Alert RCB nie wystarczy. Zadbajmy o bezpieczeństwo ludzi jak Japonia
Alert RCB funkcjonuje w Polsce od ponad siedmiu lat. W tym czasie zdążyliśmy się do niego przyzwyczaić, częściowo także uodpornić na część z przychodzących od niego powiadomień. Co się jednak stanie, jeśli Alert RCB zamilknie? By zapobiec takiej sytuacji, weźmy przykład z Japonii.
Kto ma nas ostrzegać?
Alert RCB na techniczne kłopoty może natrafić stosunkowo łatwo, ponieważ jest to system oparty na infrastrukturze telefonii komórkowej i dystrybucji standardowych wiadomości SMS (w pełni zależnym od sprawności sieci operatorów). Problemy obecnego modelu ostrzegania ludności przed zagrożeniami można podzielić na dwie płaszczyzny.
Po pierwsze, kwestia stabilności i odporności samego kanału komunikacji. Infrastruktura telekomunikacyjna może ulec przeciążeniu lub uszkodzeniu, a systemy oparte na komunikacji komórkowej są podatne na zakłócenia, ataki typu DoS czy próby podszywania się pod nadawcę (spoofing). Choć w praktyce Alert RCB korzysta z nieco bezpieczniejszych mechanizmów niż SMS wysyłany między dwoma użytkownikami sieci, nadal pozostaje zależny od sprawności infrastruktury operatorów i jest łatwo podatny na ataki.
Drugą płaszczyzną są problemy strukturalne, czyli rozproszenie kompetencji, brak pełnej integracji systemów oraz zróżnicowany stan techniczny infrastruktury. Obok Alertu RCB funkcjonują bowiem inne mechanizmy ostrzegania przed zagrożeniami.
Rządowe Centrum Bezpieczeństwa prowadzi własną komunikację kryzysową, zaś na poziomie województw działa Regionalny System Ostrzegania (RSO) z odrębną aplikacją mobilną, stronami internetowymi oraz komunikatami publikowanymi nawet w telegazecie.
Skala jego oddziaływania jest jednak ograniczona – aplikacja RSO ma relatywnie niewielką bazę użytkowników (około 100 tysięcy), a zakres publikowanych informacji zależy od porozumień zawieranych pomiędzy Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji a poszczególnymi podmiotami.
W efekcie, polski system ostrzegania jest mało „systemowy”. Dobrym przykładem są informacje o stanie sieci energetycznej. Komunikaty dotyczące przerw w dostawach prądu w ramach RSO rozsyłane są jedynie do mieszkańców czterech województw: dolnośląskiego, opolskiego, śląskiego i małopolskiego. Wynika to z faktu, że tylko tamtejszy operator (Tauron Dystrybucja) podpisał stosowne porozumienie z ministerstwem. Trudno mówić tu o jednolitym standardzie.
Osobną kategorię stanowią ostrzeżenia o skażeniach, regulowane odrębnymi przepisami. Niejednoznaczny bywa również podział kompetencji w zakresie uruchamiania syren alarmowych.
Decyzje mogą zapadać bowiem na poziomie gminy, powiatu lub województwa, a w określonych sytuacjach także odpowiednie służby mogą operacyjnie włączać sygnały alarmowe. Taka wielość ośrodków decyzyjnych, choć często zrozumiała z punktu widzenia administracyjnego, utrudnia budowę jednolitego i szybkiego systemu.
Do systemów ostrzegania powinniśmy podchodzić – nomen omen – systemowo. W sytuacji kryzysowej priorytetem musi być jak najszybsze dotarcie z jednoznacznym komunikatem do jak największej liczby osób. Rozproszenie kompetencji i silosowość rozwiązań nie sprzyjają realizacji tego celu.
Warto dążyć do budowy zintegrowanego, ogólnokrajowego systemu, łączącego różne kanały komunikacji i opierającego się na bezpiecznej infrastrukturze. Na szczęście nie jesteśmy pierwszym państwem, które staje przed takim wyzwaniem.
Japoński system ostrzegania
Dobrym i inspirującym przykładem takiego systemu może być japoński J-Alert – uruchomiony w 2007 roku, zarządzany centralnie i wykorzystujący podwójny tor łączności: naziemny (oparty o zamkniętą rządową sieć LGWAN – Local Goverment Wide Area Network) i satelitarny (satelita Superbird-B3).
Komunikaty przekazywane są w ciągu kilku sekund do specjalnych stacji bazowych poszczególnych jednostek samorządu terytorialnego. Następnie automatycznie uruchamiane są syreny i głośniki miejskie, przerywane są programy telewizyjne i radiowe, wysyłane są wiadomości e-mail oraz komunikaty w aplikacjach. Lokalnie można też dodawać własne kanały takie jak wyświetlenie komunikatów w systemach informacji miejskiej.
To rozwiązane jest wspierane jeszcze trzecim niezależnym kanałem komunikacji – infrastrukturą operatorów sieci komórkowej, którzy również przekazują informacje użytkownikom telefonów w modelu cell broadcast. Jest on zbliżony do rodzimego Alertu RCB, ale szybszy i mniej obciążający sieć, bo nieoperujący na numerach telefonów.

Operator systemu – japońska rządowa Agencja ds. Pożarnictwa i Zarządzania Kryzysowego (FDMA/Shōbōchō) – gdy chce ogłosić alert, rozsyła numer informacji i kod obszaru docelowego.
