Ukraina ma problem z dzietnością. Czy stanie się państwem imigracyjnym?
Pełnoskalowa wojna skonsolidowała naród ukraiński, ale jednocześnie doprowadziła go do katastrofy demograficznej. Coraz częściej ukraińscy politycy przyznają, że bez napływu setek tysięcy, a być może milionów pracowników odbudowa kraju będzie niemożliwa. Problem polega na tym, że państwo, które chce przyciągnąć migrantów, coraz silniej definiuje swoją tożsamość poprzez narodową politykę pamięci i nacjonalizm w głównej mierze oparty o doświadczenia wojny z Rosją. Czy te dwa procesy da się pogodzić?
Ukraina potrzebuje ludzi, by dalej funkcjonować
Od początku rosyjskiej inwazji uwaga świata koncentruje się na kosztach odbudowy Ukrainy. Według szacunków Banku Światowego, Komisji Europejskiej, ONZ i rządu w Kijowie odbudowa kraju pochłonie setki miliardów dolarów.
Jednak coraz częściej sami ukraińscy decydenci zwracają uwagę, że pieniądze mogą okazać się mniejszym problemem niż znalezienie ludzi chętnych do pracy. Nawet największe międzynarodowe i pożyczki nie pomogą w odbudowie państwa, jeśli nie będzie miał kto tego zrobić.
Problem ten nie pojawił się dopiero wraz z wojną. Już przed 2022 rokiem Ukraina należała do państw jednych z najszybciej tracących ludność w Europie. Od lat zmagała się tez z niską dzietnością, starzeniem społeczeństwa oraz masową emigracją zarobkową do Polski, Czech, Niemiec czy Włoch.
Rosyjska agresja jedynie spotęgowała istniejące wcześniej problemy. Miliony obywateli opuściły kraj, setki tysięcy zostały zmobilizowane do wojska, a kolejne setki tysięcy odniosły rany lub poniosły śmierć. Jednocześnie gwałtownie spadła liczba urodzeń, co oznacza, że skutki demograficzne wojny będą odczuwalne jeszcze przez wiele dekad.
Ciężko jest również ustalić, jaką rzeczywistą liczbę ludności Ukraina miała przed wojną, a jaką ma obecnie. Pamiętajmy, że ostatni spis ludności w tym kraju miał miejsce w… 2001 roku. Przez 25 lat od tej daty wielu Ukraińców wyjechało za pracą, a następnie uciekło najpierw wskutek wojny w Donbasie, a potem w następstwie regularnej wojny z Rosja.
Już w 2023 roku ówczesna wiceminister gospodarki Tetiana Bereżna mówiła, że kraj będzie potrzebował 4,5 miliona dodatkowych pracowników, aby sprostać wyzwaniom powojennej odbudowy. Jak podkreślała: „Odbudowa rynku pracy nie jest skutkiem zwycięstwa – jest drogą do zwycięstwa”.
Skalę wyzwania dobrze pokazują oficjalne dokumenty rządu Ukrainy. Przyjęta w 2024 roku Strategia Rozwoju Demograficznego do 2040 roku stwierdza wprost, że państwo stoi wobec głębokiego kryzysu demograficznego i będzie musiało poszukiwać nowych źródeł kapitału ludzkiego. Dokument wskazuje, że w ciągu najbliższej dekady na ukraińskim rynku pracy może zabraknąć właśnie około 4,5 miliona pracowników, a samymi zasobami krajowymi nie uda się zapełnić tej luki.
Bardzo wyraźnie problem zdiagnozował ówczesny wicepremier i minister jedności narodowej Ołeksij Czernyszow. W lutym 2025 roku również stwierdził, że przy obecnym poziomie produktywności Ukrainie będzie brakowało 4,5 miliona pracowników, a do 2035 roku z rynku pracy odejdą kolejne dwa miliony osób z powodu starzenia się społeczeństwa.
Polityk zwracał też uwagę, że powrót znacznej części uchodźców nie rozwiąże problemu niedoboru siły roboczej. W jego ocenie państwo musi jednocześnie zachęcać emigrantów do powrotu, aktywizować własnych obywateli oraz rozpocząć dyskusję nad przyciąganiem wykwalifikowanych pracowników z zagranicy.
Coraz wyraźniej widać więc, że Ukraina znajduje się na progu historycznej zmiany. Przez ponad trzy dekady niepodległości była przede wszystkim państwem emigracji – miliony jej obywateli wyjeżdżały za pracą do krajów Unii Europejskiej czy Rosji.
