Kryzys na Ceucie. Czy Hiszpania jest solidarna z Europą?
Kryzys migracyjny na Ceucie uruchomił dyskusję o wielu aspektach polityki migracyjnej, niekoniecznie odnoszących się do samych zajść w enklawie. Jeżeli przyjrzeć się postawie Hiszpanii, działaniom (lub ich braku) ze strony Maroka, reakcji unijnych liderów czy też pojawiającym się głosom ze strony Izraela i Stanów Zjednoczonych i wreszcie naszym wewnętrznym dyskusjom, sama Ceuta odgrywa w nich najmniejszą rolę. Jest raczej katalizatorem.
Ceuta pod naporem
Fiasko obrony granicy Ceuty jest konsekwencją ogólnego podejścia Madrytu do wyzwań imigracji. Próba forsowania granicy marokańsko-hiszpańskiej nie powinna być zaskoczeniem dla hiszpańskich służb. Nie raz ruch migracyjny z Maroka do Hiszpanii nasilał się, kiedy Hiszpania zbliżała się z Algierią albo zbyt zwlekała z uznaniem marokańskiego planu autonomii dla Sahary Zachodniej.
Pierwsza od 4 lat wizyta premiera Hiszpanii Pedro Sancheza w Algierii, która miała miejsce dwa tygodnie temu, była więc już wystarczającym sygnałem, żeby postawić w stan gotowości i wzmocnić służby graniczne. Drugim były podjęte w lipcu kroki legislacyjne zmierzające do przyznania obywatelstwa mieszkańcom Sahary Zachodniej, którzy byli poddanymi Hiszpanii w okresie kolonialnym.
Pomimo tych ostrzeżeń, granica okazała się łatwa do przekroczenia. Jej długość – dla porównania – wynosi tylko 12 kilometrów i jest obszarem prawie 35 razy mniejszym niż nasza granica z Białorusią.
Słabe zabezpieczenie granicy wynika wprost z polityki hiszpańskich socjalistów, którzy więcej środków przeznaczają na integrację i legalizację niż na twarde działania antyimigracyjne. Już w styczniu związki policjantów wyrażały zaniepokojenie, że proces legalizacji przeciąży służby.
Takie podejście niestety pozwala królowi Maroka Mohamedowi IV sięgać po imigrację za każdym razem, gdy chce dyscyplinować Hiszpanię. Było tak w 2021 roku, kiedy 8 tysięcy imigrantów wtargnęło na Ceutę przez słabo pilnowaną granicę. W tym czasie w hiszpańskim szpitalu leczony był Brahim Ghali, sekretarz generalny Frontu Polisario walczącego o niepodległość Sahary Zachodniej.
Wzrost liczby łodzi docierających na Wyspy Kanaryjskie także zbiegał się w czasie z kryzysami dyplomatycznymi lub oczekiwaniami zwiększenia finansowania z Brukseli. Jak pokazał jednak 2022 rok, w trakcie szturmu 2 tysięcy osób na granicę w Melilli, marokańskie służby potrafiły walczyć z napierającym tłumem.
Imigracja jako broń
Premier Sanchez podkreślał, że także tym razem marokańskie służby współpracowały z hiszpańskimi przy odsyłaniu imigrantów z powrotem do kraju, a winą obarczał sieci przemytników rozpuszczające plotkę o łatwej możliwości dostania się do Hiszpanii kontynentalnej i skorzystania z ustawy legalizacyjnej. Ogłoszono nawet sukces, kiedy dla większości wyprawa na Ceutę okazała się jednodniową przygodą i wrócili do Maroka.
Maroko zaprzecza swojemu udziałowi i poza zrzucaniem winy na przemytników, pojawiają się analizy, że próba wyhamowania takiego tłumu doprowadziłaby do tratowania ludzi i wielu zgonów.
Zdaniem politologa i dziennikarza Morocco World News Samira Bennisa, był to wybór mniejszego zła. W sieci pojawiły się jednak filmy pokazujące ciężarówki wyładowane imigrantami podwożonymi w pobliże granicy. Niektórzy z imigrantów mówili reporterom o wsparciu ze strony marokańskiej policji.
„The Telegraph” poinformował, że wywiady zachodnich państw mają informacje, iż incydent był instrumentalizacją imigracji, by dać Madrytowi sygnał, że Rabat nie patrzy przychylnie na nawiązywanie stosunków z Algierią. Jak w niedzielę podał z kolei „El Español”, dzięki monitoringowi granicy, Guardia Civil zidentyfikowała przedstawicieli marokańskiego wywiadu wśród imigrantów przechodzących przez granicę.
