Nick Fuentes to przykład prawicy postmodernistycznej. Jego katolicyzm jest fałszywy
W Ameryce, gdzie kluczowe funkcje od lat sprawują politycy urodzeni w latach 40. i 50., Nick Fuentes jest postacią zupełnie z innej planety. Ten niespełna 30 letni wyszczekany influencer o twarzy wiecznego nastolatka, wdarł się w amerykański krajobraz polityczny, łamiąc wszelkie normy i bezczeszcząc wartości drogie elitom obu wielkich partii. Nie dajmy się jednak zwieść – Fuentes nie jest ani romantycznym buntownikiem, ani nadzieją na nową, lepszą jakość Influencer jest skrajnym przykładem zdegenerowanej formy politycznej polegającej na buncie wobec wszelkich norm i postmodernistycznym triumfie nieopanowanej przekory nad umiarem i rozsądkiem.
„Kobiety powinny zamknąć ryja, a czarni muszą być w większości pozamykani”
Publiczna historia urodzonego w 1998 roku Nicka Fuentesa zaczyna się w 2017 r. Wówczas ten osiemnastoletni student Boston University, pojawia się na słynnym marszu Unite the Right w Charlottesville, organizowanym przez mieszankę organizacji konserwatywnych i skrajnie prawicowych, skupiających również neonazistów i członków Ku Klux Klanu.
Wydarzenie jest obecnie słusznie owiane czarną legendą. Marsz zakończył się starciami z kontrmanifestantami w wyniku czego zginęła jedna osoba, zaś 35 innych zostało rannych. Fuentes, wyłowiony z tłumu przez dziennikarzy, mówi dużo i bez zahamowania. W ten sposób stał się jedną z wiodących twarzy tych dramatycznych wydarzeń, zaś cała Ameryka po raz pierwszy dowiedziała się o jego istnieniu.
Niedługo później Fuentes rzuca studia i skupia się na prowadzeniu swojego programu na YouTube, America First with Nicholas J. Fuentes. To właśnie ten program okazał się wehikułem, dzięki któremu Fuentes stał się jednym z najbardziej znanych i radykalnych głosów młodej prawicy w USA.
Od samego początku główną metodą zdobywania przez niego popularności staje się transgresja. Fuentes oskarżany jest o otwarty rasizm, antysemityzm, mizoginię, groźby śmierci wobec postaci i grup, których nie lubi, negowanie Holokaustu i wyrażanie sympatii do Adolfa Hitlera.
O ile w dyskursie publicznym tego typu zarzuty są niejednokrotnie formułowane na wyrost, zaś „argumentum ad hitlerum” jest stałym elementem semantycznych przepychanek prawicy z lewicą, to w tym wypadku naprawdę trudno z taką oceną polemizować. Do wątków rasistowskich, nazistowskich, antykobiecych czy antysemickich Fuentes powraca często, chętnie i bez skrępowania.
Program polityczny influencera można podsumować następującym cytatem:: „Żydzi rządzą naszym społeczeństwem, kobiety powinny zamknąć ryja, czarni muszą być w większości pozamykani i żylibyśmy w raju. To takie proste”.
Od niechęci do sympatii – Fuentes w programie u Tuckera Curlsona
Kolejny znaczący przystanek jego podróży to Waszyngton, 6 stycznia 2021 r. Fuentes pojawia się w tłumie ludzi, którzy maszerują na Kapitol, protestując przeciwko rzekomym fałszerstwom wyborczym na niekorzyść Donalda Trumpa. I choć sam do budynku federalnego nie wchodzi, to pozostaje na obrzeżach tłumu, skandując i mobilizując radykalnych uczestników do udziału w rozruchach.