Tymczasem wszystko wskazuje na to, że po zakończeniu wojny Ukraina będzie musiała stopniowo przekształcić się w państwo imigracyjne, konkurujące o pracowników z tymi samymi krajami, do których dotąd wyjeżdżali Ukraińcy.
To właśnie w tym miejscu pojawia się fundamentalne pytanie: czy społeczeństwo, którego tożsamość narodowa została w ostatnich latach ukształtowana przez doświadczenie wojny i coraz bardziej popularne postawy nacjonalistyczne, będzie gotowe zaakceptować konieczność masowej imigracji?
Jak pogodzić masową migrację z ukraińskim nacjonalizmem?
Powojenna odbudowa będzie wymagała otwarcia kraju na imigrację, jednak ukraińskie społeczeństwo przechodzi jednocześnie proces bezprecedensowej konsolidacji wokół idei narodowej. Oba te zjawiska mogą okazać się trudne do pogodzenia.
Rosyjska inwazja z 2022 roku doprowadziła do głębokiej przemiany ukraińskiej świadomości narodowej. Jeszcze dekadę temu była ona zróżnicowana regionalnie, językowo i historycznie. Dziś znaczna część dawnych podziałów zatarła się.
Wojna stworzyła zaczyn do powstania nowej wspólnoty politycznej opartej na doświadczeniu walki z rosyjską agresją, kulcie armii, pamięci o poległych oraz przekonaniu, że przetrwanie państwa zależy od jedności narodu.
W badaniach opinii publicznej systematycznie rośnie odsetek obywateli deklarujących dumę z własnej narodowości, a język ukraiński i symbole państwowe zyskały znaczenie, jakiego nie miały od momentu uzyskania niepodległości.
Naturalną konsekwencją wojny jest również wzrost znaczenia środowisk odwołujących się do myśli nacjonalistycznej. Nie oznacza to jednak, że ugrupowania określające się jako takie zdobyły na Ukrainie dominującą pozycję polityczną – ich poparcie wyborcze nadal pozostaje ograniczone.
Znacznie większy wpływ wywierają one jednak na poziomie symbolicznym. Wizerunek żołnierza jako obrońcy narodu, kult poświęcenia dla państwa czy przekonanie o wyjątkowości ukraińskiego doświadczenia wojennego stały się elementami głównego nurtu debaty publicznej, wkraczając jednocześnie do mainstreamu.
Dziś nacjonalistą ukraińskim może określić się zarówno prawicowiec, lewicowiec, jak i centrysta, ponieważ łączy ich duma z faktu odpierania rosyjskiej agresji.
Badania Instytutu Socjologii Narodowej Akademii Nauk Ukrainy z września 2025 roku ujawniły, że 17% respondentów deklarowało się jako nacjonaliści, a 14,1% jako narodowi demokraci. Można zatem powiedzieć, że wojna uczyniła niemałą część ukraińskiego społeczeństwa nacjonalistycznym.
Nie bez znaczenia pozostaje również rola formacji wywodzących się ze środowisk narodowych. Pułk, a następnie 12. Brygada Specjalnego Przeznaczenia „Azow”, podobnie jak powiązany z nim Korpus Narodowy, od lat budowały narrację opartą na silnym patriotyzmie, dyscyplinie i etosie służby państwu.
Po 2022 roku heroiczna obrona Mariupola sprawiła, że „Azow” przestał być postrzegany wyłącznie jako środowisko o określonym profilu ideowym, a stał się dla wielu Ukraińców symbolem oporu przeciwko rosyjskiej agresji, a także istotnym głosem w społeczeństwie.
Co jednak istotne, zarówno środowiska związane z „Azowem”, jak i część organizacji narodowych nie wypracowały dotychczas spójnego stanowiska wobec przyszłej polityki migracyjnej. Ich przekaz koncentruje się przede wszystkim na bezpieczeństwie państwa i zachowaniu ukraińskiej tożsamości.
Należy jednak pamiętać, że ruch azowski jest jednak sceptycznie nastawiony do Unii Europejskiej i jako alternatywę dla tej organizacji proponuję koncepcję Międzymorza (Intermarium). W wizji Azowa Intermarium miałoby być sojuszem państw regionu – z dominującą rolą Ukrainy – stanowiącym przeciwwagę dla Rosji. Ponadto Międzymorze miałoby być zbudowane na zasadzie tzw. Europy ojczyzn, co jasno pokazuje, że ruch azowski na pierwszym miejscu stawia naród i jego dobro.
