Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Jan Rokita nie był Brutusem polskiej prawicy. „Nocna zmiana” to fałszywy mit

przeczytanie zajmie 6 min

Reakcje na wystąpienie Jana Rokity podczas grilla u Mateusza Morawieckiego przypomniały, że wciąż żywy jest na prawicy mit „nocnej zmiany” – spisku, który miał doprowadzić do obalenie rządu Jana Olszewskiego przez stronników komunistycznej bezpieki. Dlaczego jest to jedynie legenda?

Wystąpienie Jana Rokity na grillu u Morawieckiego wywołało na prawicy prawdziwy sztorm. Spore emocje wzbudziły jego słowa o Ukrainie, jednakże ich ocena stała się punktem wyjścia do szerszego ataku na byłego polityka.

Rokita naraził się także wyrażoną na łamach „Rzeczpospolitej” krytyką w kierunku PiS i Przemysława Czarnka. Część prawicy wróciła pamięcią do lat 90. i przypomniała, że były poseł Platformy Obywatelskiej to ten, który przyłożył rękę do „nocnej zmiany”.

Za przykład ataku niech służy post Dariusza Mateckiego, który stwierdził: „To on w 1992 roku złożył wniosek o odwołanie rządu Jana Olszewskiego i aktywnie uczestniczył w wydarzeniach, które doprowadziły do upadku pierwszego gabinetu próbującego przeprowadzić realną lustrację (…) Dzisiaj ten sam Jan Rokita występuje u boku Mateusza Morawieckiego w chwili narastającego sporu wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości”.

Problem w tym, że historia upadku rządu Jana Olszewskiego to w rzeczywistości nie jest opowieść o jedynych sprawiedliwych, którzy mimo że walczyli w imię antykomunistycznej cnoty, zostali pokonani przez wraże, czerwone siły.

Rząd Olszewskiego od samego początku był gabinetem mniejszościowym, a od miesięcy zmagał się z problemem zbudowania stabilizacji parlamentarnej. Problemy władzy potęgowały konflikty wewnętrzne oraz zaostrzający się spór z prezydentem Lechem Wałęsą.

Lustracja stanowiła zapalnik, który przyspieszył upadek rządu i nadał mu mitologiczną aurę. Nie była ona jednak jedyną czy nawet pierwotną przyczyną jego końca.

W cieniu mitu

Gabinet kierowany przez byłego działacza Komitetu Obrony Robotników powstał po pierwszych w pełni demokratycznych wyborach parlamentarnych w III RP, przeprowadzonych jesienią 1991 roku. Ich wynik stworzył warunki, w których ciężko było o stworzenie stabilnej większości.

Brak ustawowego progu wyborczego skutkował ogromnym rozdrobnieniem parlamentu. Mandaty uzyskali przedstawiciele aż 29 ugrupowań, z których zaledwie 10 wprowadziło do izby niższej więcej niż 10 posłów. Taka sytuacja tworzyła konieczność prowadzenia nieustających negocjacji i poszukiwania nadzwyczajnych kompromisów.

Początkowo Lech Wałęsa forsował opcję utworzenia rządu przez Jana Krzysztofa Bieleckiego, z którym dobrze mu się współpracowało. Próba ta zakończyła się jednak niepowodzeniem i ciężar wyłonienia nowego gabinetu przeniósł się do Sejmu.

Wówczas ujawniła się rola Jarosława Kaczyńskiego. Prezes Porozumienia Centrum był głównym architektem uzyskania poparcia dla rządu Jana Olszewskiego.

Od początku był to jednak gabinet oparty na kruchym fundamencie. Rząd Olszewskiego nie dysponował większością parlamentarną, a poparcie części ugrupowań miało charakter warunkowy. Oznaczało to konieczność stałego poszukiwania poparcia dla projektów rządowych.

