„The Backrooms”. Nostalgiczne więzienie pokolenia Z
Kane Parsons za sprawą swojej debiutanckiej produkcji „The Backrooms” stał się najmłodszym reżyserem w historii, który trafił doczołówki światowego box office. Tytułowe backrooms to fenomen kulturowy pokolenia, które z różnych powodów nie może dokończyć przejścia w dorosłość. Wyraża frustrację „liminalną” epoką, która utknęła we wspomnieniach o przeszłości i nie może wytworzyć nic oryginalnego. Pokolenie Z najwyraźniej boi się, że ten stan będzie trwał już wiecznie.
Liminalna pułapka z 4Chana
Pomysł na film oparty jest na krótkiej internetowej creepypaście opublikowanej w 2019 roku na portalu 4Chan. Składało się na nią zdjęcie surrealistycznej, pustej przestrzeni biurowej oraz ostrzeżenie przed przypadkowym „wypadnięciem” z rzeczywistości (użyty tu termin „noclip” odnosi się do sytuacji z gier wideo, kiedy postać kontrolowana przez gracza wskutek błędu znajduje się poza właściwym obszarem gry).

W zwięzłym, ale przyprawiającym o dreszcze opisie i złowrogim zdjęciu było coś na tyle niepokojącego, że obrazek stał się inspiracją dla całego gatunku zwanego liminalnym horrorem. Ma on wywołać w widzach poczucie bycia nie na miejscu i straszyć samą przestrzenią.
„Przestrzeń liminalna” to przestrzeń przejściowa, która ma wyłącznie charakter funkcjonalny i nie jest przeznaczona do żadnej stałej aktywności – korytarze, parkingi, przejścia podziemne.
Przynależą do tej kategorii też miejsca publiczne oglądane po godzinach otwarcia, nienaturalnie puste i ciche – opuszczone baseny, szkoły, centra handlowe. Miejsca, przez które możemy przechodzić, ale długotrwałe przebywanie w nich zakrawa o szaleństwo.
Pasta zainspirowała Kane’a Parsonsa, wtedy nastolatka z pasją do tworzenia fotorealistycznych animacji, do stworzenia serii krótkich filmów w programie Blender, które szybko zyskały znaczną widownię w serwisie YouTube (publikował je pod pseudonimem Kane Pixels).
Materiały utrzymane z reguły w konwencji found footage, wyglądały jak fragmenty słabej jakości nagrań wykonanych przez osoby, które przypadkiem znalazły się w Backrooms. Tak rozwijał się koncept paralelnego wymiaru, złożonego wyłącznie z budzących niepokój wnętrz.
Z czasem świat poszerzał się o bardziej złożoną (choć wciąż bezsensowną) architekturę, niedokładne kopie mebli i innych przedmiotów oraz czyhające na przerażonych bohaterów wrogie formy życia.
Po raz pierwszy pojawił się też wątek Instytutu Badawczego Async, starającego się poznać sekrety „kompleksu” – tą nazwą fachowo określili wymiar i ja też będę się nią odtąd posługiwał.
Do liminalnego horroru nawiązuje też dłuższy film Parsonsa zatytułowany The Oldest View. Choć we wszystkich dziełach młodego twórcy pojawiały się typowe dla innych horrorów przerażające istoty i jumpscare’y, widzów przyciągał głównie niepokój związany z przebywaniem w nielogicznej i niekończącej się przestrzeni. Zdobycie znacznej widowni pozwoliło Kane’owi nawiązać współpracę z wytwórnią A24 i zacząć pracę nad filmem aktorskim.
Pełnometrażowy film dostarcza widzom sporo informacji co do istoty tytułowego wymiaru. Jak mówi jedna z postaci, kompleks to wszystko co kiedykolwiek istniało, suma wszystkich ludzkich wspomnień, które są tym bardziej wypaczone, im dłużej kompleks stara się je zapamiętać.
Niedokończone rytuały przejścia
Kariera Parsonsa, jak i popularność całego gatunku liminalnego horroru, zaczęły się pod koniec pandemii COVID-19. Wydaje mi się, że doświadczenie pandemii było kluczowe dla eksplozji jego popularności.
Lockdowny wywoływały w ludziach poczucie fizycznego uwięzienia. Pokoje w domach i mieszkaniach dla wielu stały się na jakiś czas całą obserwowalną rzeczywistością. Rezonuje to z głównym motywem liminalnych opowieści, czyli potrzebą ucieczki z niekończącego się wnętrza.
