Przedwojenni symetryści? Środowisko Giedroycia między polityką piłsudczyków a ideową prawicą chrześcijańską i narodową
„Buntu Młodych” Jerzego Giedroycia nie zakwalifikujemy na pewno do narodowców. Do piłsudczyków też nie do końca, gdyż, jak już tutaj mówiliśmy, sam ruch sanacji był bardzo zróżnicowany i stanowił zbieraninę różnych postulatów. Natomiast wszelkie związki środowiskowe i polityczne jasno stawiają „Bunt Młodych”, a następnie „Politykę” po stronie prawicy konserwatywnej. Z prof. Maciejem Zakrzewskim rozmawia Łukasz Wesołowski.
Mówimy Jerzy Giedroyć, myślimy „Kultura” czy Instytut Literacki w Maisons-Laffitte. Zdecydowanie rzadziej natomiast przychodzą nam do głowy „Myśl Mocarstwowa” czy „Bunt Młodych”, a to przecież w tych przedwojennych organizacjach swoją karierę rozpoczął wymieniony tu Giedroyć. Jaka była ich geneza?
Do tego co pan powiedział trzeba też dodać, że jeśli chodzi o same powiązania Instytutu Literackiego z przedwojennym „Buntem Młodych”, to nie należy tychże powiązań szukać w samym tylko Giedroyciu. Również wiele innych osób, które zaczynały współpracę z Giedroyciem w okresie przedwojennym później tworzyło z nim po wojnie Instytut Literacki.
Jeśli chodzi o genezę tego środowiska to jest ona związana z zamachem majowym i przejęciem władzy przez obóz Józefa Piłsudskiego w roku 1926. Warto zaznaczyć, że zamach ten miał charakter, łagodnie mówiąc, centro-lewicowy. Poza środowiskiem wileńskich konserwatystów tak naprawdę nikt po stronie prawicy nie spoglądał przychylnie na działania marszałka. Piłsudski jednak nie chciał stać się zakładnikiem lewicy i dążył do przekształcenia swojego stronnictwa w ponadpartyjny ruch reform.
Już w 1926 roku widzimy ze strony piłsudczykowskiej ważne gesty w kierunku środowisk konserwatywno-ziemiańskich, przede wszystkim był nim zjazd w Nieświeżu. Na przełomie 1926/1927 roku pojawia się na uczelniach organizacja o nazwie „Myśl Mocarstwowa”.
Trudno powiedzieć, kiedy dokładnie ona powstała, gdyż formowała się w sposób bardzo oddolny na kilku różnych uniwersytetach z połączenia różnych organizacji, głównie młodzieży konserwatywnej i monarchistycznej. Z czasem następował proces konsolidacji. Celem tej nowej, konserwatywno-sanacyjnej grupy była budowa zaplecza akademickiego i rywalizacja z wpływami ówczesnej młodzieży wszechpolskiej na uczelniach.
Tak powstaje więc ruch mocarstwowy. Jego młodzi członkowie starają się szukać wpływów w sferach rządowych, jednak głównie skupiają się na pracy prasowo-ideologicznej. Początkowo program mocarstwowy jest dość niedojrzały i bardziej przypomina patchwork różnych ideologii. Z czasem zaczynają powstawać organy prasowe mocarstwowców, w tym „Bunt Młodych” w roku 1931 (od 1937 przemianowany na „Politykę”), początkowo jako organ myśli mocarstwowej. Po 2 latach nastąpiło odejście od Myśli Mocarstwowej i w „Buncie Młodych” został zmieniony nagłówek na „organ niezależnej inteligencji”. Redaktorem naczelnym od samego początku był Jerzy Giedroyć.
Warto dodać, że początkowy sukces ruchu mocarstwowego na przełomie lat 20. i 30. był związany z wyjątkowo utalentowanym rocznikiem działaczy akademickich, którzy jednak nie pozostawili za sobą równie wybitnych następców. Ci działacze opuścili mury uczelni w pierwszej połowie lat 30. i zaczęli pracować już na własny rachunek.
