Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Wszyscy potrzebujemy kultu Powstania Warszawskiego

Wszyscy potrzebujemy kultu Powstania Warszawskiego źródło: wikimedia commons; Public Domain

W niekończących się sporach o sens wybuchu Powstania Warszawskiego jego krytycy i apologeci wciąż zdają się mówić w dwóch zupełnie różnych językach. Ci pierwsi skupiają się na próbie odpowiedzi na pytanie: czy z perspektywy historycznej Powstanie miało sens? Ci drudzy zaś wychwalają ofiarność powstańców, podkreślając wagę tego wydarzenia dla polskiej mitologii narodowej. Która perspektywa jest prawidłowa? Odpowiedź brzmi: obie. Potrzebujemy zarówno historycznego krytycyzmu, jak i mitologicznego kultu bohaterów. Te dwa podejścia wcale nie muszą się wykluczać.

Rytualny spór bez perspektywy rozwiązania

1 sierpnia obchodzimy już 82. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. I jak co roku publicyści, historycy, komentatorzy będą – niemalże rytualnie – dyskutować: czy było warto? Czy to miało sens? I jak zawsze, po obu stronach padną te same argumenty.

Krytycy Powstania będą odwoływać się do politycznego realizmu. Apologeci zaś do heroizmu i patriotyzmu. Jedni będą wskazywać na beznadzieje losu powstańców rzuconych do walki na pewną śmierć przez nieodpowiedzialnych dowódców, bez broni i cienia szansy na zwycięstwo. Drudzy podkreślą brak innej alternatywy niż zbrojna konfrontacja z okupantem

W gruncie rzeczy już sama historia sporu o ocenę Powstania Warszawskiego zasługuje na obszerne studium naukowe. Z pewnością jednym z wyników takiej pracy byłby wniosek, że argumenty obu stron sporu od 1944 roku pozostają niezmienione. Dyskusja nie posuwa się naprzód. Pozycje zostały zajęte, zmiany stanowisk wydają się nierealne.

Od generała Władysława Andersa po Piotra Zychowicza

Krytycy Powstania zawsze skupiają się na analizie stricte historycznej. Podkreślają miażdżącą przewagę Niemców w sprzęcie i broni nad siłami Armii Krajowej i innych formacji podziemnych biorących udział w Powstaniu.

Zwracają uwagę na wcześniejsze przypieczętowanie losu Polski na konferencji w Teheranie. Podkreślają również oczywistą wrogość Sowietów do Polskiego Państwa Podziemnego. Likwidowali oni miejsca ujawniania się polskiego ruchu oporu w ramach akcji „Burza” – działo się tak np. na Wileńszczyźnie po operacji „Ostra Brama” w lipcu 1944 roku.

W końcu wskazują na skutki – przede wszystkim na unicestwienie Warszawy jako miasta oraz tragiczny los jej ludności, wymordowanej lub wypędzonej.

Powyższe argumenty często skłaniają więc wspomnianych krytyków Powstania do jego ostrych ocen. Co ciekawe sam Władysław Anders był radykalnym krytykiem decyzji o rozpoczęciu Powstania i żądał za nią sądu wojskowego dla gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego.

Współcześnie podobne poglądy co słynny polski generał przedstawia Piotr Zychowicz. Znany publicysta w swojej sławnej już książce Obłęd 44 nazwał Powstanie wprost – zgodnie z tytułem publikacji – „obłędem”. Rafał Ziemkiewicz z kolei uważa je za kolejny przykład „pięknego samobójstwa” w wykonaniu polskiego narodu.

Mit założycielski współczesnej Polski

W kontrze do surowych ocen krytyków stoją apologeci, wśród których niemal zawsze przewija się bardziej szerokie, wręcz mistyczne (ich oponenci powiedzieliby raczej: „romantyczne”) spojrzenie na Powstanie.

Często podkreślają oni nieuchronność jego wybuchu, wskazując na nastroje ludności warszawskiej latem 1944 roku. Jednocześnie widzą w nim element kształtujący tożsamość nowoczesnego narodu polskiego – prawdziwy mit założycielski, bez którego nie byłoby współczesnej Polski.

W tym miejscu należy przede wszystkim wymienić Jarosława Marka Rymkiewicza i jego słynny, opublikowany w 2008 roku esej Kinderszenen. Jest to radykalna apologia poświęcenia powstańców, traktująca krwawą rzeź polskiej młodzieży niczym religijną ofiarę – mord założycielski, który miał ukształtować nową Polskę i nowego Polaka.