Sytuację pogorszył konflikt między Olszewskim a Kaczyńskim. Dodatkowo niepowodzeniem kończyły się rozmowy mające na celu włączenie do koalicji kolejnych ugrupowań. Najpoważniejszymi kandydatami do wejścia do rządu były: PSL, Konfederacja Polski Niepodległej oraz Unia Demokratyczna, którą do koalicji chciał wciągnąć Kaczyński.

W tym miejscu w całej historii pojawia się Jan Rokita. Należał on wówczas do Unii Demokratycznej, która w 1991 roku zdobyła największą liczbę mandatów – 62.

W rozdrobnionym Sejmie wpływała ona na  każdy scenariusz parlamentarny. Unia ostatecznie nie weszła do gabinetu Olszewskiego, a relacje pomiędzy oboma środowiskami ulegały coraz poważniejszemu pogorszeniu.

Jest to kluczowe w kontekście wydarzeń czerwca 1992 roku. Unia nie była częścią rządu, rozmowy z nim zakończyły się niepowodzeniem, a napięcia narastały. Ugrupowanie Rokity postanowiło rzucić Olszewskiemu rękawice.

Nie należy przy tym idealizować motywacji ówczesnych polityków. Unia, jako największe ugrupowanie parlamentarne, chciała mieć wpływ na rządzenie państwem, a rząd Olszewskiego – nie idąc na ustępstwa – jej to uniemożliwiał.

Rząd Olszewskiego

Oceniając gabinet Olszewskiego, należy pamiętać o zupełnie innej rzeczywistości politycznej i prawnej. Był to rząd wyłoniony po wyborach do Sejmu I kadencji. Partie de facto dopiero się kształtowały, podziały w dawnym obozie solidarnościowym wciąż były płynne, a mniejszościowy rząd musiał każdorazowo szukać poparcia poza własnym gronem.

Dodatkowo do gry włączał się Lech Wałęsa, który dążył do roli głównego rozgrywającego w polskim parlamencie. Ówczesna konstytucja nadawała mu także większe kompetencje, niż ma to miejsce obecnie. Konflikt pomiędzy prezydentem a premierem stopniowo narastał, a w ostatnich tygodniach istnienia gabinetu stał się jednym z podstawowych czynników destabilizujących sytuację polityczną.

Sam Olszewski był dość nietypowym politykiem. Jego sposób myślenia o państwie został zdefiniowany poprzez doświadczenia z PRL. Był przecież obrońcą opozycjonistów represjonowanych przez komunistyczne władze, a po 1989 roku próbował przyłożyć miarę etyczną do realiów politycznych.

I chociaż jego rząd był targany problemami wewnętrznymi i brakiem stabilności, udało mu się osiągnąć kilka sukcesów. Zdefiniował on chociażby prozachodni kurs polskiej polityki zagranicznej.

Działo się to w czasie, kiedy Lech Wałęsa poszukiwał rozwiązań mających na celu ograniczenie sporu z Rosją, jak chociażby koncepcje NATO-bis i EWG-bis. Rządowi udało się także zablokować tworzenie polsko-rosyjskich spółek.

Olszewski dążył więc do stworzenia rządu opartego o jego wartości, ale choćby najsilniejsza w nie wiara nie była w stanie zmienić arytmetyki sejmowej.

Jego rząd nie posiadał trwałej większości, nie zdołał rozszerzyć się o kolejne ugrupowania, a także znalazł się w konflikcie z głową państwa. Tego typu sytuacja stwarzała warunki pod wybuch poważnego kryzysu.

Lustracja była zapalnikiem, nie przyczyną

Podjęcie uchwały lustracyjnej, jak i sposób jej wykonania przez Antoniego Macierewicza bez wątpienia przyczyniło się do przyspieszenia wydarzeń. Nie należy jednak przyjmować, że dopiero wtedy pojawiła się większość gotowa odwołać rząd Olszewskiego.

Wykonanie uchwały lustracyjnej znacząco pogorszyło relacje między rządem a prezydentem i innymi ugrupowaniami. Lech Wałęsa zdawał sobie sprawę z tego, że jego nazwisko może widnieć na materiałach, które planowano ujawnić.