Jedni pracowali w administracji, inni szli do wojska, jeszcze inni profesjonalnie zajęły się publicystyką. Jednak przez kolejne lata „Bunt Młodych” (potem „Polityka”) był ich główną platformą wypowiedzi. Wśród najważniejszych publicystów pisma należy przede wszystkim wymienić braci Aleksandra i Adolfa Bocheńskich (o wiele rzadziej pojawia się trzeci z braci Józef Maria Bocheński), braci Ksawerego i Mieczysława Pruszyńskich, Stefana Kisielewskiego, Józefa Winiewicza oraz niezwykle ważne nazwisko Kazimierza Studentowicza.
Czy poglądy młodych mocarstwowców były zgodne z polityką władz sanacyjnych do śmierci Józefa Piłsudskiego?
Ruch sanacyjny był bardzo zróżnicowany i sam dzielił się na tzw. prawicę i lewicę piłsudczykowską i w ramach tego na mniejsze koterie. Do śmierci Piłsudskiego te podziały nie przekładały się jednak na jakieś większe konsekwencje. „Bunt Młodych” zdecydowanie trzymał z frakcją prawicową pod wodzą Walerego Sławka, wspieraną przez środowisko Stanisława Cata-Mackiewicza.
Warto natomiast podkreślić, że samo środowisko Giedroycia, co charakterystyczne również dla powojennego Instytutu Literackiego, było zbiorowiskiem niezwykle utalentowanych indywidualistów. Posiadali oni często różne poglądy w kwestii politycznej strategii, jak również charakteryzowali się zróżnicowaną wrażliwością na dopuszczalne granice kompromisu politycznego.
Szczególnie było to widoczne w kwestii sporu o obóz internowania w Berezie Kartuskiej. Sam Giedroyć, który jako pracownik administracji rządowej był najbliżej władzy, najmniej był skłonny do bardzo żywiołowych wystąpień i protestów. Wiedział, że przyniosą one więcej szkody, a żadnego pożytku.
W przeciwieństwie do niego Adolf Bocheński czy Ksawery Pruszyński mieli silną potrzebę zabrania głosu przeciwko nadużywaniu władzy. Obaj mieli pomysł, aby zgłosić się na ochotnika do Berezy. Natomiast w końcu 1934 roku doprowadzili do krótkotrwałego rozłamu w środowisku i założyli pismo „Problemy”, które upadł na skutek częstych konfiskata po kilku miesiącach
Generalnie można stwierdzić, że „Bunt Młodych” uznawał się za grupę propaństwową, a obóz piłsudczykowski postrzegał jako tę opcję, która najskuteczniej z możliwych opcji zabezpiecza interes państwa.
Było to również związane z negatywnym doświadczeniem demokracji parlamentarnej przed rokiem 1926, która nie przekładała się w tamtym okresie na stabilizację państwa, w szczególności jeśli chodzi o politykę zagraniczną. Zamach majowy był więc widziany jako zdrowa korekta ustrojowa, przywrócenie sprawczości i decyzyjności państwa.
Jednak środowisko „Buntu Młodych” zdawało sobie również sprawę, że jeśli system pomajowy skręci za bardzo w stronę autorytaryzmu i oddzieli społeczeństwo od wpływu na politykę, to przestanie być skuteczny. Środowisko Giedroycia starało się właśnie przed tym przestrzegać. Ich ideałem nie były rządy autorytarne, ale stabilny parlamentaryzmy uwzględniający niski poziom kultury politycznej, a więc z silną władzą wykonawczą.
Czy stosunek środowiska „Buntu Młodych” do rządów sanacji zmienił się po śmierci Piłsudskiego?
Problem po 1935 roku polegał też na tym, że politycznie straci osoba, którą „Bunt Młodych” uważał za swojego głównego partnera, czyli Walery Sławek. Później nastąpiła obserwacja sytuacji w obozie sanacyjnym i powolne zbliżanie się do obozu Edwarda Rydza-Śmigłego i Obozu Zjednoczenia Narodowego. Jednak z zachowaniem pewnej rezerwy.