Rok później Fuentes – razem ze zbuntowanym raperem Kanye Westem –pojawia się na kolacji z Donaldem Trumpem w Mar-a-Lago. Wszyscy – włącznie z samym Fuentesem – zdają się zaskoczeni, że ktokolwiek dopuszcza młodego influencera do byłego wówczas prezydenta USA. Sam Donald Trump wydaje się nie mieć szczególnego pojęcia, z kim rozmawia. Zgodnie jednak z relacjami, rozmowa klei się, a Fuentes schlebia Trumpowi przez cały wieczór.
Burza rozpoczyna się natychmiast po pierwszych doniesieniach medialnych, a Trump – będący wtedy prawdopodobnie w najtrudniejszym punkcie całej swojej kariery politycznej –zostaje publicznie i powszechnie skrytykowany i to również przez swoich sojuszników. Spotykanie się z osobami kojarzonymi z najbardziej radykalną częścią alt-rightu jest wówczas nie do zaakceptowania zarówno dla demokratów, jak i zdecydowanej większości republikanów.
Jednak najprawdopodobniej najbardziej przełomowym momentem – przynajmniej w sensie odbioru społecznego – była dla Fuentesa rozmowa z Tuckerem Carlsonem, absolutną gwiazdą prawicowych mediów i mediów w ogóle.
Panowie jeszcze kilka miesięcy przed wywiadem, który odbył się jesienią 2025, wymieniali w swoich programach soczyste ciosy. Carlson nazywał Fuentesa dziwnym małym gejem, który próbuje zdyskredytować racjonalną prawicę (ten bardzo wyraźnie zaprzeczył przede wszystkim zarzutom o homoseksualizm). Fuentes z kolei odgryzł się Carlsonowi, oskarżając go o elitaryzm i oderwanie od realiów prawdziwej Ameryki.
Jednak już kilka miesięcy później panowie we wspólnej rozmowie na kanale Carlsona dogadują się doskonale. Fuentes wydaje się lekko onieśmielony i stara się – choćby minimalnie – przypudrować swoje poglądy. Z kolei Carlson z sympatią przygląda się kolejnemu ze swoich gości, który został wyciągnięty wprost z gabinetu osobliwości.
Jednocześnie obu panów zbliżają poglądy – mniej lub bardziej wyrażone rozczarowanie Donaldem Trumpem, w najlepszym razie głęboka niechęć do Izraela oraz krytycyzm wobec aktywnej polityki międzynarodowej USA.
Po rozmowie w głowach odbiorców nie zostaje wiele. Ale w konserwatywnej infosferze rozpętuje się kolejna burza. Kevin Roberts, szef Heritage Foundation, najważniejszego think-tanku lojalistycznego wobec prezydenta Trumpa, publicznie bierze w obronę Carlsona za wywiad z kontrowersyjnym Fuentesem.
W reakcji na to Heritage traci wielu darczyńców i pracowników. W szerokim krajobrazie sił medialnych wspierających administrację Trumpa rozpoczyna się kolejna wojna, toczona w wąskim horyzoncie o stosunek całego środowiska do Izraela, a w szerokim – o pojemność republikańskiego namiotu, który po prawej stronie zaczyna rozciągać się do coraz to skrajniejszych środowisk.
Nowa prawicowa kontrkultura
Fuentes posiada wiernych zwolenników i fanów, którzy razem tworzą coś na kształt specyficznej internetowej subkultury. Składają się na nią głównie młodzi mężczyźni, często o wizerunku incelów i „przegrywów”, którzy sami ochrzcili siebie „groyperami” – od słynnego internetowego mema przedstawiającego pulchną wersję żaby Pepe.
Influencer trafia do nich, mówiąc językiem przekory, który doskonale rozumieją i w którym odnajdują się jego odbiorcy. Fuentes potrafi na wizji wręcz wyzłośliwiać się nad swoimi fanami i widzami. Jednocześnie pozostaje wobec nich swoiście czuły, wyrażając ich ukryte myśli, pragnienia i pielęgnując potrzebę buntu wobec beznadziejnej rzeczywistości.
