Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Klasa średnia nie bierze się znikąd. Seriale PRL-u lepiej pokazywały społeczny awans?

Klasa średnia nie bierze się znikąd. Seriale PRL-u lepiej pokazywały społeczny awans? autor grafiki: Bruno Dziadkiewicz

Współczesne filmy i seriale – jak chociażby kultowa już Rodzinka.pl – dobrze rozpoznają estetykę klasy średniej. Widzimy przestronne mieszkania, atrakcyjne zawody i swobodną konsumpcję. Jednak rzadko dowiadujemy się, skąd się one w ogóle wzięły. Tak jakby status klasy średniej i związany z tym styl życia, był czymś oczywistym. W kontekście tego braku, warto wrócić do dwóch seriali z lat 70., które pod tym względem okazują się zaskakująco konkretne. Chodzi o „Daleko od szosy” oraz „Czterdziestolatka”. Dziś koniecznie potrzebujemy nowych produkcji o współczesnych „inżynierach Karwowskich” i „Leszkach Góreckich”.

„Daleko od szosy”: awans zaczyna się od wstydu

Leszek Górecki – bohater „Daleko od szosy” nie zaczyna swojej przygody w przestronnej kuchni. Nie posiada dużego mieszkania, nie ma dobrego zawodu ani nie posługuje się językiem, który pozwalałby mu swobodnie poruszać się w ramach miejskiej cywilizacji.

Jego historia awansu zaczyna się na prowincji, z ograniczonym wykształceniem i świadomością, że mieszkańcy miasta natychmiast rozpoznają jego prowincjonalne pochodzenie. W jego świecie awans nie jest po prostu zmianą wystroju wnętrza. Jest długim, dogłębnym i niekiedy bolesnym procesem.

W serialu Zbigniewa Chmielewskiego niemal wszystko trzeba dopiero zdobyć: kwalifikacje, pracę, pozycję, pewność siebie i możliwość życia w mieście w ogóle. Leszek nie pokonuje tylko fizycznej odległości między wsią a miastem. Przechodzi również z jednego świata społecznego do drugiego.

Musi uzupełnić wykształcenie, nauczyć się nowych kodów zachowania i opanować język, którym posługują się ludzie z miasta. Z czasem zmienia też sposób, w jaki myśli o własnym pochodzeniu, ambicjach i miejscu w społeczeństwie. Każdy kolejny krok przypomina mu jednak, że inni weszli do tego świata wcześniej.

Serial dobrze pokazuje, że awans ma swój wymiar psychologiczny. Leszek wstydzi się braków, reaguje gwałtownie na lekceważenie, a własną wartość próbuje potwierdzać pracą. Nie wystarczy przeprowadzić się do miasta. Trzeba gruntownie zmienić sposób bycia. Nowe środowisko ocenia wymowę, gesty, wiedzę, ubranie i sposób prowadzenia rozmowy. Awans odbywa się więc również w ciele i języku.

Bronka i Ania nie są jedynie dwiema kobietami stanowiącymi przedmiot rozterek uczuciowych głównego bohatera. Reprezentują dwa różne porządki życia. Bronka wiąże Leszka z miejscem pochodzenia, codziennością znaną i bezpieczną. Ania otwiera przed nim świat miejski, wykształcony i bardziej prestiżowy.

Uczucie splata się z aspiracją. Leszek chce nie tylko Ani, ale także rzeczywistości, do której ona przynależy.

Dalej, kwestia wykształcenia. W „Daleko od szosy” edukacja ma znaczący ciężar egzystencjalny.  Nauka zabiera czas, wymaga dyscypliny i wpływa na relacje z innymi ludźmi.

Sposób przedstawienia powyższych aspektów życia mocno odróżnia „Daleko od szosy” od wielu współczesnych seriali. W „Rodzince.pl” materialny świat bohaterów jest niejako gotowy jeszcze przed rozpoczęciem fabuły. Dom, samochody, wykształcenie i styl życia pojawiają się jako coś niemalże naturalnego, danego w punkcie wyjścia.