Trudno też wyobrazić sobie, że w kraju ze sprawnie działającymi służbami wewnętrznymi ruch – jak dzisiaj liczy się – prawie 70 tysięcy osób, czyli całej Piły lub Suwałk, wydarza się bez wiedzy aparatu bezpieczeństwa.
Europa reaguje
Problem wrogich działań podjęty został także, chociaż bez wskazywania odpowiedzialnych, w liście 22 europejskich przywódców, podpisanym także przez premiera Donalda Tuska. Liderzy wyrazili w nim niezgodę na „instrumentalizację migracji i zagrożenia hybrydowe”.
Przy całej krytyce polityki migracyjnej Sancheza, wsparcie Hiszpanii wobec instrumentalizacji migracji jest w naszym wspólnym, europejskim interesie. Tak samo jak oczekujemy pomocy w przypadku działań Łukaszenki i Putina wymierzonych w Polskę czy podobnie jak polska i austriacka Straż Graniczna wspierały Grecję w 2020 roku przy migracji sterowanej przez Erdogana, tak samo takie wsparcie powinna otrzymać Hiszpania.
Można zrozumieć zarzuty, że to sam kraj też musi chcieć bronić się przed tego typu działaniami, ale wysyłanie zdecydowanego sygnału i wprowadzanie retorsji za wykorzystywanie imigracji do presji politycznej jest najlepszą obroną przed podobnymi działaniami w przyszłości.
Tymczasem okazuje się, że ani wsparcie rozwojowe 634 milionami euro zaoferowane przez Niemcy, ani 1,2 miliarda euro na infrastrukturę i zieloną energię oraz kolejne 1,2 miliarda na cyfryzację zagwarantowane przez Francję, ani nawet 500 milionów euro wsparcia bezpośrednio na kwestie zarządzania migracją, nie może kupić nam bezpieczeństwa.
W całości list państw członkowskich skierowany do unijnych władz odnosił się do szerszej postawy Hiszpanii wobec kwestii migracyjnych i obecnej polityki unijnej niż do samej sytuacji w enklawie. Szefowie rządów krytykują w nimi wyrok hiszpańskiego Sądu Najwyższego, który uznał, że przekraczanie granicy od strony morza nie może skutkować natychmiastowym odesłaniem z powrotem do Maroka.
Liderzy podkreślają, że cała obecna polityka migracyjna UE jest skoncentrowana jest na powstrzymywaniu nielegalnej imigracji i jak najszybszych deportacjach. Przywódcy zaznaczają, że hiszpańskie zaniedbania w obszarze bezpieczeństwa granic budują percepcję wśród imigrantów, że „nielegalne przekroczenie granicy może zmienić się w legalny pobyt”. Grożą wprowadzeniem kontroli na granicach, by ograniczyć wtórne ruchy migracyjne.
Tak zdecydowana postawa wynika – nie ma co się łudzić – z kalkulacji politycznych. Część partii stojących za sterami rządów w europejskich krajach, w tym i Donald Tusk, czuje na plecach oddech prawicy, dla której problemy z migracją i integracją są paliwem napędowym. Obrazki z hiszpańskiej enklawy w Afryce będą raczej wzmacniać antyimigracyjne nastroje.
Hiszpania na kontrze do Unii
Jeżeli dyskutującym w sieciach społecznościowych można wybaczyć niewiedzę w kwestii szczegółów statusu Ceuty, to politycy dobrze wiedzą, że z przełamania tam granicy żadnych istotnych wtórnych ruchów nie będzie.
Ceuta, pomimo przynależności do strefy Schengen jako hiszpańskie terytorium, prowadzi kontrolę graniczną wszystkich osób przemieszczających się na teren kontynentalnej Hiszpanii. Dlatego fragment listu mówiący o ruchach wtórnych i kontroli granic, należałoby odczytywać jako upust frustracji z powodu ogłoszonej przez Hiszpanię w styczniu regulacji statusu nielegalnych imigrantów, w ramach której złożono już prawie 1,2 miliona wniosków.
Jest to także ostrzeżenie, żeby Hiszpania nie postępowała tak, jak ma to miejsce w przypadku Wysp Kanaryjskich i nie przewoziła imigrantów na stały ląd. Takie ryzyko ciągle istnieje skoro według różnych doniesień na Ceucie pozostaje od kilku do kilkunastu tysięcy imigrantów, w tym sporo nieletnich bez opieki.