Tych najwierniejszych fanów nie jest jednak na tyle dużo, żeby móc myśleć o znaczącym wpływie na rzeczywistość. W 2026 r. jego konto na platformie Rumble miało ok. 691 tys. followersów. Niektóre materiały osiągały setki tysięcy lub ponad milion wyświetleń. To znaczące zasięgi, jednak są jednak nieunikalne. Najwięksi influencerzy związani z GOP, jak Ben Shapiro, wciąż mogą się pochwalić większymi zasięgami.
Siła Fuentesa kryje się w tym, jak zręcznie zmusza innych, by odbijali jego światło. Osadzając go w roli zagrożenia, legitymizuje się go jako buntownika przeciw systemowi. Fuentes sprawnie porywa się na wszystkie świętości. Operuje w kategoriach kontrkultury, przejmując złowrogie symbole i postaci – takie jak Hitler czy Stalin, którymi może symbolicznie atakować generację ojców i matek swoich słuchaczy.
W swoich poglądach prezentuje eklektyczny, ale w gruncie rzeczy banalny miks nacjonalizmu, rewanżyzmu i ekonomicznego populizmu. Jednak wszystkie doktryny zdają się być drugorzędne. Są one co najwyżej funkcją pokoleniowej dynamiki konfliktu i internetowej strategii rage-baitu.
Fuentes szuka kontrowersji, bo to dobra reklama. Robi to jednak przede wszystkim dlatego, że tak silnie kontrkulturowy kurs jest właśnie tym, co szczególnie mocno pobrzmiewa w duszach jego fanów. Dobrym tego przykładem jest stosunek influencera do sprawy Jeffreya Epsteina.
Dopóki sprawa była poza zainteresowaniem mainstreamu i mogła być źródłem spiskowych rozważań, Fuentes znajdował się w nurcie wzywającym do rozliczeń i ujawnienia prawdy. Gdy jednak sprawa staje się medialna, a wszyscy domagają się dogłębnego jej zbadania i rozliczenia, influencer jak zwykle na przekór, zaczyna romantyzować zmarłego przestępcę. Epstein staje się wtedy nagle „najfajniejszym gościem, jakiego poznałeś”, „typem Bruce’a Wayne’a”.
Siła oddziaływania Fuentesa nie bierze się z liczby najwierniejszych fanów, lecz z mocy, z jaką organizuje wyobraźnię wszystkich innych uczestników debaty publicznej. Staje się negatywnym punktem odniesienia dla wszystkich – od Demokratów po ogromną część własnego obozu MAGA.
Jego orbita wokół centrum grawitacji ruchu MAGA, a więc Trumpa, pozostaje niestabilna. Choć przez wiele lat wspierał prezydenta, w czasie jego drugiej kadencji coraz głośniej wyraża swoje niezadowolenie, w związku ze zbyt małym – jego zdaniem – radykalizmem Trumpa.
Fuentes w swoim stylu mówi: „Mój problem z Trumpem polega na tym, że Trump nie jest Hitlerem… krytykuję Trumpa, bo jest za mało deportacji, ICE jest zbyt mało brutalna, jest za mało Gwardii Narodowej (na ulicach)”.
Dlatego nie waha się odcinać od prezydenta i zachęcać swoich zwolenników do taktycznego głosowania na Demokratów, by walczyć o bardziej radykalną i czystszą – również rasowo – reprezentację polityczną.
Postmodernistyczna, kontrkulturowa prawica
Poglądy Fuentesa nie budzą oburzenia, ponieważ są, jakie są. One są, jakie są, ponieważ w tej formie budzą oburzenie. Influencer nie jest kłamcą – on po prostu wciska postmodernistyczny kit. Harry Frankfurt w głośnym eseju On Bullshit celnie rozróżniał kłamstwo od wciskania kitu.
