Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Polska jako lepszy Zachód. Krzemowe domy i Żeromski, czyli Rozwój Plus wizja

przeczytanie zajmie 5 min
Polska jako lepszy Zachód. Krzemowe domy i Żeromski, czyli Rozwój Plus wizja screen z: https://www.youtube.com/watch?v=Nyd6nfwvFI8&t=1211s

Partia Mateusza Morawieckiego szybko zmarnuje swój potencjał, jeśli swój przekaz będzie ograniczać do excela i wykresów. Czego jej brakuje? Stefana Żeromskiego.

Partia CPK powstała

Nie dalej niż trzy tygodnie temu postawiłem tezę, że partia CPK może w Polsce powstać i osiągnąć sukces, uzyskując nawet kilkunastoprocentowe poparcie. Sceptycznie o tym pomyśle wypowiedzieli się wówczas Jacek Sokołowski, a wcześniej w innym kontekście na naszym portalu także Jakub Dymek.

Ich zdaniem, taka partia nie ma racji bytu, ponieważ dziś za rozwojem są wszyscy – od Adriana Zandberga po Rafała Ziemkiewicza – a emocja aspiracyjna jest zbyt słaba i nieokreślona, by stać się fundamentem poważnego ruchu politycznego.

Dziś wiemy już, że partia rozwojowa w Polsce powstaje. Po groteskowej wojnie wewnętrznej w Prawie i Sprawiedliwości pierwsze sondaże dają jej nawet 8,5 proc. poparcia. Sądzę zresztą, że drzemie w niej znacznie większy potencjał.

Rzeczywistość dość szybko zweryfikowała więc sceptycyzm moich polemistów. Nie znaczy to jednak, że ich diagnoza była błędna. Przeciwnie – dotknęli problemu znacznie poważniejszego niż los jednego nowego ugrupowania.

Morawiecki potrzebuje opowieści

Tak, umowna partia CPK to za mało. Wielkie lotnisko, atom i potężna armia sprowadzają się ostatecznie do jednego postulatu: Polska ma być wreszcie poważnym państwem. Ale w tej złotej triadzie nie ma jeszcze ani wielkiej wizji, ani mitu, ani idei, która porwałaby polską klasę aspiracyjną.

Odmienianie rozwoju przez wszystkie przypadki i sprowadzanie polityki do języka inwestycji, wskaźników i technokratycznego zarządzania nie pociągnie za sobą tłumów. Nie sprawi, że kilkanaście procent niezdecydowanych wyborców uwierzy w nowy projekt polityczny.

To zresztą nie jest problem jednego środowiska. Polska prawica od lat mówi o rozwoju, ale wciąż nie potrafi odpowiedzieć na podstawowe pytanie: po co właściwie Polska ma się rozwijać?

Sam CPK nie stanie się wielkim politycznym mitem. Podobnie jak nie stały się nim autostrady, orliki czy nawet 500+. Wielkie projekty potrzebują jeszcze wielkiej opowieści. Bez niej zamiast żołnierzy narodowej sprawy morawiecczycy pozostaną na poziomie mentalnego harcerstwa.

Lepszy Zachód

Tą opowieścią mogłaby być Polska jako lepszy Zachód. Nie chodzi o kolejną wersję hasła „dogońmy Europę”. To marzenie, które napędzało III RP, w dużej mierze już się wyczerpało. Polska jest dziś zbyt rozwinięta, by definiować swoje ambicje wyłącznie przez nadrabianie dystansu. Potrzebujemy ambitniejszego celu.

Polska jako lepszy Zachód oznaczałaby państwo, które nie tylko korzysta z zachodnich osiągnięć, ale potrafi uniknąć zachodnich błędów. Państwo nowoczesne, ale zakorzenione. Takie, które nie pyta już, jak dogonić innych, lecz jak znaleźć własną drogę do nowoczesności.

I dlatego nie wystarczy lider, który co rusz ucieka do wykresów, exceli i cytowanych z pamięci danych. Rozwoju nie da się sprzedać jak produktu bankowego. Można natomiast przekonać ludzi do wspólnego wysiłku, jeśli uwierzą, że jego celem jest coś więcej niż kilka abstrakcyjnych punktów PKB.

Elementy tej opowieści są już dziś obecne, tyle że pozostają rozproszone. Polska jako lepszy Zachód nie oznacza przecież jednej reformy ani jednego programu wyborczego. To raczej intuicja, że możemy zbudować państwo, które nie tylko dogoni Zachód, ale okaże się od niego dojrzalsze tam, gdzie on sam coraz częściej się gubi.

Chodzi o Polskę bez problemów z masową imigracją, z najnowocześniejszą na świecie administracją – wygodną już nie tylko dla obywatela, ale funkcjonalną na poziomie zarządzania państwem.

O państwo wolne od mafijnych układów narosłych na strukturach pato-partii i zdolne naprawdę decydować o sobie. O Polskę, która bardziej dba o Końskie niż o salony stolicy i której duma z własnego kraju nie kończy się na rogatkach Warszawy.

To także Polska silnego, wewnątrzsterownego państwa, które ani nie popada w epigonizm wolnorynkizmu, ani nie daje się uwieść socjalistycznym bajaniom o budżetowej studni bez dna.