Co więcej, lockdown był nienaturalnym stanem przejściowym. Pierwsze komunikaty władz zwykle zapowiadały zniesienie restrykcji po kilku tygodniach. Szkoły, uczelnie czy firmy nie były przygotowane na tę sytuację, często zostawiając uczniów i pracowników w poczuciu niepewności i bez jasno określonych zadań.
Nawet gdy zasady nauki i pracy zdalnej zostały wypracowane, wciąż dominowało poczucie tymczasowości tego stanu rzeczy. Tymczasowość zdawała się jednak dłużyć w nieskończoność.
Dla przedstawicieli pokolenia Z lockdown często wiązał się z przerwaniem któregoś z kluczowych etapów rozwoju – początku liceum, studiów, pierwszej pracy. Można powiedzieć, że pewne współczesne rytuał przejścia nie zostały wtedy dopełnione, nawet jeśli ich prawne skutki obowiązywały. Formacyjne przeżycia zostały niezrealizowane.
Tu należy wrócić do pojęcia liminalności, które nie powstało dla określenia nowego gatunku horroru. Po raz pierwszy pojawiło się w pracy francuskiego etnologa Arnolda van Gennepa pt. Obrzędy przejścia, opublikowanej w 1909 r.
Momentami liminalnymi określił on te krótkie odcinki czasu, w których jednostka przechodzi między etapami życia czy rolami społecznymi (np. z dzieciństwa w dorosłość), chwilowo nie znajdując się ani w jednej ani w drugiej.
Koncepcje Van Gennepa rozwinął brytyjski antropolog Victor Turner. Uznał pojęcie liminalności za adekwatne do opisania wszelkich sytuacji przejściowych, rozróżniając poszczególne płaszczyzny jego użycia. Po pierwsze, podmiotem doświadczeń liminalnych mogą być jednostki, grupy społeczne, a nawet całe kultury i cywilizacje.
Po drugie, liminalny może być moment (nagłe, pojedyncze zdarzenie), dłuższy okres (tygodnie, miesiące, lata), jak i cała epoka (za taką moglibyśmy na przykład uznać dzielące cywilizację Mykeńską od Grecji archaicznej wieki ciemne). Wreszcie, liminalność w sensie przestrzennym, o którym już wspominałem, może być właściwa pojedynczym obiektom, jak drzwi czy kurtyny, budowlom oraz terytoriom.
Pokolenie liminalne
Klasyfikacja wskazana przez Turnera zdaje się przydatna do opisania sytuacji, w jakiej znajduje się obecnie pokolenie Z. Uważam, że popularność liminalnego horroru można wiązać z towarzyszącym im na wielu płaszczyznach poczuciem przedłużonej przejściowości, która nie chce minąć.
Dwudziestolatkowie w krajach zachodnich mają problem ze znalezieniem stabilnej pracy, obawiają się zastąpienia ich wymarzonych zawodów przez sztuczną inteligencję, czują się zawiedzeni obecnymi instytucjami politycznymi, lecz nie widzą nadziei na ich poprawę.
Dynamika cen na rynku nieruchomości wskazuje na to, że większość z nich nigdy nie stanie się właścicielem domu czy mieszkania. Są nazywani najbardziej samotnym pokoleniem, mają problem ze znajdowaniem partnerów i budowaniem długotrwałych relacji, których substytutu szukają w różnych formach internetowej rozrywki. Ich dzieciństwo niedawno się skończyło, ale trudno powiedzieć czy naprawdę przeszli w dorosłość.
Jeśli w ten sposób wyobrazimy sobie przeciętnego „zoomera”, najbardziej niepokojącą dla niego perspektywą jest po prostu dalsze trwanie w obecnym, liminalnym stanie. Bo co, jeśli nic się nie zmieni?
Lęk wyrażany przez film Parsonsa i analogiczne dzieła to lęk przed utkwieniem w owym pomiędzy, wizualnie przedstawionym jako labirynt pokoi i korytarzy nie dających miejsca do odpoczynku ani poczucia bezpieczeństwa.
Ten wydźwięk wzmacnia dobór głównych bohaterów filmu. Choć Clark i jego terapeutka Mary są starsi od „zetek”, oboje żyją w cieniu niespełnionych marzeń lub traum z dzieciństwa i nie dokonali w pełni przejścia do życia, jakie chcieliby prowadzić.
Na uwagę zasługuje osadzenie twórczości Parsonsa w latach 90., które nie jest wyłącznie zabiegiem uzasadniającym słabą jakość znalezionych nagrań. Uwięzienie w kompleksie Backroomsów to uwięzienie we wspomnieniach.
