Chiński szok 2.0. Jak Państwo Środka zagraża polskiej gospodarce?
Czasy, w których Chiny skupiały się na produkcji prostych towarów i były nieśmiałym partnerem Zachodu, już dawno minęły. Obecnie mamy do czynienia z tzw. chińskim szokiem 2.0 polegającym na tym, że Państwo Środka odważnie inwestuje w swój przemysł i wykrwawia gospodarczo resztę świata, w tym Polskę. Czy jesteśmy na to gotowi?

Można odnieść wrażenie, że nie myślimy, jakie będą długoterminowe konsekwencje naszych działań względem Państwa Środka, bez względu na to, czy mowa o podpisywaniu nowych umów o współpracy, czy sprawie tak trywialnej jak zamawianie przesyłek z AliBaby, Shein i Temu.
Obecnie w Chinach dostrzegamy głównie wielki rynek pełen gospodarczych możliwości, z których powinniśmy korzystać, póki stosunki między naszymi krajami są względnie przyzwoite.
Gospodarcza inwazja ze Wschodu
Jednak czasy, w których Chiny skupiały się na produkcji prostych towarów i były nieśmiałym partnerem Zachodu, już dawno minęły. Obecnie mamy do czynienia z tzw. chińskim szokiem 2.0 polegającym na tym, że Państwo Środka odważnie inwestuje w swój przemysł i wykrwawia gospodarczo resztę świata, w tym Polskę.
Na to groźne zjawisko zwraca uwagę raport Polska – Europa – Chiny: współpraca czy pułapka uzależnienia? niedawno przygotowany przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców oraz Ośrodek Studiów Wschodnich.
Statystyki podane przez autorów dokumentu są nieubłagane. W poprzednim roku w skali całej Unii Europejskiej z przemysłu bezpowrotnie „uciekło” do Chin 87 miliardów euro wartości dodanej, z czego aż 11,4 miliarda to straty poniesione przez polską gospodarkę.
Autorzy szacują, że w naszym kraju bezpośrednio zagrożonych jest ok. 45 tysięcy miejsc w przemyśle, głównie w sektorach bateryjnym, części motoryzacyjnych, AGD oraz hutnictwie.
Przewaga ChRL nie jest efektem wyłącznie wolnorynkowej konkurencji, ale państwowej strategii, polegającej m.in. na centralnym planowaniu, kradzieży technologii czy subsydiowaniu produkcji.
W ten sposób Pekin dąży do swoistej gospodarczej autarkii, dzięki której wzrośnie zależność reszty świata od strategicznych chińskich towarów, co tamtejsze władze mogą wykorzystać jako dźwignię politycznego nacisku.
Przykładowo, w odpowiedzi na amerykańskie i europejskie sankcje Chiny wprowadzają własne restrykcje w dziedzinie metali ziem rzadkich, których globalną rafinację kontrolują w ponad 90%.
Podobnie głębokie uzależnienie występuje w sektorze farmacji; jedynie 0,5% substancji czynnych z polskiej listy leków krytycznych powstaje w naszym kraju, dlatego jesteśmy zmuszani importować składniki antybiotyków z Chin (90% światowych zasobów).
Uzależniliśmy się także od chińskich ogniw, na których opiera się 95% instalacji fotowoltaicznych w UE.
Jako Polska jesteśmy szczególnie narażeni na agresywną chińską politykę. Do tej pory pełniliśmy rolę podwykonawcy dla zachodnioeuropejskiego (głównie niemieckiego) przemysłu, przez co gdy te same zachodnie koncerny przegrywają z Chińczykami na rynku, jako pierwsi z łańcuchów dostaw wypadają polscy dostawcy.
Oznacza to, że w miejscu polskich zagłębi przemysłowych może powstać tzw. pas rdzy, który stanie się ogniskiem społecznych frustracji na wzór amerykańskiego Midwestu czy terenu dawnego NRD. Jak ostrzega wiceprezes OSW Jakub Jakóbowski w rozmowie na portalu Zero, Chiny mogą w ten sposób wbić gwóźdź do trumny naszej demokracji.
Pekin swoimi działaniami daje jasno do zrozumienia, że za ekspansją gospodarczą nie kryje się wyłącznie troska o narodowy interes, lecz otwarta wrogość wobec Zachodu.
Jakóbowski przytacza historie chińskich dyplomatów, którzy odwiedzają wybrane państwa członkowskie UE, aby wywierać na nich szantaż, dzięki któremu wszelkie akty wymierzone w ChRL zostaną zablokowane albo zawetowane.
W przypadku oporu Chińczycy stosowali otwarte groźby, zapowiadając, że odczujemy bolesne konsekwencje zależności od Pekinu. Chiny przestały zatem udawać „dobrego wujka” i obecnie przechodzą na wyższy szczebel drabiny eskalacyjnej, który wyklucza dobroduszne stosunki.