Była jeszcze jedna rzecz, o której rzadko się wspomina. W drugiej połowie lat 30. środowisko „Buntu Młodych” podejmowało kilkukrotnie próbę współpracy z młodzieżą narodową, która wyemancypowała się już z wpływów starszych działaczy endeckich i samego Romana Dmowskiego. Były to jednak działania nieskuteczne. Dla narodowców „Bunt Młodych” nie był partnerem poważnym, nie reprezentował nikogo konkretnego, a programowo byli to bardziej konserwatyści, którzy udawali nacjonalistów. I tak było w istocie. Do tego dochodziły jeszcze dość ostre spory między oboma środowiskami o politykę w stosunku do mniejszości etnicznych.
Przechodząc już do stricte idei politycznych środowiska Giedroycia to zawsze wydawało mi się, że najbardziej „piłsudczykowskim” punktem w jego poglądach była kwestia rozdziału polityki zagranicznej i wojska od polityki parlamentarnej. Była to w pewnym sensie pochwała silnej władzy marszałka Piłsudskiego, którego w rządzeniu państwem zajmowały przecież głównie sprawy międzynarodowo-wojskowe.
Poza Piłsudskim istniała też bardzo ważna dla tego środowiska tradycja konserwatywnego myślenia o państwie. Sam obóz konserwatywny był w tamtym czasie mocno zróżnicowany i nie wszystkie jego odłamy popierały politykę sanacji. Jednak ci najprężniej działający konserwatyści z Krakowa czy Wilna jednak patrzyli na władzę piłsudczykowską raczej przychylnie, a ich intuicja podpowiadała im, że nie można powtarzać błędów I Rzeczypospolitej. To oznaczało dla nich potrzebę silnej władzy państwowej.
Pomysł autonomii polityki zagranicznej i wojska względem sejmu, o którym pan wspomniał, był pomysłem Adolfa Bocheńskiego z roku 1928 i został przedstawiony na łamach jego książki Ustrój a racja stanu. To jest postulat mocno zakorzeniony w myśleniu stańczykowskim i rzeczywiście był on zbieżny z dążeniami piłsudczyków.
Adolf Bocheński w gruncie rzeczy był monarchistą i to wybrzmiewa w Ustrój a racja stanu. Monarchia jest dla niego najlepszym ustrojem, jeśli chodzi o zdolność do prowadzenia racjonalnej polityki zagranicznej, gdyż umożliwia skuteczne oddzielenie jej od wpływów chwiejnej opinii publicznej.
Jednak Bocheński zdawał sobie sprawę, że w ówczesnych okolicznościach wprowadzenie monarchii było niemożliwe, a zatem należało według niego dążyć do powołania silnego ośrodka prezydenckiego oraz wyciągnięcia polityki zagranicznej i wojska spod wpływów parlamentu.
Jednocześnie Bocheński podkreślał, że cała reszta spraw musi pozostać w gestii parlamentu i społeczeństwa. Społeczeństwo nie może bowiem pozostawać całkowicie poza nawiasem decydowania o sprawach publicznych, gdyż to również będzie osłabiać państwo i wzmacniać tendencje rewolucyjne.
Wspomniał pan o zbliżeniach środowiska Jerzego Giedroycia do ruchu narodowego. Zastanawiają mnie pewne wspólne elementy programów obu tych stronnictw. Na przykład stosunek do religii i Kościoła katolickiego wyrażony na łamach głównego manifestu programowego środowiska Giedroycia z roku 1938, czyli Polskiej idei imperialnej, wydaje się być czymś, co raczej łączyło bardziej „Bunt Młodych” z narodowcami niż ze skrajnie pragmatycznym w stosunku do religii Piłsudskim i obozem sanacyjnym.
To jest sprawa dość skomplikowana. Na pewno trzeba pamiętać, że to, co zostało wyrażone w Polskiej idei imperialnej nie do końca odzwierciedla całościowy ton publicystyki „Buntu Młodych”, a następnie „Polityki”. Polska idea imperialna powstała właśnie w czasie zbliżenia środowiska Giedroycia do endecji i miała z tego względu spełniać określone cele polityczne. Stąd na jej łamach wyeksponowano mocno katolicyzm, ale także problem żydowski.
Całościowo jednak na łamach „Buntu Młodych” kwestia katolicka miała różne odsłony. Ten najbardziej wierzący z przedstawicieli tego środowiska, czyli Adolf Bocheński, absolutnie religii do polityki nie mieszał. Pojawia się ona u niego tylko w jednym, ciekawym kontekście, czyli w polemice z narodowcami. Bocheński, jako konserwatysta, uznawał bowiem prymat etyki uniwersalnej nad egoizmem narodowym, co według niego było absolutnie nieosiągalne dla działaczy o poglądach narodowych.