Polska, która bierze na sztandary społeczny solidaryzm, bo brak mieszkań dla młodych i fatalny stan edukacji są hańbą dla państwa aspirującego do światowej czołówki, ale jednocześnie nie boi się mówić o ogólnonarodowym wysiłku. Bo następna transformacja – z kraju zależnego w państwo podmiotowe – nie dokona się sama.

To wreszcie Polska, która rozumie siłę narodowej tradycji, ale równie mocno wierzy, że Polacy są zdolni stworzyć własny model nowoczesności. Polska, która nie potrzebuje ani PiS-owskiego paździerza, ani czekoladowego orła ludzi politycznie uśmiechniętych, żeby pokazać, iż – jak pisał Dariusz Gawin – Polska może być wielkim romansem rozkochującym w sobie kolejne pokolenia.

Sukces wymaga wysiłku

To wszystko półgębkiem pojawia się już w wystąpieniach byłego premiera. Brakuje jednak narracyjnej klamry – symboli, obrazów i kulturowych odniesień, które potrafiłyby z tych rozproszonych intuicji zbudować jedną opowieść. Taką, która usprawiedliwiałaby trud kolejnej polskiej transformacji.

Bo jeśli ma być wielka wizja, musi być także gotowość do wielkiego wysiłku. Nie tylko najbogatszych inwestorów lokujących kapitał w betonowym złocie, ale również tej mitycznej klasy średniej, której – wbrew wielu opowieściom – całkiem wygodnie żyje się dziś na kredyt międzynarodowego kapitału i wśród globalnych, sprywatyzowanych usług.

Żeby taka opowieść mogła wybrzmieć przekonująco, trzeba najpierw wyzwolić się z dwóch rodzajów wstydu. Ze wstydu wobec tradycyjnej polskości – tak charakterystycznego dla progresywistów – oraz ze wstydu wobec własnego państwa i jego instytucji, tak często obecnego po prawej stronie.

Dopóki jedni będą traktowali polskość jak balast, a drudzy własne państwo jak ciało nieomal obce, bo opanowane przez postkomunistyczny układ czy brukselskie lobby, żadna ambitna opowieść o Polsce nie będzie wiarygodna.

Szukając dziś patrona takiej wyobraźni politycznej, warto wrócić do Stefana Żeromskiego. Nie dlatego, że zostawił nam gotowy program polityczny, ale dlatego, że rozumiał, iż nowoczesność i patriotyzm nie są swoimi przeciwieństwami. Cezary Baryka woła przecież do Szymona Gajowca: „Polsce trzeba na gwałt wielkiej idei!”. Sto lat później ten krzyk wcale się nie zestarzał.

Dariusz Gawin zwrócił uwagę, że całe Przedwiośnie zbudowane jest na napięciu między dwoma obrazami. Pierwszym są szklane domy – marzenie o cywilizacyjnym skoku, o Polsce stworzonej dzięki własnej pomysłowości, technice i wynalazczości. Nieprzypadkowo Seweryn Baryka mówi synowi, że „rewolucją istotną i jedyną jest wynalazek”.

Dzisiaj powiedzielibyśmy raczej nie o szklanych, lecz o krzemowych domach, jak wyraził się mój przyjaciel Piotr Kaszczyszyn. Nie chodzi o futurystyczną fantazję, lecz o państwo, które potrafi samo projektować własną nowoczesność.

O cyfrową administrację, własne technologie, sprawne instytucje i infrastrukturę, która nie jest jedynie importem gotowych rozwiązań z Ameryki czy Brukseli. Krzemowe domy to po prostu współczesna wersja marzenia, by Polska rozwijała się na własnych warunkach.

Ale Żeromski pokazuje również drugą stronę tej historii. Szklane domy nie wystarczą, jeśli zbudowane zostaną na pogardzie wobec Polski tradycyjnej. Symbolizuje ją Nawłoć – świat polskiego domu, zakorzenienia i codziennego życia. Dariusz Gawin trafnie zauważa, że pełne uroku życie nawłockiego dworu ma swoją cenę: trudno w nim o rozmach i gotowość do wielkich przedsięwzięć.

Nawłoć jest jak żywcem wyjęta z mentzenowskich wyobrażeń o domu z gromadką dzieci, grillem, psem i dwoma samochodami. To Polska spokojna, ale łatwo zadowalająca się tym, co już osiągnęła.

***

A przecież nie chodzi o wybór między Nawłocią a krzemowymi domami. Trzeba połączyć oba te żywioły – zakorzenienie i modernizację. Polskę, która nie wyrzeka się własnej tradycji, ale nie boi się również wielkich ambicji. Polskę, która chce być nie tylko bogatsza od wczoraj, lecz po prostu lepszym Zachodem.

Czy wyrazicielem takiej opowieści okaże się nowa partia rozwojowa? Być może, a być może nie. To jednak pytanie drugorzędne. Ważniejsze jest, czy my sami zaczniemy oczekiwać od polityków czegoś więcej niż dobrych wskaźników gospodarczych i braku złodziejstwa.

Bo bez wielkiej opowieści nawet CPK pozostanie tylko lotniskiem. A bez własnych krzemowych domów kolejna polska modernizacja może skończyć się tak, jak obawiał się Żeromski – rozczarowaniem.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.