podkreślać podniosłą muzyką. Wystarczało, że traktował ich pracę jako oczywistą część życia.

Śmiejemy się z Karola, ale czy nim gardzimy?

„Miodowe lata” były polską wersją amerykańskiego sitcomu „The Honeymooners”. Odziedziczyły po nim figurę robotniczego męża-bufona: hałaśliwego, dziecinnego i przekonanego o własnym geniuszu.

Badacz telewizji Richard Butsch pokazał, że amerykańskie sitcomy przez dziesięciolecia przedstawiały mężczyzn z klasy robotniczej jako mniej rozsądnych i mniej dojrzałych niż bohaterowie z klasy średniej. Karol niewątpliwie należy do tej tradycji. Jego pycha, niewiedza i kolejne plany szybkiego wzbogacenia się napędzają fabułę.

Różnica polega na tym, że komiczne upokorzenie nie odbiera mu całej wartości. Serial śmieje się z konkretnego pomysłu Karola, ale nie żąda, by bohater przestał być sobą i nauczył się żyć według zasad bardziej oświeconej klasy.

Nie przyjeżdża ekspert, który zmienia jego dietę, mieszkanie, język i aspiracje. Nie oglądamy go wyłącznie oczami ludzi lepiej wykształconych i zamożniejszych.

Współczesna telewizja znacznie częściej zamienia różnice klasowe w lekcję moralności. Magda Szcześniak i Krzysztof Świrek pokazują, że polskie programy typu reality show przedstawiają biedę i nierówności jako rezultat indywidualnych wyborów, niewłaściwych nawyków albo braku aspiracji.

Bohater z klasy ludowej staje się wtedy projektem naprawczym. Ma nauczyć się lepiej mieszkać, jeść, mówić, planować i konsumować. „Miodowe lata” działały inaczej: Karol po każdym niepowodzeniu pozostawał pełnoprawnym gospodarzem opowieści.

Serial nie był wolny od protekcjonalności. Wiele żartów opierało się na ciele, akcencie czy ograniczonej wiedzy bohaterów. Dejan Jontes i Andreja Trdina zauważają, że w postsocjalistycznych sitcomach pogarda klasowa często ukrywa się właśnie w takich detalach.

Siła „Miodowych lat” polega na równowadze: postacie są karykaturalne, lecz równocześnie zdolne do lojalności, pracy i troski.

Najtrwalszą instytucją w świecie serialu jest przyjaźń Karola i Norka. Mężczyźni kłócą się, obrażają i wciągają nawzajem w katastrofalne przedsięwzięcia. Mimo to Norek niemal zawsze pojawia się w mieszkaniu Krawczyków, a Karol zakłada jego obecność tak naturalnie, jak obecność mebli czy kolacji.

Małżeństwo odporne na tarcie

Podobnie działają małżeństwa Krawczyków i Norków. Daleko im do partnerskiego ideału. Karol bywa egocentryczny, Alina protekcjonalna, a komizm często wyrasta z przestarzałych wyobrażeń o rolach kobiet i mężczyzn. Mimo to konflikt nie oznacza tu natychmiastowego rozpadu więzi.

W „Miodowych latach” rytuały okazują się ważniejsze niż romantyczne deklaracje: powrót z pracy, kolacja, rozmowa w kuchni, wizyta sąsiadów, kłótnia i powtarzające się pojednanie.

Małżeństwo nie jest nagrodą za sukces ani projektem wymagającym nieustannego zarządzania. Jest praktyką codziennego pozostawania razem, także wtedy, gdy brakuje pieniędzy, cierpliwości i dobrych pomysłów.

Warszawa widziana z tramwaju

„Miodowe lata” pokazują również Warszawę, której coraz mniej widać w popkulturze. Nie jest to miasto apartamentów, modnych restauracji i biur ze szkła.

Jego centrum stanowią mieszkanie w starej kamienicy, tramwaj, kanalizacja, osiedlowy sklep i zakład pracy. Bohaterowie nie patrzą na Warszawę z najwyższego piętra biurowca. Poruszają się po niej od środka i znają jej codzienną infrastrukturę.

James Wesley Scott opisuje Wolę jako dawną dzielnicę przemysłową i robotniczą, której pamięć zderza się dziś z gentryfikacją oraz wizerunkiem nowego centrum biznesowego. Justyna Orchowska pokazuje z kolei, że długoletni mieszkańcy mogą traktować zakorzenienie i znajomość miejsca jako własny kapitał.

Tak właśnie funkcjonują Karol i Norek. Nie posiadają prestiżowych nieruchomości, ale traktuję Wolę jak swoje miejsce na ziemi, są u siebie.

Dlatego adres przy Wolskiej nie jest neutralną dekoracją. To materialna podstawa ich godności. Kamienica daje im sąsiedztwo, powtarzalność spotkań i poczucie ciągłości.

Kiedy znika taki model miasta, znika również przestrzeń, w której bohater bez wysokich dochodów może być kimś więcej niż klientem, lokatorem oczekującym na eksmisję albo przeszkodą dla kolejnej inwestycji.

Jeden z ostatnich, nie ostatni

Karol Krawczyk jest jednym z ostatnich tak wyrazistych bohaterów robotniczych głównego nurtu. Późniejsza popkultura nie przestała pokazywać ludzi pracy, ale coraz częściej przedstawiała ich jako ofiary, źródło patologii, obiekt ironii albo ludzi wymagających edukacji przez wielkomiejską klasę kreatywną.

Karol był inny. Nie był bohaterem mimo swojej robotniczości, lecz dzięki społecznemu światu, który ta robotniczość organizowała. Fach dawał mu rytm, przyjaźń chroniła przed samotnością, małżeństwo zapewniało ciągłość, a Wola potwierdzała jego prawo do miasta. Serial pozwalał się z niego śmiać, ale nie pozwalał uznać go za zbędnego.

Być może właśnie to najmocniej odróżnia „Miodowe lata” od wielu współczesnych opowieści o klasie ludowej. Karola nie trzeba było naprawiać, aby zasługiwał na uwagę. Wystarczało, że wracał do domu, otwierał drzwi Norkowi i następnego dnia znowu prowadził tramwaj.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.