We współczesnych produkcjach bohater pojawia się od razu jako prawnik, architekt, lekarz albo pracownik agencji reklamowej. Dyplom działa jak część kostiumu. Ma powiedzieć widzowi, że dana osoba jest ambitna, miejska i należy do określonego środowiska. Rzadko dowiadujemy się, jak osiągnęła tę pozycję.

Tym czasem „Daleko od szosy” przypomina, że status nie bierze się znikąd. Więcej, że droga do osiągnięcia statusu jest długotrwała i dotyka głębokich pokładów osobowości człowieka. Obejmuje relacje z rodziną, dotyka kwestii poczucia winy, ambicji i lęku, że mimo wysiłku, ktoś nadal uzna nas za obcych.

„Czterdziestolatek”: bohater naprawdę chodzi do pracy

„Czterdziestolatek” Jerzego Gruzy opowiada historię Stefana Karwowskiego, warszawskiego inżyniera mierzącego się z pracą, rodziną, ambicją i kryzysem wieku średniego.  Nie pokazuje już – w odróżnieniu od „Daleko od szosy” – mozolnej drogi wspinania się po społecznej drabinie klasowej. Nie oznacza to jednak, że fabuła pozbawiona jest dramaturgii.

Praca inżyniera Karwowskiego ma konkretne przełożenie na jego egzystencję. Obejmuje ona konkretne miejsce, rytm a przede wszystkim hierarchię. Wiemy, komu podlega, z kim współpracuje, za co odpowiada i dlaczego wraca do domu zmęczony. Praca organizuje jego dzień, ambicje i relacje rodzinne.

Karwowski chce być dobrym fachowcem. Pragnie również uznania. Kryzys wieku średniego łączy się u niego z pytaniem o karierę. Czy osiągnął już wszystko? Czy nadal się rozwija? Czy jego pozycja jest trwała?

Współczesny bohater natomiast często po prostu „pracuje w branży”. Zawód informuje o statusie, ale niewiele mówi o samej pracy.  Architekt ogląda makiety, dziennikarka chodzi na spotkania, menedżer odbiera telefon. Nie wiemy, jakie ma terminy, od kogo zależy ani co grozi mu za błąd. Praca jest gdzieś w tle, ale nie stanowi treści codzienności. Nie widzimy w sposób wyraźny jej wpływu na relacje czy codzienne funkcjonowanie bohaterów.

Mieszkanie nie było neutralnym wnętrzem

Ciekawym wątkiem – zwłaszcza z naszej, współczesnej perspektywy – jest również kwestia mieszkań. W serialach tworzonych w PRL-u mieszkanie miało swoją historię społeczną. Wiązało się z przydziałem, zakładem pracy, rodziną, zamianą i czekaniem. Jego zdobycie mogło zmienić biografię bohatera. Lokal nie mówił wyłącznie o guście. Mówił także o miejscu w hierarchii i dostępie do instytucji.

Współczesny serial częściej używa mieszkania jako wizytówki. Wnętrze ma pokazać, że bohater jest nowoczesny, twórczy albo niezależny. Rzadziej dowiadujemy się, czy lokal został odziedziczony, wynajęty, kupiony na kredyt czy sfinansowany przez rodziców. Estetyka zastępuje ekonomię.

Dawny serial potrafił uczynić z mieszkania problem. Współczesny czyni z niego najczęściej zwykłą scenografię.

Dlaczego tamte historie były bardziej konkretne?

Skąd się bierze różnica pomiędzy dawnymi a współczesnymi polskimi serialami? Dlaczego seriale produkowane w PRL-u tak dokładnie pokazywały drogę społecznej emancypacji?

Przede wszystkim niegdyś serial musiał być czytelny dla widza spoza Warszawy i poza środowiska twórców. Nie mógł zakładać, że wszyscy znają kody wielkomiejskiej klasy średniej. Musiał więc objaśniać, skąd bierze się pozycja bohatera.

Nie należy z tego wyciągać wniosku, że telewizja w PRL-u pokazywała pełną prawdę. Awans bywał przedstawiany jako nagroda za pracowitość, choć w rzeczywistości zależał także od pochodzenia, układów i politycznej lojalności. System mógł dawać szanse, ale potrafił też je arbitralnie odbierać.

