Powrót CPN kosztuje nas pół miliarda złotych. Ekspert wskazuje: To populistyczna zagrywka
Od dziś do końca sierpnia powraca rządowy program „Ceny Paliw Niżej”, który ma częściowo zrekompensować Polakom nagły wzrost kosztów tankowania wywołany wojną na Bliskim Wschodzie. Niestety, końca konfliktu nie widać, a każdy miesiąc sztucznej obniżki cen to bolesny cios dla budżetu państwa. „Przypomnę, to koszt, który poniesiemy wszyscy po to, by wracający z gór czy z nad morza mogli się raz czy dwa uśmiechnąć” – komentuje Marcin Kawko.
Blokada cieśniny Ormuz, która nastąpiła po ataku USA i Izraela na Iran, doprowadziła do trwałego zatrzymania przepływu ropy naftowej przez jeden z najbardziej krytycznych obszarów dla transportu tego surowca na świecie.
Przed wybuchem konfliktu przez cieśninę łączącą Zatokę Omańską z Zatoką Perską, przepływało około 20 milionów baryłek ropy dziennie. Blokady amerykańskie i irańskie, miny morskie, ataki rakietowe oraz gwałtownie rosnące koszty ubezpieczenia skutecznie uniemożliwiły żeglugę przez cieśninę.
Ilość ropy transportowanej przez Ormuz zmienia się każdego dnia. Niekiedy stanowi połowę tego, ile przewożono jej przed wybuchem wojny, a innym razem – wyłącznie niewielki procent tej wartości. W lipcu wahała się ona od kilku do kilkunastu milionów baryłek dziennie.
„W tygodniu rozpoczynającym się 3 sierpnia liczba ta spadła do 1,74 mln baryłek dziennie, a nawet w najlepszym tygodniu od początku konfliktu w ciągu siedmiu dni od 29 czerwca wywieziono jedynie 6,98 mln baryłek dziennie” – podaje Reuters.
Pomimo podpisywania kolejnych porozumień między stronami konfliktu, nie wiadomo kiedy dojdzie do ostatecznego zawarcia pokoju. Dotychczasowo wszystkie porozumienia zakończyły się, często nagłym, zerwaniem zawieszenia broni. W związku z tym, nie da się przewidzieć, jak długo jeszcze będą trwać wahania na rynku ropy.
Populistyczny powrót CPN
1 lipca rząd zakończył program „Ceny Paliw Niżej” (CPN), który kosztował budżet państwa dotychczasowo ok. 4,7 mld złotych. Obecnie program ten powraca, co zadeklarował na konferencji prasowej w czwartek premier Donald Tusk.
Niższa stawka VAT na paliwo (8 zamiast 23 proc.) będzie obowiązywała od dzisiejszego dnia (17 sierpnia) do 31 sierpnia włącznie. Według szefa rządu, dzięki tej decyzji kierowcy zapłacą za litr paliwa od około 90 groszy do ponad złotówki mniej, niż płaciliby bez rządowego wsparcia.
„Polska będzie w absolutnej czołówce europejskiej, jeśli chodzi o najniższe ceny paliw” – mówił Donald Tusk. Jednocześnie premier zaznaczył, że „minister finansów naprawdę dokonywał cudów”, by zrealizować CPN „przy tej napiętej sytuacji finansowej”. Ponowne obniżenie VAT na paliwa na ostatnie dwa tygodnie sierpnia ma kosztować finanse publiczne około 495 mln złotych.
„Minister Energii każdego dnia będzie informował o maksymalnych możliwych cenach na stacjach benzynowych, aby koncerny paliwowe nie wykorzystywały obniżenia VAT dla siebie, lecz aby korzyści z tej skromnej, ale jednak dość wyraźnej obniżki trafiły do ludzi” – powiedział premier.
Dziś benzyna 95 ma kosztować nie więcej niż 6 zł 41 gr za litr, benzyna 98 – 7 zł 20 gr, a olej napędowy – 7 zł 37 gr – wynika z piątkowego ogłoszenia Ministra Energii.
Zdaniem Marcina Kawko, eksperta Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego ds. patriotyzmu rozwojowego i krótkich łańcuchów dostaw, dwie grupy są największymi beneficjentami programu CPN. Pierwszą z nich są rolnicy, którzy są ryczałtowcami (ponad 2/3 polskich rolników). W szczycie trwających teraz żniw każdy grosz obniżki cen paliwa do maszyn rolniczych jest dla nich korzystny.
Drugą grupą stanowią przedstawiciele polskiej klasy średniej, którzy spędzają końcówkę wakacji w Polsce.