Także liderzy ugrupowań parlamentarnych mogli obawiać się oceny opinii publicznej w przypadku widnienia współpracowników komunistycznych służb w ich obozach.

Lustracja zadziałała więc jak wezwanie do działania. Zmotywowała liderów opozycji do zawiązania koalicji antyrządowej. Przyśpieszono obrady Sejmu, co pozwoliło później na przedstawienie upadku rządu jako spisku sił wrogich Polsce.

Właśnie tego typu otoczkę nadano wydarzeniom z czerwca 1992 roku po prawej stronie sporu politycznego. W tej interpretacji rząd dążył do ujawnienia agenturalnej przeszłości elit III RP, podczas gdy spiskowcy z opozycji, chroniąc się przed ostrzem sprawiedliwości, zawiązali w kilka godzin spisek, aby ochronić ludzi dawnego systemu.

Ogromne znaczenie dla utrwalenia opowieści stronników ówczesnego rządu miało stworzenie przez Jacka Kurskiego filmu „Nocna zmiana”, w którym przedstawiono lustrację jako główną przyczynę antyrządowego spisku. Krzysztof Mazur kilka lat temu ocenił ten obraz jako „tendencyjne dzieło, które tak naprawdę manipuluje widzem”.

Na słabość mitu „nocnej zmiany” zwracali uwagę także między innymi prof. Antoni Dudek czy publicysta i kronikarz dziejów III RP Robert Krasowski.

Mimo że ich oceny się różnią, to wspólny jednak pozostaje mianownik mówiący o tym, że upadku rządu Olszewskiego nie można traktować wyłącznie jako efektu podjęcia tematu lustracji. Ostrze politycznej gilotyny było szlifowane znacznie wcześniej.

Krasowski pisał, że kwestia lustracji miała od początku zbudować mit rządu, który miał w społecznym odczuciu zostać obalony przez postkomunistów i stronników „grubej kreski”. Antoni Dudek nazywał rząd Olszewskiego i otoczkę, jaka powstała wokół jego upadku, „jednym z najbardziej zmistyfikowanych wydarzeń w dziejach III Rzeczypospolitej”.

Rokita nie był Brutusem

Wróćmy na końcu do postaci Jana Rokity. Określanie go jako jednego ze zdrajców, którzy w czerwcu 1992 roku przestraszyli się lustracji i podali rękę postkomunistom, jest po prostu nieprawdziwe.

Rokita jako polityk największego wówczas parlamentarnego ugrupowania kierował się – podobnie jak jego koledzy – arytmetyką sejmową. Wobec braku powodzenia rozmów z rządem, doszło do zawiązania inicjatywy jego obalenia. Nie wynika jednak z tego, podobnie jak z późniejszych działań w czasie rządów Suchockiej, że celem Rokity było zniszczenie polskiej prawicy.

Opowiadał się on w czasie wydarzeń czerwca 1992 za ostrożniejszym przeprowadzeniem lustracji. W kolejnych latach zmienił swoje stanowisko, a jego opinia uległa zaostrzeniu w kierunku rozliczeniowym.

Wyciągnięcie tematu „nocnej zmiany” i powiązanie go z dzisiejszym krajobrazem politycznym ma na celu rozstrzygnięcie, kto ma prawo należeć do polskiej prawicy, a komu przypięta zostanie łatka zdrajcy.

Jan Rokita jest atakowany argumentami historycznymi za to, że nie obawiał się skrytykować największej prawicowej partii, a także za obstawanie przy „buntowniku” Morawieckim.

Mimo że Rokita brał udział w procesie odwołania rządu Olszewskiego, to nie można mu dowieść, by był „Brutusem”, który wbił nóż w korpus prawicy. Tego typu opowieść wymagałaby nie tylko przyjęcie za pewnik mitu „nocnej zmiany”, ale także pójście o krok dalej.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.