Na łamach „Buntu Młodych” wybrzmiewały także głosy polemiczne w stosunku do Kościoła katolickiego. Wskazywano, że za bardzo zbliżał się on do narodowców, że zacierał granicę między rolą przewodnika moralnego a bezpośrednim zaangażowaniem w politykę. Pojawiła się, głównie piórem Ksawerego Pruszyńskiego krytyka tendencji antysemickich. Jednocześnie odrzucano też „nowoczesny i oświecony” projekt świeckiego państwa reprezentowany przez środowisko „Wiadomości Literackie”.
Krótko mówiąc, środowisko Giedroycia nie kwestionowało roli Kościoła w formowaniu społeczeństwa polskiego pod względem kulturalnym. Zdecydowanie sprzeciwiało się jednak jego upartyjnieniu i upolitycznieniu.
Chyba jednak to, co dzieliło „Bunt Młodych” i narodowców w sposób najbardziej wyraźny to stosunek do mniejszości narodowych, szczególnie ukraińskiej.
Tutaj widać wyraźnie tarcie między tym, co jest ważniejsze – naród czy państwo. To było właśnie główne pole sporu środowiska Giedroycia z narodowcami i dyskusja na temat mniejszości była tego konsekwencją. Dla „Buntu Młodych” podmiotem politycznym było państwo. To ono bierze udział w relacjach międzynarodowych, a każda wspólnota polityczna „mówiła” właśnie poprzez państwo.
Choć dla poprzednich generacji Polaków, żyjących bez swojego państwa, rzeczywiście najważniejszą rolę odgrywał naród, to jednak środowisko Giedroycia wskazywało, że jest to sytuacja z politycznego punktu widzenia patologiczna. Reprezentowali pokolenie, które dorastało w wolnym państwie i stąd mieli nieskażone niewolą myślenie polityczne.
Problem z narodowcami był taki, że oni w imię racji narodu byli w stanie poświęcić rację państwa, np., poprzez wzniecanie wewnętrznych konfliktów z różnymi mniejszościami etnicznymi, osłabiając de facto funkcjonowanie kraju. Racją stanu dla „Buntu Młodych” było natomiast łagodzenie tego typu problemów społecznych. Taką właśnie retorykę stosowali w temacie mniejszości ukraińskiej, sprzeciwiając się wszelkiemu pogarszaniu napiętych relacji między Polakami i Ukraińcami. Pobnie argumentowano w sprawie żydowskiej.
Zostając trochę w temacie relacji z Ukraińcami, ale wychodząc poza granice II Rzeczypospolitej, Adolf Bocheński lansował też politykę w stosunku do narodów Europy Wschodniej, będącą tak naprawdę kontynuacją koncepcji federacyjnej Józefa Piłsudskiego. Może pan powiedzieć o tym coś więcej?
Piłsudczycy w latach 30. chcieli już zapomnieć o jakiejkolwiek idei federacyjnej. Dla nich marzenia o niej skończyły się wraz z pokojem ryskim. Utrzymywano pewne kontakty ruchem prometejskim, ale generalnie cała sprawa ukraińska miała już wtedy dla piłsudczyków wymiar jedynie wewnętrzny.
„Bunt Młodych” natomiast starał się przypominać te idee. Wskazywali, że niepodległe państwo ukraińskie nie było tylko sentymentem starych czasów dla Piłsudskiego i jego ludzi, natomiast stanowiło całkowicie realny projekt na przyszłość i wymóg racji stanu Polski. Koncepcja ta była przez nich bardzo konsekwentnie podnoszona, mimo że nie znajdowała posłuchu w kręgach rządowych.
Z naszej rozmowy zarysowuje się obraz „Buntu”, a w szczególności Adolfa Bocheńskiego, jako dość odległych od ideologii nacjonalistycznej. Z drugiej strony jednak, zapoznając się z publicystyką Bocheńskiego dotyczącą polityki zagranicznej ciężko nie zauważyć ogromnej roli, jaką przypisywał on właśnie nacjonalizmom w kształtowaniu ówczesnych stosunków międzynarodowych.