Nieco starsza widownia, która dorastała w tamtym okresie, może czerpać z rozedrganych nagrań wideo rzeczywistą nostalgię za dzieciństwem. Dla osób urodzonych w latach 2000. (jak sam reżyser) to bardziej nostalgia za rzekomą „złotą erą” Ameryki, której nie mieli okazji doświadczyć.
Nostalgiczne wnętrza kompleksu sprawiają wrażenie chorych i zaburzonych – ta epoka powinna się już skończyć, ale nie narodziło się jeszcze nic nowego na jej miejsce. Zostajemy więc z coraz bardziej pokrętnymi reinterpretacjami.
Widzę w tym echo chorobliwego zainteresowania mainstreamowej amerykańskiej popkultury schyłkiem XX wieku, którego przejawem są ciągłe sequele i rebooty klasycznych produkcji.
Bezsensowna architektura bezsensownych czasów?
Przyjrzyjmy się bliżej tym wnętrzom. Korytarze prowadzące donikąd, bezsensowne wnęki, za małe drzwi i meble stopione z podłogą. Wnętrza wymiaru żółtych tapet są wrogie i niezrozumiałe dla ludzi, których życia próbują imitować.
A przecież architektura, szczególnie architektura sakralna, zawsze była nośnikiem znaczeń. Przestrzeń i symbolika miejsc kultu odnosiła się do kosmicznego porządku uznawanego przez wznoszącą je cywilizację. Kompleks pomieszczeń odkrywany przez bohaterów filmu ma cechy dokładnie przeciwne do gotyckich katedr czy świątyń w porządku jońskim.
Chociaż nie został celowo wzniesiony przez ludzi, stanowi odbicie indywidualnej i kolektywnej pamięci i podświadomości. Badacze z instytutu Async twierdzą, że to suma wszystkich ludzkich wspomnień, „everything that ever was”. Czy jego absurdalność można więc przypisać nieuporządkowanej naturze naszej kultury, skrajnie relatywizującej i pozbawionej sztywnych hierarchii?
Może odkrywana przez bohaterów filmu warstwa kompleksu, budząca najwięcej skojarzeń z wielką przestrzenią biurową, ale wypełniona wypaczonymi wersjami lokacji z ich osobistych doświadczeń, oddaje tak naprawdę kosmiczny porządek świata naszej świeckiej kultury. W końcu to wypełniony biurami, pragmatyczny wieżowiec zastąpił katedrę jako najbardziej monumentalny środek architektonicznego wyrazu.
Bardziej prawdopodobne w świetle informacji przekazanych nam przez film jest jednak to, że nieudolne przekształcanie wspomnień jest inherentną cechą kompleksu, niezależnie od epoki, jaką zapamiętuje. W taki sposób reszta ludzkiej historii mogła już zniknąć w odmętach wnętrz tak zdeformowanych, że nie budzą już one żadnych skojarzeń z pierwotnymi formami.
Ostatecznych rozstrzygnięć może nam dostarczyć jedynie dalsza eksploracja tej liminalnej przestrzeni, która jest jednym z głównych motywów filmu. Chociaż wymiar jest niepokojący i niebezpieczny, równocześnie przemawia do ludzkiej ciekawości. W końcu za każdym rogiem może się znajdować coś nowego.
W wywiadzie dla Isaiaha Nicholsa (prowadzącego poświęcony horrorom, miejskim legendom i teoriom spiskowym kanał Wendigoon) Kane Parsons porównuje kompleks do nowatorskiej technologii, której opanowanie może przynieść ludziom wielką szkodę lub wielki pożytek.
W krótszych filmach z uniwersum organizacja Async próbowała np. wykorzystać go jako źródło energii, dochodząc do logicznego wniosku, że coś musi zasilać wszechobecne jednolite oświetlenie.
***
Backrooms to fenomen kulturowy pokolenia, które z różnych powodów nie może dokończyć przejścia w dorosłość. Wyraża frustrację „liminalną” epoką, która utknęła we wspomnieniach o przeszłości i nie może wytworzyć nic oryginalnego.
Pokolenie Z najwyraźniej boi się, że ten stan będzie trwał już wiecznie. Jak głosił popularny mem – „Urodzony zbyt późno by odkrywać ziemię, zbyt wcześnie by odkrywać kosmos, urodzony akurat by wypełniać tabele w Excelu”.
Fenomen The Backrooms może odpowiadać na zakorzenioną w naszej kulturze potrzebę odkrywania świata i przekraczania kolejnych granic, która z uwagi na brak nieznanych lądów i wyeksploatowanie motywów science fiction zwraca się ku opartemu na naszej psychice innemu wymiarowi. W ten niespodziewany sposób Parsons łączy najgorsze lęki swojego pokolenia z obietnicą nowej, ekscytującej przygody.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
