Zaklęcia zamiast odpowiedzi. Wiceminister cyfryzacji kompromituje rząd w Polskim Radiu
Spóźnione alerty RCB, sytuacja, która była „zupełnie nowa” dla rządu, a do tego rakieta, która leciała, ale kontrolowana w „jakiś” sposób. To tylko fragment popisów wiceministra cyfryzacji Rafała Rosińskiego z anteny Polskiego Radia 24.

Każde ministerstwo ma swoją specjalność. Do dzisiejszego poranka jednak trudno było sądzić, że resort cyfryzacji odpowiada za rozweselanie słuchaczy radia – choć to raczej śmiech przez łzy. Trudno dojść do innych wniosków po wysłaniu wywiadu wiceszefa Ministerstwa Cyfryzacji Rafała Rosińskiego z ramienia Polskiego Stronnictwa Ludowego w Polskim Radiu 24.
Dziennikarz publicznego nadawcy Roch Kowalski zadał pytania, które od czwartkowego zdarzenia na terenie Lubelszczyzny wszyscy mamy w głowie: dlaczego alert RCB został wysłany do obywateli z takim opóźnieniem? Czy procedury zadziałały właściwie? W końcu – jakie wnioski powinny zostać wyciągnięte z całej tej sytuacji?
Pytania o działanie systemu pozostały bez odpowiedzi, gdyż wiceminister Rosiński postanowił wcielić się w rzecznika rządu – uspokajającego obywateli, bagatelizującego zagrożenie i wypierającego się odpowiedzialności (chociaż nikt go nie atakował). Co więcej, robił to w sposób groteskowy, nieskładnie formułując zdania i powtarzając te same myśli kilkukrotnie, ani razu nie docierając do sedna odpowiedzi na pytanie.
Po 10 minutach wywiadu wyraźnie zirytowany prowadzący zakończył rozmowę, nie dowiedziawszy się niczego konkretnego.
To co wydarzyło się dziś w @PR24_pl jest kwintesencją skrajnej niekompetencji rządu @donaldtusk.
Załączam cały, bez cięć wywiad z wiceministrem @CYFRA_GOV_PL bo bardzo możliwe, że ten materiał zniknie z sieci. Nawet redaktor Roch Kowalski był zniesmaczony i musiał podać pomocną… pic.twitter.com/5d4thjIFYt— Michał Dworczyk (@michaldworczyk) August 3, 2026
Obierając strategię (a raczej próbę ucieczki) wyrażoną w słowach: „sianie paniki nie jest czymś potrzebnym”, wiceminister cyfryzacji zdradza się z przekonaniem, że obywatel nie może usłyszeć niczego o rosyjskiej rakiecie nad polskim niebem, gdyż natychmiast zacznie wykupywać zapasy kaszy, budować schron w piwnicy i żegnać się ze swoimi sąsiadami.
Czy według Rosińskiego lepiej nic nie mówić o potencjalnych zagrożeniach, a jeśli już, to wyłącznie to, że wszystko jest pod kontrolą?
W piątym roku pełnoskalowej wojny za naszą wschodnią granicą wiceminister stwierdził, że „to dla nas nowa sytuacja”. W ciągu tych czterech lat konfliktu mieliśmy do czynienia z naruszeniem przestrzeni powietrznej NATO dziesiątki razy – wnioski, jak widać, nadal nie są wyciągane.
Egzamin oblany
O problemie z wykorzystywaniem alertów RCB pisał na łamach Klubu Jagiellońskiego Michał Radziszewski, gdy niecały rok temu na nasze terytorium spadły rosyjskie drony. Jak wskazywał Radziszewski, wówczas rząd nie zdał egzaminu z komunikacji między państwem a obywatelami.
W pierwszych godzinach zagrożenia państwowe systemy ostrzegania milczały, a informacje szybciej docierały z ukraińskich źródeł niż od polskich instytucji. Alert RCB pojawił się dopiero wtedy, gdy realne zagrożenie praktycznie minęło.
RCB nie może być systemem, który raz zasypuje obywateli komunikatami o burzy, a milczy, gdy zagrożenie jest śmiertelnie poważne. W obu przypadkach efekt jest ten sam – utrata zaufania. A system ostrzegania działa tylko wtedy, gdy ludzie traktują każdy komunikat poważnie.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.