Wszystkie jednostki lokalne odbierają sygnał, ale tylko te, których kod obszaru odpowiada transmisji, uruchamiają właściwy, wcześniej przygotowany i przechowywany po ich stronie komunikat głosowy.
Rozwiązanie to ogranicza ilość danych przesyłanych w kanale alarmowym, ponieważ system nie musi każdorazowo transmitować pełnego audio, lecz może wywołać odpowiedni komunikat już po stronie odbiornika. System umożliwia stopniowanie poziomu alarmowania; według stanu na 2025 r. 11 na 25 przewidzianych systemem komunikatów powoduje uruchomienie syren alarmowych.
Bardzo ważnym elementem tego systemu są też działające na poziomie lokalnym administracyjne radiowęzły zarządzania kryzysowego (bōsai gyōsei musen), które po otrzymaniu ostrzeżenia z J-Alert mogą przesyłać komunikaty do sieci megafonów, głośników oraz wyświetlaczy umieszczonych w przestrzeniach publicznych. Indywidualni obywatele czy zakłady pracy mogą także nabyć na własny użytek odbiorniki kompatybilne z radiowęzłem.
Do typów informacji przekazywanych przez J-Alert należą m.in. informacje o pociskach balistycznych, ataku lotniczym, inwazji, aktach terroryzmu, wczesne ostrzeżenia sejsmiczne, informacje o trzęsieniach ziemi, tsunami, aktywności wulkanicznej oraz ostrzeżenia meteorologiczne.
Lekcje dla Polski
Państwa Azji Wschodniej, takie jak Japonia, ze względu na częstsze zagrożenia naturalne – głównie natury sejsmicznej – wcześniej wypracowały kompleksowe rozwiązania w zakresie ostrzegania ludności. Poczucie realnego zagrożenia motywuje rządy do poważnych nakładów finansowych na te cele oraz wymusza większą świadomość problemu w społeczeństwie.
Polska nie stoi obecnie przed identycznymi wyzwaniami, ale doświadczenia ostatnich lat – od ekstremalnych zjawisk pogodowych po zagrożenia hybrydowe – pokazują, że odpowiednie informowanie obywateli o zagrożeniach ma fundamentalne znaczenie dla bezpieczeństwa.
Istota problemu nie leży wyłącznie w technologii. Najważniejsza jest strategia: spójna koncepcja architektury systemu wsparta potem odpowiednimi ramami prawnymi. Omawiany J-Alert nie opiera się na jednym przełomowym narzędziu, lecz na sprawnym połączeniu i skoordynowaniu wielu istniejących metod łączności oraz kanałów końcowej dystrybucji komunikatów. Jego siła polega na tym, że te elementy są spięte w jeden łańcuch, który może uruchamiać komunikaty automatycznie i wielokanałowo.
Nad Wisłą wiele z tych elementów leży już na stole – należy je ustandaryzować, połączyć i objąć nadzorem jednej instytucji, np. Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Dobrym pierwszym krokiem będzie przejście Alertu RCB na model cell broadcast oraz całkowite scalenie tego rozwiązania z administrowanym przez MSWiA Regionalnym Systemem Ostrzegania.
Kolejnym etapem mogłoby być wprowadzenie na poziomie każdej gminy ustandaryzowanych stacji odbiorczych, połączonych z głośnikami zainstalowanymi w kluczowych instytucjach oraz w przestrzeni publicznej, zdolnymi do odtwarzania komunikatów i nadawania sygnałów alarmowych.
Nawet jeśli nie bylibyśmy w stanie szybko w pełni zautomatyzować działania konwencjonalnych syren rozmieszczonych w miastach i wsiach, takie rozwiązanie pozwoliłoby szybciej alarmować kluczowe osoby, które mogłyby je uruchomić ręcznie oraz rozpocząć dystrybucję komunikatów dodatkowymi kanałami. Wartościowe będzie udostępnienie podobnych stacji do indywidualnego montażu w domach i miejscach pracy.
Jako bardziej eksperymentalną koncepcję proponuję montaż – równolegle z głośnikami – elektronicznych tablic informacyjnych w każdej gminie, tak aby nie tylko największe miasta dysponowały systemami informacji miejskiej.
Na co dzień mogłyby one służyć wyświetlaniu podstawowych informacji o jakości powietrza, pogodzie czy bezpieczeństwie, a także komunikatów administracyjnych i ogólnych ogłoszeń dla mieszkańców (tradycyjne słupy ogłoszeniowe wciąż pełnią przecież istotną funkcję praktycznie we wszystkich miastach i wsiach).
W sytuacji kryzysowej stanowiłyby natomiast dodatkowy kanał przekazywania komunikatów alarmowych. Ważne, aby nie było to rozwiązanie w kluczowym momencie zależne od internetu czy sieci komórkowej, tylko stanowiło kolejny, niezależny kanał docierania do obywateli.
Stać nas na solidne, systemowe rozwiązania – i powinniśmy mieć ambicję, by w obszarze bezpieczeństwa ludności nie zadowalać się półśrodkami. Pytanie tylko, czy wystarczy nam determinacji, by je zbudować, zanim i tak zostaniemy do tego brutalnie zmuszeni przez okoliczności.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