Gdy praktycznie cała UE zastanawia się, jak ograniczać czynniki przyciągające, zdaniem wielu stolic oraz Brukseli, Hiszpania postępuje odwrotnie, wzmacniając, a nie osłabiając owe czynniki.
Można by i w tym miejscu wypomnieć Polsce, że zapomniał wół jak cielęciem był. Po 2015 roku, wspólnie z Węgrami i Czechami stanęliśmy okoniem wobec ówczesnej polityki imigracyjnej przyjętej przez państwa unijne. Dzisiaj Hiszpania robi w podobnie – tyle że w przeciwną stronę.
Zauważyć jednak trzeba różnicę, że stanowisko polskiego rządu nie nakładało na inne państwa dodatkowych kosztów związanych z naszymi decyzji, a w tym przypadku imigranci z Hiszpanii będą mogli przemieszczać się po Europie, próbować podejmować tam pracę, nawet niezgodnie z prawem.
Już dzisiaj Straż Graniczna często wykrywa obywateli państw latynoamerykańskich, którzy skorzystali z turystycznego ruchu bezwizowego, pracujących bez pozwolenia w polskich przedsiębiorstwach. To stawia pytanie, czy indywidualna polityka imigracyjna w systemie otwartych granic wewnętrznych jest w ogóle możliwa. Omówienie hiszpańskiej polityki imigracyjnej jest tematem na osobny artykuł, ale warto nadmienić, że ok 60% wniosków zostało złożonych przez imigrantów z krajów Ameryki Łacińskiej, zaś obywatele Maroka stanowią drugą grupę narodowościową.
Ci drudzy złożyli ponad 150 tysięcy wniosków, a wśród nich dominują młodzi mężczyźni, w przeciwieństwie do rodzinnej imigracji z państw hiszpańskojęzycznych. W tym sensie Hiszpania, chociaż pod płaszczykiem humanitaryzmu i w wydaniu lewicowym, walczy z problemami demograficznymi w podobny sposób jak istotnie bardziej prawicowa Polska – otwierając się na imigrację ekonomiczną z krajów bliskich kulturowo. W naszym przypadku to Ukraina czy Białoruś.
Trump pomógł w inwazji?
Pojawiły się też głosy, że za instrumentalizacją imigracji przeciwko Hiszpanii mogły stać Izrael i Stany Zjednoczone. Miałyby one ukarać Sancheza za jego propalestyńską postawę oraz niezgodę na korzystanie amerykańskich samolotów z lotnisk w Hiszpanii przy ataku na Iran.
Z pewnością i Trump i Netanjahu nienawidzą hiszpańskiego premiera, jednak bez twardych dowodów komentarze z Waszyngtonu i Jerozolimy wyglądają raczej na próbę wykorzystania zdarzenia do własnych celów.
Trump krytykując „inwazję” na Ceutę, odniósł się do politycznych rywali w kraju. Stwierdził, że za ich rządów amerykańska granica przypominałaby Ceutę. Z kolei izraelski ambasador przy ONZ Danny Danon zarzucił hipokryzję Hiszpanii, która utrzymuje „kolonialne enklawy w Afryce”, a ciągle poucza Izrael. To również jest jedynie wykorzystaniem wydarzenia dla własnej narracji, a nie przysłowiowym „smoking gun”.
Nie ma sensu szerzej rozwodzić się na temat polskiego politycznego piekiełka, gdzie politycy prawicy straszą, że przyjmiemy imigrantów z Ceuty w ramach Paktu Migracyjnego, a lewicowa polityk uważa działania Hiszpanii za sukces, bo imigranci sami z siebie wrócili do kraju.
Pusty rytuał nad Wisłą
Najbardziej przewrotnym rezultatem naszej polaryzacji jest to, że obydwie główne polskie partie za czasów swoich rządów prowadziły konsekwentnie politykę zabezpieczania granic i zaostrzania prawa, która dzisiaj wyznacza kierunek w Europie.
Niestety, z powodu zażartej politycznej konkurencji, jedni dezawuują poczynania drugich, zamiast na bazie tego wyznaczać kluczowe i ponadpartyjne kierunki strategii, tworząc ponadkadencyjny konsensus, którego tak często zazdrościmy Zachodowi.
Wezwanie premiera rządu, by Hiszpania wzięła przykład z Polski, brzmiałoby silniej, gdyby w trakcie kryzysu migracyjnego jego partia nie torpedowała starań PiS-u, a dzisiaj PiS dla korzyści politycznych niewspółmiernie nie straszył, że Koalicja Obywatelska zaleje Polskę imigrantami.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