Klasyczny kłamca ma szacunek do prawdy, ponieważ uznaje jej istnienie. Mimo wszystko porusza się w ramach klasycznych kategorii. Nowoczesny demagog w ogóle nie uznaje istnienia jakichkolwiek obiektywnych kategorii języka lub rzeczywistości, które mogłyby go ograniczać.
Zarzuty o bycie wielkim „wciskaczem kitu” spotykają przede wszystkim samego Donalda Trumpa, który rzeczywiście język traktuje mocno performatywnie, z niewielkim przywiązaniem do konserwatywnych standardów komunikacji.
Różnica jednak polega na tym, że Trump jest nie tylko politykiem i człowiekiem show-biznesu, który instrumentalnie traktuje swoją wypowiedź, ale również biznesmenem, który ma wyrobione intuicje dotyczące porażki i sukcesu, które muszą być, jeśli nie twardo zakorzenione w rzeczywistości, to przynajmniej intersubiektywne i podległe pewnej społecznej walidacji. Te różne role – Trump-showman i Trump-biznesmen – wzajemnie się u niego równoważą.
Tymczasem Nick Fuentes to po prostu czysty bunt młodości, który nie napotyka żadnych granic. Ze swoim przekazem wchodzi w płynną nowoczesność jak w masło. Metodą polityczno-medialną Fuentesa jest wyznaczanie nowych granic politycznej niepoprawności, która pozwala nieustannie przyciągać uwagę młodych odbiorców, ukształtowanych na konsumpcji radykalnej, hałaśliwej i transgresyjnej treści nowych mediów internetowych (już nie – społecznościowych).
Ciągłą prowokacją – słownymi flirtami z Hitlerem, komunizmem, rasizmem czy Gavinem Newsomem – Fuentes tworzy treści, które dostają się do dwóch baniek. W mainstreamowej dyskusji jego krótkie wypowiedzi krążą jako przykład skrajnej radykalizacji młodych. W mediach głównego nurtu Fuentes jest rasistowskim neonazistą, który definiuje najmroczniejsze rejony internetowego ruchu MAGA.
Jednocześnie to oburzenie, które wyraźnie podzielają starsze pokolenia Demokratów i Republikanów, jest najlepszym paliwem dla popularności Fuentesa, który uwiarygadnia się wśród młodego pokolenia szukającego buntu wobec politycznej dominacji starców. Decorum, którego inni są świadomi i którym są związani, Fuentes ostentacyjnie demoluje.
Jako postać publiczna Fuentes jest jak prawicowiec wyjęty z narracji lewicy – nihilistyczny i zafiksowany na przemocy. Swoje chrześcijaństwo – do katolicyzmu lubi się odwoływać – traktuje totemicznie, jako ramę ideologiczną, w której tacy jak on – biali, opuszczeni mężczyźni – mogą uzyskać systemową przewagę nad resztą społeczeństwa.
Fuentes, który za podstawową metodę przyjmuje agresywną transgresję, jest zresztą zwiastunem nowych czasów. Zepchnięta do defensywy (alternatywna) prawica przejmuje partyzanckie narzędzia polityczne nowej lewicy, a osiadła na instytucjach lewica zaczyna tychże instytucji bronić, czerpiąc zaskakująco wiele z konserwatyzmu przez małe „k”.
Jak pisał już ponad dekadę lat temu Jakub Dymek z pewną kasandryczną intuicją w tekście Zemsta posmodernizmu: „wczorajsi wielbiciele dekonstrukcji, dziś domagają się powrotu starych i dobrych pewników. Wczorajsi konserwatyści dziś dekonstruują tak, że Judith Butler w tandemie z Jacquesem Derridą płoną ze wstydu”.
W tym sensie Fuentes jest postacią skrajnie antyprawicową: pokazuje porażkę klasycznego konserwatyzmu w USA i zwycięstwo kulturowej lewicy, przeciwko której tak bardzo retorycznie się buntuje.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