Jeszcze dekadę temu członkowie „Azowa” wspierali działania Państwowej Służby Migracyjnej w obwodzie Iwano-frankowskim wymierzone w nielegalną migrację. Nie oznacza to oczywiście, że ruch azowski automatycznie odrzuca każdą formę imigracji zarobkowej, ale pokazuje, że kwestie demograficzne i ekonomiczne mogą w przyszłości wejść w konflikt z wizją państwa budowanego wokół silnej wspólnoty narodowej.
O sile oddziaływania ruchu azowskiego na społeczeństwo świadczy fakt jego wysokiego poparcia politycznego. Według OSW partia założona przez Andrija Biłeckiego z 3. Brygady Szturmowej „Azow” w wyborach parlamentarnych mogłaby liczyć na aż 12% głosów wyborców. To uczyniłoby ją trzecią siłą polityczną w ukraińskim parlamencie.
Znacznie bardziej radykalny w swoich poglądach na masową migrację jest Prawy Sektor. Co prawda ugrupowanie to regularnie zdobywa marginalne poparcie w wyborach parlamentarnych na Ukrainie, jednak jego działalność i hasła na dobre wypełniły pejzaż ukraińskiego nacjonalizmu po 2014 roku.
Prawy Sektor regularnie przestrzega na platformach cyfrowych przed masową migracją i organizuje w ukraińskich miastach antyimigranckie pikiety. Członkowie tego ugrupowania mają bardzo jasną i sprecyzowaną wizję powojennej Ukrainy, w której nie ma miejsca dla nowych przybyszów. Zamiast tego „prawoseki” proponują, aby władze skupiły się na zachęcaniu do powrotu Ukraińców, którzy uciekli przed wojną do innych państw.
Zastanówmy się teraz więc nad bardzo istotną kwestią. Po podpisaniu pokoju do życia cywilnego powrócą setki tysięcy weteranów – ludzi, których tożsamość została ukształtowana przez doświadczenie wojny, służby wojskowej i poświęcenia dla państwa. Niemała część z nich to właśnie żołnierze związani z ruchem azowskim czy innymi ugrupowaniami nacjonalistycznymi. Czy zaakceptują oni nową rzeczywistość?
Czy państwowy kult OUN-UPA może być przeszkodą w integracji imigrantów?
Problem przyszłej polityki migracyjnej Ukrainy nie ogranicza się jednak wyłącznie do rynku pracy czy kwestii bezpieczeństwa. Równie istotnym wyzwaniem może okazać się polityka pamięci, która w ciągu ostatnich kilkunastu lat stała się jednym z najważniejszych filarów współczesnej ukraińskiej tożsamości.
Pełnoskalowa wojna jeszcze bardziej przyspieszyła ten proces. W obliczu rosyjskiej agresji postacie związane z ukraińskim ruchem niepodległościowym zaczęły być przedstawiane przede wszystkim jako symbole walki z imperializmem Moskwy.
Dobitnym tego przykładem jest niedawna decyzja prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z brygad Sił Zbrojnych Ukrainy imienia imienia Bohaterów UPA. Pokazuje ona, że pamięć o skrajnie nacjonalistycznej partyzantce przestała być domeną wyłącznie środowisk narodowych, a stała się częścią oficjalnej narracji państwowej.
Powstaje jednak pytanie, jak taka polityka pamięci będzie funkcjonowała w państwie, które zamierza przyciągnąć setki tysięcy lub miliony nowych mieszkańców. Dla potencjalnego migranta z Indii, Filipin, Uzbekistanu czy Nigerii spory o Stepana Banderę, Romana Szuchewycza czy historię UPA pozostają całkowicie obce.
Ich decyzja o przyjeździe na Ukrainę będzie zależała od poziomu wynagrodzeń, bezpieczeństwa i jakości życia, a nie od historycznych debat między państwami Europy Środkowo-Wschodniej.
W przypadku Ukrainy wyzwaniem będzie jednak znalezienie równowagi między pielęgnowaniem narodowej tradycji a budowaniem wspólnoty zdolnej integrować ludzi o zupełnie odmiennym pochodzeniu kulturowym i historycznym. Tym bardziej, że radykalni członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, którzy zasilali szeregi UPA, postulowali budowę Ukrainy monoetnicznej, a nie wielokulturowej.
Im większą rolę w definiowaniu ukraińskości będzie odgrywać określona interpretacja przeszłości, tym trudniejsze może okazać się stworzenie atrakcyjnego modelu integracji dla nowych mieszkańców.