Bocheński spoglądał na stosunki międzynarodowe poprzez kategorie wypracowane w XIX wieku, więc dla niego dyplomacja to przede wszystkim pewna gra potencjałów. Rzeczywiście dostrzegał on to, czego niektórzy konserwatyści nie zauważali.
Mianowicie niezwykłą dynamikę ruchów narodowych. Zdawał sobie sprawę z braku możliwości restytuowania Wielkiego Księstwa Litewskiego czy zrobienia z Ukraińców na nowo Polaków itd. W przeciwieństwie do narodowców nie kwestionował istnienia narodu ukraińskiego.
Jednak co innego jest uznanie wagi czynników etnicznych, a co innego postulat państwa narodowego. Bocheński uznawał, że narody dojrzałe mogą się zachować racjonalnie i w pewnych okolicznościach funkcjonować w ramach jednego państwa dla obopólnej korzyści. Ale do tego trzeba reprezentować wyższy poziom cywilizacyjny, a egoizm narodowy uznawał za krok wstecz, pod względem politycznym i również moralnym.
Ciężko nie poruszyć kwestii, która obrosła już chyba legendą. Chodzi o koncepcje „Buntu Młodych”, przede wszystkim znów samego Adolfa Bocheńskiego Bocheńskiego, dotyczące polskiej polityki zagranicznej w stosunku do Rzeszy Niemieckiej.
„Bunt Młodych” rzeczywiście od 1934 roku niemal do samego końca wspierał politykę Józefa Becka w stosunku do Niemiec. Jeśli chodzi o Bocheńskiego to wiele mitów obrosło wokół zestawiania go z Władysławem Studnickim czy Stanisławem Catem-Mackiewiczem. Każdy z nich był w istocie trochę inny jeśli chodzi o stosunek do Niemiec, choć Bocheńskiemu zdecydowanie bliżej było do Cata-Mackiewicza.
Swoją słynną książkę o polityce międzynarodowej pt. Między Niemcami a Rosją Bocheński rozpoczął od krytyki Romana Dmowskiego wskazując, że był on zbyt jednowektorowy, tj. widział większe zagrożenie zawsze w Niemcach, mających stać cywilizacyjnie i kulturowo wyżej od Polaków niż zacofani Rosjanie. Ponownie: Dmowski myślał on w kategoriach narodu, a nie państwa.
Bocheński odwrócił ten sposób myślenia stwierdzając, że problemem Polski było umiejscowienie między Rosją a Niemcami. Dla tego publicysty nie miało znaczenia jacy oni byli, ich sojusz zawsze oznaczać będzie bowiem zagładę Polski i kluczem było znalezienie sposobu na wyjście z tej pułapki.
Wyjście stanowić miało pomnożenie bytów politycznych na mapie, które oddzielałyby Polskę od dwóch potężniejszych sąsiadów i dawałyby jej większe możliwości działania. Bocheński stwierdził, że nie była możliwa dekompozycja jednolitych narodowo Niemiec. Zdecydowanie słabsza pod tym względem była sowiecka Rosja, z której można było odłączyć niepodległą Ukrainę itd.
Nie miało znaczenia dla Bocheńskiego, czy ta Ukraina będzie później bardziej przyjazna Polsce czy Niemcom. Samo pojawienie się jej lub innych krajów na ziemiach ZSRS w Europie Wschodniej dawało Polsce według niego zdecydowanie większe możliwości działania i z tej perspektywy było bardzo korzystne.
Reorientacja Józefa Becka w marcu 1939 roku sprawiła, że Bocheński praktycznie przestał pisać o tematach międzynarodowych. Bardzo krytycznie wypowiadał się o sławnej mowie Becka. W „Polityce” oni też nie do końca wiedziano, jak interpretować te wydarzenia. Z pewnością jednak czuli grozę tego co się działo i nie byli entuzjastami konfrontacji z Niemcami, choć nie dawali temu otwarcie świadectwa.
Zostawiając już Adolfa Bocheńskiego i problemy międzynarodowe, był tu parę razy wspomniany problem stosunku do ludności żydowskiej. Jakie pozycje zajmowali tu publicyści „Buntu Młodych” i „Polityki”?