Zdaniem Rymkiewicza Powstanie nie tylko nie jest porażką, lecz stanowi wręcz duchowe zwycięstwo Polaków, a ogromna ofiara poniesiona w walce o Warszawę nie pozwoliła im dać się całkowicie zniewolić komunizmowi.

Z kolei inny apologeta – Dariusz Gawin – w swoim eseju zatytułowanym Warszawa 1944: oślepiający blask wolności widzi w walczącej Warszawie greckie polis. W jego wizji powstańcy to zaangażowani obywatele, którzy poświęcili się dla dobra wspólnego w starciu z radykalnym wrogiem republiki – totalitaryzmem. Czyn zbrojny Polaków był szczytem polityki, wzorem tego, co znaczy być obywatelem Polski.

Dwie narracje, dwa różne Powstania Warszawskie

 Nazwiska reprezentujące obie strony barykady można by mnożyć. Jednak już samo pobieżne spojrzenie na ich argumentację skłania do postawienia tezy, że reprezentują oni zupełnie inne wrażliwości i punkty widzenia.

 Prowadzi to do wzajemnego niezrozumienia, często bagatelizowania, a nawet wyśmiewania poglądów drugiej strony. Wbrew pozorom clou sporu nie leży w odpowiedzi na pytanie, czy decyzja o rozpoczęciu Powstania była słuszna. Prawdziwy problem stanowi to, że jedna i druga strona mówią o zupełnie innym Powstaniu Warszawskim

Dla krytyków Powstanie to przede wszystkim źle zinterpretowane przez większość Polaków, tragiczne w skutkach wydarzenie historyczne, które powinno stanowić przestrogę dla kolejnych pokoleń.

Apologeci mówią natomiast o micie, który przez lata wyrósł na wydarzeniu, jakim było Powstanie Warszawskie. Mity mają to do siebie, że odbiegając często znacząco od faktograficznie pojmowanej prawdy, nadają sens wydarzeniom z przeszłości, kształtując wartości i kulturę kolejnych pokoleń.

W tym sensie argumenty wytaczane przeciwko sobie nawzajem przez krytyków i apologetów Powstania jawią się jak hipotetyczne starcie historyków starożytności ze specjalistami od literatury homeryckiej. Jedni wyliczają liczbę broni palnej posiadanej przez powstańców, a drudzy będą wskazywać na duchowe znaczenie losu powstańców i całej Warszawy.

Jedno i drugie podejście do Powstania wcale nie musi stać ze sobą w sprzeczności. Oba są nam bardzo potrzebne, gdyż pełnią zupełnie inne role w życiu publicznym.

Nie ulega bowiem wątpliwości, że ocena historyczna Powstania Warszawskiego nie jest jednoznaczna, a argumenty wytaczane przez jego apologetów bynajmniej nie są zawsze „mityczne”. Wraz z odległością czasową dzielącą nas od tego wydarzenia będziemy podchodzić do niego z większym dystansem i mniej emocjonalnie.

Trzeźwa i uczciwa ocena walki o Warszawę roku 1944 będzie służyć nie tylko zaspokojeniu ciekawości historyków, ale także pozwoli masie Polaków lepiej zrozumieć kontekst i sytuację, z jaką musieli się wtedy mierzyć ówcześni polscy decydenci i reszta polskiego społeczeństwa.

Mord założycielski III Rzeczpospolitej

Jednak Powstanie Warszawskie to nie tylko zwykłe wydarzenie historyczne, które można oceniać w beznamiętny i analityczny sposób. To także mit i kult kształtujący tożsamość współczesnego Polaka. I do tego zjawiska odnoszą się eseje wspomnianych apologetów Dariusza Gawina i Jarosława Rymkiewicza.

W tym sensie należy zgodzić się z tezą postawioną przez tego ostatniego. Rymkiewicz w opublikowanym w 2007 roku eseju Wieszanie, podejmującym tematykę insurekcji kościuszkowskiej, wskazuje na niedokończony proces formowania się nowoczesnego narodu polskiego, który w przeciwieństwie do Francuzów nie zdołał powiesić ani ściąć swojego ostatniego króla.

Zdaniem poety każdy nowoczesny naród został zbudowany na mordzie założycielskim dokonanym bądź to na królu, bądź na dotychczasowych elitach politycznych. Rymkiewicz twierdzi, że Polacy na taki mord nigdy nie byli w stanie się zdobyć, w związku z czym nie byli w stanie ukonstytuować się jako nowoczesny naród.