Odbudować państwo i społeczeństwo
Powojenna Ukraina stanie przed zadaniem znacznie trudniejszym niż klasyczna odbudowa gospodarcza. Będzie musiała odpowiedzieć na pytanie, czym jest wspólnota polityczna w państwie, które jeszcze niedawno było przede wszystkim krajem emigracji, a w przyszłości może stać się krajem masowej migracji.
Ukraina, jeśli chce przyciągać migrantów, musi mieć jasno sprecyzowaną wizję tego, kto może stać się Ukraińcem. Czy ukraińskość będzie oznaczała przede wszystkim wspólne pochodzenie, język i pamięć historyczną? Czy też będzie coraz bardziej opierała się na obywatelstwie, lojalności wobec państwa i uczestnictwie w jego życiu społecznym?
Jeżeli Ukraina rzeczywiście będzie potrzebowała milionów dodatkowych pracowników, będzie musiała liczyć się z tym, że jej nowi mieszkańcy nie będą mieli wspólnego doświadczenia wojny z Rosją, nie będą znać meandrów i niuansów ukraińskiej historii XX wieku i obce im będą spory dotyczące pamięci narodowej. Migranci nie będą przyjeżdżać jako budowniczy ukraińskiego mitu narodowego, lecz jako ludzie szukający bezpieczeństwa i poprawy bytu.
Nie można tutaj pominąć konsekwencji powrotu setek tysięcy żołnierzy z frontu. Historia pokazuje, że zakończenie długotrwałych konfliktów często nie oznacza końca, a początek napięć społecznych.
Weterani wracający do cywilnego życia nierzadko stają się ważną reprezentacją polityczną, ponieważ posiadają silne poczucie wspólnoty, doświadczenie organizacyjne i przekonanie, że ponieśli największy ciężar obrony państwa. Widać to na przykładzie ruchu azowskiego, który już teraz może liczyć na szerokie poparcie społeczne.
Potencjalne napięcia mogą pojawić się w momencie, gdy doświadczenie wojenne zostanie skonfrontowane z gwałtowną transformacją społeczną i napływem cudzoziemców. Żołnierze, którzy przez lata walczyli o przetrwanie państwa, mogą inaczej postrzegać masową migrację niż osoby traktujące Ukrainę przede wszystkim jako miejsce pracy i możliwości na zarobek.
To z kolei może stać się paliwem do radykalizacji – najpierw w sferze politycznej, a następnie społecznej. Nacjonalistycznie nastawieni weterani mogą rzucać chłonne dla społeczeństwa antyimigranckie i narodowe hasła. Imigranci mogą również zacząć być alienowani, ponieważ to nie oni przelewali krew na froncie i przybyli na Ukrainę już po wojnie, więc są „gorszą” i „mniej wartościową” częścią społeczeństwa.
Nie trzeba wówczas dodawać, że taki scenariusz może doprowadzić do bardzo poważnych niepokojów, a w skrajnym przypadku krachu całej koncepcji państwa zachęcającego do masowej migracji.
Nie oznacza to jednak, że konflikt ten jest nieunikniony, ale pokazuje skalę wyzwania stojącego przed państwem: Ukraina będzie musiała stworzyć model integracji, który połączy pamięć o wojnie i silną tożsamość narodową z otwartością na nowych mieszkańców.
Dość optymistycznym prognostykiem na przyszłość są wyniki badania pokazującego stosunek Ukraińców do masowej migracji, jakie w grudniu 2025 roku przeprowadził wyżej wspomniany Instytut Socjologii Narodowej Akademii Nauk Ukrainy.
Rezultaty ankiety wyglądały następująco:
-
52% respondentów wykazywało pozytywny stosunek do migrantów;
-
27% wyrażało mieszane odczucia;
-
21% było nastawionych negatywnie.
Paradoks powojennej Ukrainy będzie polegał na tym, że ludzie, którzy obronili państwo przed zewnętrznym zagrożeniem, będą musieli jednocześnie zaakceptować jego głęboką wewnętrzną przemianę.
O ile na chwilę obecną większość Ukraińców wykazuje jeszcze pozytywny stosunek do migracji, o tyle może się to gwałtownie zmienić po powrocie żołnierzy z frontu i coraz większej popularności nacjonalistycznych haseł.
Największym wyzwaniem nie będzie już tylko zwycięstwo militarne, ale zbudowanie wspólnoty, która pomieści zarówno weteranów obecnej wojny, czujących się kimś bardziej wartościowym pod kątem obywatelskim, jak i ludzi przybywających z zupełnie innych części świata, dla których Ukraina będzie tylko, przynajmniej na początku, miejscem pracy.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