– W tej decyzji chodzi wyłącznie o to, by tacy ludzie, często – jak mniemam – wyborcy KO, zobaczyli mniej straszne kwoty na pylonach. Żadnej rodzinie chwilowo niższy VAT nie zrobi realnie dużej różnicy. Przy tankowaniu 40 litrów obniżka ok. 1 zł na litrze daje 40 zł oszczędności, co w skali kosztu całego pobytu wakacyjnego jest niezauważalne. To czysty efekt psychologiczny.
Zauważalne natomiast staje się dla budżetu państwa, który przez dwa tygodnie tej populistycznej zagrywki estetycznej straci ok. pół miliarda złotych. Stracimy na tym wszyscy, co jest absurdalne przy i tak już rosnącym deficycie finansów publicznych – komentuje ekspert.
Marcin Kawko komentował program CPN na łamach naszego portalu przy okazji opisywania wielkich zmian na rynku paliw w Polsce.
„O ile na politycznym sterowaniu ceną paliw chwilowo zyskują obywatele, o tyle jednocześnie mocno tracą firmy paliwowe, w tym również te polskie. W przypadku sprzedaży hurtowej lub choćby po prostu flotowej VAT nie jest tak istotny, liczy się minimalna marża, możliwa do wygenerowania przy odpowiednim poziomie sprzedaży.
Marża, która znika w momencie wprowadzenia cen maksymalnych, uderzających najmocniej potencjalnych niezależnych konkurentów Orlenu, którzy nie zarabiają jak on na innych elementach łańcucha. Dokładnie takie firmy, na jakich rozwoju powinno nam zależeć.
Oczywiście na obniżeniu cen paliw teoretycznie zyskują również przedsiębiorstwa uzależnione od transportu, jednak z uwagi na mechanizm rozliczania VAT zyskują niewspółmiernie mniej niż przeciętny kierowca osobówki, generując jednocześnie znaczne obniżenie wpływów podatkowych państwa.
Programy takie jak Ceny Paliw Niżej mogą być dobrym mechanizmem chwilowo stabilizującym gospodarkę, jednak utrzymywane zbyt długo stają się po prostu populistycznym narzędziem zdobywania głosów kierowców” – pisał ekspert Centrum Analiz KJ.
Było wiadomo, że CPN będzie bez pokrycia
Na stronie rządu w nawiązaniu do konferencji premiera czytamy, że ulga dla kierowców mogłaby być jeszcze większa, gdyby nie decyzja prezydenta o zawetowaniu ustawy umożliwiającej nałożenie na koncerny paliwowe specjalnego podatku od nadzwyczajnych zysków.
Artykuł wprowadza w błąd, ponieważ Karol Nawrocki nie zawetował, lecz skierował do Trybunału Konstytucyjnego tę ustawę – i choć w praktyce rzeczywiście zablokował postulowany podatek, to nie wykorzystał do tego bezpośrednio prawa weta.
– Projekt ustawy o windfall tax, mimo że samego mechanizmu podatku od niezasłużonych nadzwyczajnych zysków można bronić z perspektywy dobra wspólnego, był wybitnie niemądry i uznaniowy – chciał wstecznie naliczać opłaty i obciążać nimi biznes.
Decyzja prezydenta, którą zasłaniają się rządzący, nie jest żadnym usprawiedliwieniem, ponieważ od początku było oczywiste, że CPN nie będzie miał pokrycia i będzie to koszt, który wszyscy poniesiemy. Przypomnę, koszt, który poniesiemy wszyscy po to, by wracający z gór czy z nad morza mogli się raz czy dwa uśmiechnąć – komentuje Marcin Kawko.
– Na obniżce nie zyskuje wcale branża transportowa, która jest w Polsce istotną częścią gospodarki. Firmy te interesuje bowiem cena netto paliwa, a nie brutto. CPN natomiast to tylko zmiana podatku VAT z 23 proc. na 8 proc. Jedyne na czym zyskują firmy transportowe to symboliczne zwiększenie płynności, co jednak nie usprawiedliwia tak ogromnego kosztu dla budżetu – twierdzi Kawko.
Ekspert wskazuje na jeszcze jedno zagrożenie, które historycznie już się materializowało przy obniżkach cen paliw. Może być chwilowy brak dostępności paliw na stacjach, gdy 31 sierpnia tuż przed końcem obniżki Polacy ruszą zapełniać kanistry.
Wszystkie teksty Marcina Kawko na łamach Klubu Jagiellońskiego.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