Seriale chętnie opowiadały o męskiej karierze. Praca kobiet częściej znikała w tle albo była podporządkowana rodzinie. Codzienność była co prawda konkretna, ale nie zawsze równościowa. Także przemoc instytucjonalna i polityczne koszty stabilizacji pozostawały zwykle poza kadrem.

PRL wszakże niekoniecznie dawał ludziom łatwiejszy dostęp do własnego lokum. Droga do niego prowadziła przez niedobór, kolejki i zależność od instytucji państwa.

I tutaj dochodzimy do drugiego powodu „konkretności” dawnych seriali. „Daleko od szosy” i „Czterdziestolatek” nie są dokumentami o codzienności Polaków. Oba seriale opowiadają historie zgodne z modernizacyjną obietnicą państwa. Pełniły więc one ważną funkcję propagandową. Wszakże opowieść modernizacyjna była istotną częścią tożsamości słusznie minionego reżimu.

„Dalego od szosy” pokazuje, że człowiek z prowincji dzięki pracy, nauce i uporowi może zmienić swoje życie. „Czterdziestolatek” z kolei przedstawia inteligencję techniczną – jakże pożądaną z perspektywy realnego socjalizmu – jako grupę fachową, potrzebną państwu i pod względem statusowym względnie bezpieczną.

Była w tym oczywista ideologia. Telewizja państwowa potrzebowała bohaterów, którzy potwierdzali sens awansu, edukacji i społecznej użyteczności. Pomijała skalę niedoborów, politycznych zależności, nepotyzmu czy zwykłego zmęczenia społeczeństwa systemem. Stabilność bohaterów bywała znacznie większa niż stabilność realnie istniejących odbiorców seriali.

Czego współczesne seriale mogłyby się nauczyć?

Nie oznacza to jednak, że tamte seriale są dla nas bezużyteczne. Ich przewaga – pomimo obecnej w nich propagandy – polega na zachowaniu związku między stylem życia a pracą, instytucjami i pochodzeniem społecznym. Widz wiedział, skąd bohater przychodzi, czego musi się nauczyć i kto może mu pomóc. I tego właśnie powinniśmy się dziś z tych produkcji uczyć. Dzisiaj zbyt często widzimy gotowy rezultat, bez pokazania kosztów jego osiągnięcia.

Dzisiejszy odpowiednik „Daleko od szosy” mógłby opowiadać o migracji z mniejszego miasta do Warszawy. O pierwszym pokoleniu absolwentów i różnicy między osobą, która dostała mieszkanie od rodziny, a kimś, kto zaciągnął kredyt hipoteczny na 30 lat lub połowę pensji oddaje właścicielowi lokalu. Mógłby pokazać naukę korporacyjnego języka, wstyd związany z pochodzeniem oraz koszty awansu, który mimo wszystko nie daje pełnego poczucia przynależności.

W końcu, mógłby pokazać, że wykształcenie nie daje już prostego biletu do stabilności – dziś może ono oznaczać dług, pracę poniżej kwalifikacji i wieloletnie życie na wynajmie. Mógłby pokazać dynamicznie zmieniający się rynek pracy i niepokoje związane z rozwojem technologicznym.

Nowy „Czterdziestolatek” mógłby skupić się na człowieku w połowie kariery: z kredytem hipotecznym, dziećmi, starzejącymi się rodzicami i obawą, że doświadczenie zawodowe przestaje być gwarancją zatrudnienia. Mógłby pokazać pracę nie jako znak statusu, lecz jako źródło presji, sensu (lub jego braku) i zależności.

Krótko mówiąc, mógłby pokazać, że nieomal sielankowy sposób życia – pokazywany chociażby przez produkcje typu Rodzinka.pl – nie pokazuje znaczącej części prawdy o życiu ludzi mieszkających w dużych miastach.

Współczesny serial ma więcej swobody, ale zbyt często wykorzystuje ją do usuwania ekonomii z kadru. Pokazuje kuchnię, lecz nie ratę. Zawód, lecz nie pracę. Sukces, lecz nie drogę.

Nie musimy wracać do PRL-u. Warto jednak odzyskać przekonanie, że zwyczajne życie jest wystarczająco ciekawe, by stać się fabułą.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.