Gdy Jerzy Giedroyć został zapytany o to, czy są jakieś rzeczy z przeszłości, które by chętnie zmienił, to wskazał właśnie na rozdział autorstwa Kazimierza Studentowicza o problemie żydowskim w Polskiej idei imperialnej. Wywołał on niemałe tarcia w samym środowisku, Adolf Bocheński chciał zrezygnować ze współpracy, a wiele rzeczy w tym rozdziale zostało podobno mocno złagodzonych.
Trzeba zaznaczyć, że rozdział ten rzeczywiście w ogóle nie współgrał z tonem całości publicystyki środowiska Giedroycia w temacie żydowskim. „Bunt Młodych” tak naprawdę przez cały czas był miejscem polemiki z postawą antysemicką młodzieży narodowej. Na pierwszą linię wysuwali się tu bracia Pruszyńscy i Bocheńscy, można wspomnieć, że Jan Frankowski czy Stefan Kisielewski sami posiadali korzenie żydowskie.
Z drugiej strony „Bunt Młodych” dostrzegał problem społeczny w tym, że bardzo duża część ludności kraju żyje poza wspólnotą polityczną. Głoszono postulat współpracy z syjonizmem i popieranie emigracji żydowskiej. Dużą rolę odegrał tu Ksawery Pruszyński ze swoimi świetnymi reportażami z Palestyny. W przeciwieństwie do narodowców wysuwano jednak jakiś konstruktywny plan złagodzenia problemu. Pamiętajmy, że chodziło o dobrowolną emigrację, a nie jakieś odgórne akcję jakie odbywały się w tym czasie w Rzeszy. Narodowcy nie posiadali żadnego pomysłu poza zwykłym rozpychaniem się łokciami i mordobiciem
Postulaty „Polityki” korespondowały również z ówczesną polityką sanacji w stosunku do Żydów, która jednak nie mogła prowadzić jej tak otwarcie ze względu chociażby na stosunki zagraniczne z Wielką Brytanią. Ale na ile można było nieoficjalnie to ją wspierano.
Podsumowując, czy przedstawicieli przedwojennego środowiska Jerzego Giedroycia można ochrzcić mianem symetrystów?
Można, pod warunkiem, że uznamy instytucję państwa jako główny punkt odniesienia w polityce. Oznacza to także, iż wszelkie stronnictwa polityczne mają mieć wobec tegoż państwa rolę całkowicie służebną.
Zatem w jakim miejscu na politycznym spektrum sam by ich pan osadził?
„Buntu Młodych” nie zakwalifikujemy na pewno do narodowców. Do piłsudczyków też nie do końca, gdyż, jak już tutaj mówiliśmy, sam ruch sanacji był bardzo zróżnicowany i stanowił zbieraninę różnych postulatów.
Natomiast wszelkie związki środowiskowe i polityczne jasno stawiają „Bunt Młodych”, a następnie „Politykę” po stronie prawicy konserwatywnej, czyli ruchu, który w drugiej połowie lat trzydziestych generalnie już nie istniał jako formacja polityczna. Trzeba bowiem pamiętać, że konserwatyzm w latach trzydziestych bardzo się zmieniał w całej Europie Zachodniej i dochodziło tam do mocnego przedefiniowania pojęć.
Przedwojenne środowisko Jerzego Giedroycia nazwałbym więc ostatnim pokoleniem polskich zachowawców zakorzenionym w tradycji polskiego konserwatyzmu, który wyrósł na gruncie bardzo specyficznego doświadczenia wieku XIX i na potrzebie wypracowania dojrzałej filozofii politycznej, pozwalającej na uniknięcie losu I Rzeczypospolitej. Niestety tego się nie udało osiągnąć i nadszedł 1 września.
Publikacja jest częścią projektu „Mocarstwo idei – Jerzy Giedroyc przedwojenny” dofinansowanego ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach programu „Patriotyzm Jutra. Wielkie Rocznice”. Wszystkie materiały w ramach projektu udostępnione są na licencji CC BY. Zachęcamy do ich przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
Maciej Zakrzewski
Łukasz Wesołowski