Z kolei we wspomnianym Kinderszenen poeta stwierdza, że to właśnie tragedia Powstania Warszawskiego dopełniła tego braku. To, co działo się przez 63 dni w sierpniu i wrześniu 1944 roku w Warszawie, było mordem założycielskim współczesnej Polski, ofiarą, która ukształtowała nową polską tożsamość. Powstanie Warszawskie pełni więc w tej logice rolę spóźnionej rewolucji francuskiej nad Wisłą.

Na rewolucję francuską patrzy się bardzo róznie. Absolutnie nie jest to wydarzenie oceniane jednoznacznie pozytywnie, również w samej Francji. Nigdy nie dość przypominania o terrorze jakobińskim czy o rzeziach dokonywanych przez rewolucjonistów w Wandei.

Jednak dzisiaj, mimo wieloletnich sporów wokół tej kwestii, mało kto już neguje rolę rewolty z 1789 roku w ukształtowaniu francuskiej tożsamości narodowej. Dość powiedzieć, że na tegorocznych obchodach 14 lipca w Paryżu obecna była Marine Le Pen – przywódczyni środowiska politycznego, które przez lata odrzucało rewolucyjną tradycję.

Nieprzypadkowo zresztą Dzień Bastylii oficjalnie nazywany jest La fête nationale française – Świętem Narodowym Francji. Sama nazwa tego dnia świadczy, że nie jest to tylko rocznica wybuchu rewolucji. To dzień wszystkich Francuzów, celebrujących swoją francuską tożsamość, której fundamentem jest właśnie rewolucja.

Z kolei świętem narodowym Polski jest 1 sierpnia. Łączy on wszystkie środowiska polityczne, prawicowe i lewicowe, często mające zupełnie inne interpretacje wydarzeń z dziejów naszego kraju.

1 sierpnia, jak co roku, wszyscy oni staną na Placu Piłsudskiego, by śpiewać powstańcze piosenki. Celebrowanie rocznicy wybuchu Powstania jest bowiem jednym z tych nielicznych elementów naszej polskiej rzeczywistości, które nie uległy logice polaryzacji. I to również należy docenić przy ocenie kultu Powstania w III RP.

Ostatni rytuał na cześć dobra wspólnego?

Na koniec można przywołać jeszcze jeden argument, czasami pojawiający się wśród zagorzałych krytyków obchodów 1 sierpnia. Jest to pytanie o to, czy czczenie Powstania Warszawskiego nie pogłębia wśród Polaków ich rzekomo tradycyjnych, narodowych wad.

Chodzi przede wszystkim o interpretowanie polityki w kategoriach romantycznych, kult ofiary, który nakierowuje Polaków na działania autodestrukcyjne i nie pozwala na realistyczną kalkulację zysków i kosztów.

Twierdzenie to jest jednak całkowicie chybione – szczególnie w naszych czasach, w których mówi się przecież ciągle o kryzysie myślenia wspólnotowego, a większość Polaków raczej wolałaby uniknąć obowiązku obrony Ojczyzny, niż walczyć za nią. W tym kontekście kult Powstania skupiony wokół bohaterstwa powstańców, gotowych do największych poświęceń dla Polski, trzeba uznać za zjawisko pozytywne.

Bynajmniej nie dlatego, że skłania on Polaków do większych poświęceń wobec swojego kraju. Sondaże raczej nie sugerują takiego zjawiska.

Niewątpliwie jednak jest to kult jednoczący polski naród wokół postawy najwyższego oddania dla dobra wspólnego i tym samym przypominający raz w roku o tym, jak dużo kosztować może utrata niepodległości.

Stanowi więc swoisty „znak pokoju” wszystkich na co dzień zwaśnionych politycznie Polaków. Dlatego 1 sierpnia warto uczestniczyć w tym wielkim, narodowym rytuale, jakim jest rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego, nawet jeśli nie przemawiają do nas argumenty jego apologetów.

Twierdzę tak, nie będąc zwolennikiem jego wybuchu i uznając je za wielką tragedię w historii Polski. Mimo to jako Polak nie zaprzeczam, że Powstanie jest istotnym elementem mojej polskiej tożsamości. Dlatego 1 sierpnia zamierzam, jak co roku, wspólnie z innymi zaśpiewać powstańcze piosenki.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.