„Jestem […] głęboko przekonany, że w tej nowej rzeczywistości nie odnajdziemy się, jeśli nie zmierzymy się z głównym katalizatorem i jednocześnie […] beneficjentem tych tektonicznych zmian, czyli polityką gospodarczą Chin, która […] stanowi dla nas egzystencjalne zagrożenie nie tylko w wymiarze ekonomicznym, ale również politycznym, a w konsekwencji wręcz cywilizacyjnym” – ostrzega Jakub Bińkowski, wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Warto potraktować tę przestrogę poważnie.
Pekin i Moskwa grają do jednej bramki
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że Chiny prowadzą sprawną politykę wielowektorową i w każdej spornej sytuacji międzynarodowej stawiają siebie w roli bezstronnego gracza, aby osiągnąć jak najwięcej wymiernych korzyści.
Dowodem na to ma być trwająca wojna na Ukrainie, gdyż z jednej strony Pekin nie potępił otwarcie rosyjskiej agresji ani nie przyłączył się do sankcji przeciwko Moskwie, lecz z drugiej poparł integralność terytorialną Ukrainy i zgłaszał chęć pomocy w odbudowie tego kraju po zakończeniu konfliktu.
Rzeczywistość jest jednak dla nas, tj. Polski i szerzej Zachodu, dużo bardziej bolesna, wszak Chiny już dawno zdecydowały o szeroko zakrojonej, strategicznej współpracy z Rosją i jest to droga, z której nie planują zawrócić. Nie świadczą o tym bynajmniej dyplomatyczne wizyty Xi Jinpinga na Placu Czerwonym.
W trakcie wojny Pekin oferuje kluczowe części zamienne i towary podwójnego zastosowania, które są potrzebne Moskwie do produkcji broni. Przykładowo, irańskie drony Shahed, za pomocą których Rosja terroryzuje ukraińskie niebo, składają się z chińskich komponentów, podobnie jak proch, do produkcji którego Kreml sprowadza nitrocelulozę znad Jangcy. Cały rosyjski przemysł zbrojeniowy funkcjonuje w dużej mierze dzięki kupowanym w Chinach półprzewodnikom (blisko 90% importu).
Wojenne wsparcie nie kończy się na sprzęcie, wszak ChRL aktywnie finansuje rosyjską machinę. Jak podają analitycy OSW w raporcie Słabe punkty Rosji, Kreml eksportuje do Państwa Środka niemal połowę swojej ropy naftowej (ok. 45%) i gazu ziemnego (40%), obchodząc w ten sposób zachodnie sankcje i znajdując bezpieczne źródło wysokich dochodów. Nagle staje się jasne, że nie ma mowy o żadnej neutralności Chin w wojnie na Ukrainie.
Unia i Stany pomogą?
Dziś już gołym okiem widać, że Chiny prowadzą agresywną ekspansję gospodarczą wymierzoną w nasze rodzime biznesy. Z drugiej strony – ograniczenie do minimum kontaktów z Państwem Środka jest dziś nierealne.
Jesteśmy – jako Europa – zbyt mocno uwikłani w sieć zależności od Państwa Środka, czy to pod względem dostępu do metali ziem rzadkich, czy produkcji leków i technologii potrzebnych do codziennego funkcjonowania.
Niedługo przyjdzie czas, kiedy będziemy musieli jasno określić naszą pozycję względem Chin, jako że konflikt interesów (na razie, miejmy nadzieję, tylko handlowy) wydaje się nieunikniony. Nie widzę innego scenariusza, jak opowiedzenie się Polski po stronie Europy i USA we wspólnym oporze przeciwko chińskiej dominacji.
Polska w rozmowach z Chinami ma rzecz jasna swoje argumenty jak hub logistyczny w Małaszewiczach, lecz jako pojedyncze państwo nie mamy wystarczająco zasobów, aby postawić się komunistycznemu imperium.
Powinniśmy w tym celu wykorzystywać naszą obecność w Unii Europejskiej, która posiada odpowiednie instrumenty – czytaj: regulacje i sankcje – do ograniczania skutków ekspansji Państwa Środka. Spotka się to rzecz jasna z jego dyplomatycznym sprzeciwem, lecz jako Polska musimy się z tym liczyć.
Nawet zjednoczona Europa nie wystarczy jednak do równoważenia wpływów ponad miliardowego kraju, dlatego tym bardziej kluczowe jest wzmacnianie sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, aby nasze połączone potencjały okazały się dla Pekinu nie do przezwyciężenia.
W dobie nieprzewidywalnej polityki Donalda Trumpa niektóre państwa takie jak Kanada starają się uniezależnić od Ameryki za sprawą zwiększonych kontaktów z Chinami, co w przyszłości odbije im się czkawką. Zachęcanie USA do współpracy może być bardzo niewdzięcznym zadaniem, lecz w obliczu starcia z Pekinem leży to w naszym interesie narodowym, czy tego chcemy czy nie.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.